Hej, to mój pierwszy post tutaj.
Mam problem. Odbyłam dwa stosunki z moim chłopakiem. O ile można to tak nazwać - każdy z nich trwał z... minutę? I to nie z winy partnera.
Czuję rozrywający ból. Znaczy wiecie, spodziewałam się czegoś takiego przy pierwszym razie, ale z takim natężeniem to nie... Dwa dni nie wstawałam z łóżka. To nie tak, że zabierał się "na sucho", ja nie chciałam itd. Byłam podekscytowana, czułam się gotowa. A tu po chwili płaczę, że nie wytrzymam, chyba jest sfrustrowany i myśli, że to jego wina...
Minęło już nieco czasu, on coraz bardziej chciałby, widzę to. Tylko ja na samą myśl o stosunku dostaję paniki, nie mogę się wyluzować i nie myślec o bólu - koło się zamyka. Miał ktoś coś podobnego? Nie mówię, że nie chciałabym się kochać, ale panicznie się boję ![]()
papa :*