Witam
Słowem wstępu prawie 10 lat małżeństwa (ja i
32 lata jż rok młodsza) w konsekwencji 2 super dziewczynki (4 i 10 lat).
Żona przez pierwsze 8 lat naszego małżeństwa nie pracowała - zajmowała się domem dziećmi, więc jak się można spodziewać to Ja utrzymywałem rodzinę (wiem opieka i prowadzenie domu to też robota).
W międzyczasie tj. po kilku latach wybudowaliśmy dom w którym mieszkamy razem z moimi teściami (kredyt jeszcze pół banki ... na mnie i żonę , własność żony - nie jestem w księdze wieczystej). Początkowo mnie to nie przeszkadzało pracuje na zmiany więc bywało że całymi tygodniami się z teściami mijaliśmy ;p lecz nie trwało to zbyt długo ...
Jak to bywa z czasem emocje w małżeństwie ostygły, nie wychodziliśmy za często, imprezy to już w zasadzie historia. Rzadziej wyrażałem uczucia. Ale czego oczekiwać jak czas poświęcałem/liśmy rodzinie. Sprawy łóżkowe były ok... że tak powiem dogadywaliśmy się w tym bardzo pozytywnym sensie przy czym przez kilka lat pracowałem tylko na noc więc współżycie wypadało na weekendy. Później zmiana i musiałem żonkę uświadomić że w nocy już jestem obok ;p
Miałem swoje zainteresowania związane z informatyką... nic strasznego góra 2h w ciągu dnia - żona tego nie trawiła sama hobby/relax brak. Przy każdej kłótni a mieliśmy ich zaledwie kilka w trakcie małżeństwa i w większości spowodowane właśnie przez kompa lub moje niby zamiłowanie do pieniędzy - których prawie nigdy nie było wszystko szło na rodzinę... lub jej brak pracy... dla mnie był to absurd.
Żonę zawsze kochałem całym sercem i nigdy niczego jej nigdy nie broniłem i na moje nieszczęście bezgranicznie ufałem.
Z teściami żyłem bez większych emocji... aż do zeszłego roku kiedy to jak się domyślacie pokłóciliśmy się i nie gadamy ze sobą od tego momentu.
1,5 roku lata temu żona podjęła w końcu pracę , specjalnie dla niej przez ten czas pracowałem na nietypowej zmianie aby po 4-5 h snu od rana siedzieć z młodsza córką w domu ;p
Wszystko było ok przez pierwszy rok żona się cieszyła że w końcu nie będzie ta "gorsza".
Niestety miesiąc temu kłótnia - zawsze strasznie je przeżywała , sam mając w pamięci kłótnie moich rodziców , naszą nazwałbym głośną dyskusją...
W zasadzie zrobiłem żonie na złość... nie ważne co ... i po kilku cichych dniach oświadczyła mi że to koniec... ja w szoku próbuje coś wydębić, błagać, prosić... i zero... tylko tyle ze wszystko sobie przekalkulowała i to koniec a ja jestem Chu.....
Ok dam jej kilka dni nie jeszcze pomyśli... w międzyczasie z głupoty przeglądałem bilingi za komórki... i o zgrozo z jednym nieznanym mi numerem setki sms i godziny rozmow... no to bije po komórke od żony (w zasadzie ja za nią płacę) ona w szoku co ja robię dlaczego ją szpieguje - ??!! zawsze moglem w dowolnym momencie zabrać bez tzw. "płaczu".
Okazało się ze to jakiś typ z pracy.... chwila logicznego zastanowienia... okej musi z nim zawodowo dużo gadać... odpuściłem... ale żona dalej beton wiec obserwuje ją następne dni...
i aby sam odsapnąć jadę do rodziców na kilka dni...
po powrocie komórka przy tyłku nie do ruszenia... u żony w pracy ma byc impra firmowa... ja biorę dzieciaki na weekend niech sobie jeszcze ode mnie dychnie...
Wracam wcześniej zero poprawy, poprosiłem o jej telefon... oddala bez kontaktów i sms... Ale chyba zapomniała ze jestem informatykiem wiec dane odzyskiwane, sms... i Qtwa sie zaczeło ... pikantne sms... umawianie na bóg wie co... i widzę ze mąż sie bardzo stara ale mnie to już wisi... dodatowo info o mailach...
po kilku godzinach namiar na nowe konto mailowe a to załatwiło już wszystko.... przez miesiąc ja ganiałem starałem się błagałem... a ona wielce zakochana planuje nowe lepsze życie... przy czym po imprze firmowej pojechała z kolegą do hotelu na bzykanko... teksty na poziomie podstawówki... załamka...
po odzyskanych sms okazało się z teście święci nie byli. obecnie chuchają i dmuchają na córę a ze mnie próbują zrobić najgorszego... dla mnie zostały tylko dzieci i staram się nim poświęcić...
Obecnie wyprowadziłem (4msc) się aby dzieciaki nie musiały żyć w tej toksycznej atmosferze i w zasadzie kontakt mam tylko z dziećmi.
JŻ raz dwa złożyła pozew bez orzekania że niby różne charaktery i dzieci inaczej chcemy wychowywać itp itd... Jej wielka miłość kwitnie (dzieciaki już z K zapoznaje -podwójny alimenciarz).
Brak w tej chwili żadnego pola do dyskusji na temat rozwodu (ja oczywiście pozew zmienilem na z jej winy ). Rozprawa za 1.5 miesiąca... Obecnie robi z siebie biedna matkę polkę i jak twierdzi udu.... mnie w sądzie :-)
Dzieci wg mnie i rodziny oraz znajomych strasznie się przez te kilka miesięcy zmnienily, lecz staram się aby wiedziały że ne kocham .
Przez te kilka miesięcy emocje już trochę opadły ale zdarza się dół tak wielki że tylko łóżko, kołdra i spać.
JŻ oczywiście wymyśla to coraz to nowsze powody dla których tak postąpiła :-) większość to gadka jej tatusia zaś część pewnie kochasia.
Nie mam tylko pojęcia jak można nie widzieć w sobie żadnej skruchy ani nie chcieć się starać tylko pójść na łatwiznę...AAA no tak huć ...