Witajcie, byłam z facetem 4 lata w tym zaręczyny. wszystko poszło się czesać... Po roku bycie samą, poznałam bardzo fajnego ale to bardzo fajnego dobrego człowieka..spotykalismy sie, rozmwaialiśmy aż w końcu coś z tego wyszło. Dzieli nas 100km, Był czas, że zapomniałam o byłym...ostatnio całkiem bardzo całkiem przypadkiem spotkałam go na ulicy, za tydzień kolejny raz na koncercie i tak pare razy w dziwnych okolicznościach, a z kazdy widokiem to w sercu oranżada.. Mam obecnie bardzo fajnego faceta, dba o mnie, jest mega komicznie smieszny, mogę na niego liczyć, itp tid, ma wszystko o czym marzyłam jak byłam z ex. Dochodze do wniosku, że cierpię na tą 'żałobę od 2013" i wygramolić sie nie mogę, nic mnie nie cieszy z innych sfer życia. Przez swoje doły nie chce popsuć relacji z obecnym partnerem, bo to jest typ "z wymarłego gatunku". Mam pełną świadomość pewnych rzeczy, że czasami chyba wolałabym jej w ogóle nie mieć i być głupim dzieckiem. Co może być przyczyną mojego WIELKIEGO smutku wewnętrznego? Dodam do tego, że nic mi się kompletnie nie chce ostatnio, ani wstawać z łóżka ani iść do własnej firmy (ale idę). Poradniki psychologiczne czy filmy na youtube czy Michał pasterski itp itd...nie pomagają a do psychologa nie pójdę, bo na razie nie stać mnie na wizyty... Strasznie się martwię sobą, swoim zyciem i tym, że mój obecny partner nie będzie ze mnie zadowolony, że nie będzie ognia....bo się nie rozwijam a turlam się..mam świadomość tego ale nic z tym nie robię, żeby było lepiej. Może nie wiem od czego zacząć? gdzie zrobić pierwszy krok? Taki słabouszek jestem, jak mam sobie pomóc?
dodam, że mój stan wewnętrzny zaczął się psuć już od 2012r. a mamy 2015r. z tym, że z roku na rok, ciut gorzej ze mną ?
dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam
Ona 28