Witajcie.
Panicznie boje się psów, kilka lat temu ugryzł mnie pies od tamtej pory okropnie się ich boje i nie ważne czy to mały czy duży pies tak czy siak zmykam na widok psa. Proszę o rady jak pokonać ten lęk?;/
A czy ktos z twoich znajomych ma psa (lagodnego psa)? Jesli tak to moze warto sie z pieskiem zaprzyjaznic i metoda malych krokow pokonywac lek?
Dusza , a czy ty masz psa ? Jeśli nie to polecam abyś go sobie sprawiła . Jeśli nie możesz z jakiegoś powodu to polecam zaprzyjaźnienie sie z pieskiem np. znajomych , wiem że ciężko jest pokonać taki lęk , ale wiem też , że to bardzo pomaga . Gdy byłam dzieckiem też pogryzł mnie pies ,lęk pokonałam gdy tato kupił ratlerka . Pokochałam psiaki , z każdym pieskiem potrafię sie ,,dogadać'' , nawet najgorszy zły pies jest do mnie przekonany po paru chwilach . 3 lata temu zaprzyjaźniłam się z dwoma rotwajlekami , mimo że każdy odradzał mi jakikolwiek kontakt z tą rasą . Sama mam trzy psy , potrafię zrozumieć mowę ich ciał , wiem kiedy czegoś chcą . Wiem też doskonale , że ktoś kto boi się psów jest w niebezpieczeństwie , ponieważ pies wyczówa jak ktos sie go boi i staje się mimo łagodności agresywny . Pies wyczówa , każde nasze odczucie , smutek , żal, złość , obawę dlatego są tak dobrymi przyjaciółmi .
no niesty ciezko jest pokonac ten lek . dziekuje za rady mam nadzieje ze pomoga
Witajcie.
Panicznie boje się psów, kilka lat temu ugryzł mnie pies od tamtej pory okropnie się ich boje i nie ważne czy to mały czy duży pies tak czy siak zmykam na widok psa. Proszę o rady jak pokonać ten lęk?;/
dusza- mój facet jest strasznym "kociarzem". Do każdego kota musi podejść i każdego kota musi wygłaskać. Psów jednak boi się panicznie i tutaj sytuacja jest ta sama. Jako że jestem "psiarą"
i znam się troszkę na psich charakterkach, postaram Ci się nieco przybliżyć jak to wygląda ze strony naszych canis lupus familiaris i nie tylko, chociaż prawdopodobnie to wiesz. Tak czy siak nie szkodzi zaryzykować.
Psy wyczuwają ludzki lęk. Gdy się boisz, one automatycznie reagują agresją; jest to coś na wzór obrony. One bowiem odbierają te sygnały jako alarm i od razu rzucają się z zębami. To naturalny odruch (to zwierzęta, zatem działają instynktem). Skoro zostałaś ugryziona przez psa, nic dziwnego, że przeżyłaś traumę i zniechęciłaś się do tych zwierząt, ale jeśli zależy Ci na ponowne wkroczenie w inny wymiar w związku z nimi i nabrać zaufania, musisz zadziałać z odpowiednim podejściem. Każdy z nich ma INNY charakter. Dokładnie tak samo jest z ludźmi.
Staraj się nie stawać jak wryta na widok psiaka. Wiem, że to łatwo powiedzieć, bo zawsze tak mówię mojemu facetowi, ale próbuj. Sztywniejący człowiek to kolejny alarm dla zwierzęcia, bo myśli, że ktoś chce zrobić mu krzywdę (prawdopodobnie człowiek wytwarza wtedy charakterystyczny zapach bądź enzymy, które w ten sposób odbierane są przez psa). Jeśli widzisz "szczekota" na smyczy, spokojnego i absolutnie nie mającego w zamiarze Cię zagryźć, pomyśl sobie: "i tak jest uwiązany, więc nic mi nie zrobi". Nerwy nic nie dadzą, a tylko pogłębią lęk i jeszcze bardziej zdenerwują psiaka. Na sam początek (podobnie robi się w leczeniu arachnofobii- od małego do największego pająka) spróbuj zbliżyć się do najmniejszego psa, jakiego widzisz (oczywiście chodzi mi o czyjeś zwierzęta, bo do obcych tak czy siak radzę nie podchodzić)- np. do jakiegoś kundelka uwiązanego przy płocie nieopodal marketu. Jeśli siedzi spokojnie, możesz śmiało spróbować (nadal pocieszaj się myślą, że jest uwiązany) się do niego zbliżyć. Z psami robi się tak: podchodzisz do malca i najpierw wyciągasz spokojnie dłoń, którą on ma za zadanie obwąchać. Jeśli przypasuje mu Twój zapach, położy uszy i da się wytarmosić (jak wywali się kołami do góry to już będzie najwyższa forma zaufania i przyjaźni). Jeśli jednak zacznie unosić wargi i warczeć zaciekle, nie brnij na siłę. Pies po prostu Cię nie polubił (ja pomimo podejścia do tych zwierzów też nie miałam lekko- ze strony niektórych to była nienawiść od pierwszego wejrzenia
). Chyba, że zwierzak już podczas wyciągania przez Ciebie ręki zacznie ujadać, wtedy wiadomo, że nie ma co nawet podejmować próby. Nawiasem pisząc, zapach to główna wizytówka człowieka. Niestety konwersacja między nimi a nami jest niemożliwa, zatem pieski nasze charaktery rozpoznają po woni.
Jak już pisałam, każdy zwierzak jest inny i nie od wszystkich trzeba od razu wymagać przyjaźni (to tak samo jak z relacjami międzyludzkimi- nie wszystkich da się polubić). Do tego trzeba czasu i podejścia. Anyway, gdy już uda Ci się wygłaskać jednego psiaka, z resztą pójdzie już o wiele łatwiej. Z kundelków przerzucisz się na nieco większe psy w typie Spaniel czy jakieś większe Teriery. Potem przyjdzie czas na Owczarki, Rottweilery i inne. I wobec każdego z tych podejście jest to samo- najpierw zapach, potem głaskanie. Na zaufanie zwierzaka trzeba sobie zasłużyć. One bowiem czują potrzebę respektu jak każda żyjąca istota. I pamiętaj- nic na siłę! Jeśli któryś ze zwierzaków Cię nie polubi, daj mu spokój. Po czymś takim jednak nie zniechęcaj się. To tak samo jak by któraś osoba nie wykazała wobec Ciebie sympatii, ale jednak masz automatycznie znów to poczucie, że znajdziesz inną przyjaciółkę czy przyjaciela. Ugryzienie przez psa traktuj jak obrazę ze strony jakiegoś człowieka- zdarza się, ale to nie sprawia, że nabierasz strachu przed każdą istotą ludzką, prawda?.
Mnie też kiedyś ugryzł pies (mam bliznę na udzie do tej pory), ale nadal uważam, że psy to najwspanialsze istoty na świecie
.
Życzę powodzenia i pozdrawiam!
Jako, że jestem skrzyżowaniem kociary z psiarą, zaleciłabym Ci kontakt nie tyle z małym psem, co ze szczeniakiem. Mam trzy nieduże psy i jednego znich nie dałabym Ci pogłaskać za nic, bo chociaż jest mały, to dożarty i odpada jako miła psina. Szczeniaki, bez względu na rasę są słodkie i w zasadzie w głowie im tylko zabawa i jedzenie.
Może ktoś z Twoich znajomych ma szczeniaka? Byłoby dobrze, gdybyś się z nim zaznajomiła.
Ja też się boje psów. Kiedyś je uwielbiałam do czasu jak jeden mnie nie ugryzł. Nie wydaje mi się, że kontakt z psem czy szczeniakiem pomoże. Mam stały kontakt z psem, nie jednym. I tym znajomym potrafię zaufać, bez względu na wielkość.
Problem pojawia się gdy pojawia się obcy pies. Nauczyłam się już nie stawać jak wryta ale czasem przechodzę na drugą stronę ulicy.
dusza napisał/a:Witajcie.
Panicznie boje się psów, kilka lat temu ugryzł mnie pies od tamtej pory okropnie się ich boje i nie ważne czy to mały czy duży pies tak czy siak zmykam na widok psa. Proszę o rady jak pokonać ten lęk?;/dusza- mój facet jest strasznym "kociarzem". Do każdego kota musi podejść i każdego kota musi wygłaskać. Psów jednak boi się panicznie i tutaj sytuacja jest ta sama. Jako że jestem "psiarą"
i znam się troszkę na psich charakterkach, postaram Ci się nieco przybliżyć jak to wygląda ze strony naszych canis lupus familiaris i nie tylko, chociaż prawdopodobnie to wiesz. Tak czy siak nie szkodzi zaryzykować.
Psy wyczuwają ludzki lęk. Gdy się boisz, one automatycznie reagują agresją; jest to coś na wzór obrony. One bowiem odbierają te sygnały jako alarm i od razu rzucają się z zębami. To naturalny odruch (to zwierzęta, zatem działają instynktem). Skoro zostałaś ugryziona przez psa, nic dziwnego, że przeżyłaś traumę i zniechęciłaś się do tych zwierząt, ale jeśli zależy Ci na ponowne wkroczenie w inny wymiar w związku z nimi i nabrać zaufania, musisz zadziałać z odpowiednim podejściem. Każdy z nich ma INNY charakter. Dokładnie tak samo jest z ludźmi.
Staraj się nie stawać jak wryta na widok psiaka. Wiem, że to łatwo powiedzieć, bo zawsze tak mówię mojemu facetowi, ale próbuj. Sztywniejący człowiek to kolejny alarm dla zwierzęcia, bo myśli, że ktoś chce zrobić mu krzywdę (prawdopodobnie człowiek wytwarza wtedy charakterystyczny zapach bądź enzymy, które w ten sposób odbierane są przez psa). Jeśli widzisz "szczekota" na smyczy, spokojnego i absolutnie nie mającego w zamiarze Cię zagryźć, pomyśl sobie: "i tak jest uwiązany, więc nic mi nie zrobi". Nerwy nic nie dadzą, a tylko pogłębią lęk i jeszcze bardziej zdenerwują psiaka. Na sam początek (podobnie robi się w leczeniu arachnofobii- od małego do największego pająka) spróbuj zbliżyć się do najmniejszego psa, jakiego widzisz (oczywiście chodzi mi o czyjeś zwierzęta, bo do obcych tak czy siak radzę nie podchodzić)- np. do jakiegoś kundelka uwiązanego przy płocie nieopodal marketu. Jeśli siedzi spokojnie, możesz śmiało spróbować (nadal pocieszaj się myślą, że jest uwiązany) się do niego zbliżyć. Z psami robi się tak: podchodzisz do malca i najpierw wyciągasz spokojnie dłoń, którą on ma za zadanie obwąchać. Jeśli przypasuje mu Twój zapach, położy uszy i da się wytarmosić (jak wywali się kołami do góry to już będzie najwyższa forma zaufania i przyjaźni). Jeśli jednak zacznie unosić wargi i warczeć zaciekle, nie brnij na siłę. Pies po prostu Cię nie polubił (ja pomimo podejścia do tych zwierzów też nie miałam lekko- ze strony niektórych to była nienawiść od pierwszego wejrzenia
). Chyba, że zwierzak już podczas wyciągania przez Ciebie ręki zacznie ujadać, wtedy wiadomo, że nie ma co nawet podejmować próby. Nawiasem pisząc, zapach to główna wizytówka człowieka. Niestety konwersacja między nimi a nami jest niemożliwa, zatem pieski nasze charaktery rozpoznają po woni.
Jak już pisałam, każdy zwierzak jest inny i nie od wszystkich trzeba od razu wymagać przyjaźni (to tak samo jak z relacjami międzyludzkimi- nie wszystkich da się polubić). Do tego trzeba czasu i podejścia. Anyway, gdy już uda Ci się wygłaskać jednego psiaka, z resztą pójdzie już o wiele łatwiej. Z kundelków przerzucisz się na nieco większe psy w typie Spaniel czy jakieś większe Teriery. Potem przyjdzie czas na Owczarki, Rottweilery i inne. I wobec każdego z tych podejście jest to samo- najpierw zapach, potem głaskanie. Na zaufanie zwierzaka trzeba sobie zasłużyć. One bowiem czują potrzebę respektu jak każda żyjąca istota. I pamiętaj- nic na siłę! Jeśli któryś ze zwierzaków Cię nie polubi, daj mu spokój. Po czymś takim jednak nie zniechęcaj się. To tak samo jak by któraś osoba nie wykazała wobec Ciebie sympatii, ale jednak masz automatycznie znów to poczucie, że znajdziesz inną przyjaciółkę czy przyjaciela. Ugryzienie przez psa traktuj jak obrazę ze strony jakiegoś człowieka- zdarza się, ale to nie sprawia, że nabierasz strachu przed każdą istotą ludzką, prawda?.
Mnie też kiedyś ugryzł pies (mam bliznę na udzie do tej pory), ale nadal uważam, że psy to najwspanialsze istoty na świecie
.
Życzę powodzenia i pozdrawiam!
jeśli chodzi o małe pieski to myślę ze dam rade ale jeśli chodzi o Owczarki, Rottweilery i inne to na chwile obecna jestem przerażona, a zwłaszcza amstafy itp;( miałam psa mieszańca ale zdechł ze starości 3 lata temu. Później miałam suczkę, która wpadła pod samochód. Nie mam szczęścia do piesków;/
może ktoś mógłby mi doradzić jak się bronić jeśli już zaatakuje mnie pies:( w tamtym roku miałam również nie przyjemna sytuację. Wracałam w nocy do domu i zaatakowały mnie dwa duże psy mieszańce. Stanełam jak wryta , jedyne co zrobiłam to prysnełam gazem, który nosze przy sobie zawsze, tak się wystraszyłam ze do tej pory nie chodze tamta droga;( kurcze chciała bym pokonac ten przeklęty lęk;( ale musze tez nauczyc się obrony.
Ja też noszę przy sobie gaz. Całe szczescie jeszcze go nie mialam okazji używać. Mnie też ugryzł pies kilka lat temu od tamtej pory boje się iść nawet na przystanek autobusowy bo myślę zaraz że stado psów bedzie za mną biegło. W końcu poszłam na ... prawo jazdy i teraz to jeżdzę sobie samochodem.
Noś ze sobą ten gaz - psy boja się tego. Jak gdzieś idziesz to mniej go np w kieszeni od kurtki albo trzymaj po prostu w ręku - ja tak robiłam jak mocno się bałam.
Gdy biegnie do Ciebie pies- nie uciekaj. Myślę, że w wyszukiwarce znajdziesz jakieś tematy jak się skutecznie bronić przed napadem psów.
I staraj się wracać zawsze tą samą drogą. Ja już tak miałam obcykaną swoją, ze wiedziałam gdzie i jakich psów mogę się spodziewać
Może też staraj się nie wracać sama do domu jeżeli będzie taka możliwość.
Ja tez boje sie psow.. Znajomi zawsze sie ze mnie smieja jak mozna bac sie psa:) Mnie nie ugryzl, ale jak mialam 6 lat na mojego 4letniego wowczas brata rzucil sie wielki rotwailer i ugryzl go w glowe. Dzis moge posiedziec w towarzystwie psa, ale tylko takiego, ktorego dobrze znam. Najgorzej jak ide sama ulica i widze jak pies biega bez smyczy, wtedy potrafie momentalnie zawrocic sie i pojsc droga na okolo (kiedys w ten sposob zrobilam 2 km niepotrzebnie wiecej ;p). Strasznie tez denerwuja mnie osoby, ktore ida z psem, pies zaczyna do mnie podbiegac, szczekac a one zawsze "spokojnie, on nie ugryzie, niech sie pani nie boi" a mnie az nosi ze strachu i nerwow na to osobe. Z psem nigdy nie wiadomo. Wlasciciel tego co rzucil sie na mojego brata tez tlumaczyl na policji, ze przeciez nigdy nikogo nie ugryzl bo wytresowany itd. No i co.. A jednak ugryzl.
jeśli chodzi o małe pieski to myślę ze dam rade ale jeśli chodzi o Owczarki, Rottweilery i inne to na chwile obecna jestem przerażona, a zwłaszcza amstafy itp
Kochana, na Owczarki i inne większe psy przyjdzie czas. Na razie sobie nimi nie zaprzątaj głowy. Z mojej strony to było tylko przyszłościowe gdybanie, więc na razie pozostańmy przy małych zwierzakach.
miałam psa mieszańca ale zdechł ze starości 3 lata temu. Później miałam suczkę, która wpadła pod samochód. Nie mam szczęścia do piesków;/
Strasznie mi przykro
. Mój pierwszy piesek także zginął pod kołami samochodu. Biedaczek miał zaledwie pół roku...
może ktoś mógłby mi doradzić jak się bronić jeśli już zaatakuje mnie pies:( w tamtym roku miałam również nie przyjemna sytuację. Wracałam w nocy do domu i zaatakowały mnie dwa duże psy mieszańce. Stanełam jak wryta , jedyne co zrobiłam to prysnełam gazem, który nosze przy sobie zawsze, tak się wystraszyłam ze do tej pory nie chodze tamta droga;( kurcze chciała bym pokonac ten przeklęty lęk;( ale musze tez nauczyc się obrony.
A były to psy bezdomne czy może czyjeś, z obrożą na szyi? Bo jeśli to drugie to pogratulować "inteligentnych" właścicieli, że puścili dwa duże agresywne psy samopas... Tak czy inaczej- mnie nigdy nie zaatakował duży pies, ale widziałam kiedyś w telewizji jeden dobry sposób na agresywne zwierzęta. Gdy widzisz, że pies zamierza rzucić się na Ciebie, Ty swobodnie uklęknij (w takiej pozycji jakbyś siadała pupą na własnych stopach), połóż głowę na podłożu i spleć palce z tyłu na karku. Pies nie będzie wiedział w co Cię ugryźć. Będzie Cię obwąchiwał i w końcu znudzony Twoim leżeniem ciągle w tej samej pozycji, odpuści sobie i odejdzie. Widziałam to w jakimś programie i demonstrowali to policjanci ze swoimi Owczarkami Niemieckimi. To naprawdę doskonały sposób i ponoć skuteczny, choć sama go nigdy nie wypróbowałam. Jeśli natomiast nie zdążysz uklęknąć i przybrać pozycji, o której wyżej wspomniałam, a pies zacznie być już naprawdę natrętny, po prostu użyj swojego gazu- działasz w obronie własnej i za zachowanie agresywnego zwierzęcia nie odpowiadasz. Nie czuj się winna w takiej sytuacji.
Pozdrawiam! ![]()
13 2009-12-15 02:54:15 Ostatnio edytowany przez dusza (2009-12-15 02:55:37)
Ja tez boje sie psow.. Znajomi zawsze sie ze mnie smieja jak mozna bac sie psa:) Mnie nie ugryzl, ale jak mialam 6 lat na mojego 4letniego wowczas brata rzucil sie wielki rotwailer i ugryzl go w glowe. Dzis moge posiedziec w towarzystwie psa, ale tylko takiego, ktorego dobrze znam. Najgorzej jak ide sama ulica i widze jak pies biega bez smyczy, wtedy potrafie momentalnie zawrocic sie i pojsc droga na okolo (kiedys w ten sposob zrobilam 2 km niepotrzebnie wiecej ;p). Strasznie tez denerwuja mnie osoby, ktore ida z psem, pies zaczyna do mnie podbiegac, szczekac a one zawsze "spokojnie, on nie ugryzie, niech sie pani nie boi" a mnie az nosi ze strachu i nerwow na to osobe. Z psem nigdy nie wiadomo. Wlasciciel tego co rzucil sie na mojego brata tez tlumaczyl na policji, ze przeciez nigdy nikogo nie ugryzl bo wytresowany itd. No i co.. A jednak ugryzl.
ja robie tak samo albo cofam sie i ide na okolo albo jak widze przed soba kogos z psem to zatrzymuje sie i odczekuje chwile az beda dalej i ide wolniej dopoki nie znikna mi z oczu a te tlumaczenia wlascicieli psow sa tak wkurzajace ze szok, mialam sytuacje ze stalam pod klatka z dziecmi i gosc piany jak stodola spuścił ze smycze amstafa BEZ KAGAŃCA, ten pies podbiegl do nas, moja starsza corcia (ma 4 latka) tak sie wystraszyla ze budzila sie po nocach przez jakis czas. mlodsza jest jeszcze malutka nie wie za bardzo o co chodzi ale mimo wszystko gdy zobaczyla ze starsza placze i ona zaczela. a wlasciciel zero reakcji ,prawie zataczal sie na chodniku. ze stresu nie moglam znalezc klucza od klatki, choc mialam go w kieszeni trwalo to kilka sekund a ja mialam wrazenie ze z godzine. na szczescie nic sie nie stalo ale stres byl ogromny teraz wygladam przez okno zanim wyjde z domu. tyle sie słyszy w telewizji o pogryzieniach przez psy dzieci i nie tylko. a zwlaszcza wiekszosc nieodpowiedzialnych ludzi zobowiazuje sie na wziecie wlasnie najgrozniejszych psow ktorych nie potrafia odpowiednio wychowac.
Ja mam ten lek przez to, ze to wszystko dzialo sie na moich oczach. Pamietam jeszcze, ze na poczatku caly czas plakalam i mowilam do mamy, ze ten psiór ugryzl Lukaszka w glowke przeze mnie ;p Bo to bylo tak, ze wyszlismy sobie z tata na podworko i ja rzucialam pilke a moj brat mial ja zlapac ale pilka przeleciala a moj brat zaczal za nia biegnac, moj tato byl kawalek za nami ale w pewnym momencie tez sie rzucil w jego strone (myslalam, ze bawi sie z nami), ale odwrocialm glowe i zobaczylam jak ten wielki czarny pies skacze na mojego brata. To trwalo doslownie chwile. Moze 10 sekund. Moj tato wlasnymi rekami odtracil tego psa, a ten odbiegl. A brat lezal na ziemi, plakal a glowa cala czerwona od krwi. Na szczescie biedak ma tylko kilka szwow. Wsumie to ja bardziej przezylam to niz on. On sie psow nie boi. Ja pomimo, ze mialam wtedy tylko 6 lat, nawet teraz gdy o tym pisze, mam to cale zdarzenie przed oczami. Jakby dzialo to sie wczoraj.
Wlasciciel pieska pijany jak.. oh nie powiem nawet co. Poprostu przysnelo mu sie na lawce i poscil smycz. Pies oczywiscie bez kaganca.
Moj brat smieje sie z tego i mowi, ze "dzieki" temu przejechalismy sie policyjnym wozem:) Bo do szpitala zawiozla na spolicja, nie karetka, nawet nie wiem czemu:)
Ale z tym moim starchem przed psami bylo tez kilka smiesznych historii. Jak jescze mieszkalismy w starym bloku, w klatce bylo z 6 psow. Jak wchodzilam do klatki i juz wchodzilam po schodach zeby wejsc do domu wystarczylo zebym uslyszala warczenie psa przez drzwi a ja odrazu jak wariatka z powrotem w dol, zeby wybiec z klatki, az sie kurzylo za mna ;p I zawsze domofon do domu i "Mamo, bo wiesz co..", a mama "Matko kochana, dziecko poraz 5 dzisiaj sie zawracasz, juz po Ciebie schodze'
Hahaha smiac mi sie teraz z tego chce;)
Inna to jak czekalam na kolezanke przed jej klatka. Stoje patrze,a woja strone idzie pies. Dosyc duzy, a ja juz nogi galareta, cala spocona a nie bylo gdzie uciec. Wiec stoje jak wryta, a pies idzie, zatrzymal sie na przeciwko mnie i stoi i sie patrzy. Myslalm, ze umre ;p A on stoi i stoi.. I wiecie co zrobilam ?;D
Zdjelam szybko plecak, wyciagnelam piornik a z niego stos dlugopisow i zaczelam nimi rzucac i krzyczec aport piesku, no juz uciekaj!
A on cholerka nic. Ale z klatki wychdzila jakas Pani i wbieglam do niej jak opetana.
Hhaha no nie moge teraz sama z siebie. Co ja wyprawialam ze strachu. KABARET pierwsza klasa:D
dusza napisał/a:jeśli chodzi o małe pieski to myślę ze dam rade ale jeśli chodzi o Owczarki, Rottweilery i inne to na chwile obecna jestem przerażona, a zwłaszcza amstafy itp
Kochana, na Owczarki i inne większe psy przyjdzie czas. Na razie sobie nimi nie zaprzątaj głowy. Z mojej strony to było tylko przyszłościowe gdybanie, więc na razie pozostańmy przy małych zwierzakach.
dusza napisał/a:miałam psa mieszańca ale zdechł ze starości 3 lata temu. Później miałam suczkę, która wpadła pod samochód. Nie mam szczęścia do piesków;/
Strasznie mi przykro
. Mój pierwszy piesek także zginął pod kołami samochodu. Biedaczek miał zaledwie pół roku...
dusza napisał/a:może ktoś mógłby mi doradzić jak się bronić jeśli już zaatakuje mnie pies:( w tamtym roku miałam również nie przyjemna sytuację. Wracałam w nocy do domu i zaatakowały mnie dwa duże psy mieszańce. Stanełam jak wryta , jedyne co zrobiłam to prysnełam gazem, który nosze przy sobie zawsze, tak się wystraszyłam ze do tej pory nie chodze tamta droga;( kurcze chciała bym pokonac ten przeklęty lęk;( ale musze tez nauczyc się obrony.
A były to psy bezdomne czy może czyjeś, z obrożą na szyi? Bo jeśli to drugie to pogratulować "inteligentnych" właścicieli, że puścili dwa duże agresywne psy samopas... Tak czy inaczej- mnie nigdy nie zaatakował duży pies, ale widziałam kiedyś w telewizji jeden dobry sposób na agresywne zwierzęta. Gdy widzisz, że pies zamierza rzucić się na Ciebie, Ty swobodnie uklęknij (w takiej pozycji jakbyś siadała pupą na własnych stopach), połóż głowę na podłożu i spleć palce z tyłu na karku. Pies nie będzie wiedział w co Cię ugryźć. Będzie Cię obwąchiwał i w końcu znudzony Twoim leżeniem ciągle w tej samej pozycji, odpuści sobie i odejdzie. Widziałam to w jakimś programie i demonstrowali to policjanci ze swoimi Owczarkami Niemieckimi. To naprawdę doskonały sposób i ponoć skuteczny, choć sama go nigdy nie wypróbowałam. Jeśli natomiast nie zdążysz uklęknąć i przybrać pozycji, o której wyżej wspomniałam, a pies zacznie być już naprawdę natrętny, po prostu użyj swojego gazu- działasz w obronie własnej i za zachowanie agresywnego zwierzęcia nie odpowiadasz. Nie czuj się winna w takiej sytuacji.
Pozdrawiam!
Myślę że bezdomne bo nie pamiętam żebym widziała obroże , nie daleko od tego miejsca jest hala mięsna i tam zawsze się błąkały psy dla tego też omijam to miejsce wielkim łukiem.
Ale z tym moim starchem przed psami bylo tez kilka smiesznych historii. Jak jescze mieszkalismy w starym bloku, w klatce bylo z 6 psow. Jak wchodzilam do klatki i juz wchodzilam po schodach zeby wejsc do domu wystarczylo zebym uslyszala warczenie psa przez drzwi a ja odrazu jak wariatka z powrotem w dol, zeby wybiec z klatki, az sie kurzylo za mna ;p I zawsze domofon do domu i "Mamo, bo wiesz co..", a mama "Matko kochana, dziecko poraz 5 dzisiaj sie zawracasz, juz po Ciebie schodze'
Hahaha smiac mi sie teraz z tego chce;)
Inna to jak czekalam na kolezanke przed jej klatka. Stoje patrze,a woja strone idzie pies. Dosyc duzy, a ja juz nogi galareta, cala spocona a nie bylo gdzie uciec. Wiec stoje jak wryta, a pies idzie, zatrzymal sie na przeciwko mnie i stoi i sie patrzy. Myslalm, ze umre ;p A on stoi i stoi.. I wiecie co zrobilam ?;D
Zdjelam szybko plecak, wyciagnelam piornik a z niego stos dlugopisow i zaczelam nimi rzucac i krzyczec aport piesku, no juz uciekaj!A on cholerka nic. Ale z klatki wychdzila jakas Pani i wbieglam do niej jak opetana.
Hhaha no nie moge teraz sama z siebie. Co ja wyprawialam ze strachu. KABARET pierwsza klasa:D
hahaha no niekiedy sa bardzo zabawne sytuacje choc nam wydaja sie w chwili strachu nie bardzo smieszne:Dkilka dni temu tez mialam smieszna sytuacje:) wyszlam wyniesc smieci i pod klatka stal jakis kundelek i oczywiscie wrocilam sie ze smieciami spowrotem hehehe
ja ci powiem tak.od dzieciaka chcialam miec psa.no i w koncu gdy mialam 18 lat pierwszy pies zjawil sie u mnie w domu.ale po drodze ile roznych psow mnie pogryzlo tego nie zlicze.potem nastapila era kocia.balam sie kotow bo po prostu w ogole ich nie znalam.ale gdy pierwszy raz poglaskalam kota to juz wiedzialam ze jestem kociara. dzis mam w domu amstaffa i kota.i powiem ci ze oba zyja w wielkiej przyjazni i milosci.a moj amstaff to najlagodniejszy psiak pod sloncem.
zycze ci z calego serca bys pokonala swoje leki bo miec w domu psa czy kota to nie tylko obowiazek ale i czysta przyjemnosc.no i te zwierzaki doskonale wyczuwaja nasze emocje i gdy ja mam gorsze dni to pchaja mi pod pache swoje wilgotne i zimne nochale
19 2010-11-08 20:39:10 Ostatnio edytowany przez Emilia (2010-11-08 20:53:40)
Odgrzebuję temat - chciałam opowiedzieć swoją historię. Kiedy miałam niecałe dwa lata rzucił się na mnie pies mojego wujka. Pies po prostu nie lubił dzieci. To było u mojej babci w domu, wujek był gościem i mimo że wcześniej babcia prosiła go żeby nie przyjeżdżał z psem to jednak zrobił to. Pies na szczęście mnie nie ugryzł, ale trauma została. Zresztą moja babcia bała się psów i przenosiła na mnie swoją fobię mówiąc mi wiele razy, że psy są złe, gryzą i trzeba się ich bać. Efekt tej traumy i babcinego "wychowania" jest taki, że w wieku 30 lat nadal panicznie boję się psów. Z biegiem lat walczyłam z tym lękiem i w efekcie nie boję się tylko tych, które znam od szczeniaka i tych, które z natury są wesołe, jak np. psy mojego partnera, kiedyś trzy, a dziś już tylko dwa kundelki (jeden naprawdę spory). Nie bałam się amstaffki znajomych, dwóch dużych wilkowatych, ale niezwykle łagodnych piesków koleżanki, obronnego wilczura mojego wujka. Z tym ostatnim była dziwna historia: wiedziałam że wujek ma nowego psa do pilnowania warsztatu i domu, ale dzwonek nie działał i musiałam wejść na plac, choć wiedziałam, że pies tam będzie. No i był. Podszedł do mnie i po prostu polizał mnie w rękę, a potem zaciągnął do warsztatu do wujka. Mało się nie popłakałam ze szcześcia. W te wakacje w Dolomitach siedziałam na skałce i odpoczywałam. Miałam okres i czułam się strasznie źle, ale to był jedyny dzień w tych górach, musiałam wykorzystać okazję i trochę się powspinać. No i siedziałam taka powspinana i zmęczona na maksa, w dodatku obolała. I nagle podszedł do mnie golden retriever - należał do pary przewodników, po prostu biegł przed nimi. I zrobił coś bardzo dziwnego: mocno oparł wierzch głowy o mój brzuch na kilkanaście sekund, a potem popatrzył na mnie i słowo daję że się uśmiechnął - i pobiegł dalej. Nawet nie zdążyłam się wystraszyć. Nie wiem, co zrobił i po co. Właścicielka widziała to z góry, zeszła do mnie i przeprosiła, ale... to było strasznie dziwne.
A wczoraj zdarzyła mi się niezwykle niemiła sytuacja. Wujostwo mojego partnera ma psa rasy nie wiem jakiej, ale na pewno jest to pies myśliwski. Jest niewielki, ale bardzo agresywny. Non stop głośno szczeka, uniemożliwiając tym samym rozmowę. Rzuca się na ludzi, gryzie... i wkurza wszystkich, nawet siostrę mojego faceta, którą wszystkie psy uwielbiają wręcz z wzajemnością. Byliśmy u babci. Wujostwo mieszka w domu obok. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, kiedy nagle weszła kuzynka mojego faceta z tą gadziną. Gadzina zaraz rozdarła mordę oczywiście na mnie, wyczuwając że się boję, a ta dziewczyna nawet nie zareagowała. Mój facet stanowczo poprosił, żeby zamknęła psa w pokoju, bo ja się boję. Kuzynka nic, zero reakcji. W końcu jednak zamknęła zarazę, żeby po dwóch minutach wypuścić. I wtedy się zaczęło. Pies cały czas patrzył się prosto na mnie, widziałam jak się napina i przygotowuje do skoku. Prawie się rozpłakałam i powiedziałam mojemu, że natychmiast chcę jechać do domu. A ta dziewucha wzięła psa, powiedziała głośno i wyraźnie, tak że wszyscy to słyszeli: "chodź kochanie, idziemy do domu, bo to - i tu spojrzała na mnie - jest jakaś PSYCHOZA", po czym dosłownie wybiegła. Dawno nie czułam się taka upokorzona. Najgorsze, że nikt jej nie opierniczył za to. Nikt, nawet mój facet. Oczywiście powiedział, że zachowała się chamsko, ale dopiero po fakcie, w samochodzie. Nie dość że jestem 10 lat starsza od niej, to jeszcze byłam gościem pod dachem jej babci. Jestem pewna, że w mojej rodzinie by się coś takiego po prostu nie zdarzyło. Dziwne jest jeszcze to, że mimo że powiedziała to tak głośno, to chwilę później wszyscy łącznie z moim facetem udawali, że nic nie słyszeli. Naprawdę, nie zasłużyłam na takie traktowanie. Nic tym ludziom złego nie zrobiłam, zresztą zawsze traktuję innych tak jak chcę, by oni mnie traktowali a tu takie coś. I oczywiście pies na pierwszym miejscu. Porażka. Totalny brak kultury ze strony tej dziewuchy. Do teraz się cała trzęsę jak sobie to przypomnę. Mojemy facetowi już zapowiedziałam - ma zadzwonić do tej smarkuli i ją ochrzanić, bo w przeciwnym razie moja noga nie postanie u jego babci. Nie pozwolę się tak traktować. On twierdzi, że tego po prostu nie słyszał i jak znam życie, to po prostu to oleje. Niby mówi że kocha, ale widać rodzina na pierwszym miejscu. Strasznie mnie zawiódł.
Mój chłopak również boi się psów ale tylko tych dużych. Nawet pokornych labradorów. Lęk mu powoli mija, bo ja się ich nie boję. W ogóle zwierząt się nie boję. Nawet byka mogłabym po zadzie podrapać.
Myślę, że powinnaś kupić sobie jakiego średniego pieska. Musisz się z nimi oswoić, poznać ich naturę ale z tej dobrej strony. Nie skreślaj od razu całego gatunku, bo jakieś nieznośne psisko Cię ugryzło. Nie tylko takie chodzą po świecie.
Musisz mieć więcej kontaktu z tymi kochanymi zwierzątkami. Nie mam na myśli tego, aby od razu każdego łapać za ogon i tulić przy najbliższej okazji, ale małymi kroczkami oswajać się z psami i poznawać ich naturę. Powodzenia życzę. ![]()
elewina987 napisał/a:Ale z tym moim starchem przed psami bylo tez kilka smiesznych historii. Jak jescze mieszkalismy w starym bloku, w klatce bylo z 6 psow. Jak wchodzilam do klatki i juz wchodzilam po schodach zeby wejsc do domu wystarczylo zebym uslyszala warczenie psa przez drzwi a ja odrazu jak wariatka z powrotem w dol, zeby wybiec z klatki, az sie kurzylo za mna ;p I zawsze domofon do domu i "Mamo, bo wiesz co..", a mama "Matko kochana, dziecko poraz 5 dzisiaj sie zawracasz, juz po Ciebie schodze'
Hahaha smiac mi sie teraz z tego chce;)
Inna to jak czekalam na kolezanke przed jej klatka. Stoje patrze,a woja strone idzie pies. Dosyc duzy, a ja juz nogi galareta, cala spocona a nie bylo gdzie uciec. Wiec stoje jak wryta, a pies idzie, zatrzymal sie na przeciwko mnie i stoi i sie patrzy. Myslalm, ze umre ;p A on stoi i stoi.. I wiecie co zrobilam ?;D
Zdjelam szybko plecak, wyciagnelam piornik a z niego stos dlugopisow i zaczelam nimi rzucac i krzyczec aport piesku, no juz uciekaj!A on cholerka nic. Ale z klatki wychdzila jakas Pani i wbieglam do niej jak opetana.
Hhaha no nie moge teraz sama z siebie. Co ja wyprawialam ze strachu. KABARET pierwsza klasa:Dhahaha no niekiedy sa bardzo zabawne sytuacje choc nam wydaja sie w chwili strachu nie bardzo smieszne:Dkilka dni temu tez mialam smieszna sytuacje:) wyszlam wyniesc smieci i pod klatka stal jakis kundelek i oczywiscie wrocilam sie ze smieciami spowrotem hehehe
Dusza - zapraszam do siebie do domu - mam dwie kundelki i gwarantuję Ci, że je polubisz. Kiedyś dawno temu, gdy miałam 6 lat zostałam pogryziona przez psa, ale po zawiezieniu mnie do szpitala i zastrzykach na tężec, znowu do tego psa podeszłam, tym razem bez pajdy chclea, a pies był łańcuchowy - na wsi. Drugi raz nie ugryzł. To zaczełam ryczeć, że ja chcę miec tego psa, i już. Przez wakacje pies był oswajany, a potem zył z nami w bloku do 18 r.z. ![]()
W moim życiu zawsze jest pies, a od pewnego czasu, nawet dwa. Zapraszam do siebie bo przełamiesz lęk - gwarantuję ![]()