Hej ,chciałabym się Was poradzić. Może któras z Was była w podobnej sytuacji. Mieszkam wraz z narzeczonym i nasza córeczka u teściów. Planujemy się wyprowadzić ,poniewaz w ich domu razem z nami jest 10 osób . Strasznie mi to przeszkadza ,poniewaz lubię ciszę i czystość a większość osób w tym domu mieszkających (dzieci teściów) to typowe "brudasy" m.in. - naczynia mogą stać tydzień ,chodzą w butach po domu ,ubrania walaja się po podłodze. Aż wstyd mi kogokolwiek zaprosić. Wracając do tematu. Z narzeczonym stwierdziliśmy,że chcemy się wyprowadzić ,że nasze dziecko nie może żyć w takich warunkach,ale boimy się że sobie nie poradzimy w kwestii finansowej . Ja nie pracuje ,bo studiuje jeszcze rok a on zarabia 2100 zł ,gdzie wynajem mieszkania u nas w mieście to kwota 1200+opłaty. Co o tym myślicie ? Możecie mi jakoś pomóc ? Doradzić ? Cokolwiek ..
Może zabrzmi to trochę złośliwie i brutalnie, ale najlepiej wróć do mamusi, do cycusia, a nie swoje własne dziecko wychowywać i krytykować innych.
Najlepiej najpierw dorosnąć, zanim założy się rodzinę, a ty? masz dziecko i narzeczonego z kiepską pracą, mieszkasz u jego rodziców i wygląda na to, że masz poczucie, że zasługujesz na więcej - na lepsze mieszkanie, na porządek, na ciszę i spokój. Ty się wprowadziłaś do nich, czy oni do ciebie, kto ustala zasady/zwyczaje we własnym domu?
Zgaduję, że jak idziesz na uczelnie, to właśnie ta brudna, hałaśliwa rodzina opiekuje się twoją córką, a jak wyprowadzisz się, to będzie stać cię jeszcze na dodatkową opłatę za nianię/żłobek?
Może weź się do pracy, studia skończ zaocznie lub jak "wyjdziesz na swoje" i spróbuj być trochę bardziej wdzięczna rodzinie faceta, że cię przygarnęła. Pomyślałaś, że dla nich to też obciążenie, że jeszcze kolejne osoby dokwaterowały się do nich?
Nawet przy studiach dziennych ostatni rok to głównie obijanie się i pisanie pracy. A w ostatnim semestrze rzadko kto ma więcej zajęć niż 3-4. To oczywiście zależy od kierunku, ale uważam, że wcale nie jest ciężko pogodzić ostatni rok studiów z pracą. Także rzeczywiście prezentujesz obrzydliwie roszczeniowe podejście. Znajdź pracę, to się wyprowadzicie.
wątpie żebyście dali radę za 2100, w jedną osobę jest ciężko a co dopiero 2+dziecko.
najlepszym wyjściem z sytuacji jest praca dla Ciebie, nawet na 1/2 atatu żebyś cokolwiek przynosiła do domu, wtedy by to miało większy sens.
Może zabrzmi to trochę złośliwie i brutalnie, ale najlepiej wróć do mamusi, do cycusia, a nie swoje własne dziecko wychowywać i krytykować innych.
Najlepiej najpierw dorosnąć, zanim założy się rodzinę, a ty? masz dziecko i narzeczonego z kiepską pracą, mieszkasz u jego rodziców i wygląda na to, że masz poczucie, że zasługujesz na więcej - na lepsze mieszkanie, na porządek, na ciszę i spokój. Ty się wprowadziłaś do nich, czy oni do ciebie, kto ustala zasady/zwyczaje we własnym domu?
Zgaduję, że jak idziesz na uczelnie, to właśnie ta brudna, hałaśliwa rodzina opiekuje się twoją córką, a jak wyprowadzisz się, to będzie stać cię jeszcze na dodatkową opłatę za nianię/żłobek?
Może weź się do pracy, studia skończ zaocznie lub jak "wyjdziesz na swoje" i spróbuj być trochę bardziej wdzięczna rodzinie faceta, że cię przygarnęła. Pomyślałaś, że dla nich to też obciążenie, że jeszcze kolejne osoby dokwaterowały się do nich?
Moim dzieckiem opiekuje się podczas nieobecności mój brat. Nie chciałam się tam wprowadzić ale musiałam ze względu na chorobę narzeczonego i musiałam się nim zaopiekować. Nie masz pojecia jaka sytuacja tu panuje.. Ja nawet bym tu się nie wprowadziła gdyby nie to że mój chłopak miał dość dolegliwe problemy z kręgosłupem ..
Nawet przy studiach dziennych ostatni rok to głównie obijanie się i pisanie pracy. A w ostatnim semestrze rzadko kto ma więcej zajęć niż 3-4. To oczywiście zależy od kierunku, ale uważam, że wcale nie jest ciężko pogodzić ostatni rok studiów z pracą. Także rzeczywiście prezentujesz obrzydliwie roszczeniowe podejście. Znajdź pracę, to się wyprowadzicie.
Jestem na weterynarii i mam 8 godzin
nie raz 6 ale rzadko. I wierz mi ,że się nie obijam a ciężko uczę,bo po co mam zostać weterynarzem skoro nie będę miała pojecia co i jak ? Wolę się uczyć i mieć pojęcie a nie później krzywdzić czyjeś zwierzę..
wątpie żebyście dali radę za 2100, w jedną osobę jest ciężko a co dopiero 2+dziecko.
najlepszym wyjściem z sytuacji jest praca dla Ciebie, nawet na 1/2 atatu żebyś cokolwiek przynosiła do domu, wtedy by to miało większyens.
Szukałam niejednokrotnie ale nie pogodze studiów z dzieckiem i praca. Mój brat nie może siedzieć z nią cały dzień a dziecko też potrzebuje rodzica.
8 2015-11-05 15:18:07 Ostatnio edytowany przez georgino (2015-11-05 15:18:48)
Czytam te komentarze i po prostu nadziwić się nie mogę.... Partner zarabia 2100zł i to jest kiepska praca? I że nie dadzą sobie rady? Hahahahah uśmiałem się po pachy. Po waszych komentarzach można wywnioskować, że wasza kariera wyglądała tak, że w dzieciństwie wszystko pod buzię podstawione, pieniążki na kieszonkowe dane,szkoła, studia, mieszkanie, życie opłacone i hop. Zero szacunku do pieniądza.
Niektórzy mieszkają po 3-4 osoby i żyją za 2000zł lub mniej i są szczęśliwi. Tutaj, nie dajecie szans autorce i jej narzeczonemu bo za 2100 nie da się przeżyć
i to jeszcze samemu(kurde zarabiam mniej, a mam na mieszkanie, wydatki, wycieczki, dodatkowe szkolenia i wiele innych rzeczy - kwestia rozplanowania). No przyznam szczerze, że wasza rozrzutność aż pali w oczy.
A jeśli chodzi o Ciebie, autorko, to nie przejmuj się tymi głupimi tekstami i poszukaj coś tańszego. Wyprowadź się, by uporządkować sobie życie. Znajdź pracę nawet na weekendy, ale idź do przodu. Nie stój w miejscu. Życzę powodzenia ![]()
Będziesz weterynarzem, suuper. Pilnuj studiów, zdobądź dyplom i załap się do jakiegoś gabinetu. Wytrzymaj jeszcze trochę, bo jak znajdziesz pracę to się odkujecie. Znam kilku weterynarzy i wszyscy stoją świetnie finansowo, więc jeżeli dobrze pokierujesz swoją karierą, będzie na prawdę OK.
Czytam te komentarze i po prostu nadziwić się nie mogę.... Partner zarabia 2100zł i to jest kiepska praca? I że nie dadzą sobie rady? Hahahahah uśmiałem się po pachy. Po waszych komentarzach można wywnioskować, że wasza kariera wyglądała tak, że w dzieciństwie wszystko pod buzię podstawione, pieniążki na kieszonkowe dane,szkoła, studia, mieszkanie, życie opłacone i hop. Zero szacunku do pieniądza.
Niektórzy mieszkają po 3-4 osoby i żyją za 2000zł lub mniej i są szczęśliwi. Tutaj, nie dajecie szans autorce i jej narzeczonemu bo za 2100 nie da się przeżyći to jeszcze samemu(kurde zarabiam mniej, a mam na mieszkanie, wydatki, wycieczki, dodatkowe szkolenia i wiele innych rzeczy - kwestia rozplanowania). No przyznam szczerze, że wasza rozrzutność aż pali w oczy.
A jeśli chodzi o Ciebie, autorko, to nie przejmuj się tymi głupimi tekstami i poszukaj coś tańszego. Wyprowadź się, by uporządkować sobie życie. Znajdź pracę nawet na weekendy, ale idź do przodu. Nie stój w miejscu. Życzę powodzenia
za 2100 rodzina z dzieckiem? chyba żartujesz. no to znaczy zalezy jak kto chce żyć, żyć aby przeżyć od pierwzego do pierwszego i nmic poza tym? pomyśl tylko - wynajęicie mieszkania bezie ich kosztowało 1200, zalóżmy że to już z opłatami, zostaje im 900 zł.... i to ma starczyć na caaaały miesiąc? na dojazdy do pracy, na jedzenie i nagłe wydatki np. lekka choroba czy zepsucie sie czegoś?
Prosisz o radę, czy chcesz się kłócić i dowodzić, że los cię skrzywdził. Przeczytałaś opinie ludzi - nie masz najgorzej na świecie, część osób uważa, że nie dasz sobie rady samodzielnie, ale są osoby, które twierdzą, że to dużo pieniędzy i wystarczy dobrze nimi gospodarować. Jesteś wystarczająco dojrzała, by zacząć żyć na własne kont? No to zrób ten krok.
Co mozna doradzic? Mieszkanie w ROD? A i tak trzeba miec kapital zeby sobie dzialkie kupic i domek przyszykowac. Jesli nie macie oszczednosci to po prostu dotyka was proza zycia przy niskich zarobkach, gdzie jedna osoba tylko pracuje. To definiuje wasze mozliwosci a z pustego i Salomon nie naleje.
Mozecie jednak roznych rzeczy sprobowac:
- wynajac mieszkanie samodzielnie ale mniejsze, w gorszym stanie, tansze
- wynajac mieszkanie na spolke z jakas kolezanka, podzielic pokoje
- pojsc do pracy na studiach, wiele osob pracuje, dzielac sie opieka nad dzieckiem
- pogodzic sie z warunkami mieszkania z tesciami
Dla mnie sam problem jest w ogóle wydumany. Oczywiście rozumiem, że komuś przeszkadza brud, bo mnie też przeszkadza. No ale na pewno macie jakiś swój pokój, gdzie panuje porządek. Przebywanie w innych częściach domu można ograniczyć do niezbędnego minimum, a dziecko np. zabierać w jakieś fajne miejsca, by był pretekst do dodatkowego wyjścia. Tym bardziej, że został ostatni rok studiów, więc nie rozumiem biadolenia. Da się to przetrwać i wbrew pozorom bardzo szybko zleci.
Prosisz o radę, czy chcesz się kłócić i dowodzić, że los cię skrzywdził. Przeczytałaś opinie ludzi - nie masz najgorzej na świecie, część osób uważa, że nie dasz sobie rady samodzielnie, ale są osoby, które twierdzą, że to dużo pieniędzy i wystarczy dobrze nimi gospodarować. Jesteś wystarczająco dojrzała, by zacząć żyć na własne kont? No to zrób ten krok.
Nie ,nie .. nie mam zamiaru się kłócić a jeśli odebralas to w takowy sposob to przepraszam
chciałam się tylko doradzić czy ktoś może był w podobnej sytuacji i w trakcie wyszły pewne niejasności ,które chciałam wyjaśnić ![]()
Co mozna doradzic? Mieszkanie w ROD? A i tak trzeba miec kapital zeby sobie dzialkie kupic i domek przyszykowac. Jesli nie macie oszczednosci to po prostu dotyka was proza zycia przy niskich zarobkach, gdzie jedna osoba tylko pracuje. To definiuje wasze mozliwosci a z pustego i Salomon nie naleje.
Mozecie jednak roznych rzeczy sprobowac:
- wynajac mieszkanie samodzielnie ale mniejsze, w gorszym stanie, tansze
- wynajac mieszkanie na spolke z jakas kolezanka, podzielic pokoje
- pojsc do pracy na studiach, wiele osob pracuje, dzielac sie opieka nad dzieckiem
- pogodzic sie z warunkami mieszkania z tesciami
Chyba będę musiała pomyśleć nad czymś mniejszym i tańszym ,dziękuję bardzo ![]()
Dla mnie sam problem jest w ogóle wydumany. Oczywiście rozumiem, że komuś przeszkadza brud, bo mnie też przeszkadza. No ale na pewno macie jakiś swój pokój, gdzie panuje porządek. Przebywanie w innych częściach domu można ograniczyć do niezbędnego minimum, a dziecko np. zabierać w jakieś fajne miejsca, by był pretekst do dodatkowego wyjścia. Tym bardziej, że został ostatni rok studiów, więc nie rozumiem biadolenia. Da się to przetrwać i wbrew pozorom dzo szybko zleci.
Niestety nasz pokój jest przechodni ,wszyscy tamtędy przechodza do kuchni. Chociazbym chciała utrzymać w naszym pokoju porządek to się nie da,bo jeden przejdzie z jedzeniem ,coś mu spadnie to nie podniesie po sobie, drugi idzie z napojem wyleje i nawet tego nie wytrze ,mimo wielokrotnych próśb o trzymanie porządku przynajmniej w naszym pokoju cały czas jest tak samo. Wizyty mamy nawet o 2 w nocy ,bo ktoś zglodnieje a jak zamkne pokój na klucz to następnego dnia mamy aferę na skalę światowa.. Z córka wychodzę tak często jak się da . Chce jak najmniej czasu tam spędzać . Wiem że może jestem dość bezczelna ,w końcu mieszam z błotem rodzinę mojego narzeczonego ale on jest tego samego zdania co ja . Próbował już sporo razy rozmawiać z rodzeństwem żeby po sobie sprzatneli ,żeby nie rzucali brudnych ciuchow w kuchni ale to na nic .
za 2100 rodzina z dzieckiem? chyba żartujesz. no to znaczy zalezy jak kto chce żyć, żyć aby przeżyć od pierwzego do pierwszego i nmic poza tym? pomyśl tylko - wynajęicie mieszkania bezie ich kosztowało 1200, zalóżmy że to już z opłatami, zostaje im 900 zł.... i to ma starczyć na caaaały miesiąc? na dojazdy do pracy, na jedzenie i nagłe wydatki np. lekka choroba czy zepsucie sie czegoś?
No to nie wiem co takiego musi wynajmować, żeby płacić za wszystkie rachunki wraz z mieszkaniem 1200zł. Ja płace niecałe 800zł i mam mieszkanie 50m2 (nie małe więc jak kawalerka) wraz z rachunkami tylko dla siebie. Jeżeli chce się mieszkać "lepiej" to niech się i płaci lepiej, ale nie wierzę, że nie ma tańszych mieszkań niż 1200zł. Ja wynająłem taniej i mam podobnie do tych co płacą po 1000+zł. Te same warunki, meble kupiłem swoje i w ten oto sposób oszczędzam co miesiąc kilka stów. To samo może zrobić autorka, wynająć tańsze, potem dokupywać coś dodatkowego i życie powoli staje się lepsze. Niech trochę siądzie nad mieszkaniami, znajdzie coś ciekawego i wio. I niech porozmawia z partnerem, z opisów przedstawionych powyżej, życie w tamtym domu jest nieznośne.
18 2015-11-06 12:43:17 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-11-06 12:44:53)
Niestety nasz pokój jest przechodni ,wszyscy tamtędy przechodza do kuchni. Chociazbym chciała utrzymać w naszym pokoju porządek to się nie da,bo jeden przejdzie z jedzeniem ,coś mu spadnie to nie podniesie po sobie, drugi idzie z napojem wyleje i nawet tego nie wytrze ,mimo wielokrotnych próśb o trzymanie porządku przynajmniej w naszym pokoju cały czas jest tak samo. Wizyty mamy nawet o 2 w nocy ,bo ktoś zglodnieje a jak zamkne pokój na klucz to następnego dnia mamy aferę na skalę światowa.. Z córka wychodzę tak często jak się da . Chce jak najmniej czasu tam spędzać . Wiem że może jestem dość bezczelna ,w końcu mieszam z błotem rodzinę mojego narzeczonego ale on jest tego samego zdania co ja . Próbował już sporo razy rozmawiać z rodzeństwem żeby po sobie sprzatneli ,żeby nie rzucali brudnych ciuchow w kuchni ale to na nic .
Na pewno komfortowe to nie jest. Jednak do końca roku akademickiego zostało tylko 8 miesięcy, przeżyjesz. Przez ten czas możesz przemęczyć się i sprzątać po domownikach przynajmniej w Waszym pokoju. Zresztą wierzyć mi się nie chce, że ciągle coś komuś spada i się rozlewa, bo straszne niezdary musiałyby tam mieszkać. Miałam u siebie w wakacje 2 małych dzieci i chociaż zdarzało im się coś rozlać i upuścić, no to jednak nie było wielkim problemem do ogarnięcia. Fakt jest taki, że niestety nie masz nic do gadania, bo nie jesteś u siebie. Pewnie dokładacie się jakoś do rachunków, ale domyślam się, że na dom wydajecie dużo mniej niż te 1200 zł, bo inaczej byście się wyprowadzili. Odkładajcie więc te dodatkowe pieniądze i tuż po skończeniu Twoich studiów będziecie mogli się wynieść. Za pracą też warto rozglądać się już niedługo i najwyżej umówić się z pracodawcą, że zaczniesz tuż po obronie. Bo jak będziesz szukała dopiero w lipcu, to prawdopodobnie stracisz kolejne miesiące.
19 2015-11-07 10:29:21 Ostatnio edytowany przez theonlyone (2015-11-07 10:30:56)
No to nie wiem co takiego musi wynajmować, żeby płacić za wszystkie rachunki wraz z mieszkaniem 1200zł. Ja płace niecałe 800zł i mam mieszkanie 50m2 (nie małe więc jak kawalerka) wraz z rachunkami tylko dla siebie. Jeżeli chce się mieszkać "lepiej" to niech się i płaci lepiej, ale nie wierzę, że nie ma tańszych mieszkań niż 1200zł. Ja wynająłem taniej i mam podobnie do tych co płacą po 1000+zł. Te same warunki, meble kupiłem swoje i w ten oto sposób oszczędzam co miesiąc kilka stów. To samo może zrobić autorka, wynająć tańsze, potem dokupywać coś dodatkowego i życie powoli staje się lepsze. Niech trochę siądzie nad mieszkaniami, znajdzie coś ciekawego i wio. I niech porozmawia z partnerem, z opisów przedstawionych powyżej, życie w tamtym domu jest nieznośne.
To ,że Ty masz tanio,nie znaczy,że każdy będzie miał,trzeba jeszcze wziąć pod uwagę lokalizację,u mnie w mieście uzdrowiskowym jest drogo,najtańsze mieszkanie dwupokojowe to 800+opłaty,trzypokojowe 1000+opłaty,nikt taniej nie wynajmie,chyba,że w obskórnych warunkach,ewentualnie na obrzeżach miasta i tam też polecam poszukać...
Natomiast wypasione mieszkania w mojej okolicy to od 2000 w górę.
Skoro mieszkacie w jednym pokoju, przez który chodzi sobie 10 osób to KAŻDA inna opcja będzie dla was luksusem. Więc poszukajcie czegoś najtańszego jak tylko się da. Jakąś paskudną kawalerkę da sie znaleźć poniżej 1000zł, nawet w Warszawie.
Poszukaj tez możliwości dodatkowego zarobku. Może jakieś korepetycje? Może praca hostessy w niektóre weekendy? Może okazjonalna opieka nad jakimś dzieckiem? Jeśli dorzucisz kilka stówek do budżetu to na pewno spokojnie wam wystarczy.
Matko pokój przechodni = koszmar i to jeszcze z małym dzieckiem, gdzie ono również potrzebuje odpoczynku i spokojnego snu w nocy. Ja bym się nawet wyprowadziła do pokoju wynajętego, bo to jest luksus w porównaniu do tego miejsca gdzie teraz mieszkasz. Dacie radę za 2100 tylko szukajcie jak najtańszego miejsca. Po studiach znajdziesz pracę i znajdziecie coś lepszego ![]()
Wydziały weterynarii są w dużych miastach.
Mówisz o kwocie 1200zł - obstawiam Warszawę.
Polecam Tarchomin - tam można znaleźć taniej z tym, że daleko do SGGW.
Lub zaczekać jeszcze do końca studiów , znaleźć pracę i wtedy myśleć o wyprowadzce.
Ja w Lublinie jestem i również płacę 1200. Wcale nie za wielki luksus.. Takie ceny wynajmu w mieście to standard.