Witam,
Mam mega problem, spotykam sie z pewna kobieta od 3 miesiecy, mieszkamy razem, ona we mnie wpatrzona, ja troche mniej...
Od poczatku nie czulem do niej milosci na 100%, myslalem ze z czasem ona nadejdzie, jednak nic - jest mi ona szczerze obojetna, boje sie jednak jak kobiecie to zakomunikowaca:
a) dostosowala pode mnie cale swoje zycie
b) miala juz kilka zalam zyciowych, depresja, proby samobojcze - wiec taki news ja zbije z ziemi
Nie wiem jak to zrobic, chce wyjsc z tego jakos dyplomatycznie, co mozecie polecic?
Nie wiem moze ze mna cos jest nie tak, moze czuje sie za pewnie ze mam ja w garsci, no cholera nie wiem -> caly czas jednak mysle o rostaniu, a jedyne co mnie przy niej trzyma to to, ze fajnie miec kogos przy swoim boku, ,tylko to nie jest milosc i mam bardzo duzy problem - bo zachowuje sie jak pies ogrodnika, i coraz bardziej to dostrzegam...
NetKobiety - mozecie cos mi pomoc? ale bez hejtowania, wiem dalem ciala, nie trzba bylo sie angazowac.