Hejka
Parę miesięcy miałam wypadek samochodowy z mojej winy . Niestety byłam w czasie urlopu ale zamiast tego miałam praktyki poza miastem ok 40km. Niestety wracając z praktyk zdarzył się wypadek który zmienił się moje życie. Ale oprócz ja jako kierowca były jeszcze 4 osoby i w tym dzieci.
Straciłam panowanie przy bardzo ostrym zakręcie i uderzając w lewo i uderzając w lewo w bąk.
Gdyby nie drzewo bym wjechała w pole. Jedno mnie nadal zastanawia mnie to co było 10 sek wcześniej przed wypadkiem. Iż nie ukrywam ale hamowałam mocno ale nic nie zdało i jakim cudem tylko jeden ślad po oponie były a gdzie reszta skoro hamowałam? Istotne ,że to miejsce jest niebezpieczne i tak dochodzi do wypadku kilkanaście razy w roku smutne ale prawdziwe
Po wypadku przez prawie miesiąc praktycznie nie spałam. Nie potrafiłam iż zamykałam oczy wszystko wracało z wypadku ten piski, huki, krzyki dzieci po prostu koszmar. Jedyny pomógł silny lek nasenny.
A jeśli chodzi kto ucierpiał?... Ja najgorszej ale cała wyszłam z samochodu ale miałam tak zbity palec ,że do tej pory czasem odczuwam ból a dzieciom nic się nie stało i jak resztę też . Natomiast ja i jedna osoba ucierpiała najgorzej ale już wszystko w porządku. Chciałabym cofnać czas ale to jest nierealne.
Natomiast już jeżdżę innym samochodem ale za każdy razem mam strach jak wsiadam do samochodu . Jak widzę podobne zakręty to czasem mi przypomina ten wypadek i staram się opanować lecz nie jest to łatwe. Nikt nie ma do mnie pretensji o ten wypadek który spowodowałam lecz nie wierzę w to. Mówią to ,żebym się cieszyła z się tym ,że wszyscy żyją, Kto zobaczył mój samochód po wypadku nikt nie wierzył w to ,że wszyscy cali wyszli z samochodu.
Natomiast po wypadku nie jestem taką osobą już jak przed. Stałam się z czasem zimna , zamknięta w sobie i brak chęci do życia. Powiem tak obwiniam siebie i będę niezależnie co będzie i tak będę. Co mnie gryzie? Powiedzmy dużo np. może mogłam inaczej zareagować wcześniej , ,że mogłam kogoś zabić najbliższych osób a to już najgorsze jak coś to już ja wolałabym zginąć na miejscu niż rodzina ,że mogłam wsiąść za kierownicą 5 min wcześniej i wiele innych opcji. najgorsza myśl dla mnie. Niby ze mnie twardzielka ale to tylko pozory udaję się ,że wszystko okej, za słaba jestem. Dla mnie najważniejsze ,że wszyscy cali są tylko ale… nadal cierpię , strach, sumienie i nie cieszy mi nic nawet błahostkę. Wiem tylko ,że szybko z tego nie wyleczę i potrzebuję dużo czasu na to aby być taką osobą przed wypadkiem. Czyli uśmiechnięta, cierpliwą, otwarta, pomysłowa na przyszłość, mieć zaufania i to taką osobą długo jeszcze nie będzie. To tylko pozory…
Idz na taki kurs jazdy samochodem w ciezkich warunkach to nabierzesz pewności siebie i umiejetnosci sie poprawia.
Nie kazdy radzi sobie w ciezkich sytuacjach na drodze.
nila a czy byłaś/chodzisz do psychologa?
Wypadek to wypadek. Nie możesz myślec "co by było gdyby" bo to nic nie zmieni i różne lepsze scenariusze można sobie w głowie układać bez przerwy.
Masz do siebie żal. Czujesz się winna. To sprawia, że nie potrafisz żyć dalej. Dlatego myślę, że psycholog byłby wskazany.
Co do strachu za kierownicą to zgodzę się z poprzednikiem. Może warto wybrać się na murs jazdy w trudnych warunkach?