może od tego zacznę, że miesiąc temu poznałem fajna kobietę. Z małżeństwa ma czworo dzieci w wieku 8, 10, i dwóch synów w wieku 13 lat. dwa lata temu spotkała gościa w którym się zakochała, zaszła w ciążę i ma syna który teraz kończy 7 miesięcy
ale niestety facet zabawił się jej kosztem, i ją zostawił jak tylko dowiedział się że jest w ciąży. obecnie wychowuje pięcioro dzieci samotnie.
Jakiś miesiąc temu poznałem ja na portalu randkowym, spotykamy się, bardzo fajnie nam się rozmawia, rozumiemy się i jak na razie dobrze nam idzie:)
Ale właśnie jest to ALE.... znajomi mi mieszają w głowie, komu bym się pochwalił że poznałem kobietę z pięcioma dziećmi, to od razu słyszę: Zwariowałeś! daj sobie spokój z taka kobietą! Ona ma pięcioro dzieci! chcesz przedszkole prowadzić, ona tylko szuka jelenia, by zabezpieczyć sobie przyszłość! że zameldujesz 5 dzieci w domu a ona odejdzie i zostaniesz z nie swoimi dziećmi, że mam syna i że później będzie miał pretensje do mnie.
Wszyscy mi odradzają tego związku! ani jedna osoba, nawet znajomi z pracy, każdy mi odradza
Normalnie jestem w rozterce co mam robić? co sądzicie, o tej sytuacji? czy związali byście się z kobietą która ma 4 dzieci z małżeństwa i jedno z związku?
1 2015-08-15 20:05:05 Ostatnio edytowany przez Dariov79 (2015-08-15 20:12:15)
2 2015-08-15 20:52:15 Ostatnio edytowany przez CatLady (2015-08-15 20:53:00)
Na pewno nie zostawi z Tobą swoich dzieci jak tylko ich zameldujesz, bez przesady... Chociaż kwestie finansowe są tu bardzo ważne - i dość trudne do ustalenia. Jedno dziecko - ok, ale 5? Ten temat musicie kiedyś poruszyć, jak ona sobie to wyobraża. Nie zakładałabym jednak z góry, że jest materialistką, która szuka jelenia. Trochę ją już znasz - sprawiała na Tobie takie wrażenie? Daj temu związkowi szansę. Jest duże prawdopodobieństwo, że kobieta z pięciorgiem dzieci szuka po prostu porządnego, uczciwego, pracującego faceta, bez nałogów, który przytuli i pomoże i będzie służył męskim ramieniem.
PS. zwłaszcza, że już raz się sparzyła.
A czy Ty sam masz jakieś obawy? Czy nie przeraża Cię wizja bycia częścią życia tych dzieci?
Ja na Twoim miejscu bym próbowała. Ostrożnie, bo ostrożnie, ale bez sensu przejmować się rozkminami innych ludzi. To Twoje życie. Twoje szczęście.
CatLady wydaje mi się że za krótko się znamy, by stwierdzić że chce być ze mną z miłości, czy tylko dla tego
że mam dobrą pracę, dom, że potrafię zapewnić jej i dzieciom, dobry byt.
Nie wiem wydaje mi się, że za szybko się zaangażowała, nawet mnie dobrze nie zna, a już wyznała mi miłość.
Na początku mi powtarzała, że kto będzie chciał kobietę z 5 dziećmi. Powiedziałem że kocham dzieci, i nie patrzę na kobietę z perspektywy ile ma dzieci, ale patrzę się na serduszko.
To wystarczyło, by się bardzo zaangażowała
Mam takie wrażenie że patrzy się, by zabezpieczyć przyszłość dzieci, nie wiem:(
Czy mam obawy? pewnie że mam, i to bardzo dużo mam obaw....
kocham bardzo dzieci, i cieszył bym się że dom będzie tętnił życiem:)
Ale przede wszystkim boje się, że syn będzie miał mało co do powiedzenia w swoim rodzinnym domu
O zazdrość między moim synem a dziećmi partnerki
Boje się czy dzieci mnie zaakceptują
Nie jestem ich ojcem, i tez boje się że dzieci partnerki będą to wykorzystywać i będzie tak: Nie jesteś moim starym, wiec nie będę Ciebie posłuchał, jeśli zwrócę uwagę Wiele jest obaw?
I nie wiem czego mogę się jeszcze spodziewać?
A jeśli mnie kocha prawdziwie, i jeśli dam sobie spokój, a okaże się że ona prawdziwie mnie kochała?
i stracę prawdziwą miłość to co wtedy?
A Ty nie kręcisz sobie za dużo scenariuszów? Znacie się miesiąc, a Ty masz już przemyślenia co do wspólnego mieszkania... Co Ci przeszkadza spokojnie to kontynuować, poznawać kobietę i jej dzieci?
Ja bym się nie związał. Ewentualnie w systemie LAT (Living Apart Together) - ty u siebie ze swoim synem ona u siebie ze swoimi.
Zgadzam się też oczywiście z przedmówczynią - jak ci się babka podoba, to zluzuj poślady, pospotykaj się i dopiero jak będziesz wiedzieć więcej to podejmij decyzję czy próbujesz dalej czy mówisz pas. Poza tym, trochę to niskie i prozaiczne, ale jednak ważne - po czterech porodach to ona może też nie być po prostu atrakcyjna i ci się przestać podobać.
motyle motylami ale codzienność jest inna , z własnymi dziećmi można korby dostać szczególnie w wieku dojrzewania , a tu piątka ! biorąc sobie partnerkę bierzesz i jej bagaż ! czy podołasz ? wychowanie lekkie nie jest , a matka zawsze stanie za dzieckiem , gdy zdarzy się przeszkoda.
ja tez bym była ostrozna , nie tasz szybko wyznaje sie niłosc tymbardziej gdy jest sie po jakis doswiadczeniech zyciowych i to nie miłych .
Mam takie wrażenie że patrzy się, by zabezpieczyć przyszłość dzieci, nie wiem:(
Bo taki jest główny cel,nawet jeśli nie świadomy,to podświadomy,ot prawa natury,dodatkiem może będzie miłość,
ona będzie próbowała Cię zatrzymać za wszelką cenę,używając kobiecych sposobów ![]()
Powiem tak,jest to wyzwanie,taka gromadka,jeśli już Ci się ta kobieta podoba,to podświadomość już podjęła decyzje,teraz jeszcze musi pokonać świadomość,żeby osiągnąć cel ![]()
Mozna byc z kims kto ma dzieci bo to nic zlego .
Tylko trzeba sie zastanowic czy podoła sie czy tez nie zostanie skrywdzone to nasze dziecko . Czy ta kobieta obdarzy uczuciem nasze dziecko majac tyle swoich
Chyba najważniejsze JAK bardzo fajną poznałeś kobietę, bo na pewno podejmujesz ogromne wyzwanie. Znajomi często mówią głupie, a często świadomie ostrzegają.
Nie odpowiem czy warto bo nie wiem jakbym się zachował w Twoim wieku, ale na pewno musisz sam sobie to przemyśleć. Nigdy możesz ich nie traktować jak swoich dzieci a oni nigdy nie będą Cię traktować jak ojca, co pogorszy sprawę.
Dziwi mnie trochę ta piątka w dzisiejszych czasach - z jakimi ona się zadawała facetami?
Jest ładną zgrabną, wysoka kobietą, nigdy bym nie powiedział że urodziła pięcioro dzieci
Z charakteru jest spokojną, pracowitą i opiekuńczą
Właśnie używa tych, kobiecych sposobów.
Zastanawiam się dla czego, nawet nie musiałem o nią walczyć? Obdarowała mnie uczuciem, którego nigdy nie miałem.
Dla tego ciężko mi w to wszystko uwierzyć, by można było się tak szybko zakochać
Więc bardziej wydaje mi się że szuka jelenia, by zabezpieczyć swoja i dzieci przyszłość
Ponad to, ja muszę myśleć o życiu, przyszłości, relacjach miedzy moim dzieckiem a jej dziećmi
Jeśli był bym sam, to bym się zdecydował
Ale mam wspaniałego syna, i nie chciał bym by czuł się pokrzywdzony
Może dojść do tego że jej dzieci, mogą dokuczyć synowi ja stanę na swoim synem, a ona za swoimi dziećmi i może być zgrzyt:(
Tak samo, jej dzieci mogą mieć mnie głęboko w czterech literach, a końcowy wynik tego będzie taki że, ja z synem nie będziemy mieli nic do powiedzenia w swoim domu
tak zycie to zagadka . na ktore nie znajdzie sie odpowiedniej recepty
Czasem występuje zjawisko, które ja nazywam przerzuceniem uczuć. Wiele razy spotkałem się z tym że osoby samotne szybko wyznawały miłość, bo w taki sposób szybko mogły przestać być samotne. Chodzi o to, że Ty nie do końca musisz się jej podobać. Spełniasz minimum, jakie ma w założeniach, a czy jest coś więcej? Nie wiem. Sam stwierdziłeś, że wyznała Ci miłość za szybko.
Problem takiego podejścia zaczyna się po kilku miesiącach wspólnego życia lub kilku latach. Wtedy może się okazać, że to, co wystarczyło "zdesperowanemu" partnerowi na początku, potem już nie wystarcza. Jak za szybko zrobi się pewne rzeczy, to potem więź nie jest zbyt silna. Zakładam, że pierwszego męża kochała i problem może się pojawić, jak więź z Tobą będzie słabsza, niż więź z nim, w okresie "szczęscia".
Spotkałem już kilka osób, które przeżyły takie związki. Dzieje się różnie, ale jak ktoś postępuje nierozważnie, potem wszystko się rozlatuje. Co możesz zrobić? Wydłużyć relację. Najpierw musi powstać realna więź, a potem dopiero wskakuje się na głęboką wodę. Ona może przerzucać więź, którą wytworzyła do innych facetów na Ciebie. Wiem, jak to brzmi, ale tak często jest. Najgorsze jest to, że potem pojawia się frustracja, jak nowy partner nie ma cech starego, jak już się razem mieszka. Niektórzy nawet siłowo starają się wymusić, by nowy partner się zmienił.
Tak, jak napisałem, najlepiej jest rozciągnąć wszystko w czasie.
Na pewno nie jest to łatwe wiązać się z matką 5 dzieci. Radzę być ostrożnym w kwestii finansów. Niestety musisz mieć oczy szeroko otwarte czy ona czasem nie chce od ciebie wyciągnąć pieniądze na dzieci. Jeżeli chcesz w to iść, to możesz próbować tylko powoli i ostrożnie.
Na twoim miejscu bałabym się ich wszystkich zameldować u siebie.
tak trzeba byc ostroznym , chociaz nie zawsze musi tak byc bo zycie rozne fgle płata .
i moze byc szczesliwy z ta kobieta i jej 5 dzieci . ale najpierw trzeba sie dobrze poznac . bo teraz to za szybko aby stwierdzic
18 2015-08-16 18:47:26 Ostatnio edytowany przez alpengold (2015-08-16 18:55:24)
a mi się wydaje,że ona szuka takiego co pomoże jej w utrzymaniu tylu dzieci. Uciekaj serio kobieta taka widać szuka jelenia. Jeszcze troszkę maniupuluje Tobą gdy mówi kto ja weżmie z tyloma dziecmi. Widać, ze szuka takiego co ją i dzieci utrzyma.
to juz sam musi ocenic
sam musi wiedziec czego chce
Ja tez jestem samotna mama , a nie szukam jeslenia
szukam kogos z kim moge spedzic reszte zycia .
A mam dzieci , i chcialabym aby przyszły partner je zaakceptowal .
Wiec mimo tak wielodzietnej rodziny ta pani tez szuka aby nie byc samotna .
Chociaz za szybko wyznaje milosc .
Bo napewno ma przezycia z przeszłoscia zwiazane i to zawsze zapala sie czerwona lampka .
ale kazdy jest inny .
Ale wybory w zyciu naleza do nas samych
to juz sam musi ocenic
sam musi wiedziec czego chceJa tez jestem samotna mama , a nie szukam jeslenia
szukam kogos z kim moge spedzic reszte zycia .
A mam dzieci , i chcialabym aby przyszły partner je zaakceptowal .Wiec mimo tak wielodzietnej rodziny ta pani tez szuka aby nie byc samotna .
Chociaz za szybko wyznaje milosc .
Bo napewno ma przezycia z przeszłoscia zwiazane i to zawsze zapala sie czerwona lampka .
ale kazdy jest inny .
Ale wybory w zyciu naleza do nas samych
a dla mnie ona chce autora wątku wrobić w kolejne dziecko
Szybkie wyznanie miłości powinno wzbudzić u ciebie niepokój. Strzeż się takich ludzi, którzy zakochują się po kilku spotkaniach. Najczęściej nie potrafią odróżnić zauroczenia od miłości
Człowieku, matka z 5-ciorgiem dzieci musi poświęcić czas dla dzieci a gdzie Twoje miejsce w jej życiu. Potrzebny jesteś jej do pomocy w wychowaniu takiej gromadki. Zastanów się jakie Ciebie czekają obowiązki w tej rodzinie.
Decyzja należy do Ciebie!
Problem jest chyba inny bo co kultura to obyczaje i zupelnie co innego by Ci znajomi "radzili" gdybyć żył na innym kontynencie. Choćby w takiej Am. PŁd. duża rodzina jest powodem do dumy. A posiadanmie 1-2 dzieci patologią. Zupełnie inaczej niż u nas. Duża rodzina to troski i radości x X ale tylko dlakogoś kto ceni życie i wartości rodzinne.
Przede wszystkim, trzeba podjąć decyzje czy zyje się dla siebie, samemu podejmuje decyzje, czy zgodnie z wolną innych. Po drugie, należy odrzucić kwestie dzietności kobiety i zastanowić się nad tym, jakie relacje panują między wami. To podstawa podstaw i od tego należy zacząć. Dopiero potem są kwestie ew. wspólnego życia, wychowania dzieci, itp. Pewne rzeczy można rodzielić, innych się nie da. Nie trzeba trzymać się uparcie standardowych schematów. Dla mnie np. szokujące jest to, że już jest kwestia wspólnego życia i zamieszkania. Musisz chyba być bardzo niedojrzałym człowiekiem (mimo posiadania syna). Wyobrażam sobie to tak, że w normalnym poznawaniu siebie czasami mijają miesiące a nawet lata zanim dojdzie do "małżeństwa". Dojrzali ludzi bowiem najpierw nawiązują relację uczuciową a dopiero potem idą ze sobą do łóżka (czy zamieszkują razem, jak zwał tak zwał to jest to samo). Po drugie gdybanie o problemach (które słusznie przewidujesz, które bedą) nie służy niczemu o tyle, żę owszem można je przewidywać, przygotować się na nie, ale one się i tak pojawią i wtedy trzeba będzie je rozwiązywać. Stawianie wszystkiego w relacji walki między wami (ja - ona) już dzisiaj a nie dialogu pokazuje jak "egoistycznie" zapatrujesz się na ten związek. Ktoś inny by np. powiedział, że takie sytuacje zawsze się da rozwiązać drogą dialogu i kompromisu (ktoś kogo cechuje taki właśnie sposób postępowania). I tak samo jak ona może "polować na jelenia" (co to za określenie? - od ilu tys. zl brutto miesięcznie jest jeleń?) tak samo TY możesz być nie dojrzały do związku parterskiego. Więc zamiast się spieszyć, daj relacji dojrzeć, poznajcie się lepiej jeśli chcecie a intencje bycia razem wyjdą same zarówno z jej jak i z Twojej strony (bo nie uważam, że Twoje są 100% czyste). Jeśli natomiast czujesz, uważasz że ulegasz manipulacji, to po prostu nie spiesz się, czekaj.
jeżeli to ma być wolny związek , (czułości,sex, wyjścia, piwo , rozmowy ,taniec , itp ) i każde jest u siebie , to czemu nie , taki układ nie byłby zły - ale stały związek , Twój syn + jej dzieci to jest wyzwanie nie bagatela dla portfela , obowiązków.....
Hmmmm....poznalam swego czssu pana z 4 dzieciakow, w tym jedno niepelnosprawne, a jedno male....
I jakos nie przerazala mnie ilosc dzieci, chociaz mam jedno swoje( to chyba podobna sytuacja do autora)
I zdaje sobie sprawe z obciazen liczna rodzina.( + mama tych dzieci)
I jak zauwazyl maniek- dalam temu po prostu czas....a czas sam wszystko rozwiazal...
Stad moja rada: nie martw sie na zapas.
tak najlepszym doradca jest czas .
27 2015-08-19 18:04:45 Ostatnio edytowany przez alpengold (2015-08-19 18:05:22)
ja bym wiała na miejscu autora tym bardziej, że może poznac kobietę bez aż takich zoobowiązań.
Jest to ciężka sytuacja. Wiadomo, że piątka dzieci to dużo. Jeżeli ona nie będzie pracowała, to możesz nie dac rady ich utrzymać. Ale z drugiej strony nie możesz myśleć tylko o sobie. Jeżeli napradę ją kochasz, to porozmawiaj z nią szczerze o swoich obawach, razem na pewno dojdziecie do porozumienia. Tak naprawdę powinieneś zajrzeć w głąb swojego serca, a nie słuchać osób trzecich. To Ty będziesz żył albo nie z tą kobietą, nie te osoby, które Tobie doradzają.
Uważam, że tylko szczera rozmowa z Twoją partnerką pomoże Ci podjąć decyzję. Tak naprawdę rady innych osób nic Ci nie dadzą. Sam musisz podjąć decyzję czy ją kochasz, czy kochasz jej dzieci i czy chcesz się dla nich poświęcić. Bo musisz wiedzieć, że wychowywanie piątki dzieci to poświęcenie, ale jeżeli one Cię kochają i ich matka Cię kocha, to może to być najpiękniejsze poświęcenie. Trzymam za Ciebie kciuki
Wg mnie ona chce go wrobic w obowiązki.
Z kim ma te dzieci???
Moja znajoma wrobila z 3 dzieci kolesia. Potem jak się dzieci odchowaly (tzn on na nie pracowal) to zostawila go i poszla w tango z innym. Rozwod.
jaka miłość po miesiacu znajomości? bez przesady.
32 2015-08-25 23:57:23 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-25 23:59:08)
A ja mysle podobnie do kasi( i tak myslalam w podobnej sytuacji)
Jesli miedzy nami bedzie dobrze, i on bedzie mi bliski, i jesli pokocham jego dzieci, to nie bedzie to poswiecenie, tylko, hmmm
Cos zyskuje. Zyskuje milosc tych dzieciakow, i mozliwosc kochania ich.
Zyskuje liczna rodzine, ktora moze byc fajna, moze byc dla mnie duzym spelnieniem, a nie obciazeniem.
( wiadomo, ze 5 dzieci, to dla mnie jakis kosmos, cala moja rodzina nie liczy tyle osob)
Ale czy to musi byc " zle"?
Czy to musi byc postrzegane, jako ofiara, poswiecenie, i jakis krzyz?
Wszystko zalezy od relacji w takiej patchworkowej rodzinie.
Jesli relacje beda do kitu- to wszystko bedzie problemem i przeszkoda
Jesli relacje beda fajne, to wszystko bedzie wzbogacajacym dodatkiem
Postawa, czy mnie sie to kalkuluje, czy ja na tym nie strace, i czy ona chce mnie w cos wrobic, jest wyrachowana.
Na wyrachowaniu nie zbuduje sie relacji opartej na bliskosci.
Dlatego dalam temu czas, a czas pokazal, ze ja " sie nie kalkulowalam", wiec nie bylo o czym mowic....
PS kasia ladnie i tresciwie to opisala...
Ile mozesz zyskac, jesli kochasz...
I ile mozesz stracic, jesli milosci nie bedzie....
eldorondo czyli co ten Twój szukał nianki do dzieci?
eldorondo czyli co ten Twój szukał nianki do dzieci?
nieee, bo dzieci mialy mame...
(niankowania, to ja sie nie boje)
1 lubil zycie na "wysokiej stopie"
a ja nie bede inwestowac w rozrywki takich pieniedzy, jak on.
2wynajmowal mieszkanie za niebagatelna kwote
dopytywal, i kombinowal, zeby zamieszkac u mnie
(byly aluzje, ze inne, to braly go do siebie)
3 wciaz dopytywal o moje zarobki.
on odpuscil, jak ja nie dopuscilam...
i rozeszlo sie po majtkach.
slowem, on kalkulowal, czy ja mu sie kalkuluje.
a mnie kalkulator nie potrzebny.
1. Dorosła kobieta i miłość wyznaje po miesiącu?
2. Rozkminiasz tak, jakby Ci się już oświadczyła, a Wy jesteście na etapie zwykłych spotkanek.
Tak czy siak, nad czym już mógłbyś się zastanowić, to nad kwestiami organizacyjnymi/finansowymi. Nie wieszczyłabym tu tego, że zameldujesz ich, a ona Cię zostawi z dziećmi, ale... Skoro zastanawiasz się, czy ona nie szuka jelenia do zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom, to zakładam, że jesteś w sporo lepszej sytuacji finansowej niż ona. I teraz pytanie, jak byś to rozwiązał przy wspólnym mieszkaniu? Każdy zarabia na siebie i swoje dzieci? Najprościej i najsprawiedliwiej, ale co zrobisz, jeśli ona się poczuje urażona? Bo np. ma wizję (nawet nie z wyrachowania), że rodzina ma sobie pomagać, że wszystko wspólne, że jak to się tak liczyć, przecież się kochacie. I wtedy co, wspólny budżet? A to w końcu nie chodzi tylko o to, że TY będziesz miał mniej, ale i Twój syn. Bo nagle zamiast jednej dużej pensji na dwie osoby będzie jedna duża i jedna mała na 8 osób. To znaczna różnica. Chcesz się tam dokładać nawet kosztem dziecka? I w ogóle co Twój syn na to? Rozmawiałeś z nim?
Ja bym się zastanowił jakie szanse na poznanie kobiety ma facet z 5 dzieci... Żadne oczywiście. Tak samo kobieta myśli i łapie się tego, który się nawinie. Poza tym sprowadzać sobie taką armię to dla faceta strzał w stopę. Narobiła sobie dzieci, jej sprawa. Nie ma co wchodzić w to. Wychowywać poza tym cudze dzieci, to nie jest dla faceta.
37 2015-08-27 14:50:40 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-27 14:56:41)
Ja bym się zastanowił jakie szanse na poznanie kobiety ma facet z 5 dzieci... Żadne oczywiście. Tak samo kobieta myśli i łapie się tego, który się nawinie. Poza tym sprowadzać sobie taką armię to dla faceta strzał w stopę. Narobiła sobie dzieci, jej sprawa. Nie ma co wchodzić w to. Wychowywać poza tym cudze dzieci, to nie jest dla faceta.
remi- ale ja wlasnie wyzej pisze o tym, ze mial u mnie szanse facet z 4 dzieci...
czemu uwazasz, ze to juz desperacja??on znajdowal chetne...
i to on ze mnie zrezygnowal, nie ja z niego...
tak wyrokujesz...a moim zdaniem nie masz racji...
Ja bym się zastanowił jakie szanse na poznanie kobiety ma facet z 5 dzieci... Żadne oczywiście. Tak samo kobieta myśli i łapie się tego, który się nawinie. Poza tym sprowadzać sobie taką armię to dla faceta strzał w stopę. Narobiła sobie dzieci, jej sprawa. Nie ma co wchodzić w to. Wychowywać poza tym cudze dzieci, to nie jest dla faceta.
O i tu się mylisz,prędzej facet z 5 dzieci znajdzie kobietę, która pokocha te dzieci jak swoje i nie będzie kalkulować czy to się jej opłaca niż na odwrót.Znam nawet kobietę, która adoptowała dziecko ze zdrady męża, co w przypadku faceta byłoby chyba niewykonalne.
Zgadzam się całkowicie z oldorando - takie kalkulowanie nie wróży związku, tylko same kłopoty. A autor chyba trochę się rozpędził z tym myśleniem o przyszłości, za krótko się znają.
No macie rację. Facet z 5 dzieci znajdzie sobie kobietę. O ile jest dobrze sytuowany, ma niezłą pracę, to nie ma problemu. Bo co mówi o facecie, że ma 5 dzieci? Rodzinny, lubi dzieci, ma pieniądze, bo dzieci kosztują, płodny, zaradny.
Kobieta która ma 5 dzieci to już zupełnie inne jest myślenie o niej ![]()
Remi napisał/a:Ja bym się zastanowił jakie szanse na poznanie kobiety ma facet z 5 dzieci... Żadne oczywiście. Tak samo kobieta myśli i łapie się tego, który się nawinie. Poza tym sprowadzać sobie taką armię to dla faceta strzał w stopę. Narobiła sobie dzieci, jej sprawa. Nie ma co wchodzić w to. Wychowywać poza tym cudze dzieci, to nie jest dla faceta.
O i tu się mylisz,prędzej facet z 5 dzieci znajdzie kobietę, która pokocha te dzieci jak swoje i nie będzie kalkulować czy to się jej opłaca niż na odwrót.Znam nawet kobietę, która adoptowała dziecko ze zdrady męża, co w przypadku faceta byłoby chyba niewykonalne.
Zgadzam się całkowicie z oldorando - takie kalkulowanie nie wróży związku, tylko same kłopoty. A autor chyba trochę się rozpędził z tym myśleniem o przyszłości, za krótko się znają.
dokladnie tak!!
(a podobno to kobiety sa wyrachowane)
autor jeszcze dobrze nie poznal tej pani..
moze przeciez "pochodzic" z nia...zobaczyc jakia ona jest...
zobaczyc jak w przktyce wyglada zycie z nia...
(moze on przywykl do wakacji na maillorce, a ona na mazurach..i on nie chce z tego rezygnowac...
moze on jest rozrywkowy, a ona uwiazana przy dzieciach, moze on nie lubi dzieci w ogole, a tym jego opiekuje sie byla zona?)
jak sie troche pospotykaja, to sie wszystko okaze...
a tu miesiac i deklaracje o wspolnym mieszkaniu, o zwiazku, o milosci, i kalkulacje co sie komu oplaca...
a gdzie jest powiedziane, ze on musi ja przygarniac i meldowac?
przeciez ona gdzies mieszka z tymi dziecmi, za cos te dzieci utrzymuje...
nie spadla z ksiezyca wczoraj z calym tym przychowkiem...
a moze on wprowadzi sie do niej?
jego dziecko, ma przeciez jeszcze mame- nie jest wiec chyba w takiej sytuacji jakos specjalnie poszkodowane
(ze tatus mieszka z nowa liczna rodzina)
nooo, chyba, ze to taka wyzsza pierdolencja jest, ze nie znizy sie do dzielenia przy wspolnym stole czekolada, z pieciorgiem innych dzieci...
ja nie twierdze, ze ona swieta- nikt nie wie, jaka ona jest- nawet autor!!
tylko chyba autora to najmniej interesuje......
Dzieci narobiła, po m-cu miłość wyznaje nowo poznanemu facetowi . Desperacja.
Dzieci narobiła, po m-cu miłość wyznaje nowo poznanemu facetowi . Desperacja.
to tez jest fakt.
ale jest tez drugi koniec kija:
zona tego pana, ktorego ja poznalam tez jest kobieta z 4 dzieci...
on ma wybor,
ona- nie wiem...(w twojej ocenie- nie)
o czym to swiadczy?
o tym, ze mezczyzni sa bardziej wyrachowani
i o tym, ze to kobieta ponosi wieksza odpowiedzialnosc...
a moze on wprowadzi sie do niej?
jego dziecko, ma przeciez jeszcze mame- nie jest wiec chyba w takiej sytuacji jakos specjalnie poszkodowane
(ze tatus mieszka z nowa liczna rodzina)
Kurde, to nie było fajne. Skoro jego syn ma mamę, to co tam, nie będzie poszkodowany. Tak, jakby fakt, że ta piątka dzieci jest z matką (a bez ojców) pokazywała, że są ważniejsze (nie ogólnie, a podczas podejmowania decyzji). A to nie tak. Są tak samo ważne - ogólnie, a dla ojca to jego dziecko powinno się liczyć przede wszystkim, nieważne, czy ma matkę, czy nie.
A, szczerze mówiąc, nie widzę dobrego rozwiązania dla tego dziecka, choćby pod względem mieszkaniowym, o finansowym już nie mówiąc (bo w końcu może się autor postawić i zażądać osobnych finansów). No bo hm... jeśli jest jeden chłopiec, to pokój ma osobny. Swój. Więc jak zamieszkają razem, to ile by musiało być pokojów, żeby wszystkie dzieci miały takie same warunki? Albo dorzucą chłopcu jakieś obce dla niego dziecko, albo co... tamtą piątkę ulokują w 1-2 pokojach? Skoro autor wspomina o przeprowadzce do niego, to jak to widzi? Bo raczej logicznym by było, że to ta matka ma piątce dzieci zapewnić jakieś tam warunki. A jak przeprowadzą się do niej, to też nie wydaje mi się, żeby przy piątce swoich dzieci miała wolny pokój dla chłopca, żeby nie miał gorzej, niż przed ich związkiem. O ile któreś z nich nie ma willi/pałacu, to wydaje mi się, że syn partnera będzie pierwszym poszkodowanym w imię tej miłości.
44 2015-08-27 16:45:54 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-08-27 16:54:26)
oldorando napisał/a:a moze on wprowadzi sie do niej?
jego dziecko, ma przeciez jeszcze mame- nie jest wiec chyba w takiej sytuacji jakos specjalnie poszkodowane
(ze tatus mieszka z nowa liczna rodzina)Kurde, to nie było fajne. Skoro jego syn ma mamę, to co tam, nie będzie poszkodowany. Tak, jakby fakt, że ta piątka dzieci jest z matką (a bez ojców) pokazywała, że są ważniejsze (nie ogólnie, a podczas podejmowania decyzji). A to nie tak. Są tak samo ważne - ogólnie, a dla ojca to jego dziecko powinno się liczyć przede wszystkim, nieważne, czy ma matkę, czy nie.
A, szczerze mówiąc, nie widzę dobrego rozwiązania dla tego dziecka, choćby pod względem mieszkaniowym, o finansowym już nie mówiąc (bo w końcu może się autor postawić i zażądać osobnych finansów). No bo hm... jeśli jest jeden chłopiec, to pokój ma osobny. Swój. Więc jak zamieszkają razem, to ile by musiało być pokojów, żeby wszystkie dzieci miały takie same warunki? Albo dorzucą chłopcu jakieś obce dla niego dziecko, albo co... tamtą piątkę ulokują w 1-2 pokojach? Skoro autor wspomina o przeprowadzce do niego, to jak to widzi? Bo raczej logicznym by było, że to ta matka ma piątce dzieci zapewnić jakieś tam warunki. A jak przeprowadzą się do niej, to też nie wydaje mi się, żeby przy piątce swoich dzieci miała wolny pokój dla chłopca, żeby nie miał gorzej, niż przed ich związkiem. O ile któreś z nich nie ma willi/pałacu, to wydaje mi się, że syn partnera będzie pierwszym poszkodowanym w imię tej miłości.
a skad wiesz, ze dziecko autora mieszka z nim,?
moze ma swoj pokoj w domu bylej zony autora?
eileen- ja jestem po stronie posiadaczki jednego dziecka- swojego..
i jakos moj syn nie widzi problemu w posiadaniu kilkorga rodzenstwa przyszywanego, nawet, jesli mialby zrezygnowac z posiadania swojego pokoju.
w jego(infantylnym) postrzeganiu- lepiej miec rodzenstwo, niz wlasny pokoj, czy cos tam, na wylacznosc.
(w moim, mniej infantylnym postrzeganiu, to wazniejsze od pokoju, sa relacje pomiedzy tymi dzieciakami- czy istotnie, beda dla siebie rodzenstwem.
z mojej praktyki- ja mialam duzo lepsze kontakty z corka mojej macochy, niz z macocha- bo nam obu zalezalo na tym, zeby miedzy nami bylo ok.
mialysmy obie po 15 lat, kiedy sie wprowadzila do mojego domu)
PS ja nie wybielam tej kobiety-partnerki autora- po prostu nic nie wiemy o tym, jak miedzy nimi jest- autor niczego nie wyjasnil, nic nie naswietlil, rzucil tylko pytanie, czy jemu sie to oplaca...
i to mnie tak zastanowilo....
PS2 opisywany przeze mnie pan, mial swoje dzieci u bylej zony- tam mialy swoje pokoje(duzy dom na jakims zadupiu)
i nie planowal z nimi mieszkac...
To ja teraz machnę swoim infantylnym postrzeganiem, mimo że od 15 roku życia do domu wracam tylko na wakacje. Nie wszyscy mają 1-2 dziecko dlatego, że tak wyszło. Część po prostu uznaje, że przy większej ilości byłoby gorzej pod względem finansowym, nie mają warunków. Każdy sobie te warunki określa inaczej. Moja mama zawsze chciała, żeby nam było dobrze. Jest wykształcona, pracuje, nigdy nam niczego nie brakowało. Wiadomo, nie zmienialiśmy komputera co 3 miesiące, ale było w porządku. Miałam na rozmaite zajęcia pozalekcyjne, oddzielne pokoje z bratem, jakieś wakacje. Więcej dzieci nie było (mimo że moi rodzice rozwiedli się jak miałam 13 lat, czyli czas na tworzenie kolejnych dzieciaczków był
), bo raz, że nie chcieli, a dwa - moja mama nigdy nie uważała za dobre posiadanie większej ilości dzieci, niż kogoś na to stać. Jasne, nie chodziłoby głodne, ale np. mogłabym usłyszeć, że przestajemy jeździć na narty, że mam zrezygnować ze szkoły językowej, że coś tam. I może nawet bym to przełknęła, gdyby chodziło o moje rodzeństwo. Ale na pewno nie tak, że coś, na co moja mama cały czas pracowała, nagle ma zniknąć, bo pojawia się pan z piątką dzieci.
On mógłby być super facetem, może dzieci fajne i tak dalej. Ale wiem, że moja mama na pewno nie pozwoliłaby, żeby przez jego dzieci jej własne miały gorzej. Że np. to, że pracowała na takie mieszkanie, żebyśmy mieli osobne pokoje, ma nagle przepaść, bo wprowadza się piątka kolejnych. Że nawet, jeśli zarabiali podobnie, to na przykład nie będzie dla mnie właśnie na szkołę językową, bo dać jednemu dziecku 200 zł, to jedno, a dać szóstce? A raczej podział na zasadzie ja swoim, Ty swoim zbyt dobrze by nie wpływał na nasze kontakty (zakładając, że jest tak, jak w przypadku autora - bo odebrałam to tak, że ta kobieta dysponuje mniejszą ilością funduszy i o tym piszę) - bo co, ja i mój brat mamy na różne zajęcia, a oni nie? Nie mówiąc już o tym, że nie wyobrażam sobie dziecka, które byłoby zachwycone, że nagle w pokoju zakwaterowali mu dodatkowe dzieci. Nie chodzi o niechęć, ale nawet moje kuzynki, między którymi są 3 lata różnicy, cieszyły się, jak rodzice wybudowali dom i miały w końcu osobne pokoje - mimo że mają świetne kontakty. A co dopiero niemal obce dziecko... No i jak tak patrzę po sobie, to to nie chodziłoby tylko o kontakty z tymi dziećmi i moje chcenie czy niechcenie. Ja mam w miarę duży pokój u mamy, ok. 20 metrów i tam by się nie wcisnęło drugiego łóżka, a co dopiero biurka. Bo jest pianino, biurko, łóżko, dwie duże szafy, dwa regały z książkami, stoliczek i 2 foteliki, dwie małe, wąskie szafki, jakieś drapaki i legowiska dla kota. Więc emm... nowe rodzeństwo, super, mam wywalić swoje rzeczy? Ciuchy i książki trzymać na strychu? Czy wywalić pianino, bo w końcu to nie rzecz pierwszej potrzeby? ;p Nie wiem, ktoś może lubić rodzeństwo, ale nie widzę opcji, w której dziecko chętnie godzi się na dużo gorsze warunki w imię obcych dzieci.
To ja teraz machnę swoim infantylnym postrzeganiem, mimo że od 15 roku życia do domu wracam tylko na wakacje. Nie wszyscy mają 1-2 dziecko dlatego, że tak wyszło. Część po prostu uznaje, że przy większej ilości byłoby gorzej pod względem finansowym, nie mają warunków. Każdy sobie te warunki określa inaczej. Moja mama zawsze chciała, żeby nam było dobrze. Jest wykształcona, pracuje, nigdy nam niczego nie brakowało. Wiadomo, nie zmienialiśmy komputera co 3 miesiące, ale było w porządku. Miałam na rozmaite zajęcia pozalekcyjne, oddzielne pokoje z bratem, jakieś wakacje. Więcej dzieci nie było (mimo że moi rodzice rozwiedli się jak miałam 13 lat, czyli czas na tworzenie kolejnych dzieciaczków był
), bo raz, że nie chcieli, a dwa - moja mama nigdy nie uważała za dobre posiadanie większej ilości dzieci, niż kogoś na to stać. Jasne, nie chodziłoby głodne, ale np. mogłabym usłyszeć, że przestajemy jeździć na narty, że mam zrezygnować ze szkoły językowej, że coś tam. I może nawet bym to przełknęła, gdyby chodziło o moje rodzeństwo. Ale na pewno nie tak, że coś, na co moja mama cały czas pracowała, nagle ma zniknąć, bo pojawia się pan z piątką dzieci.
On mógłby być super facetem, może dzieci fajne i tak dalej. Ale wiem, że moja mama na pewno nie pozwoliłaby, żeby przez jego dzieci jej własne miały gorzej. Że np. to, że pracowała na takie mieszkanie, żebyśmy mieli osobne pokoje, ma nagle przepaść, bo wprowadza się piątka kolejnych. Że nawet, jeśli zarabiali podobnie, to na przykład nie będzie dla mnie właśnie na szkołę językową, bo dać jednemu dziecku 200 zł, to jedno, a dać szóstce? A raczej podział na zasadzie ja swoim, Ty swoim zbyt dobrze by nie wpływał na nasze kontakty (zakładając, że jest tak, jak w przypadku autora - bo odebrałam to tak, że ta kobieta dysponuje mniejszą ilością funduszy i o tym piszę) - bo co, ja i mój brat mamy na różne zajęcia, a oni nie? Nie mówiąc już o tym, że nie wyobrażam sobie dziecka, które byłoby zachwycone, że nagle w pokoju zakwaterowali mu dodatkowe dzieci. Nie chodzi o niechęć, ale nawet moje kuzynki, między którymi są 3 lata różnicy, cieszyły się, jak rodzice wybudowali dom i miały w końcu osobne pokoje - mimo że mają świetne kontakty. A co dopiero niemal obce dziecko... No i jak tak patrzę po sobie, to to nie chodziłoby tylko o kontakty z tymi dziećmi i moje chcenie czy niechcenie. Ja mam w miarę duży pokój u mamy, ok. 20 metrów i tam by się nie wcisnęło drugiego łóżka, a co dopiero biurka. Bo jest pianino, biurko, łóżko, dwie duże szafy, dwa regały z książkami, stoliczek i 2 foteliki, dwie małe, wąskie szafki, jakieś drapaki i legowiska dla kota. Więc emm... nowe rodzeństwo, super, mam wywalić swoje rzeczy? Ciuchy i książki trzymać na strychu? Czy wywalić pianino, bo w końcu to nie rzecz pierwszej potrzeby? ;p Nie wiem, ktoś może lubić rodzeństwo, ale nie widzę opcji, w której dziecko chętnie godzi się na dużo gorsze warunki w imię obcych dzieci.
I masz kupe racji w tym ustepie...
Bez watpienia- ludzie powinni miec tyle dzieci, ile sa w stanie wychowac, a nie ile " im sie przytrafilo"
Ja po prostu przedstawiam drugi koniec kija,
Z moich obserwacji facetow dzieciatych, a wyglada to tak:
Pan, dzieciaty, ok40 czuje zew wolnisci, zwany potocznie kryzysem wieku sredniego.
Odchodzi od zony i dzieci, zostawia im dom, alimenty, i utrzymuje z dziecmi kontakty doraznie( weekendy, wakacje)
Poniewaz jest obciazony finansowo swoimi dziecmi, i nowym lokum, do ktorego odszedl w poszukiwaniu wolnosci,
Szuka kobiety, ktora " odciazy " go finansowo.
Np. On zamieszka u niej- ona bedzie oplacac mieszkanie, naprawy- bo to jej mieszkanie...
Ona ma jemu pomagac, i jego finansowo wspierac, bo on ma bardzo duze zobowiazania.
On finansuje siebie, i gromadke swoich dzieci,
Ona finansuje siebie, swoje dziecko, i jego...
No, bo co innego miec jedno, co innego 4, czy 5...
I zdajesz sobie sprawe z roznicy .
Dlatego, taki facet kombinuje, zeby znalezc sobie kobiete, ale taka, ktora mu sie bedzie oplacala...
I nie twierdze, ze opisywana pani nie jest na miejscu takiego faceta
( ze ona nie kombinuje, i nie szuka jelenia- zwlaszcza w obliczu tych szybkich oswiadczyn)
Dla mnie to w ogole jest niewyobrazalne jest takie szybkie zaangazowanie, jak sie ma dzieci.
Nic nie wiemy o tej kobiecie.
Czy te dzieci maja jednego ojca?
Czy sa alimentowane?
Na jakim poziomie zyja?
Czego chce ta kobieta- tak na prawde?
Niczego autor nie wyjasnil....
Ja tylko zauwazam, ze kazdy kij ma dwa konce.
Zona posiadacza 4 dzieci, jest matka 4 dzieci....
Po rozwodzie zostaja dwie osoby dzieciate- on i ona.
Na tym etapie mozna tylko snuc insynuacje.... to jest zdecydowanie zbyt krotka znajomosc by cokolwiek moc powiedziec jedynie co mozna stwierdzic to to ze dziwne jest ze dorosla kobieta, po przejsciach, z piatka dzieci tak szybko angazuje sie w ten "zwiazek"? Oni sie nie znaja a juz pojawiaja sie plany gdzie, kto, kiedy i z kim, to za szybko, narazie autor niech sie spotyka z ta kobieta ale bez takich deklaracji, niech sie poznaja i pozniej sie okaze ale po co teraz w to dzieci mieszac, przeprowadzac sie do obcego faceta a za miesiac wyprowadzka bo okaze sie ten "zwiazek" bledem? Niestety nie jest to kobieta bez zobowiazan. Jesli zaangazuje sie w ten zwiazek to razem z kobieta dostanie w bonusie jej rodzine i to nie jedno dziecko a piatke dzieci
A jeszcze jedno i sorki ze post pod postem. Przypomniala mi sie pewna historia. Kolega poznal dziewczyne, miala ona juz dziecko, rocznego chlopca, kolega ma pieniadze, pracuje za granica i dobrze zarabia, jezdzi dobrym autem, ta dziewczyna niezle zakrecila mu w glowie. Po krotkiej znajomosci on zaczal remontowac jej mieszkanie, kupil meble do sypialni i pokoju dla dziecka, kupowal zabawki temu dziecku itp. Ogolnie dzieki niemu sporo podniosl sie poziom zycia tej dziewczyny, po niecalym roku sie oswiadczyl a jak kiedys wrocil szybciej z Niemiec to zauwazyl za lozkiem zuzyte prezerwatywy ( nie jego) i sasiedzi w koncu powiedzieli ze jak on wyjezdza to przyjezdza inny chlopak wtedy do mojego kolegi dotarło jaki byl naiwny, pozniej zaczely wychodzic na jaw inne "drobiazgi" których ten kolega nie widzial. Autorze, nie mowie ze ta kobieta tez taka jest ale uwazaj bo mozna latwo dac sie oszukac
dwa lata temu spotkała gościa w którym się zakochała, zaszła w ciążę i ma syna który teraz kończy 7 miesięcy
ale niestety facet zabawił się jej kosztem, i ją zostawił jak tylko dowiedział się że jest w ciąży.
2 lata= 24 miesiące
dziecko ma 7 miesięcy+ 9 miesięcy ciąży= 16 miesięcy
24- 16=8 miesięcy
1.Kobita mająca 4 dzieci, po 8 miesiącach nowego związku decyduje się na dziecko? chyba tylko po to by wrobić faceta i żeby ten łożył na 4 nie swoich i piąte swoje.
2.Kobita majaca 4 dziec,i po 8 miesiącach nowego związku "wpada"? no to teraz nie dziwię się skąd ta poprzednia czwórka.
Uważaj na nią, ja bym się z 1. wyrachowaną lub 2. idiotką nie wiązała.