Cześć, kłaniam się Wam.
Miałem przestać radzić się w internecie, uznałem, że trzeba się pogodzić ze stanem faktycznym, czyli, że nie jestem zbyt interesującą osobą, ale po spotkaniu pewnej dzierlatki wszystkie moje postanowienia poszły hen daleko... Miałem też krótko opisać swój problem, ale już czuję, że wyjdzie z tego długi wywód, niekoniecznie uporządkowany, niekoniecznie mądry, tak więc ostrzegam Was z góry! ; )
I od czego tu zacząć hmm. O wiem! Z dwa-trzy lata temu, a może nawet cztery, tak ten czas leci, pisałem na tym forum, że jestem mega nieśmiałym chłopakiem, że nie potrafię zagadać do dziewczyny, ogólnie, że jestem totalną pierdołą. To był początek liceum, chciałem zacząć wszystko od nowa, po gimnazjum, w którym nie zamieniłem ani słowa z dziewczyną żadną, bo trafiłem w środowisko zupełnie mi obce, gdzie zupełnie, totalnie nie pasowałem. Więc wchodziłem w okres 3 lat liceum z głową do góry, pełen nadziei! O słodka naiwności
. No nie wyszło mi w liceum, dwa pierwsze lata to była moja klęska, bo dalej byłem nieśmiały, dziewczyny nawet się śmiały, żem taka szara myszka. Z czego ta nieśmiałość wynikała? W sumie dalej może wynikać z jednego - wyglądu. Jestem chyba nieatrakcyjny, to znaczy.. Taką krótką charakterystykę jakby dać - bardzo żem chudy chłopak, próbowałem przytyć, ale i finanse i różne okoliczności mi to uniemożliwiły. Co nie znaczy, że nie dbam o siebie. Ćwiczę fizycznie i raz usłyszałem komplement, że mam fajne ciało, ale powiem to w ten sposób - bez koszulki, na plaży, mimo tego, że skóra i kości wyglądam lepiej, niż w koszulkach normalnie. Może sęk w tym, że kupuje ubrania, które na mnie wiszą? No nieważne.. Co do twarzy.. Ha, no twarz jak twarz, z tym, że u mnie rewelacji nie ma, a wiele mankamentów jest. No więc ustalmy - atrakcyjny fizycznie to ja nie jestem. Chociaż mam dni kiedy sobie myślę - "nie no, nie jesteś taki zły"
..
Trzeci rok liceum to już większy sukces, coś się zmieniło, ba, nawet miałem dziewczynę, ale to nie był mój sukces, gdyż.... to ja zostałem "poderwany".. I tak ten, który powinien być łowcą, stał się zwierzyną. No nie wyszedł związek, z mojej winy, to był początek tej mojej "transformacji". Ale co się zmieniło? Stałem się bardziej obojętny, kiedyś dziewczyny niemalże deifikowałem, i robiłbym to zapewne do teraz, łudząc się, że one to lubią, ale ... kiedyś wyżaliłem się na forum to mnie dziewuszki mocno sprowadziły na ziemię, za co jestem wdzięczny do teraz.
No ale do meritum, bo chciałbym mimo wszystko rad, a nie wyżalić się tylko
.
Potrafię już otworzyć usta i porozmawiać z dziewczyną, ale nie potrafię wykonać inicjatywy, zagadać.. No hola, hola, przecież napisałem, że potrafię otworzyć usta! No właśnie.. Podam Wam na przykładzie. Przez wakacje teraz pracowałem w firmie, która zatrudnia masę młodych ludzi. Ogólnie można pracować albo samemu, albo indywidualnie. Jestem trochę dzikus, nie umiem się integrować tak dobrze jak inni, więc pracuję sam. Ale jako, że mam już sporą praktykę, często przysyłano mi nowe osoby, często dziewczyny. W takich momentach, głupio mi było milczeć i po prostu zagadywałem. No i czasami mnie dziewczyny olewały (strasznie mało mówiły, a ja nie chciałem wyciągać na siłę niczego), a czasem nawet sporo rozmawialiśmy.. Ale takie moje budowanie relacji ogranicza się jedynie do tu i teraz.. Na przykład inni koledzy, którzy pracują z dziewczynami, dosiadają się do nich na przerwach i tak dalej, a ja nie potrafię, bo mam wrażenie, że żadna tego nie chce
. Jakby to powiedzieć.. "Obawiam się" dalszej "integracji". Hah, wygląda to niemalże tak, że jak ze mną rozmawiają już te dziewczyny, to pewnie przez to, że są miłe i nie chcą być chamskie dla mnie (chyba taką logikę mam). Czasami jak wykaże zainteresowanie dziewczyną, wypytuje ją o coś, to ona odpowiada, a potem milczy, nie widzę chęci do rozmowy, być może do nawiązania znajomości. O Boże, znowu zaplątałem, a chciałem zupełnie inaczej to wszystko rozpisać.
Czego ja chce? Chciałbym umieć nawiązywać relacje z dziewczynami. Tak, to jest sedno. Nie mam praktycznie koleżanek, bo nie umiem się "sprzedać" chyba. Nie szukam dziewczyny, chciałbym po prostu potrafić dogadać się z dziewczynami. Za parę dni zaczynam studia, wiecie, będzie integracja i tak dalej, może nie jestem już tak nieśmiały, ale widząc już jak na fejsie chłopaki tam zbierają wokół siebie grono, obawiam się, że zostanę w ogonie ;P. Nie będę potrafił zainteresować żadnej dziewczyny, nie zdobędę znajomości. Nie lubię podchodzić i zagadywać nowych osób, bo właśnie - mam wrażenie, że one nie chcą ze mną rozmawiać, albo, że inni faceci są bardziej atrakcyjni ode mnie na każdej płaszczyźnie, więc będą chciały iść do nich, ekstrawertyków, a nie spokojnego "nudziarza"
. Eh.. Nie tak chciałem przedstawić swój problem, ale mam nadzieję, że chociaż w części dałem do zrozumienia, co jest moim problemem.
Chciałbym od Was rad, bo zaczynają się studia, a ja czuje się jak 3 lata temu przed liceum.. Nie chce, bym po 5 latach dalej stał w miejscu.
Wiem, że trochę infantylnie to rozpisałem, w miejscach może nawet żałośnie, ale wolałem już napisać spontanicznie, nie zastanawiając się za bardzo nad formą.
Pozdrawiam!