Hej! Mam chłopaka od ok. 1,5 roku.. Wciąż jestem dziewicą. Jego podejście do tematu jest zupełnie normalne. Pociągam go i chce tego od zawsze. Gorzej ze mną. Spróbowaliśmy to zrobić zaledwie 2 miesiące po rozpoczęciu związku (dla niektórych to późno, dla niektórych wcześnie - dla mnie wcześnie) i nie udało się, ponieważ miałam tam na dole problemik zdrowotny zwany zapaleniem gruczołu Bartholina i po prostu mnie bolało przy.. wkładaniu, no:P Było mi przykro, ponieważ to był całkowicie mój pierwszy raz i byłam zestresowana a tu jeszcze coś takiego. Poszłam oczywiście do lekarza, który mi cośtam przepisał (nieistotne) i teraz, mimo że zapalenie pojawia się i znika, to nie jest dla mnie już takim dyskomfortem jak na początku.
No to po trzech miesiącach, romantycznym wieczorze i dwóch lampkach wina uznałam, że można spróbować znów. Nic nie stało na przeszkodzie, żadne gruczoły, nic. No ale znów FAIL. Zabolało mnie bardzo kilka razy i się oczywiście zestresowałam, a on widząc łzy w moich oczach z litości po prostu zostawił mnie w spokoju... A błona nadal tam tkwiła.
Teraz to wygląda tak, że sama czasem mam ochotę posunąć się dalej, bo jedyne na co sobie pozwalamy to seks oralny i petting (do analnego czuję wstręt)... Ale wiem co mnie czeka - ból... więc naturalnie chcę go uniknąć. Jednak denerwuje mnie to, że w momencie, kiedy oboje się rozkręcamy, mój umysł wylewa mi na głowę kubeł zimnej wody i krzyczy "TO BOLI!". Wcześniej ginekolog zaglądał tam i mimo że nie pytałam, uznałam, że powie mi jeśli coś będzie nie tak... Ale może powinnam jednak spytać. Może mam przerośniętą błonę, którą trzeba naciąć. A może po prostu lekarz jest konowałem i jest ślepy.. Nie wiem, wiem tyle, że chciałabym mieć to już za sobą, najlepiej byłoby gdyby nie istniała żadna błona, ale boję się usłyszeć jakąś przerażającą diagnozę, a na własną rękę na pewno nie odważę się znów próbować. Dodam, że te 2 wspomniane próby, to były jakby próby generalne, było ich więcej, ale kończyły się dużo wcześniej dzięki mojej (może przesadzonej) ostrożności na tym punkcie.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mi się nasuwa... Że chłopak nie będzie aż tak usatysfakcjonowany z w końcu udanego pierwszego razu jak ja.. Że skoro u niego to i tak ten sam narząd, ten sam orgazm, to nie przeżyje tego jakość szczególnie... Raz mi tak powiedział, ale wydaje mi się, że to były puste słowa, ponieważ widzę, jak bardzo chce, żeby do tego doszło i wiem, że stoi za tym nie tylko pożądanie, ale i miłość. Dla niego także jestem pierwszą partnerką, z którą jest tak blisko, więc pewnie sam nie wie, czego się spodziewać.
Co o tym wszystkim myślicie? Może macie jakieś ciekawe rady? Nie licząc narkozy przy rozdziewiczaniu ![]()