Witam,
Bardzo długo wahałam się czy opisać tu swój problem, ale ostatecznie stwierdziłam, że chyba czas już przełamać wstyd. Postaram się opisać fakty.
Mam 30 lat, mój partner jest rok starszy. Jesteśmy razem od 6 lat. Nie mieszkamy razem.
Początek naszego związku był bardzo udany, także pod względem seksualnym – partner często wychodził z inicjatywą zbliżenia, dotykał mnie, obydwoje byliśmy zaspokojeni, choć może faktycznie od początku on miał nieco mniejsze libido. Sama nie wiem kiedy zaczęły się problemy – po prostu w pewnym momencie zaobserwowałam, że częstotliwość współżycia spada. Najpierw coraz rzadziej inicjował je mój partner, potem przestał mnie pieścić, w końcu przestał nawet mnie rozbierać. Scenariusz „ja inicjuję seks – ja go pieszczę – on nie robi nic (poza ściągnięciem tylko spodni i majtek)/ robi niezbędne minimum – kochamy się” stał się z czasem jedynym scenariuszem. Seks jest sporadyczny ze względu na warunki mieszkaniowe, przy czym u partnera stosunkowo często występują problemy z erekcją.
Ostatnie miesiące sprawiły, że kompletnie się załamałam i zastanawiam się nad zakończeniem naszego związku.
Seks właściwie przestał istnieć. Od trzech miesięcy nawet, gdy zostajemy sami grzecznie kładziemy się spać i równie grzecznie jemy śniadanie. Takie sytuacje mają miejsce max. 1 raz w tygodniu i są poprzedzone abstynencją. Bez mojego znaku partner odwraca się plecami i zwyczajnie idzie spać lub rano wstaje przede mną.
Czerwona lampka zapaliła się podczas urlopu – wydawało mi się, że to będzie idealny czas - brak telefonów z pracy, dobre jedzenie, brak kłopotów rodzinnych po stronie mojego partnera.
W pierwszych dniach z mojej inicjatywy doszło do seksu oralnego jednostronnego – ja zaspokoiłam partnera. Partner nie dotknął niczego poza moją głową, nawet mnie nie rozebrał (a miałam na sobie niespecjalnie seksowną piżamę z nadrukiem z kreskówki).
Po 2-3 dniach od tego zdarzenia (bo zostałam już nauczona, że partner „codziennie nie da rady”) ubrałam się w seksowną bieliznę i czekałam na niego w łóżku. Rozpoczął się standardowy scenariusz – moja inicjatywa, pieszczoty z mojej strony wobec partnera, partner nie robi nic poza leniwym ściągnięciem mi bielizny. Potem nastąpiła nieudana próba zbliżenia – erekcja partnera mimo pieszczot z mojej strony nie była pełna, a ja byłam kompletnie nieprzygotowana. Przepraszam za może nazbyt dokładny opis, ale ta sytuacja miała dla mnie duże znaczenie – penetracja dla mnie była bolesna od samego początku, nie przerwałam zbliżenia bo sądziłam, że od razu zrobi to mój partner orientując się, że musi poświęcić na pieszczoty chwilę czasu. Niestety on zdawał się kompletnie nie zwracać na mnie uwagi i dopiero po jakimś czasie od rozpoczęcia penetracji stwierdził: „nie dam rady dalej, bo jest za sucho i MNIE obciera”. Może mi się wydaje, ale odniosłam wrażenie, że oczekuje zaspokojenia oralnego (co nie nastąpiło).
Kolejnego dnia atmosfera była napięta, choć nie doszło do rozmowy na temat nieudanej próby zbliżenia. Wieczorem poszliśmy na imprezę, były drinki, były bardzo zgrabne dziewczyny w krótkich spódniczkach tańczące na podestach. I choć partner niby nie poświęcał specjalnej uwagi temu otoczeniu to było dla mnie jasne, że tego wieczoru kłopotów z erekcją mieć nie będzie (co swoją drogą wydaje mi się całkiem naturalne, biorąc pod uwagę, że faceci są wzrokowcami). Kłopotów z erekcją nie było, gry wstępnej też nie było, nawet próby rozebrania mnie nie było, więc grzecznie odwróciłam się plecami i poszłam spać. Seksu nie było ani tego wieczoru, ani żadnego innego do końca wyjazdu.
Jakieś 2 tygodnie po powrocie seksu nie było nadal, mimo nadarzających się okazji. W końcu w imieniny partnera postanowiłam tak jak zwykle przejąć inicjatywę. Była seksowna bielizna, były pieszczoty oralne z mojej strony wobec partnera, erekcja była, tylko niestety „nie miał czym skończyć”. Usłyszałam, że powodem jest to, że partner sam zaspokoił się wieczór wcześniej.
Akurat tak się złożyło, że dwa dni później nocowałam u niego. Niby wyszedł z inicjatywą, pokusił się nawet o ściągnięcie mi bluzki, ale mimo mojego zaangażowania erekcja która początkowo była, po kilku chwilach się zmyła.
Rozmawiałam ze swoim partnerem niedawno na temat ostatnich zdarzeń. Zapewnił, że nie ma innej kobiety, że nadal jestem dla niego atrakcyjna. Nie umiał wyjaśnić czemu w takim razie mnie nie rozbiera, nie chce patrzeć na moje ciało czy go dotykać. Od gry wstępnej się odzwyczaił, bo ja i tak zawsze byłam gotowa. Usłyszałam, że przyzwyczaiłam go do seksu oralnego. On to lubi, ja mówiłam, że sprawia mi to przyjemność więc nie widział w tym nic niewłaściwego. Rzadki seks i brak erekcji wytłumaczył swoimi małymi potrzebami. Jak spytałam czy seks raz na miesiąc u 30-latka uważa za normalny stwierdził, że w takim razie może jest chory.
To nie była taka pierwsza rozmowa. Pierwsza odbyła się jakieś dwa lata temu, temat wraca jak bumerang. Za każdym razem po rozmowie przez jakiś miesiąc jest lepiej – partner przejmuje inicjatywę, rozbiera mnie i dotyka. Tyle tylko, że mi jego zachowanie i tak nie sprawia przyjemności – poddaję mu się, ale mam wrażenie, że jest wymuszone. Potem wszystko wraca do „normy”, a jak znów zabraknie mi cierpliwości to ma miejsce kolejna rozmowa.
Przyznam szczerze – mocno zastanawiam się nad zerwaniem zaręczyn. Nie wiem czy taki związek ma w ogóle sens?