Hej,
piszę tutaj ponieważ mam chyba problem ze sobą. Zanalizowałam już pełno moich znajomych, a tak naprawdę nie wiem kim jestem.
Jestem bardzo zmienna jeśli chodzi o ludzi, upodobania, odczucia, uczucia. Robię swoje ale tak naprawdę wszystko robię po łebkach ( niby na 100% ludzie myślą, że się staram i angażuję, a wcale tak nie jest). Odbębniam życie.
Przetsałam się przejmować wszystkim, mam taki tumiwisizm.
Nie wiem czym on jest spowodowany.
Jestem osobą niedecyzyjną.
Niby jestem dorosła po 20 roku życia, prawię kończę studia a czasem czuję się jak dziecko. Nie dlatego, że nie potrafię o siebie zadbać zawodowo, ale np w sprawach pwywatnych.
Nie wiem co się ze mną dzieje, ale boję sie uczuć, boję się pokazać, że mi zależy tak na 100%, zawsze uciekałam przed tym aby nikt się nie dowiedział, nie chciałam pokazać prawdziwej twarzy. Zawsze wydawało mi się, że coś jest z emną nie tak. Byłam zbyt dobra, 2 raz w życiu weszłam we friendzone, i to kolega potraktował mnie jako przyjaciółkę.Od tych momentów boję się związków, wydaje mi się, że faceci chcą mnie zniszczyć. Że mimo tego, że się podobam oni i tak widzą we mnie tylko koleżankę, którą chcą się zabawić.
Miałam bardzo dużo sytuacji w życiu kiedy np angażowałam się( ale nie było tego widać) chłopak mną trochę pomiatał, ja o nim myślałam jako o partnerze a później się okazywało, że on nic ode mnie nie chce.
Kilka miesięcy tyemu poszłam do łózka z kolegą - po wszystkim zastanawiałam się co i jak, napisałam do niego- on nic nie chciał. Nie odzywał się bo nic nie chciał.
Kilka tygodni temu sytuacja się powtórzyła- tylko, że tą osobę znałam już od bardzo dawna- wydawało mi się, że trochę się zbliżamy do siebie przez kilka miesięcy- ale jak widać on chciał tylko jednego. Problem w tym,że nie wiem ile takich sytuacji musi minąć abym się opamiętała.
Nie wiem z czego to wynika. Czy z chęci bycia akceptowanym przez faceta? Jestem niezależna, robię zlecenia, mam pewien pomysł na karierę, chciałam robić coś innego niż to co robię na studiach, poznawać fajnych ludzi. A widzę, że 'udaje mi się' tylko tło zawodowe nie prywatne.
Jestem zamotana w kokonie bezpieczeństwa nie chodzi o to, że nie lubię wyzwań bo potrafię wyjść ze strefy komfortu i robić różne dziwne rzeczy. Ale robię je zwykle sama.
Nie wiem dlaczego znajomi się do mnie nie odzywają. Tylko Ci naprawdę zaufani, dawni znajomi. A osoby które poznałam pół roku temu kilka miesięcy, tygodni spotykają się razem, nie zapraszając mnie.
Czuję, że w życiu coś mnie omija. Że chcę łapczywie złapać się wszystkie. Że chcę żyć na 100% i jakoś się gmatwam w tym wszystkim. Że niby jest ok a z drugiej strony czuję się samotna mimo wielu wielu kolegów, koleżanek. Nie wiem nawet jak to określić.
Mieszkam nadal z rodzicami, nie mam firmy, robię zlecenia, studiuję ( teraz wakacje) i czuję, że może trzeba się odciąć jednak od rodziny aby być bardziej odpowiedzialnym za siebie.
Widzę, że mi jest bardzo dobrze. Że jak np nie mam wystarczającej ilości kasy ze zlecenia to rodzice mi dołożą. Mimo, że ja się wzbraniam, mimo, że nie chce. Bo czuję się z tym głupio.
To też jakby przejawia się na to, że moje dwie najbliższe koleżanki są ode mnie bardziej charakterne, przebojowe. Nie mówię, że nie mam charyzmy czy energii, ale widzę, że wybieram sobie w życiu osoby do kolegowania, do przyjaźni bardziej otwarte niż ja. Że ja nie jestem sterem ani okrętem ale jestem tą drugą, cichszą. Tak jakbym potrzebowała matki nadal.
Nie wiem jak to zmienić. DLatego od pewnego czasu robię awantury w domu, czuję że dopiero teraz mam bunt wieku nastoletniego. Moi rodzice chcą dobrze, ale takie głaskanie po głowie na dłuższą metę jest idiotyczne.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić bo jak tak dalej pójdzie to skończę w zakonie albo w szpitalu psychiatrycznym. Nie umiem podejmować decyzji takich dla mnie trafnych. Zawsze kogoś muszę się spytać, wolę omówić, obgadać. Nie wiem skąd mi się to wzięło.
Jestem utalentowana, zgrabna i ładna. Ludzie po 1 szym spotkaniu dziwią się, że jestem sama, że nie mam faceta... A to siedzi w psychice. Jakbym bała się wyjśc z tej bezpiecznej otoczki w krąg czegoś nowego. Nawet nie chodzi od razu o rzucenie się w inne zupełnie towarzystwo, ale poznawanie ludzi od nowa.
Czuję, że brak mi tej pewności siebie.
Chciałabym to zmienić. Już zapisałam się na dodatkowe zajęcia, jestem po 2 tygodniowym intensywnym kursie. Poznałam wiele ludzi. ALe jak to bywa po kursie ludzie odchodzą. Może kiedyś będzie jakaś impreza nowa.
Mam jakieś obiekcje w stosunku do siebie. Jestem nieśmiała a ludzie myślą, że na nich patrzę z góry. Nie rozumieją tego, że np dziewczyna jak ja ( tak, słyszałam to kilka razy) może się wstydzić. A ja się strasznie wstydzę.
Np pierwsza nie powiem cześc koledze, bo uważam, że to on powinien. ( nie wiem dlaczego całe życie mi tak wpajano). Że np nie powiem SIEMA nawet w towarzystwie kolegów bo np mówią tak tylko tzw koleżaneczki.
Czuję, ze jestem albo spięta albo jakaś za bardzo ugrzeczniona.
A z drugiej strony chłopaki po jakiś imprezach do mnie nie piszą. Nie wiem dlaczego.
Widzę na sobie wzrok, już nigdy nie popełnię tego błędu żeby iść z kimś od razu do łóżka.
Potrzebuję zaufania i bliskości. Nie wiem jak mam poznać jakąś osobę, aby ona nie zraziła się do mnie i aby np sama do mnie napisała po tygodniu...
Na razie wychodzi na to, ż eto ja piszę do facetów po tygodniu, po 5 dniach... I dostaję grzecznego kosza.
Mimo, że robię swoje!! RObię dużo rzeczy na raz, jestem skupiona na swoim życiu, ale i tak w głębi duszy kogoś chciałabym mieć....
Co byście mi radzili?
Przepraszam, że post jest chaotyczny, ale nie umiem obecnie inaczej przelać myśli .
Pozdrawiam
X