Potrzebuję pomocy. Jestem dziewczyną kochającą za bardzo, która dostrzegła problem za późno.
W niedzielę 13 września po raz drugi rzucił mnie chłopak. Jesteśmy rówieśnikami, mamy po 22 lata, był to nasz pierwszy związek. Przeżyłam to bardzo, groziłam, że się zabiję, jeśli mnie nie opuści, że bez niego jestem niczym. Samo rozstanie trwało 3 godziny, gdzie ja płaszczyłam się przed byłym chłopakiem by dał nam jeszcze jedną szansę, a on tulił mnie tylko, jak sam powiedział, z resztki szacunku i dlatego, że tego potrzebuję.
Pierwszy raz zerwał ze mną trzy miesiące temu. Powiedział, że przestał mnie kochać. Chciał ze mną zerwać później, ale za radą jego mamy zrobił to od razu. Powiedział, że jestem piękna i idealna, ale nie potrafi mnie kochać, chociaż bardzo chce.
Po dwóch godzinach przyszłam do niego oddać rzeczy mając nadzieję, że do mnie wróci. Zbagatelizowałam to, że już mnie nie kocha i nie potrafiłam przyjąć to sobie do wiadomości. Powiedział, że chce mnie przytulić. Potem, że chce spróbować jeszcze raz, czuł się, jakby ktoś mu zabrał część siebie, nie potrafi be zemnie żyć. Skończyło się seksem. Późnym wieczorem przyznał się jednak, że nadal nie wie, czy mnie kocha. Znowu to zbagatelizowałam, cieszyłam się tylko, że chce być ze mną nadal.
Następnego dnia starałam się być, w moim mniemaniu, idealną dziewczyną jaka istnieje. Tak naprawdę nie odstępowałam go na krok, ubóstwiałam, jak zwykle. On nadal mówił, że się waha, potem rozpłakał się i powiedział, że nie potrafi mnie nie kochać i czy mu wybaczę, bo nie potrafi żyć beze mnie.
Spędzaliśmy czas, w moim mniemaniu, jak zwykle, na spędzaniu ze sobą każdej chwili. On lubił spędzać ze mną czas, jednak było to dla niego za dużo. Obiecałam mu, że to się zmienię, on też chciał być dla mnie bardziej czuły. Minął tydzień i z racji końca roku akademickiego, każdy z nas rozjechał się do swoich miast, do domu. Mieliśmy się spotkać w połowie sierpnia i wyjechać na wspólne wakacje z jego rodziną.
Jak zawsze przy rozłące wpadłam w depresję i manię, co on teraz robi. W moim mniemaniu odzywał się do mnie za rzadko, jakby mnie nie znał. Chciałam wiedzieć co robi, obserwowałam jego profil na fb, martwiłam się, że nie chce już ze mną być. Byłam zazdrosna, że pisze z innymi dziewczynami. On sam tego nie ukrywał, mówił mi o problemach tych dziewczyn i o czym z nimi rozmawia, że to są tylko koleżanki, z którymi czasem chodzi na piwo i był smutny, że mogę go posądzać o zdradę i mu nie ufam. Nie był na mnie zły. Zawsze miał dużo koleżanek i mi to przeszkadzało. Umówiliśmy się, że to ja mam być najważniejsza, a co on z nimi robi mnie nie interesuje. Sama zaproponowałam taki układ, mimo że to było bolesne, zaczęłam wtedy czuć, że ze mną jest coś nie tak i myśląc że mnie rani, ranię jego, że żądzą mną bezpodstawne uczucia. Jednak i tak miałam do niego pretensje, że więcej pisze z nimi niż ze mną. Nie zauważałam, że dzwoni do mnie codziennie i rozmawiamy nawet po dwie godzinny dziennie przez telefon i to on sam do mnie dzwoni. Dla mnie było to za mało. Okres rozłąki przeplatał się z euforią, że niedługo go zobaczę, a depresją i moimi wyrzutami do niego, że pewnie mnie nie kocha i ma mnie gdzieś.
Minęło półtora miesiąca i pojechałam do niego ciesząc się, że go znów zobaczę. Bardzo tęskniłam. Jak później dowiedziałam się podczas rozmowy z drugiego rozstania, wrócił do mnie tak naprawdę z litości i z strachu przed byciem samym. Nie tęsknił za mną w tym czasie, w sumie się nie dziwię, skoro potrafiłam wybuchać płaczem i wyrzutami. Nie wiedziałam jeszcze o tym i próbowałam żyć z nim jak najlepiej jak umiem. Spędzaliśmy razem cały czas, jako że byłam w gościach. Odprowadzał mnie do domu jego babci i budził mnie rano, wyjechaliśmy na wycieczkę na Węgry. Często mówiłam, że go kocham, tylko wtedy mi odpowiadał, że on też. Sam nigdy z siebie nie powiedział mi, że mnie kocha. Czasem mówił, że jeszcze się zastanawia i nie wie, czy chce ze mną być. Odrzucił plany zaręczenia się ze mną za pół roku i mówił, że musi to przemyśleć. Ja za to weszłam w rolę kogoś, kto miał to wszystko naprawić.
Czułam się winna sytuacji, mówiłam, że to moja wina i zmienię się, przestanę mu wchodzić na głowę i wtedy on zdecyduje się być ze mną, że miłość to wybór, a nie uczucie. Mówił, że przeszkadzało mu to, że spędzam z nim każdą chwilę, mamy tylko wspólnych znajomych i nie mam swojej „paczki”, czuje, że zabierałam mu wolność, przeszkadzały mu moje rzeczy w jego pokoju w akademiku. Jest animatorem mojego czasu, że chce z nim być przez każdą sekundę mojego życia. Jestem niesamodzielna, cały czas musi mnie trzymać za rękę, odprowadzać, chodzić za mną. Ja mu cały czas mówiłam że jest idealny, że nie mogę żyć bez niego, że chcę być z nim i go kocham i zrobię wszystko. Jednak nadal chciałam od niego więcej zapewnień jego miłości co do mnie, a gdy nie dostawałam tego, co w moim mniemaniu potrzebuję, robiłam sceny, że mnie nie kocha, obrażałam się na niego pokazując mu smutek i obojętność. On za każdym razem był smutny i zawsze po takiej scenie robił to, co od niego chciałam – tulił się, całował, ale zaraz potem znów brał mnie na dystans, ja znowu byłam smutna, płakałam i tak w kółko. Był to schemat- jesteśmy razem, jest dobrze. Nagle ogarnia mnie fala smutku, bo na przykład zamiast zwracać na mnie uwagę, rozmawia z kimś innym. Ja mu pokazuję mój smutek, albo uciekam. On próbuje ode mnie wyciągnąć co się stało, nie rozumie, że mnie to rani. Mówię mu z wyrzutem co czuję, a on by to naprawić, to robi. Nigdy mi nie mówił o swoich uczuciach i potrzebach. Późno się dowiedziałam, że dusi się w tym związku i jestem kobietą bluszczem. Zamiast się zająć sobą, chciałam, by był cały czas przy mnie i mną się opiekował. Że jest to jego zadanie, wypełnić mi pustkę niekochania mnie przez rodziców. Nadal mam przeświadczenie, że to on był dla mnie idealny, a ja wszystko zepsułam chęcią bycia z nim cały czas, że było mi cały czas mało. Mam teraz z tego powodu straszne wyrzuty sumienia.
Przy drugim rozstaniu powiedział, że jestem piękna, idealna, ale mnie nie kocha. I zrobiłam wszystko by być z nim, ale nic to nie dało. Stwierdził, że jest złym człowiekiem i nie potrafi nikogo kochać, że chce być sam. Nie mogę sobie przetłumaczyć i nadal mam złudną nadzieję, że mnie kocha, że to się da jeszcze naprawić. Chcę być z nim. Zerwaliśmy kontakt, umówiliśmy się tylko na odbiór naszych rzeczy za dwa tygodnie. Przy błaganiu go poprosiłam go, by za dwa tygodnie odezwał się, czy to na pewno koniec. Powiedział mi, że nie powinnam z nim być, że moje łzy przestają na nim robić wrażenie, że jeśli z nim zostanę będziemy nieszczęśliwi i w końcu mnie zdradzi. Jednak równocześnie nie chce zrywać ze mną kontaktu i chce się ze mną przyjaźnić. Nie dociera to do mnie.
Przeczytałam artykuły o toksycznej miłości i dwie książki - „Kobiety, które kochają za bardzo” Robin Norwood i „Toksyczne związki” Mellody Pia. Chcę się wyleczyć z tego uzależnienia, ale nadal nie jestem pewna, czy chcę to zrobić dla siebie, czy z nadziei, gdy zobaczy że się zmienię, wróci do mnie. To, że przez trzy miesiące udawał, że wszystko jest w porządku i mam się nie martwić, jednak zależało mu, próbował mnie zmienić jak to określił – bym była szczęśliwa, ale na złym przykładzie, nie dociera do mnie. Nadal mam wrażenie, że gdyby mnie przeprosił, wróciłabym do niego, bo w naszym związku nie było żadnej przemocy tylko radosne spędzanie ze sobą czasu. Że gdy teraz, gdy nie będę się do niego odzywać, zatęskni za mną i będzie chciał wrócić, jak to zawsze było. Po przeczytaniu ,,Toksycznych związków'' znalazłam odzwierciedlenie naszego związku, że byłam nałogowcem miłości, a on książkowym przykładem nałogowca unikania bliskości. Cykle naszego związku były identyczne do tych, przedstawionych w obu książkach. Jestem na etapie obsesyjnego pragnienia jego powrotu, ale powstrzymuję się od kontaktu z nim. Jednak nadal gdy ktoś dzwoni, mam nadzieję, że to on, wchodzę na fecebooka z nadzieją, że coś do mnie napisał, sprawdzam co na nim robi. Zdałam sobie sprawę z mojej obsesji, ale nie potrafię przestać.
Moje obecne zachowanie pełne jest sprzeczności. Raz nie chcę, by był już częścią mojego życia, nagle pojawia się nadzieja co do powrotu. Nie dopuszczam informacji, że sam nie chce ze mną być. Chcę rozpocząć terapię i naprawić siebie, ale mam wątpliwości, czy chcę to zrobić dla siebie, czy po to, by wrócił. Wymyślam scenariusze co by było wtedy, gdybym się opamiętała. Raz jego obwiniam o zakończenie związku, że nie był dla mnie dostatecznym wsparciem, a raz siebie, że byłam wariatką i małą dziewczynką, że to wszystko moja wina, a on powiedział mi o mojej idealności tylko po to, by mi nie było przykro.
Najgorsza jest ta nadzieja na to, że nadal będziemy razem, skoro oboje stwierdziliśmy, że mamy ze sobą problem. Powiedział, że nadal miał nadzieję, że znowu będzie mnie kochał tak, jak sam rozumie miłość i dlatego nie chciał ze mną zerwać i udawał dalej, że jest w porządku. Tłumaczę sobie, że jest niedojrzały i nie wie, co to miłość, skoro mówił, że lubi spędzać ze mną czas, jestem dla niego piękna. Ale sam powiedział, że takie uczucia może żywić do przyjaciółki, a we mnie dziewczyny i przyszłej żony nie widzi.
Za dwa tygodnie, gdy wrócę na studia, rozpocznę terapię w związku z moim trudnym dzieciństwem, rozwodzie i powrocie moich rodziców do siebie, patologii w moim życiu. Mam nadzieję na ozdrowienie, ale gwałtowne uczucia które mam, nie pozwalają mi racjonalnie myśleć. Boję się swojej przyszłości i czuję do siebie żal, że nie uratowałam tego związku i obwiniam się za to, co się stało. Że można było temu zapobiec, ale nie byłam świadoma tego, co i dlaczego się ze mną dzieje. Chciałabym pokochać siebie i być silna, ale dla siebie, nie dla niego. Ale nie potrafię.
Cieszę się, że uświadomiłam sobie moje błędy i chcę wierzyć, że jestem jeszcze młoda i mam szansę z tego wyjść.
Spokojnie. Najważniejsze, że wiesz już, co robiłaś źle. Rzeczywiście takie zachowanie jest straszne dla partnera i może zabić uczucie mimo szczerych chęci na stały związek. Lata temu byłam taka sama jak Ty i również przez to chłopak zaczął się ode mnie odsuwać, aż w końcu mi powiedział dokładnie to samo, co Tobie. Pracuj nad sobą, wyposażona w nową wiedzę kontroluj swoje zachowanie, aż w końcu "nowa ty" wejdzie Ci w krew. Wiem, że jest Ci przykro i wstyd. To minie. Wyjdziesz psychicznie na prostą i następnemu partnerowi dasz pewną siebie kobietę, a nie wystraszoną dziewczynkę złaknioną dowodów miłości. Trzymaj się i nie puszczaj ![]()
Napisałam mu swoje obawy w liście, tym razem pisząc mu moje przemyślenia i nie błagając go jak wariatka o powrót. Wyjaśniliśmy sobie sporo. Jego uczucie co do mnie wypaliło się i jak sam przyznał, to, że mnie nie kocha jest jego największą życiową porażką. Mi samej jest wstyd, że przyczyniłam się do zabicia tego uczucia. Mam tylko nadzieję, że nie popełnię tych samych błędów. Karawana idzie dalej, a przede mną żałoba i długa droga do zmiany. Bardzo Ci dziękuję za wsparcie, mam nadzieję, że nie będę już musiała wracać na to forum by znowu się żalić, jaka nieszczęśliwa jestem ![]()
Tego też Ci życzę ![]()
jakbym czytała swój przpadek trzymam za ciebie kciuki jestem też na etapie zaprzeczenia, ale powoli dociera do mnie ze byl ze mna nieszczeliwy i ze to koniec.
Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego na czym polegały twoje błędy. To świetnie dla Ciebie wróży bo masz zaledwie 22 lata a już wiesz o co biega w całej tej zabawie z facetami. Kiedyś wyrosniesz na bardzo mądrą i szanujaca się kobietę. Ją w będąc w twoim wieku byłam zieloną gęsią a zresztą wtedy nie było internetu ani tyłu sensownych poradników psychologicznych więc dziewczyny popełniał naprawdę rażące błędy nawet i do czterdziestki albo i później. Nikt nie słyszał wtedy o zaburzeniu pt kobieta kochającą za bardzo. Dziś wiele się o tym mówi i pisze. To bardzo dobrze. Przeczytaj sobie książkę mężczyźni kochają xolzy to też będzie dla Ciebie pomocne.
Co do chłopaka to póki co odpusc go sobie. Jeśli mężczyźnie zależy na kobiecie to nie ma dla niego żadnych przeszkód on znajdzie do Ciebie drogę i sposób na to byś go pokochała. Jeśli facetowi nie zależy to nawet gdybyś wysłała przed nim czerwony dywan on wzgardzi Twoja adoracja i staraniem i nawet na ten czerwony dywan nie wejdzie.
To on ma o Ciebie zabiegać a nie Ty o niego.
Myślę że chcesz się zmienić dla niego bo masz nadzieję na to że on znowu Cię pokocha. Błędnie myślisz bo potem gdy faktycznie zmienia ci się priorytety to przecież on może dalej nie będzie Tobą zainteresowany. Przeżyjrsz kolejne rozczarowanie.
Dlatego pracuj nad swoim zaburzeniem ale rób to tylko i wyłącznie dla siebie dla swoich kolejnych związków gdzie to Ty będziesz stawiała warunki a nie ktoś ustawiał będzie pod siebie.
Wyjdziesz na prosta bo jesteś mądrą osobka i drazysz temat.
Powodzenia
7 2015-09-23 13:01:01 Ostatnio edytowany przez Antenta (2015-09-23 13:01:44)
Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego na czym polegały twoje błędy. To świetnie dla Ciebie wróży bo masz zaledwie 22 lata a już wiesz o co biega w całej tej zabawie z facetami. Kiedyś wyrosniesz na bardzo mądrą i szanujaca się kobietę. Ją w będąc w twoim wieku byłam zieloną gęsią a zresztą wtedy nie było internetu ani tyłu sensownych poradników psychologicznych więc dziewczyny popełniał naprawdę rażące błędy nawet i do czterdziestki albo i później. Nikt nie słyszał wtedy o zaburzeniu pt kobieta kochającą za bardzo. Dziś wiele się o tym mówi i pisze. To bardzo dobrze. Przeczytaj sobie książkę mężczyźni kochają xolzy to też będzie dla Ciebie pomocne.
Co do chłopaka to póki co odpusc go sobie. Jeśli mężczyźnie zależy na kobiecie to nie ma dla niego żadnych przeszkód on znajdzie do Ciebie drogę i sposób na to byś go pokochała. Jeśli facetowi nie zależy to nawet gdybyś wysłała przed nim czerwony dywan on wzgardzi Twoja adoracja i staraniem i nawet na ten czerwony dywan nie wejdzie.
To on ma o Ciebie zabiegać a nie Ty o niego.
Myślę że chcesz się zmienić dla niego bo masz nadzieję na to że on znowu Cię pokocha. Błędnie myślisz bo potem gdy faktycznie zmienia ci się priorytety to przecież on może dalej nie będzie Tobą zainteresowany. Przeżyjrsz kolejne rozczarowanie.
Dlatego pracuj nad swoim zaburzeniem ale rób to tylko i wyłącznie dla siebie dla swoich kolejnych związków gdzie to Ty będziesz stawiała warunki a nie ktoś ustawiał będzie pod siebie.
Wyjdziesz na prosta bo jesteś mądrą osobka i drazysz temat.
Powodzenia
Właśnie tego się boję, że robię to dla niego. Minęło dopiero półtora tygodnia od rozstania i nadal mam nadzieję, mimo, że jest to całkowicie bez sensu. Przestał się odzywać. Wiem, że gdyby mu zależało waliłby drzwiami i oknami. Napisał mi, że mnie przeprasza i wziął całą winę na siebie, ale i tak podświadomość bombarduje mnie destrukcyjnymi myślami - to ja mam poczucie winy, że napisał tak tylko, bym przestała o tym myśleć i sama sobie na to zasłużyłam będąc kobietą bluszczem. Że gdybym opamiętała się wcześniej, teraz bylibyśmy szczęśliwi... Emocje swoje i rozum swoje... Gdzie ten cudowny czas, który leczy rany? Ludzie rozstają się po 10, 20 latach, mają dzieci i cierpią, a ja nie mogę przeboleć pierwszego chłopaka przez to poczucie winy... Głupio mi...
Kochana ja tez tak miałam mój trwał 6 lat facet się mna zmeczyl . I co poczynić duzo wyrzutów sumienia do dzisiaj. Ale musisz dla swojego dobra pogodzić się z tym ze on nie wróci. Mi trochę tez to zajęło. Pogodzenie się. Wiem jak się zyje z poczuciem winy. Przecierpieć swoje wypłakać innie udawać że jest okej. Ale żeby za długo to nie trwalo mnie doprowadzilo do ciężkiego stanu i nie chciej tego dla siebie dluga droga przed tobą i pracy . Ale przyjdą dobre dni. Pomódl się . To śmieszne ale mi pomaga ukoic bol. I nie jestem fanatykiem nigdy nie chodziłam do kościoła ale moze czas to zmienić? A jesli nie to znajdź dodatkowe zdjęcie m i przestań zadreczac się nie prowadzi to do nikadm wiedz ze wiem co czujesz i co przeżywasz . Ważne by funkcjonować jesli chcesz pogadać napisz maila. I nie badz w tym sama ja musiałam miec ciegle osobę ktora stawiala mnie do pionu i to bardzo ważne miec takie wsparcie. Do góry glowa jesteś. Bardzo młoda m zawojujesz świat. To początek czegos nowego . Wyszalej się. Zrób cos dla siebie. Idź do fryzjera pomaluj się uśmiechnij. Staniesz na nogi. Wiem ze tesknisz bo ja tez ale w takich momentach lepiej odsunąć te myśl o nim...
Kochana ja tez tak miałam mój trwał 6 lat facet się mna zmeczyl . I co poczynić duzo wyrzutów sumienia do dzisiaj. Ale musisz dla swojego dobra pogodzić się z tym ze on nie wróci. Mi trochę tez to zajęło. Pogodzenie się. Wiem jak się zyje z poczuciem winy. Przecierpieć swoje wypłakać innie udawać że jest okej. Ale żeby za długo to nie trwalo mnie doprowadzilo do ciężkiego stanu i nie chciej tego dla siebie dluga droga przed tobą i pracy . Ale przyjdą dobre dni. Pomódl się . To śmieszne ale mi pomaga ukoic bol. I nie jestem fanatykiem nigdy nie chodziłam do kościoła ale moze czas to zmienić? A jesli nie to znajdź dodatkowe zdjęcie m i przestań zadreczac się nie prowadzi to do nikadm wiedz ze wiem co czujesz i co przeżywasz . Ważne by funkcjonować jesli chcesz pogadać napisz maila. I nie badz w tym sama ja musiałam miec ciegle osobę ktora stawiala mnie do pionu i to bardzo ważne miec takie wsparcie. Do góry glowa jesteś. Bardzo młoda m zawojujesz świat. To początek czegos nowego . Wyszalej się. Zrób cos dla siebie. Idź do fryzjera pomaluj się uśmiechnij. Staniesz na nogi. Wiem ze tesknisz bo ja tez ale w takich momentach lepiej odsunąć te myśl o nim...
Z niewolnika nie ma pracownika - tak sobie mów.
Nie rób niczego dla tego faceta ani z jego powodu bo gdy Ty będziesz dwoila się i troila by go zadowolić on w tym czasie będzie żył swoim życiem i będzie miał w doopie to czy Ty jesteś blondynka czy brunetka czy spolegliwa gejszą a może zmienilas się w babę jedze.
Jego twoje przemiany albo ich brak czy zastój nie interesują.
Nie poniżej się przed żadnym facetem ani przed tym który aktualnie Ciebie nie chce ani przed żadnym innym.
Zawsze na pierwszym miejscu stawiaj własne dobro i swój komfort psychiczny.
To nie znaczy że od tej pory będziesz oto wredna babą do której bez kija nie dostap. Masz wiele z siebie dawać bo jest istotą związku ale tylko tam gdzie będzie to docenione i należycie uszanowane.
Nie ma żadnego powodu żebyś Ty ustawiał się w roli podnozka jakiegoś faceta który za twoimi plecami będzie pukal się w czoło i dziwil się twojej glupocie.
Wyrosniesz na mądrą kobietę. Bądź cierpliwa i przestan wyrzucać sobie jakieś swoje wielkie winy. Bo jeśli nawet i była za dobra za bardzo spolegliwa i nadgorliwa to na ten moment i tak tego nie zmienisz.
Chcę Ci po prostu powiedzieć żebyś przestała żyć życiem faceta który odrzucił Cię od siebie. Nie daj się zwariowac dziewczyno bo sroce spod ogona nie wypadłas.
Oliwia 9195
Mądra z ciebie kobitka twoje słowa też wzięłam do serca. Mnie też facet nie chcial z mojej winy. Wykończyłam psychicznie i potraktowałam go bardzo źle z czego zabiłam uczucie na własne życzenie . Czasu nie cofne słów które padły również. Czas się pogodzić . Ze strata .
Hi Oliwia 9195
Mądra z ciebie kobitka twoje słowa też wzięłam do serca. Mnie też facet nie chcial z mojej winy. Wykończyłam psychicznie i potraktowałam go bardzo źle z czego zabiłam uczucie na własne życzenie . Czasu nie cofne słów które padły również. Czas się pogodzić . Ze strata . zwłaszcza gdy wiesz jaki byl wyjątkowy no i moja pierwsza miłość. Autorko czas przyszedł żebyśmy zajęły się soba a nie popadały bw depresje to nic nam nie da :-( ciężko się podnieść z poczucia winy.
Autorko, foczytalam właśnie że przymierzasz się do terapii.
Dziecko moje miłe- daj sobie spokój z terapiami bo masz dopiero 22 lata i naprawdę nie ma powodu żebyś swoje dorosłe życie zaczynała od lazenia po pdychologach albo nie daj boże po pdychiatrach i lykaniu prochów i to na dodatek z powodu jakiegoś chłopaka. Nie przesadzaj bo za moment tak rozwalisz sobie psychikę że za dwa trzy lata będziesz zachowywała się jak dziwolag. Po co Ci coś takiego?
Zwyczajnie przecież jrst- zakochała s się raz albo dwa jednak nie wyszło. Wielkie mecyje.
Zaraz zaczniesz zajęcia na uczelni bedzisz miała kupe nauki koleżanki i kolegów mnóstwo zajęć i myślenie o chłopaku któremu najzwgczajniej e świecie się znudzilas wnet samo ci przejdzie. Nie bij niepotrzebnie piany. Będzie dobrze tylko wyciagnij właściwe wnioski i więcej nie zabiegaj o faceta. Xapewniam Cię że nie warto tego robić.
Tak racja nigdy się nie prosmy o kochanie. Na sile świata się się nie zwojuje. Tym bardziej faceta. Bledy jakie popelnilysmy przebaczmy sobie wyciągnijmy wnioski na kolejny związek. Ktory przyjdzie z czasem. Ja tez idę na studia i one troche mnie ratują nowe srodowisko zmiana. Dobrze mi zrobi ibty tez wykorzystaj ten czas jak pisze oliwia
Autorko, foczytalam właśnie że przymierzasz się do terapii.
Dziecko moje miłe- daj sobie spokój z terapiami bo masz dopiero 22 lata i naprawdę nie ma powodu żebyś swoje dorosłe życie zaczynała od lazenia po pdychologach albo nie daj boże po pdychiatrach i lykaniu prochów i to na dodatek z powodu jakiegoś chłopaka. Nie przesadzaj bo za moment tak rozwalisz sobie psychikę że za dwa trzy lata będziesz zachowywała się jak dziwolag. Po co Ci coś takiego?
Zwyczajnie przecież jrst- zakochała s się raz albo dwa jednak nie wyszło. Wielkie mecyje.
Zaraz zaczniesz zajęcia na uczelni bedzisz miała kupe nauki koleżanki i kolegów mnóstwo zajęć i myślenie o chłopaku któremu najzwgczajniej e świecie się znudzilas wnet samo ci przejdzie. Nie bij niepotrzebnie piany. Będzie dobrze tylko wyciagnij właściwe wnioski i więcej nie zabiegaj o faceta. Xapewniam Cię że nie warto tego robić.
Nie rozumiem, od kiedy psychoterapia i stawianie na swój rozwój ma mi rozwalić psychikę? Miałam w życiu dużo problemów z rodzicami, jestem nigdy nie leczonym DD i myślałam, że jestem ponad tym. Chłopak postanowił się mną "zaopiekować" i tak się zaopiekował, że zrobił ze mnie małą, wymagającą ciągłej opieki dziewczynkę. A potem zaczął się dusić i mnie zostawił. Nie mam aż tak niskiego poczucia wartości, by ktoś mi wmawiał, że wyolbrzymiam swój problem. Rozumiem co chcesz powiedzieć, ale ja czuję, że jeśli nic z tym nie zrobię znowu uzależnię się od kolejnego faceta, który mnie zostawi 10 lat po ślubie i nawet nie skojarzę, że coś jest nie tak.
Nie mam nic przeciwko psychoterapii, ale uważam, że we wszystkim należy zachować jakiś umiar i zdrowy rozsądek. Masz 22 lata i już, na samym starcie w dorosłe życie będziesz chodziła po psychologach? To co będzie dalej?
Zamiast mieszać sobie w głowie weź się lepiej do jakiejś konkretnej roboty. Po pracowitym dniu będziesz padała ze zmęczenia i mniej bedziesz myślała o głupotach.
Twój problem polega na tym, że świat twój zaczyna się i kończy na facetach. Dzisiaj zapanowała dziwna moda na chodzenie do psychologów. Ludzie są słabi. Wystarczy byle gofno, zawieje lekki wiaterek i padają znokautowani, jak muchy. Nie potrafią sami się podnieść ani rozwiązywać własnych problemów. Cokolwiek sie stanie, już lecą do psychologa. Przez to pełno jest wokół różnych nieudaczników i dziwolągów, szerzy się hedonizm i zepsucie.
Weź się za naukę, w tym się rozwijaj, idź do roboty, zmęcz się zdrowo i ciesz się swoją młodością oraz mniej myśl o facetach i dogadzaniu im.
Od razu będziesz inną osobą.
No dziewczyno, mniej użalania się nad sobą i więcej zdrowego pomyślunku ci życzę.
Tak, za bardzo użalam się nad sobą i jestem słaba psychicznie, dlatego czuję, że jak nie zacznę się leczyć, to się zabiję. Nigdy nie miałam w nikim wsparcia i każdy mój problem był nazywany głupotą. Moje poczucie wartości teraz całkowicie leży. I te ciągłe poczucie winy, że on cały czas próbował mi uzmysłowić, że się dusi. Wybrał wspaniałą kobietę, która codziennie mu powtarzała, że jest zerem i nie dała mu odsapnąć, chciała być przy nim przez każdą sekundę życia. Z moim podejściem wolę się już nie zakochiwać i oszczędzić sobie i innym cierpień :<
Trafiłaś na chłopaka mało uczuciowego który ciebie wykorzystał. Było widać od początku jaki on jest ale nie chciałaś tego dostrzec. Za szybko się angażujesz zanim poznasz kogoś tak dobrze żeby wiedzieć że jest więź między wami.