Cześć,
Jestem tu bo od jakiegoś czasu szukam porad "jak stać się mniej opiekuńczą".
Ale może od początku:)
Mam pewien problem z facetem. Od kiedy zaczął prace która całkowicie go pochłonęła nasz związek zaczął się sypać.
Pracuje w miejscu w którym przebywa z kobietami po 14h dziennie. Przynosiłam mu obiady (bo na dobrą sprawę na kanapce i soku nie można żyć), pisałam, czasami dzwoniłam. Niestety praca ta wiązała się również z ciągłymi telefonami od różnych dziewczyn, nocnych wizyt po mieszkaniach "bo trzeba oddać klucze" i nagłymi wyjściami z domu "bo muszę kogoś zastąpić".
Zaczęłam się denerwować..no bo na dobrą sprawę, jaka normalna kobieta coś takiego wytrzyma. Siedzisz całymi dniami w domu (tu nadmienię, że prace mam bardzo luźną przy biurku w której mam czas na sms'y i telefony, a poza tym moja to tylko 8h..nie 14h).
Po kliku awanturach zakazał mi przychodzenia do siebie do pracy. Po kilku innych kłótniach gdy dowiedziałam się, że po nocach łaził oddać klucze po mieszkaniach koleżanek zaczął mnie odsuwać jeszcze bardziej. Teraz sytuacja wygląda tak, że nie życzy sobie też moich telefonów i smsów w pracy. Czemu? bo nie ma czasu.. mimo tego, że jego praca polega na siedzeniu w małej klitce i czasami obsłużeniu klientów. Często proszę go o telefon w wolnej chwili.. jakąś wiadomość. Skoro ja nie trafiam w te "wolne chwile" - (on nie odbiera, a po 2-3h jak jednak znowu postanowię się odezwać dostaje opieprz, czemu w ogóle się go czepiam i dopytuje.. bo co mnie to obchodzi. On przecież pracuje) -to może on się odezwać. Oczywiście tego nie robi chociaż obiecuje.
Nie wiem co mam o tym myśleć. Od prawie trzech miesięcy co chwile dostaje nowe zakazy, ciągle musze się zmieniać, ciągle robie coś wbrew sobie no bo ile można siedzieć, patrzeć w sufit i zakazywać sobie zadzwonić bo zaraz będzie awantura. Nie reaguje też na moje prośby. Głupie podłączenie kuchenki, naprawa zlewu czy zrobienie herbaty.. albo to oddzwonienie.
Jest kochany po pracy. Jak o nic nie pytam, jak nie poruszam tematu jego koleżanek, jak nie pytam co się działo w pracy.
Czasami zachowuje się już przesadnie kochana żeby nie było awantury. Obiadki, nowa seksowna bielizna żeby go sobą zainteresować (oczywiście między grami jest ok.. ale nie pochwali, nie powie komplementu) sprzątanie, pranie, podawanie skarpetek, ręcznika po kąpieli, robienie kanapek do pracy, dbanie o zakupy.. robie wszystko. Staram się dostosowywać do jego próśb. Co z tego mam? Jak już odbierze telefon to jest niemiły, oschły. Większość komentuje takim pustym, ironicznym "mhm" na większość spraw odpowiada "tak" mimo tego, że wiem, że jest inaczej. Są dni, że jest ok, siedzi w pracy sam i faktycznie się stara być miły.. ale takich dni jest mało.
Kocham go nad życie i nie chce go stracić. Obiecałam sobie, że będę twarda i dam sobie spokój z tą pracą. Może jeśli przestane być taka ciekawska co się u niego dzieje on zacznie mi wszystko mówić. Ale jeśli ja nie zapytam to on mi nie powie.. nie interesuje się też co się dzieje u mnie. bardzo rzadko spotykam się z pytaniem "a co u Ciebie" "co robisz" a już prawie nigdy "jak się czujesz"..
Z tego co mi powiedział - potrzebuje przestrzeni, luzu. Tylko jak mu to dać skoro ja czuje się odpychana i w ogóle nie zaangażowana w nasz związek? Jestem ja i jest on. On ma swoje sprawy i uważa, że nie powinnam w ogóle się udzielać.
Chciałabym od Was jakiejś porady.. pomocy.
Przyznam szczerze, że psychicznie i fizycznie już nie mam sił. Mam faktycznie całkiem odpuścić i czekać na to co się stanie? Dalej starać się go sobą zainteresować?
Licze na Was,
Pozdrawiam:)