Witam, mam na imię Jacek mam 24 lata. Na 2 roku studiów poznałem kobietę i od razu poczułem do niej coś więcej. Podrywałem ją, zaś ona flirtowała ze mną, ale wtedy nie chciała mi przez pierwsze 3 miesiące odpowiedzieć na pytanie czy ma kogoś. W końcu gdy ją zostawiłem po miesiącu stwierdziła, że zostawiła swojego chłopaka i jest wolna. Więc zaczęliśmy się spotykać, ale ciągle coś nie grało. I tak to trwało kolejne półtorej roku, aż się dowiedziałem, że ona wcale nie zostawiła swojego chłopaka i przez rok czasu spotykała się ze mną i z nim. Tłumaczyła, że w mojej obecności nie mogła się powstrzymać, że niby nie potrafiła się mi oprzeć itp i że nie robiła tego perfidnie i specjalnie tylko po prostu się zagubiła. To był dla mnie cios, po tym wszystkim nie mogłem się pozbierać, a ona nie walczyła o mnie tylko chciała wrócić do tamtego i w końcu wróciła na kilka miesięcy po czym znowu się rozstała z nim już definitywnie (de facto on ją pogonił). Z tego tytuł zaczęła się spotykać ze mną twierdziła, że ciągnie ją do mnie, że mnie potrzebuje, że ma posrane życie że nie umie zagrzebać przeszłości ale pragnie mnie w swoim życiu. Zgodziłem się wrócić i tak się rozstawaliśmy kilka może kilka naście razy. Ale pech polega na tym, że ona ze mną studiuje i zawsze musieliśmy się gdzieś spotkać do tego ona twierdziła, że gdy jestem obok to nie może się powstrzymać, że ciągnie ją do mnie i w ogóle. Znamienne jest to, że zawsze gdy ją pytałem czy mnie kocha to nie chciała odpowiedzieć ani tak ani nie. Ale gdy byliśmy razem było wspaniale, rozumiemy się bez słów żartujemy jest namiętnie bardzo siebie pociągamy. Kilka dni temu dowiedziałem się od osoby postronnej, że ona jej wyznała, że żałuje tego co się stało i czasu nie cofnie ale choć nienawidzi byłego to gdyby byłą taka możliwość by cofnąć czas to wróciła by do niego. Mój świat się zawalił. Napisałem jej co o tym myślę a ona na to, że to ktoś mi przedstawił w krzywym zwierciadle tę rozmowę, że ona owszem mówiła, że to był najlepszy czas z byłym w jej życiu ale, że teraz jestem ja i że tylko ja mogłem zakopać tamtą dziurę w jej sercu . Po paru dniach od tego zdarzenia napisała mi sms, że to koniec, że nie chce mnie krzywdzić dalej i że ona jest rozchwiana emocjonalnie i że przez to krzywdzi inne osoby i że w ogóle uważa, że ciąży na niej jakieś fatum i nigdy jej nie zaufam w związku z tym, że ona się nie odetnie od tej przeszłości i tego złego co było pomiędzy nami. Dodam tylko, że takich rozstań było kilka z tym, że gdy ja się odsuwałem to ona zawsze się odzywała sama. Ja przez te wszystkie lata cały czas mówiłem, że ją kocham, że chce wiązać z nią przyszłość, że jest kobietą mojego życia, ale ona zawsze jakby była z boku, zdystansowana, zaś gdy się oddalałem wracała prosiła, żebym z nią był. Czy jest jakaś szansa, że ona mnie kocha?? Czy dać sobie z nią spokój? Najgorsze, że cały ten okres spotykania się z nią a będzie to już 5 rok to ciągle z mojej strony nerwy i strach, że to wszystko rąbnie. Myślicie, że tym razem ona na serio chce to skończyć? Rzucić to w cholerę tym razem definitywnie czy dalej walczyć? Bardzo ją kocham obecnie mój świat się zawalił , ale czy to nie za mało????? Czy ona jest w ogóle tego warta......?? Jest jakaś szansa, że ona się ustabilizuje i zrozumie, że mnie kocha?? Pomóżcie....
1 2015-11-02 16:09:51 Ostatnio edytowany przez salihamidzic (2015-11-02 17:00:43)
Z doswiadczenia wlasnego i znajomych, wiem ze taki zwiazek nie ma sensu. po cop brnac i ciagle walczyc o cos tak niepewnego i chwiejnego?milosc polega na tym zeby czuc bezpieczenstwo,zeby drugiej osobie ufac bezgranicznie. pomysl ze co z tego ze bedziaesz to ciagnal skoro za jaakis czas ona znow zmieni zdanie?a co gorsze jesli wzielibyscie slub, masz ochote szarpac sie tak z zona?a potem zostac sam z alimentami na dzieci?siwat slyszal wiele takich historii.
Widac po Twoim wpissie ,ze jestes dobrym , wrazliwym facetem. sadze ze zaslugujesz na kogos, kto odwzajemni Twoje uczucia, kto sprawi ze poczujesz komfort psychiczny, stabilizacje i poporstu ,ze komus na Tobie zalezy, ze dba i walczy o Ciebie.
zawsze żal mi jest osob uwiklanych w takie zwiazki, lecisz niepotrzebnie w lata, marnujesz czas na osobe ktora nie jest Ciebie warta. zakoncz to. zlap oddech, zdystansuj sam do siebie a zobaczysz ze spotkasz w koncu ta odpowiednia osobe.osobe ktora na Ciebie zaluguje.
3 2015-11-07 03:52:13 Ostatnio edytowany przez Byla_Narzeczona (2015-11-07 04:14:03)
Czekaj, masz 24 lata, poznałeś ją na II roku studiów 5 lat temu... CO?
Edit:
Okej, przetrawiłam, przeczytałam inny wpis i kumam ![]()
Nie sądzę, że ona Cię kocha. A przynajmniej nie na zdrowy sposób. Z Twojego opisu wyłania się księżniczkowata, użalająca się nad sobą osoba, mająca w bonusie niskie poczucie wartości. Możliwe jest też, że świadomie manipuluje Twoimi uczuciami zwalając wszystko na swoje "popieprzone poprzednie życie" - bo jak masz się gniewać na osobę z problemami, którą to przerasta? Ponad 4 lata to szmat czasu. Zakładam, że nie była w tym "poprzednim życiu" bita, gwałcona itp., aby przeszłość nie dała o sobie zapomnieć?
Zastanów się, co to za związek w ciągłym strachu? Bez pewności, że druga osoba jest zaangażowana w tym samym stopniu, co Ty? To nie jest związek, tylko katorga. Uzależniłeś się od adrenaliny, którą ona Tobie dostarcza. No i jeszcze ta jej wielka miłość w postaci byłego faceta w tle. Psychologiem nie jestem, ale coś mi się też wydaje, że Twoja pani przede wszystkim stawia sobie za cel być w związku, to może podnosić jej samoocenę w jej własnych oczach - ma być wygodnie przede wszystkim JEJ (to by wyjaśniało igranie z Twoimi uczuciami: te rozstania i powroty, zmienianie zachowania w wypadku cienia rozstania z nią z Twojej inicjatywy).
Z doświadczenia bym Ci radziła, abyś ją zostawił w cholerę. Przeszedłbyś coś w rodzaju odwyku, co by nie było ani miłe, ani łatwe, ale na pewno ostatecznie wyszłoby na dobre.
Jeśli jednak nadal chcesz się babrać w bagienku i zawalczyć, to niech ona idzie na terapię. W końcu to jej pochrzanione "byłe życie" wszystko między Wami niszczy, tak? Obawiam się jednak, że ona doskonale wie co robi, a w tym wypadku terapia niewiele da.
4 2015-11-10 21:36:38 Ostatnio edytowany przez salihamidzic (2015-11-10 22:15:18)
Dziękuję, za te mądre, życzliwe wypowiedzi.
Tak to prawda, ja jestem od niej w jakimś sensie uzależniony. Jej osoba tak trwale zapisała się w moim życiu, że ciężko mi teraz je sobie wyobrazić bez niej. Najgorszy jest ten strach, który mnie oplata, że ona znajdzie sobie kogoś innego, to jest irracjonalne a jednak nie mogę się pozbyć tego dręczącego uczucia. Wiem, że powinienem to zakończyć, bo ta osoba nie wiąże ze mną przyszłości, ale z drugiej strony panicznie boje się, że w końcu przyjdzie ten moment kiedy odwrotu nie będzie. Niestety chorobliwie ją kocham, a może jej już nie kocham tylko utkwiłem w jakiejś własnej obsesji i ciężko mi z tego wyjść. Nie będę tym drugim facetem, chce być pierwszym, a ta osoba wciąż daje mi poczucie, że jest na odwrót. Marzyłem o tym, żeby wspólnie z nią budować przyszłość, założyć z nią kiedyś szczęśliwą rodzinę, ale do tanga trzeba dwojga. Nie pozostaje mi nic innego jak po prostu urwać ten temat, bo chyba tak jak mówicie nic dobrego z tego nie wyniknie. Pozdrawiam
"Napisałem Jej to,napisałem jej tamto",czy Wy się w ogóle spotykacie na żywo?
Oczywistym jest to,że to nie jest żaden "związek".To jakaś seria spotkań rozciągnięta w czasie.Co Ci mogę doradzić,rozejrzyj się za kimś innym,"normalnym".W końcu powiesz jej "nie ma powrotu" i zaczniesz nowe życie.Bo to co masz,to jest właściwie nic.
"Napisałem Jej to,napisałem jej tamto",czy Wy się w ogóle spotykacie na żywo?
Oczywistym jest to,że to nie jest żaden "związek".To jakaś seria spotkań rozciągnięta w czasie.Co Ci mogę doradzić,rozejrzyj się za kimś innym,"normalnym".W końcu powiesz jej "nie ma powrotu" i zaczniesz nowe życie.Bo to co masz,to jest właściwie nic.
Owszem spotykamy się regularnie, po prostu w tamtym czasie ona była w domu z dala od mojego miasta, stąd te smsy wzajemne. Pzdr