Hej
Jak postępujecie, kiedy wyświadczenie przysługi wiążę się z kosztami np za paliwo czy bilety? Albo gdy wyświadczacie komuś przysługę o niskich kosztach, które ponieślibyście także bez udziału tej osoby w zadaniu ale robicie to długotrwale? Prosicie w pewnym momencie o to aby się składać? Czy uznajecie, że skoro godzicie się na przysługę to godzicie się także na koszty i raz ja tobie, a potem ty mi?
Zależy od stopnia zażyłości i relacji, ale zwykle nie mam z tym problemu, bo sytuacje od samego początku są jasne. Jeśli wyświadczam przysługę mamie, bratu albo przyjaciółce (czy innym bliskim mi osobom), to nie oczekuję zwrotu kosztów i to nie tylko dlatego, że innym razem to ja mogę potrzebować pomocy. Zwykle jednak i tak sami usiłują to jakoś zrekompensować.
Z kolei jeśli mowa o przysługach koleżeńskich, to chyba nie zdarzyło mi się, aby ktoś oczekiwał czegoś za darmo, choć zdarzało się, nawet dosyć często (z różnych przyczyn), że to ja nie chciałam przyjąć zapłaty. Osoby obce z samego założenia powinny ponieść wszystkie koszty.
Rozumiem, że masz na myśli jakąś konkretną sytuację - może ją opisz, wtedy postaramy się jakoś precyzyjniej odnieść do tematu.
3 2015-08-31 01:21:47 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-08-31 01:22:50)
Hej
Jak postępujecie, kiedy wyświadczenie przysługi wiążę się z kosztami np za paliwo czy bilety? Albo gdy wyświadczacie komuś przysługę o niskich kosztach, które ponieślibyście także bez udziału tej osoby w zadaniu ale robicie to długotrwale? Prosicie w pewnym momencie o to aby się składać? Czy uznajecie, że skoro godzicie się na przysługę to godzicie się także na koszty i raz ja tobie, a potem ty mi?
Ciężko tak dokładnie powiedzieć. Nie mam samochodu, ale myślę, że to może odnosić się do wielu przysług. Jak ktoś mi jest bliski i w czymś pomogę, to oznacza, że mogę to zrobić, nie oczekuję zwrotu kosztów. Tym bardziej, że bliskie mi osoby nie są takie, by w czymś wykorzystywać, wtedy raczej by tego potrzebowały. No co innego nawet jak ktoś bliski przeginałby i np nie rozumiał, że nie zawsze mogę pomóc, miał zbyt roszczeniową postawę. Sama też jak widzę, że bliska osoba czegoś potrzebuje, ale nie mówi, to jak mogę, to sama proponuję, bo po prostu są mi bliscy i nie mam z tym problemu. Jak ktoś obcy, to zwykle jest to jednorazowa sytuacja, bo raczej nie ma dużego prawdopodobieństwa, że znowu spotkasz tę osobę. Jakbym np miała hipotetycznie samochód i jechała tę trasą, to wiadomo, że i tak bym nic nie żądała, jeżeli musiałabym pojechać gdzie indziej, to już sama też zastanowiłabym się czy mogę, jak tak, to myślę, że mimo że obca osoba, to nic bym nie żądała, jeśli to nie wymagałoby ode mnie wiele.
Jeżeli jednak to byłoby np duże nadłożenie drogi, to to czy bym pomogła zależy czy mogłabym, bo owszem chętnie bym pomogła, ale różne są sytuacje, np akurat mogłabym nie mieć czasu nadrabiać drogi. Wtedy niestety musiałabym powiedzieć, że nie. Jeżeli jednak miałabym czas, możliwość, to myślę, że bym pomogła, chciałabym pomóc. Nie wiem, jakby to było duże nadłożenie drogi, to jakby naprawdę przydałyby mi się pieniądze za to, to może bym przyjęła, bo wiadomo po takiej trasie może, by się przydały, by po prostu nie było tak, że miało się mało kasy, a potem będzie się spłukanym. No ale jeśli bym widziała, że to nie jest duże obciążenie dla mnie, że starczy mi i tak, mimo nadłożenia, to odpuściłabym chyba, to byłby po prostu miły gest. No, ale tu wszystko zależy od sytuacji.
Zastanawiam się po prostu czy mam dobre wyczucie w tej sprawie. Najbardziej zbliżony przykład: wysyłam co tydzień do domu paczkę. Proponuję koleżance aby dołożyła jakąś rzecz zamiast wysyłać oddzielną paczkę. Nie zwiększa ona kosztu paczki. Jakoś tak wychodzi, że paczka stale idzie z tą rzeczą co tydzień. Na początku jest to dla mnie ok, później zaczyna mnie mierzić bo przecież jeżelibyśmy się złożyły to obu byłoby lżej. Zastanawiam się czy po prostu ja mam jakiś problem z bezinteresownością lub za bardzo restrykcyjnie rozdzielam relację od kasy.
Skoro zaproponowalas i nie zwiększa to wydatków nie rozumiem twojej złości