no i kolejny samotny wieczór - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » no i kolejny samotny wieczór

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 65 ]

Temat: no i kolejny samotny wieczór

Nawet już was kobietki nie pytam co robić, bo przecież doskonale wiem. Wiem, że muszę go zostawić...
O co chodzi? Mój chłopak dzisiaj obraził się na mnie rano, to była drobna kłótnia, chwilę potem już dzwonił żeby przeprosić i pogadać. Chodziło o to, że jak go odwoziłam do pracy (ma chorą rękę) to ciągle mnie pouczał jak mam prowadzić. W końcu nie wytrzymałam i tak zaczęła się nasza potyczka słowna wink
Myślałam jednak, że wszystko jest już okej - w ciągu dnia rozmawialiśmy kilka razy itd. Zadzwoniłam do niego koło 16 pytając czy już mam po niego ruszać. A on na to, że sam wróci. Tramwajem (w deszcz, z ręką na temblaku, z drugiej strony miasta czyli zajęło by mu to półtorej godziny). No cóż, stwierdziłam, że skoro chce to proszę bardzo.
Siedziałam w domu, czekam na niego i czekam. Nie ma go wciąż. Dodam tu, że już kilka razy zdarzało mu się znikać na noc i nie odbierać telefonu. W końcu postanowiłam zadzwonić - oczywiście zero reakcji. Jak już byłam na granicy paniki - że znowu wszystko się powtarza a przecież było tak dobrze - zadzwonił. Że wraca na piechotę (!!!!!!!) i, że za godzinę będzie. No cóż, postanowiłam czekać dalej. Po pół godzinie dostaje telefon - że on jednak jedzie do swojego kolegi. Że mają tam z zespołem spotkanie, że coś nagrywają. Że wróci sam albo mogę po niego przyjechać (łaskawca!). Powiedziałam mu, że przerabialiśmy to już setki razy - że miał mi mówić o swoich planach wcześniej. Że nie życzę sobie tego ciągłego życia w niepewności - wróci czy nie? będzie czy nie? On oczywiście uznał, że "o co ci chodzi"... Tak, dla osoby trzeciej może to być błahostka - w końcu tylko idzie do kolegi i zamierza wrócić ale ja już naprawdę za dużo się na niego naczekałam w tej okropnej niepewności. Siedzę teraz i nie wiem czy wróci na noc czy może koło północy mu się odmieni - i napisze sms bo nawet nie będzie miał odwagi zadzwonić. A jak ja zadzwonię to standardowo nie odbierze... I tak w kółeczko - ostatnim razem jak wyciął taką akcję wyniosłam się z domu na prawie dwa tygodnie zabierając wszystko włącznie z naszym kotem. Kajał się, błagał - długo go przetrzymałam, żeby do cholery zrozumiał. Teraz nagle mija pół roku i witamy spowrotem w starej bajce...
W tym wszystkim jest oczywiście alkohol - u kolegi będzie świetna balanga - a każda okazja, żeby się napić jest dobra (chociaż ostatnio naprawdę widziałam poprawę - zdarzało mu się odmówić piwa albo nie dopić nawet jednego co w jego przypadku jest ogromnym osiągnięcieim i sprawiało, że naprawdę wierzyłam w jego magiczną odmianę).

To wszystko prowadzi mnie do jasnych wniosków - dałam mu już milion szans. Ostatnia to było prawdziwe postawienie sprawy na ostrzu noża - albo w te albo wewte. Wybrał mnie. Starał się. I co? I wystarczyło by uwierzył, że już mu wybaczyłam i znowu sprawdza na ile może sobie pozwolić. Ja mam już dość. Mam dość czekania na kogoś w domu, planowania wieczoru i dowiadywania się nagle, że nic z tego nie będzie. Mam dość przyjmowania go nad ranem narąbanego i wysłuchiwania jak on strasznie żałuje bo przecież ze mną jest mu lepiej. Mam dość jego ściemniania i braku odwagi. I wiem, że to nie ma sensu (pomyślałam co by było, gdybym teraz np miała dziecko i czekała z nim na niego w domu a on nagle powiadomiłby mnie łaskawie, że do domu może wróci ale nie wie o której a może nie wróci a może pójdzie gdzieś a może nie..). Muszę zdobyć się na odwagę i przeprowadzić tą rozmowę, skończyć ten związek toksyczny, który mnie wypala i męczy...

no właśnie.... ale jak? Jak znaleźć w sobie siłę, żeby to skończyć? Jak znaleźć w sobie siłę żeby teraz chociażby wyjść do moich znajomych na imprezę kiedy jest mi tak obezwładniająco smutno, że dałam się nabrać? Że znowu straciłam swoją dumę i szacunek do siebie?
Jak powiedzieć mu, że go kocham ale po prostu nie mogę na nim polegać. Że wierzyłam w jego zmianę ale już nie wierzę i nie poddać się kolejnemu mydleniu oczu?

Pomóżcie mi kobietki bo czuję, że do jutra rana już o wszystkim zapomnę...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Co powiedzieć i jak, to Ci nie napiszę. Ale powiem tak, czytając końcówkę Twojego posta pomyślałam, że ja na Twoim miejscu wyszłabym dzisiaj ze znajomymi na imprezę, a nawet pojechała do jakiejś kumpeli na noc i nie odbierała od niego telefonu. Jak wróci w nocy i zobaczy, że Ciebie nie ma, to pewnie się zdziwi wink

3

Odp: no i kolejny samotny wieczór

już to przerabiałam - jak wróci w nocy i mnie nie będzie to następnego dnia on mi zrobi aferę - co to ja sobie myślę? i zupełnie wyprze z pamięci to czym moje wyjście było spowodowane.

4

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Aha, chyba, że tak. No to dalej nie wiem co Ci odpisać na ostatni akapit. Ale skoro masz dosyć to najlepiej prosto z mostu i szybko, bo się zamęczysz, dziewczyno wink

5

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Nie ma dobrych słów, które pomogą Ci to skończyć, takie rzeczy rozwiązuje się jedyną słuszną metodą - chirurgicznym cięciem. Najważniejsza jest też konsekwencja: oznajmiasz mu, że odchodzisz, bo masz dość niesłowności, łamania obietnic i za dużo Cię to kosztowało. Oznajmiasz, a nie dyskutujesz czy szukasz rozwiązania.

Bardzo, bardzo istotne jest to, co odpowiedziałaś na radę Delicious - mężczyźni, którzy obracają sytuację tak, że czujemy się winne, choć grałyśmy tylko wg ich reguł - będą prawdopodobnie robili tak zawsze. Za to jego pretensje do Ciebie i poczucie, że wszystko mu wolno ma jedynie sprawić, że przestaniesz czegokolwiek wymagać... I będziesz kompletnie uległa.
Tak w związku jak w życiu nie wolno stracić szacunku do siebie. Więc pakuj manatki, kota i krótko mu streść swoją decyzję.

6

Odp: no i kolejny samotny wieczór

pennylane, wiesz co powinnaś, wiesz jak on się zachowa....a jednak nie masz siły by odejść.
Może warto przyjrzeć się temu dlaczego to dla Ciebie tak trudne? Czego się obawiasz, pennylane?

7

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Czego się obawiam? Utraty tej wspaniałej, wyjątkowej części jego. Jak typowy alkoholik ma on dwie twarze - kiedy jest trzeźwy jest wspaniałym, czułym facetem, który jest przy mnie, dba kiedy jestem chora, pomaga przetrwać kryzysy w pracy czy nawał roboty w szkole. Ale kiedy się napije zmienia się o 180 stopni w kogoś, kogo nienawidzę i nie chcę znać. W upierdliwego, głupiego (tak, głupiego - gada takie pierdoły i farmazony wtedy, że ręce mi opadają), niewychowanego buca, który np kiedyś na imprezie wykrzyczał o mojej przyjaciółce, że za chwilę i tak pójdzie na imprezę obściskiwać się ze swoim byłym kiedy ona siedziała przy tym samym stoliku ze swoim chłopakiem (a to dlatego, że kiedyś w tajemnicy wyjawiłam mu, iż ona zastanawia się co nadal czuje do swojego byłego i że chyba jeszcze nie zamknęła tego rozdziału). Nie znoszę go wtedy, potrafi mi mówić, że jestem pusta i głupia, obrażać się nie mówiąc już o sytuacjach takich jak to, że próbował uciec moim samochodem... a ja rzuciłam się na maskę jak jakaś idiotka bo nie chciałam żeby się zabił prowadząc po pijaku.... Jest wtedy jakimś kompletnie obcym mi człowiekiem... ale potem trzeźwieje i ja tracę rozpęd żeby wreszcie odejść...

Yvette - wiem, że muszę zrobić to chirurgiczne cięcie ale czuję się tak strasznie bezsilna przez to wszystko co on mi robi, że tracę wiarę w to, że potrafię cokolwiek... A przecież na co dzień jestem naprawdę całkiem konkretną osobą, która zazwyczaj nie daje sobie w kaszę dmuchać... Z nim jest inaczej - niby w trakcie rozmów pokazuje mu, że mam jaja i mówię wprost o co mi chodzi ale on wtedy standardowo ucieka i próbuje mnie przetrzymać (czyli np. w połowie rozmowy oznajmia, że ma dość, że mogę sobie robić co chcę ale on i tak mnie kocha i kładzie się do łóżka mówiąc, że jest zmęczony i idzie spać - skutkiem czego ja całą noc nie śpię, wypłakuje sobie oczy i rano już wszystko mu wybaczam)....
gdzie są moje jaja?!

8

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Musisz byc silna! Jesteś w strasznie nieciekawej sytuacji... Ale i tak jestes krok dalej niz duzo duzo kobiet, bo ty juz wiesz, ze powinnas odejść.
Pamietaj, zawsze stawiaj siebie najwyżej. Co to za związek który tak wyniszcza... Nawet nasunął mi się na myśl tekst piosenki :

'Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze.. '




Dałas mu szansę, nie wykorzystał. Wiec stan na nogach i powiedz sobie, że jesteś silna. Masz prawo na to by sama być szczesliwą a nie tylko uszcześliwiać ;]

9

Odp: no i kolejny samotny wieczór

dobrze cię rozumiem!!!! przez 3 lata się męczyłąm czekałam w domu aż łaskawie przyjedzie dzwoniłam w poniediałek żęby był w środe a on dzwonił dopiero w piątek ze będzie jutro tyle się wyczekałam umówione spotkanie ze będzie za 2 godziny ale go jednak nie było po 4 dzwonił ze go nie będzei ile esów napisanych do niego ile płaczu proszenia. znalazłam w sobie odwage powiedziałam że go kocham nad życie ale odchodze nie chce go widzieć zbyt dużo cierpienia dokładniej rozstaliśmy się w grudniu przyszedł do mnie w święta z bukietem kwiatów płakał błagał prosił ze się zmieni ale zbyt dużo było obiecanek były dni wspaniałe a były te gorsze nie rzuciłam mu się na szyję nie uwierzyłam cały czas byłam na nie po paru dniach przychodził do moich koleżanek żęby mnie tylko któraś namówiła zebym do niej przyszła a on tam czekał zadnej się nie udało byłam uparta ale powiem ze jak jechałam do miasta to tylko patrzyłam czy go gdzieś nie ma. tak chciałam się do niego przytulić ale nie mogło to tak być
pisał setki esów na które nie odpisywałam maile przy których płakałam ale nie odpisałam i tak przez 9 miesięcy biegał za mną robił podchody a ja cały czs chciałam żęby zrozumiał ze czułam się jak dodatek do jego kolorowego świata po 8 miechu rozłonki zaczełam koleżeńsko do niego pisac on mi odpisywał. przyjeżdzał po mnie do pracy wracając śmialiśmy się było tak jak na początku jak poznawaliśmy się, opowiadał gdzie był gdzie sie bawił czego mu brakowało ja też do niego pisałłam jak do przyjaciela ale bałam się zeby tak nie  zostało. po miesiącu czyli w 9 od rozłonki spotkaliśmy się na kawie a to jeszcze obiad zjedliśmy a to lody widziałam jak na mnie patrzy ale nie ruszył tematu ze mu mnie brakuje nie chciał mnie spłoszyć zajadając lody zaczeliśmy łyżeczkami strzelać bitą śmietaną bawiliśmy się jak dzieci w pewnym momęcie jakoś tak się odwrócił do mnie a ja bez zastanowienia go pocałowałam tak mnie przytulił płakał ze tyle na to czekał wie co zrobiłnie tak zebym mu wybaczyła ze damy rade no i znów byliśmy razem ale zebym mu zaufała buł kompromis większośc czasu musieliśmy nadrobić wieć większość miał dla mnie z kolegami umawiał się dzień wcześniej uprzedzał mnie o tym mówił o której wróci gdzie są wiedział ze jeden wyskok i znów nie nie ma z tym ze bezpowrotnie od rozstania mineły 2 lata a rok jesteśmy po ślubie oświadczył mi się w sierpniu w naszą rocznice po 7 miechach od powrotu po kolejnych 5 kolejnych miechach czyli w grudniu tamtego roku wzieliśmy ślub jest super czasami moze się nie dogadujemu do znajomych jezdzimy razem czasami on jedzie sam.


wiedziałam ze bardzo kocham i nie chciałam byś z nikim innym niż on ale musiałam pokazać ze nie jestem uzależniona od niego pokazać ze przez niego cierpiałam. dać nam obu czas na zrozumienie dać nauczke. i tak było tęskniłam niesamowicie za nim ale byłam silna wróciłam  kiedy ja tego chciałm kiedy nabrałam pewności opłacało się ale walka samej ze sobą była trudna

10

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Heh, on dziś standardowo mnie przepraszał, obiecywał... Powiedziałam, że ja nawet chciałabym uwierzyć w to, co mówi. Ale nie wierzę - i nie uwierzę. Że mu nie ufam. Że zbyt dużo razy wykorzystywał moją miłość. Że go kocham ale nie widzę w tym sensu.
Powiedział, że zrobi wszystko, że przestanie pić - ja i tak nie wierzę. Powiedziałam mu "na ile? znowu na pół roku będzie dobrze? a co potem? od nowa? wybacz ale ja nie mam na to siły". Pojechał do pracy teraz, nie wiem co musiałby zrobić teraz żebym dała mu szansę, chyba już nie ma nic takiego.
Teraz tylko muszę zebrać siłę do tego, żeby załatwić wszystkie sprawy z nim, jakieś kredyty, samochody, cokolwiek. I zostać sama.

11

Odp: no i kolejny samotny wieczór

T co pisze bozka87 jest super, taka romantyczna komedia, tylko czy u niej był problem z alkoholem??
Alkohol to niestety nieodłączny towarzysz problemów, które przeżywa coraz więcej kobiet.
Pennylane ja można tak powiedzieć, mam/miałam  podobny problem do Twojego ale przestałam pisać o tym na forum, bo w sumie najczęstszą odpowiedzią jest-,,odejdź od niego". A tak naprawdę czekamy , żeby ktoś napisał, że się zmieni, że będzie dobrze.
Jesteś w o tyle dobrej  sytuacji, że nie macie dzieci, da się jeszcze odejść i odizolować na zawsze.
Może faktycznie da coś to , że odejdziesz na dłużej tak jak zrobiła bozka87, może odmieni mu się  pokaże że mu na tobie zleży.
Może...
Nie wiem czemu, ale ja bym nigdy nie brała chłopaka który gra w jakiejś kapeli, jakoś mi się to niezbyt miło kojarzy: z fankami, nieodpowiedzialnymi kolegami i alkoholem( lub innymi używkami).
Zacznij myśleć o sobie.
A takie jedno pytanko, bo niestety nie jestem w stanie przeczytać wszystkich twoich postów, troche tego jest, czy miałaś w rodzinie problem z alkoholem wiesz chodzi mi dokładnie czy jesteś DDA??

12

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Tak, jestem (mój ojczym jest alkoholikiem).
A co do zespołu - ja sama gram też i wiem, że kwestia fanek, alkoholu na imprezach etc. to stereotyp i można inaczej smile

13

Odp: no i kolejny samotny wieczór

wiesz kobieta to kobieta a facet to facet.
Tyle w tym racji, że jak ktoś chce i  nie jest uległy to zawsze można inaczej.

14

Odp: no i kolejny samotny wieczór

ZROBIŁAM TO!

grałam dzisiaj imprezę - oczywiście mój chłopak ze mną nie poszedł. tłumaczył się, że ma dużo roboty, że musi skomponować kilka utworów etc. O północy dostałam sms od niego "czy jarek ... może u nas dzisiaj przenocować? dzwonił i bardzo prosił". oczywiście się zgodziłam. jak wróciłam obaj byli (i są) kompletnie narąbani. poprosiłam mojego na słowo - nie chciałam robić scen przed kolegą. powiedziałam mu: "słuchaj, dla mnie to nie jest ok. nigdy nie poszedłeś ze mną na żadną moją imprezę, na żaden mój pokaz. a teraz okazuje się, że wcale nie miałeś dużo pracy tylko po prostu wolałeś posiedzieć z kumplem. to nie jest ok, tak nie wygląda związek a już na pewno nie szczęśliwy związek! ja nie mam od ciebie żadnego wsparcia w tym, co kocham i co mnie pasjonuje. na dodatek wciąż szukasz wymówki żeby się napić, a ja z alkoholikiem żyć nie będę!".
zgadnijcie co on na to! powiedział: "ok. mogę już iść do mojego przyjaciela?" i wyszedł. to było 2 godziny temu ponad i od tamtej pory siedzą i grają w guitar hero. nawet się mną nie przejął!!! że płaczę, że jest mi źle!
niestety doskonale wiem dlaczego tak jest - on jest pewien, że jutro przyjdzie i powie jak to mu nie jest przykro. że żałuję, że był głupi, że mnie kocha. terefere!
jestem tak poturbowana emocjonalnie przez tego człowieka - tak kompletnie zniszczona... czuję pustkę, której nie da się żadnymi słowami opisać.przeraża mnie wszystko, co zdarzy się jutro - rozmowy, ustalanie podziału kredytów, sprzedaż samochodów, pakowanie jego rzeczy. jednocześnie jednak wcale nie jest mi przykro! czuję tak niesamowitą, nieopisaną ulgę, że nie jestem w stanie opisać tego w słowach.

zanim poznałam mojego chłopaka byłam szczęśliwą, żywą dziewczyną. miałam masę znajomych, cały czas coś robiłam, wszędzie było mnie pełno. kim jestem teraz? marnym szczątkiem, pozostałością tego, czym byłam wcześniej...

jego kolega właśnie wyszedł - mój wspaniałomyślny chłopak - na szczęście już były - który zaprosił go na noc zamknął się w sypialni i nie odzywał do niego. facetowi się głupio zrobiło, ubrał się i powiedział, że posiedzi w samochodzie aż wytrzeźwieje i jedzie do domu. jak można tak traktować ludzi? nigdy tego chyba nie zrozumiem - to ja, obca temu koledze osoba, przekonywałam go, żeby się położył i został... ale on chyba jednak poczuł się urażony i wyszedł...
jutro rano ma do mnie przyjechać moja przyjaciółka i pomóc mi w tym naprawdę trudnym rozstaniu...


to przestroga do wszystkich dziewczyn - uważajcie na szuje! to naprawdę da się wyczuć! gdybym na samym początku zareagowała na to ile ten człowiek pił, gdybym dopuściła do siebie świadome wnioski z tego, że potrafił umawiać się ze mną i nie otwierać przede mną drzwi mimo, że stałam 3 godziny w deszczu to teraz zapewne byłabym już z kimś innym - szczęśliwsza, pewna siebie, spełniona. Tymczasem czeka mnie długi okres wyciągania się z dołka w jaki mnie Łukasz wprowadził. Uważajcie dziewczyny, naprawdę, lepiej być samej niż dzielić życie z kimś, kto na to nie zasługuje...

Odp: no i kolejny samotny wieczór

biedulo kochana on naprawdę urwał ci parę lat z życiorysu. Na całe szczeście tą smutną noc masz już za sobą, wiem jak bardzo boli zwłaszcza to, że gdy ty wyprówasz sobie flaki aby uratować wasz związek on zdecydowanie wszystko olewa i kończy słowami czy mogę iść do swojego przyjaciela ??!!! Podjęłaś decyzje i nie uginaj się odejdz od niego raz na zawsze
Powodzenia życzę kochana smile

16

Odp: no i kolejny samotny wieczór

dziękuję, próbuję jakoś się trzymać ale od rana leżę w łóżku i ryczę...

17

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Będzie baaardzo ciężko, ale minie trochę czasu i będzie coraz lepiej i lepiej, a Ty powtarzaj sobie uparcie, że jesteś fajna, uśmiechaj się, choćby miał to być śmiech przez łzy i ciesz się z tej decyzji, bo choć ona jest bardzo bolesna to kiedyś przyniesie owoce w postaci człowieka, który wart będzie Ciebie. Jestesmy z Tobą !!!

18

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Dziękuję naprawdę, od rana siedzę cały czas na tym forum i czytam podobne wątki upewniając się, że moja decyzja jest jedyną słuszną. A to, że mnie wspieracie daje naprawdę dużo!

19

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Wiem co to znaczy czekać na faceta.... prosić go o wszystko.... nawet o to by się spotkał ... spędził czas.... Takie jego zachowanie to jest moim zdaniem niepoważne podejście do życia, związku z drugą osobą!!!! Ale MY "głupie" dziewczyny siedzimy w tym bagnie bo nam trudno odejść..... bo mamy sentyment.....myślimy, że z czasem się zmienią.... a tu mija jeden rok, drugi, trzeci i dalej nic!! Zmienia się tylko nasza psychika.... nie ufamy, boimy się, wszędzie widzimy kombinowanie naszych mężczyzn......jesteśmy zagubione....czujemy się bezsilne....Czym więcej wywija nnumrów tym bardziej nie mamy odwagi powiedzieć stop.....

20

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Bardzo bym chciała Ci jakos pomóc, ulżyć w cierpieniu, ale tylko czas jest skutecznym lekarstwem. Pamiętaj też, że tylko od Ciebie zależy jak przejdziesz przez ten trudny okres. Wsatń któregoś dnia i powiedz sobie, że jesteś silna i nie będziesz więcej płakać, postaw sobie to za cel i staraj się do tego dażyć, bo jeśli będziesz się pogłębiać w smutku to wszystko będzie trwało zdecydowanie dłuzej. Ja mimo iz nie mam aż takich powodów do odejścia to też czuje,że mój związek zbliża się ku końcowi, bo nie potrafimy się dogadać, a kocham go niewyobrażalnie mocno. Narazie o tym nie myśle, ale wkrótce chyba słowa, które teraz piszę Tobie będę musiała wmawiać sobie. Nie jesteś sama, jest nas wiele i musimy dawać sobie radę, nie uzalezniać własnego szczęscia tylko od mężczyzny. Trzymaj się kochana :* Pisz jak najwięcej, bo to napewno pomaga, nie duś w sobie emocji.

21 Ostatnio edytowany przez bittersweet (2010-01-15 14:19:50)

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Cóż ciężka sprawa z tymi wszystkimi poradami.. bo wiadomo, to zawsze relacja jednostronna .. z jednostronną możliwością modelowania rzeczywistości.. ale inaczej być nie może i ciężko wszystko ująć, zwłaszcza kiedy szukamy wsparcia.

Osobiście, zawsze unikałem podpowiadania rozwiązań typu odejdź itp. uważam, że nie mam do tego prawa.. nie znając sytuacji z obu stron.. ale oczywistym jest, że nieważne, która ze stron jest winna lub bardziej winna? lecz ważne, że to jest problem i niestety faktycznie tutaj chyba najlepsze jest / było chirurgiczne cięcie..
Oczyści Ciebie.. facet prędzej czy później,  może dojdzie do wniosku, że to było dobre rozwiązanie, tylko on był za ?słaby? na taki krok, (bo to faktycznie wymaga dojrzałości i odwagi ? szacun wink ) .. do tego będzie miał szacunek do Ciebie.
Pewnie doskonale to wiesz, ale nie powinnaś się również nastawiać, na to że gość przejdzie jakąś ?kuracje? i będzie podobnie (sielankowo) jak w opisanym wyżej przypadku. Niestety, nawet jeśli ma dobre serce, dobre intencje, do hmm jakby to ująć, dźwiga brzemię toksyczności, które nie jesteś zobowiązana dźwigać razem z nim choć paradoksalnie, znajdą się osoby, które tego szukają. Toksyczni ludzie są wiecznie tykającą bombą. Chciałoby się jeszcze napisać kilka frazesów o życiu i sztuce wyborów..  szukaniu złotych środków.. ale to wszystko wiesz.. tyle, że racjonalizm i intuicja nie zawsze współpracują.. .. z jednej strony chcesz faceta z rozwiniętą emocjonalnością.. empatią (duże prawdopodobieństwo, że może to być artysta? osoba bardziej wrażliwa) ?a z drugiej strony ta sama wrażliwość? emocjonalność, stają się podstawą toksyczności i zabiegów manipulacyjnych?
Dobra co by nie komplikować.. zakładam, że się nastarałaś.. dałaś z siebie wszystko i nadszedł czas na cięcie. Z małym smutkiem stwierdzam, że to był dobry wybór. Z radością stwierdzam, że po oczyszczeniu się.. dostaniesz mega zastrzyk energii, wykorzystaj go rozsądnie.

22

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Dzięki wam za wszystkie słowa ciepłe, to naprawdę pomaga.
Najnowsze wieści z frontu:
Przyszedł, chciałam z nim pogadać ale stchórzył i wyszedł bez słowa. Napisał tylko sms "gratuluję szczerości" i poszedł w siną dal.

Nawet nie wiem co więcej napisać - brak mi słów na takie zachowanie...

23

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Nic nie pisz! tylko utwierdzaj sie że Twa decyzja była słuszna. Bo ja jestem przekonany że dobrze zrobiłaś.

24

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Chodziło mi o to, że nie wiem co tu napisać.. Do niego to w ogóle się nie mam zamiaru odzywać. Do tej pory nawet chciałam być na tyle w porządku żeby dać mu zabrać swoje rzeczy ale teraz to już nawet nie zamierzam na niego patrzeć... Wczoraj zostawił tu torbę swoją, w której ja oczywiście potem znalazłam flaszkę... Dziś poszłam rano do szkoły - wracam a torby z flaszką nie ma i gitary jednej. Oczywiście nie odbiera telefonu. Poczułam się już nawet nie tyle wkurzona ale ponadto zagrożona - że będzie mi tu wchodził kiedy mu się będzie podobać!!!
Musiałam niestety w związku z tym wytoczyć większe działa - zadzwoniłam do mojej mamy. Napisała mu sms "proszę o zwrot kluczy i ustalenie terminu odebrania rzeczy" (to mojej mamy mieszkanie - a ja w nim mieszkam). Powiedziała też, że jeśli nie zgłosi się przez tydzień to po prostu je zapakuje do samochodu i zawiezie do jego mamusi - dopiero będzie miał problem (najchętniej bym je wywaliła ale nie jestem aż taką suką)

Naprawdę dziewczyny - uważajcie na takich typów... Słodka minka, wszyscy go kochają i dopiero po roku, dwóch wychodzi prawdziwe oblicze...

25

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Uważaj na siebie i bądź dzielna !!! Podjęłaś bardzo mądrą i odważną decyzję, niejedna kobieta nie potrafiłaby powiedzieć STOP, możesz być z siebie dumna. A gdy on już całkiem zniknie z Twojego życia otrzyj łzy i i bądź szczęśliwa !!!! BRAWO

26

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Pennylane podjęłaś odważną,ale i jedyną słuszną decyzję. Pamiętam Twoją historię i ten facet Ciebie wyniszczał. Nie jest gotowy na poważny związek. Ty jesteś wspaniałą dziewczyną i pamiętaj o tym. Jest Ci teraz ciężko, ale przetrwasz to kochana.Trzymam kciuki smile

27

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Pennylane-właściwie postąpiłaś, podziwiam Cię za tą odwagę!! Wierzę, że nie jest Ci łatwo-ale myślę, że dasz radę, zaczniesz życie od nowa! Z biegiem czasu poczujesz znów siłę i podniesiesz się po tym upadku! Życzę Ci tego z całego serca!!! Rozstanie boli, ale miłość do człowieka, który daje niewiele chyba jest jeszcze bardziej bolesna!!!

28

Odp: no i kolejny samotny wieczór

przeczytałam wszystko i prosze Cie tylko o jedno: bądz silna i wytrwała. żeby stawał na rzęsach nie pozwól mu wrócić. będzie boleć, ale poradzisz sobie. trzymamy kciuki:)

29

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Jestem twarda, mam poza tym całodobową opiekę przyjaciół także to pomaga.

A on wczoraj o 1 w nocy przyszedł, zaczął dzwonić do drzwi, kompletnie narąbany i chciał zostać. powiedziałam, że mogę mu zadzwonić po taksówkę, on może zaczeać tutaj i zadzwonić do siostry i pojechać do niej. Oczywiście odwracał kota ogonem i powidział, że w takim razie to on zamarznie i wyszedł...
Zadzwoniłam do jego siostry i powiedziałam jaka jest sytuacja, zapytała czy mogę go poszukać... Moja przyjaciółka wyszła po niego ale nigdzie go nie było. Wrócił jednak, dałam mu telefon żeby pogadał z siostrą, naładowałam mu jego telefon i dałam ładowarkę i kazałam wyjść. Cały czas w kółko powtarzał, że "czy mogę zostać?" "ale wolałbym zostać"... to było tak niewyobrażalnie ciężkie doświadczenie, że nawet moja przyjaciółka była zdruzgotana. Ale ja dałam radę! I nie ugięłam się bo wiem, że robię to dla jego dobra też. Że nie będzie ze mną ale ze sobą będzie całe życie i jeśli mogę mu pomóc sięgnąć dna dzięki czemu się ogarnie to zrobię to choćby nie wiem co.
Oczywiście wzięłam tez pod uwagę fakt, że tutaj nie mógł zostać bo to by zniszczyło wszystko do czego doszłam już przez ostatnie trzy dni.
Ufff, dziewczyny powiem wam, że stałam się ostatnio tak świadoma i ogarnięta - tak bardzo widzę to wszystko i to, czego chcę... Czuję namacalną wręcz zmianę w samej sobie i bardzo mi się to podoba.

30

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Penny jesteś niezykle silna i ja jestem pewna, ze dasz sobie radę. On Ci to utrudnia, ale dzisiaj w nocy byłaś bardzo dzielna i dałaś radę. Zobaczysz kochana, że z czasem będziesz znów wesołą kobietką i wszystko się ułoży.

31

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Jestem dumna, naprawde. Domyślam sie, jaka ta noc musiała być straszna, ale ciesze się, że dałaś radę:)

32

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Gratulacje, oby tak dalej !!! smile

33

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Pennylane-naprawdę Cię podziwiam!! Chciałabym mieć tak silną wole i charakter jak Ty!

34

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Naprawde podziwiam takie kobiety jak Ty...
zyjace w toksycznych zwiazkach,majace nieodpowiedzialnych partnerow...
przeciez kochaja ich,a mimo wszystko maja na tyle sily,aby zakonczyc
taka znajomosc....jestem pelna podziwu dla takich kobiet.
Gratuluje i zycze Ci,zeby wszystko sie ulozylo po Twojej mysli.

35

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Jeszcze raz ale tak samo mocno dziękuję wam za wszystkie ciepłe słowa i podtrzymywanie mnie w mojej decyzji.

Jest naprawdę trudno, budzę się rano i dzień zaczynam od płaczu nawet sama nie wiedząc dlaczego. Czuję jak mój mózg mnie okłamuje - wmawia mi że to dobry człowiek, że może się zmienić mimo, że logicznie do tego podchodząc doskonale wiem, że wcale tak nie jest. Cały czas wydaje mi się gdzieś w głębi - i to męczy okrutnie - że może zmarnuje jakąś szansę, że stracę wielką miłość. Gdy jednak staram się przypomnieć sobie dobre chwile - i to nie takie, że siedzieliśmy na kanapie przytuleni ale takie naprawdę wyjątkowe, niepowtarzalne chwile to jest ich przerażająco mało jak na dwa lata związku. A w każdym razie nieporównywalnie do tych złych.
Mówię sobie co godzinę niemalże - tu nie chodzi nawet o samo picie. Chodzi też o to, że chcę mieć wesołego, dowcipnego, otwartego człowieka, który będzie duszą towarzystwa a nie zamkniętego w sobie, zgorzkniałego i głęboko zakompleksionego. Że w tym wszystkim, poza oczywiście jego powrotami nad ranem w stanie tragicznym jest też ta codzienność, która wcale nie była taka sielankowa jak teraz mój mózg mi wmawia. Że chciałam chodzić do kina, teatru, mieć znajomych, którzy wpadają na herbatę a nic takiego nie było.
Zmuszanie się do takiego myślenia wręcz fizycznie boli...

Ale trzymam się do cholery no bo co mam zrobić? Do tego co było już nigdy nie wrócę...

36

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Zmarnowałabys swoją życiową szansę, gdybyś z nim była. Utwierdzisz sie w tym przekonaniu, kiedy poznasz NORMALNEGO, FAJNEGO I WARTOŚCIOWEGO mężczyznę, wtedy będzie kino, teatr znajomi, romantyczne chwile, zaufanie, szacunek,wsparcie-gwarantuje Ci to. A więc wszystko co piękne przed Tobą, a nie za Tobą,-to powód do radości. Cierpliwie czekaj na to, a póki co lecz duszę z ran, które On jej zadał. POWODZENIA DZIELNA KOBIETO !!! smile

37

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Dziewczyny nie wiem co robić. Straciłam całą pewność, cały zapał...
Od kilku dni miałam względny kontakt z moim byłym, jakieś smsy czy coś. Wcześniej był u mnie zabrać kilka rzeczy, pogadaliśmy wtedy i umówiliśmy się na randkę za 3 miesiące - żeby zobaczyć co będzie. Był już na 2 spotkaniach w AA, opowiadał mi o nich.
Mówi, że jest załamany bo nie ma co ze sobą zrobić. Mieszka kątem u siostry i jej męża. Oboje pracują do późna, poza tym ona teraz po 3 latach prób zaszła w ciążę i są kompletnie tym pochłonięci. On nie ma tam nawet pokoju tylko śpi na kanapie, mówi, że to jest straszne bo nie może nawet zamknąć się gdzieś sam i posiedzieć...
Ja nie chcę żeby tu wracał ale nie chcę też żeby przez to stracił energię, która sprawiła, że przełamał się i poszedł do AA. Codziennie toczę ze sobą bój - z wiarą że mu się uda i z brakiem wiary w to, że tak naprawdę coś robi. W końcu już raz mi obiecywał, że był na spotkaniu a wcale nie był (około pół roku temu).
Na dodatek teraz ostatnio zaczął mi pisać naprawdę piękne rzeczy. Wiem, że to gra ale dałam się w nią wciągnąć i teraz jestem zupełnie oszołomiona. Nie wiem już co i jak mam robić, znowu chce mi się płakać i znowu chcę, żeby wrócił. Chcę go widzieć i czuć mimo, że zachowuje się okropnie. Zadzwoniłam dziś do niego z płaczem bo nasz kot znowu ma problemy z pęcherzem. Musiałam o 22 wieźć go do weterynarza, cewnikować. Znowu leki ma, być może czeka go operacja. Przytłoczyło mnie to wszystko, gadałam z nim. Był bardzo miły, kochany ale już po chwili rozmowa zeszła na inny tor - jak to strasznie mu ciężko. Jak on ma teraz przerąbane. Jeszcze chwila i to ja zacznę się czuć winna a przecież to on sam do tego doprowadził!
Kilka dni temu tak mocno wierzyłam w to, że otworzyły mu się oczy, teraz jak go słyszę to mam wrażenie, że obarcza mnie winą za wszystko. Jednak przez to, że był taki kochany znowu wpadłam po uszy. Jestem idiotką, wiem o tym, przecież miałam z nim w ogóle nie rozmawiać! Jeśli kocha to wytrzymałby 3 miesiące a ja co? Dałam się w to wciągnąć i znowu czuje się jak gówno.
Jest 2.30 a ja nie mogę zasnąć zupełnie. Kręcę się po domu i nie mam pojęcia gdzie się podziać. Jak to rozwikłać. Czekać i mieć z nim kontakt? Czekać i nie mieć kontaktu? Nie czekać w ogóle?

Ratujcie bo za chwilę zwariuję a naprawdę jeszcze kilka dni temu byłam najsilniejszym człowiekiem pod słońcem...

38

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Witaj Pennylane. Jakiś czas temu w innym miejscu forum żartowałem z Twoich sąsiadów bagatelizując coś co mi wtedy umnknęło  - Twoje rozstanie. Kiedyś nawet przeczytałem Twój pierwszy post w tym wątku ale wtedy nie za bardzo miałem wenę co napisać. I dziś natrafiłem na ten wątek ponownie i po przeczytaniu widzę jak ciężką walkę toczysz już nie tyle ze sobą co z wyobrażeniami jakie przez lata zagnieździły się w Twojej głowie...

To co teraz się z Tobą dzieje to jak najbardziej typowa sytuacja. Po pierwszym odważnym zrywie gdy człowiek działa na podwyższonej adrenalinie wspomaganej obrazem beznadziejnego partnera nadchodzi tzw "ujście powietrza z balonu". Jak TIR bez paliwa tracisz cały impet, do głosu dochodzi sentymentalizm, wspomnienia... Ale przecież wiesz, że tak naprawdę w tym momencie górę bierze lęk: co dalej? czy będę sama? kto mnie przytuli? co z moim bezpieczeństwem? Zdajesz sobie takie pytania i szukając odpowiedzi skłaniasz się ku temu co już jest Ci znane - bo tak jest łatwiej, bezpieczniej. O wiele łatwiej pójść przetartym szlakiem (mimo, że jest pełen dziur, korzeni i wybojów) niż poszukać nowego.

Szczerze mówiąc pomijając kwestię tego czy poidziwiam Cię za odważny krok jeszcze ważniejsze jest dla mnie to co wycztytałem między wierszami: że szukasz wesołego, tryskającego energią, męskiego faceta żyjącego w zgodzie z samym sobą. A dodatkowo, że przez byłego straciłaś całą pewność siebie, energię i rozpęd.

Uważam, że raczej cięzko będzie Ci otworzyć się na niego na nowo. JUż zawsze będzie ciążyło nad wami brzemię przeszłości. Nigdy nie będziesz mieć pewności. Gdybym ja miał decydować nie wróciłbym do tej samej rzeki. Skoro byłaś tak silną i odważną dziewczyną to masz w sobie instynkt przetrwania który jak sądzę nie zawiedzie Cię w tak trudnych momentach.

To nie oznacza że masz byłego zostawić na pastwę losu. Możesz go dopingować ale uważaj na socjotechniki, strategię osób, które nagle uwierzyły że mogą stracić partnera. Wtedy są gotowi wyczyniać cuda, ale tylko do momentu gdy znów dostaną szansę.

Wiem jak bardzo takie rozstania bolą, jak masakrują rozsądek, jak wbijają w poczucie beznadziei ale zawsze za takim kataklizmem czeka słońce... Może to wyświechtane stwierdzenie ale najważniejsze nie dać się złamać. Teraz jesteś ugięta ale nie daj się złamać.

I już tak na koniec moje osobiste odniesienie do tamtych żartów: podzedłem do tematu dość lekko choć wiem jak to ciężko. Jednak skoro zdałaś sobie sprawę z całej sytuacji, skoro podjęłaś tak odważne kroki to powiem tylko jedno: wytrwaj w tym a potem będziesz już tylko silniejsza smile

I tego Tobie życzę i pozdrawiam smile

39

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Chyba nic więcej nie trzeba dodawać, w 100% zgadzam się z Don Pedro . Bądź silna i nie cofaj się wstecz tylko idź do przodu... Jestem pewna, że dasz radę tylko potrzebujesz troszkę czasu. Trzymaj się !!!

40

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Jestem pełna podziwu dla postu Don Pedra!!! Facet nie dość, że wie co pisze to jeszcze robi to świetnie jak na mężczyznę! Nic dodać, nic ująć Pennylane-trzymam kciuki za to abyś wytrwała.....w razie "załamek" przeczytaj post Don Pedra, pomoże na pewno!!

41

Odp: no i kolejny samotny wieczór

pennylane  jak się sprawy maja u Ciebie? Coś nowego się wydarzyło? Jak sobie dajesz radę?

Odp: no i kolejny samotny wieczór

napisz kochana jak twoje życie dalej się toczy ??
Post Don Pedra- poprostu zwyczajnie albo niezwyczajnie oczarował mnie wink

43

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Hm, cóż. Mój chłopak jest od dwóch miesięcy na terapii - dwa razy w tygodniu po godzinie. Zmienił się kompletnie jego stosunek do rozmów o tym - bardzo otwarcie przyznaje, że jest alkoholikiem i, że już nigdy nie będzie się mógł napić nawet szampana. Z drugiej strony wiem, że dwa miesiące to bardzo niewiele - dlatego cały czas zachowuję czujność.
Nie bez znaczenia pozostaje jednak fakt, że dla mnie - a raczej dla nas i dla siebie w dużej mierze również odszedł z zespołu (który był jego miłością i pasją) bo zdał sobie sprawę z tego jak bardzo destrukcyjne jest dla niego to środowisko. Teraz żyjemy sobie spokojnie - dom, praca. Częściej wychodzimy razem do knajpy czy do kina i jest naprawdę ok... Póki co jestem dobrej myśli ale z drugiej strony wiem, że wszystko może się zdarzyć.

44

Odp: no i kolejny samotny wieczór

To życzę Ci aby jego zmiana było dożywotnia. Trzymaj się, powodzenia i dużo miłości smile

45

Odp: no i kolejny samotny wieczór

''Nie bez znaczenia pozostaje jednak fakt, że dla mnie - a raczej dla nas i dla siebie w dużej mierze również odszedł z zespołu (który był jego miłością i pasją) ''Tak właśnie -DLA MNIE-przestanie pić,będziemy żyć spokojnie jak papużki ...Wiele razy zastanawiałam się skąd u mnie wzięło się to poczucie wszech mocy.Ze dla mnie to ,dla mnie tamto,że on podporządkuje całe swoje życie moim potrzebom.Jeżeli człowiek ma pasje,miłość to to jest najpiękniejsza rzecz na świecie nie wolno z tego rezygnować.Czy uczestniczysz razem z nim w terapii? Najgorsza jest pustka i tęsknota za swoim wewnętrznym wyrazem.Twój chłopak ma pasje i to jest cudowne.

46

Odp: no i kolejny samotny wieczór

pennylane podziwiam cię i cieszę sie że wam sie układa, ja właśnie tez amm teraz taki kryzys w zwiazku, kocham go skrzywdził mnie ale ni chce byc  z nikim innym.
to chore ale takie trudne

47

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Dario, mój chłopak ma pasję i jak najbardziej go wspieram w poszukiwaniu osób do wspólnego grania jak również w tym, że w domu mam porozstawiane piece i wzmacniacze i kolumny jakieś i sto tysięcy gitar. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół, w którym grał wcześniej spotykał się nie dla muzyki a dla pijaństwa - i według mnie nie było to rezygnacja z pasji a raczej z uczestniczenia w czymś totalnie patologicznym i degenerującym.
Nie uczestniczę z nim w terapii z dwóch powodów - gdy ją zaczynał nie byliśmy razem (byliśmy w separacji - niech to tak zostanie określone). Po drugie miałam dość tego, że przez długi czas całe moje życie kręciło się wokół alkoholu i jego picia. Potrzebowałam się od tego zdystansować bo któregoś dnia mogłaby mi eksplodować głowa. Wtedy też powiedziałam mu, że nie chcę chodzić z nim na terapię i znowu angażować się w to bo czuję, że muszę odpocząć a on z kolei, że musi sam w końcu stawić temu czoło. Myślę, że każdemu z nas wyszło to na dobre.

48

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Ponieważ mój wątek dotyczący samego rozstania został zamknięty przeklejam tutaj to, co napisałam wcześniej na temat mojego rozstania z toksycznym facetem.



Nie będę opisywać całej historii niech starczy to, że byliśmy razem z przerwami około 5 lat. Zaczęło się fatalnie a potem było już tylko gorzej. Naturalnie przez jego picie.
Prawie dwa lata temu poszedł na terapię, nie pił. Aż tu nagle pół roku temu kiedy mieliśmy kryzys wróciłam wcześniej z imprezy (miałam zostać na noc ale przyjaciółka się rozchorowała i wróciłam) kiedy on się tego nie spodziewał i zobaczyłam butelki po piwie. Znowu poszedł do psychologa - raz. Potem temat się oczywiście urwał...
Od jakiegoś czasu wiedziałam już, że na pewno nie chcę z nim być. Poddawałam w wątpliwość to, czy w ogóle go jeszcze kocham. No i raz weszłam do domu - nie zdążył schować kapsla... Drugi raz - we wtorek - paragonu ze sklepu.
Nie skomentowałam tego w żaden sposób tylko następnego dnia po pracy powiedziałam mu, że ma 3 dni na to żeby się wyprowadzić. Następnie wyszłam.

Oczywiście nasłuchałam się jaka to ja jestem wredna su**a oraz, że on wcale nie zaczął znowu pić (!!!) tylko to ja przez ostatnie tygodnie byłam zimna i niedostępna. Jednak powiedziałam mu, że go nie kocham już. Że w moim sercu jest tylko żal i rozgoryczenie a na miłość nie ma już miejsca.
Na noc wyłączyłam telefon żeby mieć spokój bo pewna byłam, że teraz nic już go nie powstrzyma przed piciem - a od picia do nękania telefonami o 3 w nocy już niedaleko. Rano włączyłam telefon i dostałam milion smsów. Takich, że aż wstyd cytować wśród których były teksty, że śmierdzi mi z ci**y oraz, że mnie zniszczy. Prawdziwa natura człowieka zawsze w końcu wyjdzie na jaw...
Potem od rana dzwonił nie przerwanie chyba z 30 razy. Naturalnie nie odbierałam.
Potem zmienił taktykę, mówił, że życzy mi wszystkiego dobrego, nazywał mnie słodko i próbował coś ugrać w ten sposób.

Dziś z kolei próbował wywalczyć kolejne 4 dni w moim mieszkaniu (i tak byłam w porządku, że na 3 dni przeniosłam się do przyjaciółki żeby miał czas chociaż trochę ogarnąć swoje rzeczy). Nie zgodziłam się bo wtedy nigdy bym się go już chyba nie pozbyła.

Morał z tego taki - nie czuję już nic. Uroniłam może z jedną łzę ale paradoksalnie kiedy mówiłam o tym mojej szefowej (jesteśmy dość blisko a chciałam też wytłumaczyć moje ewentualnie drobne nieogarnięcie w ciągu najbliższych dni) a nie na przykład podczas zrywania. Gdy wyszłam z mieszkania po rozmowie z nim uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
[Podczas wcześniejszych prób zerwań płakałam bez przerwy po trzy, cztery dni. Nie byłam w stanie funkcjonować ani myśleć o niczym innym niż on. Wisiałam z nim na słuchawce albo wymieniałam bezsensowne smsy. Teraz normalnie pracuję, chodzę na siłownię, na francuski. Wychodzę ze znajomymi - nieprzerwanie od tych trzech dni coś robię. I robię to z uśmiechem i poczuciem ulgi]

Śpię normalnie, nie mam żadnych snów, nie tęsknię ani nie płaczę. I choć wiem, że nadejdą gorsze dni to czekam na nie bo nie może być nic gorszego niż to, co przeżyłam w ciągu ostatnich lat.
Pozytywnie patrzę w przyszłość i czekam na wszystko, co teraz mi się przydarzy. Mam dobrą pracę, własne mieszkanie, kończę drugie studia. Jestem ustatkowana i bezpieczna. We wrześniu wyjeżdżam do Paryża na wymianę studencką.


Moje przesłanie do was wszystkich netkobiety, które borykają się ze współuzależnieniem i chorą miłością - o nic się nie martwcie. Nadejdzie i dla was ten dzień, kiedy poczujecie w całym swoim ciele siłę, o jakiej dotąd nie miałyście pojęcia. Uda wam się przerwać niekończące się pasmo smutku i żalu do swojego partnera. Na każdą z nas czeka szczęście.
I nie chodzi o banał w postaci tego, że wielu jest facetów - choć jest.
Jesteśmy wspaniałe same w sobie. I nikt nie ma prawa nigdy ciągnąć nas w dół.

Jeżeli którakolwiek z was boryka się z problemem uzależnienia od partnera piszcie tutaj. Zawsze wam pomogę i posłużę dobrą radą czy ciepłym słowem. Wiem, że nie jest łatwo zwłaszcza, kiedy już wstyd mówić przyjaciołom o kolejnej porażce w swoim związku. Jednak mamy siebie nawzajem i na pewno damy wspólnie radę.

49

Odp: no i kolejny samotny wieczór

pennylane doskonale cie rozumiem wiem jak to jest kiedy facet robi nam na zlosc a pozniej kiedy sie zrewanzujemy to oczywiscie my zrobilysmy cos zlego a oni sa zawsze swieci ;/ jednak mimo wszystko sprobowalabym tak jak radzi Delicious jechac do kolezanki pogadac rozluznic sie i odstresowac i pokazac facetowi jak ty sie czujesz nie wiedzac co robi i ze wogole mial plany

50

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Czekaj, czekaj.. skoro twoja miłośc się wypalała, mimo, że terapia niby dała skutek, to co się jeszcze działo złego? Dopóki teraz nie odkryłaś tego paragonu i butelek to była jakas ''patologia'' czy nie?

51

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Kiedyś udzielałaś mi rad - mądrych,rzeczowych i byłam pewna że Ci się udało.Tak,takie związki bardzo trudno zakończyć...
Będę tutaj zaglądać bo jestem współuzależniona,uzależniona od faceta.

52

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Dario, właśnie nie wiem czego to jest znak ale jakoś wcale nie jest mi trudno tym razem. Chyba wielokrotne próby rozstania i ciągłe problemy naprawdę sprawiły, że przestałam go kochać. To już tydzień a ja nie zapłakałam ani razu. Każdy wieczór od rozstania jest lepszy od poprzedniego - nawet jeśli spędzam go sama.
Moje mieszkanie jest wreszcie urządzone tak jak ja tego chcę, wszędzie mam wszystko po swojemu. Czuję się dobrze w mojej własnej przestrzeni.
Poszłam na imprezę, tak naprawdę - bawić się, pierwszy raz od 5 lat. Znajomi, których może i widywałam ale tylko na "cześć, cześć" mówili, że wreszcie wyglądam jak dawna ja.
Uśmiecham się non stop.
Nie mam żadnych snów, żadnego natłoku wspomnień.

Jest mi po prostu dobrze. Dobrze jak dawno nie było.

53

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Cudownie się to czyta...Nie wiem czy zdarzały Ci się odejścia i powroty ale życzę Ci z całego serca aby była to dla Ciebie sprawa zamknięta - raz na zawsze.
Ja niestety nie potrafiłam stanowczo i konsekwentnie powiedzieć "dość " - i teraz znów wszystko od początku:policja.wyzwiska.strach,walące się butelki po mieszkaniu.
Setki razy zadawałam sobie pytanie co mnie przy nim trzyma - i znów złość,poczucie winy,oskarżanie siebie że jestem tak nieudolna.Jak mogłam być tak głupia...
Nadejdą gorsze dni.Popatrz co znalazłam :
"Czarna dziura-którą do tej pory zapychałaś uzależnieniem.
Poczujesz pustkę,jakiej być może do tej pory nigdy nie czułaś.Będzie w niej smutek,złość ,wstyd i lęk.Zaznasz tych wszystkich emocji przed którymi uciekałaś.Uzmysłowisz sobie swoje deficyty,zobaczysz że masz tylko jedną nogę.To odkrycie może być dla Ciebie bardzo bolesne(...)

Ja nie chciałam tego wszystkiego czuć ale jakoś dziwnie czułam - i wystarczyło że pojawił się   on tj ;facet  i znów mogłam zajmować się innymi sprawami tylko nie sobą.Taniec zaczynał się od początku...Mogłam zająć się naprawianiem jego - ale nie siebie
                                      Mogłam rozmyślać nad tym jak bardzo został skrzywdzony w dzieciństwie- dzięki temu nie musiałam zastanawiać się nad moi dzieciństwem.Ale przede wszystkim chciałam aby mój mąż który jest uzależniony od alkoholu,który zagrzebał gdzieś swoje uczucia sobie przypomniał że  tam na dnie jego serca jest dobro które pozwoli mu wygrzebać się z nałogu,które go poprowadzi ku lepszemu życiu.

Tylko że do cholery nikt mi nie powiedział że On sam musi chcieć odszukać w sobie to dobro...

Jestem uzależniona ...Mam poważny problem...
Czuję ból,potworny smutek.Czasem mam ochotę zakopać się pod kołdrę a na drzwiach pokoju wywiesić - "Od dziś mam wszystko w dupie.Nie przeszkadzać udałam się na wieczny spoczynek". No,może nie wieczny ale taki przedłużający się ...Taka jestem zmęczona i obolała czuję się jak 80 letnia staruszka...

pennylane - dla niego zamknij swoje serce na klucz ,na siedem spustów.Weż głęboki zamach i pierdyknij tym kluczem aby Cię już nigdy nie kusiło - "a może dać mu jeszcze jedną szansę"...

Będę tu zaglądać i pisać jak wygląda mój powrót do zdrowia ,jak staje się istotą z dwiema nogami ,bez zbędnych fałszywych podpórek...

54

Odp: no i kolejny samotny wieczór

hej dziewczęta... jestem w związku gdzie non stop jestem samotna. mój facet na początku znajomości mi powiedział że pracuje w delegacji ( dosyć daleko ) jak to piękne początki pisanie było codziennie po kilka godz wieczorkiem... znajomość super się zapowiadała... spotkaliśmy się... całowaliśmy się, wyznał mi że zakochał się smile byłam szczęśliwa, strasznie zauroczona. widzieliśmy się potem codziennie bo to były święta, potem kilka dni delagacji i znów byliśmy nierozłączni... to już był miesiąc znajomości.... i nie wiem ale chyba poczuł się pewnie siebie ale momentalnie mniej się odzywał . najpierw kilka sms dziennie , potem co kilka dni... jest tak już od miesiąca... gadałam z nim nie raz. co się dzieje itp... on wytłumaczył mi że tak naprawdę to nie lubi pisać sms ani korzystać z telefonu ...że można się źle zrozumieć , że woli spotkania...no ale kur** przecież my się widzimy raz na 2 tyg więc co ja mam przez te dwa tygodnie olewać pisanie z  nim tak jak to on robi a na spotkaniu BIG LOVE ??? nie podoba mi się to. nie odpuściłam mu i wypominałam już chyba z 4 razy... ostatnio napisał że przez te moje wypominanie boi się co kolwiek do mnie napisać żebym nie była zła że może znów coś nie tak robi lub pisze ???? powiedział mi ze wiecznie nie zadowolona jestem....trochę mnie to zabolało bo ja wychodzę na złą osobę a on że niby w porządku....
i wczoraj już aż łzy mi się z nerwów cisnęły.... że jestem taka samotna, że co to za chodzenie.... najgorsze że mi na nim zależy... jutro mam z nim rozmawiać na ten temat... nie wiem od czego zacząc i co mówić.... powiedzcie mi proszę czy ja przesadzam czy może on ?????????a i ostatnio też mówił ze jakoś wcześniej ludzie żyli bez internetu i smsowania i byli ze sobą a że ja nie umiem tak....

55

Odp: no i kolejny samotny wieczór

dziwne, nie? napjpierw smski, pierdu pierdu rozmowy a jak slusznie zauwazylas-poczul sie pewniej i prosze.
wiesz, kobitki robia taki blad, ze daja facetowi pewnosc, ze to on ma pilota do naszych emocji i naciska sobie guziki jak chce.
ja kiedys bylam w takiej sytuacji jak Ty i zwiazek powoli wypalal. niewidzenie sie, malo pisania, zero dzwonienia.
nie bylo o czym gadac potem juz, cos sie zatarlo.
mloda jestes, wiem, ze Ci zalezy ale zastanow sie, chcesz byc z kims kto nie ma czasu dla Ciebie, z ktorym nie da sie nawet o tym pogadac i wylewasz lzy ?

samotnosc w zwiazku to chyba najgorsza rzecz. niby ktos jest, ale go nie ma.

56

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Nie wiem kto  z was ma rację, wiem jedno - popełniasz błąd. Sotsujesz złą metodę wink Rób po prostu to, co on, też się nie odzywaj. Albo zatęskni i przyjdzie (=zacznie się więcej odzywać), albo.. No nie zmusisz go do silnego zainteresowania Tobą, to musi wypłynąć z niego, niestety.

57

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Uważam, ze jesteś mądrą dziewczyną i nie będziesz dalej pogrążać sie w tym związku. A jeślizajdziesz w ciążę? Będzie ci robił takie jazdy to nie wytrzymasz. Zastanów się dwa razy zanim podejmiesz decyzję o zostaniu. Będzie tak za każdym razem. Jesteś młoda ciesz się życiem. Powodzenia

58 Ostatnio edytowany przez frytka292 (2011-06-04 12:30:38)

Odp: no i kolejny samotny wieczór

co do ciąży jest szansa że nie bo jeszcze tego nie robiliśmy razem big_smile heh. a może właśnie jakbysmy to zrobili byłoby inaczej??? ja zazwyczaj miałam tak że zanim doszło do tego  z chłopakiem było różnie a jak już to się wydarzyło to i on bardziej się przywiązywał i ja też... seks zbliża nie oszukujmy się a u nas tego nie ma i może dlatego te relacje są trochę chłodne ???
a i jeszcze jedno... przedwczoraj napisałam mu że nie wiem czy dalej  z nim będę że mam dosyć tego już... i wczoraj patrzę godz 18 a on smsy pisze do mnie i pisał aż do 22... chyba sie wystraszył.

59

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Dario,
bardzo smutne jest to co piszesz. Wydaje mi się, że im dłużej trwasz w tym związku i im więcej prób odejścia podejmujesz tym trudniej jest cokolwiek tak naprawdę zrobić. Nie będę zgrywać specjalisty od toksycznych związków ponieważ tak naprawdę wiem, że w porównaniu z innymi dość szybko się z mojego uwolniłam (ok. 5 lat) jednak wiem, że to, co ostatnim razem dało mi siłę to to, że najpierw bardzo długo myślałam o tym jak się z moim eks rozstaje. Każdego wieczoru jak zasypiałam wyobrażałam sobie co mu powiem, jak to rozegram żeby mieć to jak najszybciej za sobą. I czekałam aż nadejdzie moment, w którym naprawdę poczuję - każdym malutkim kawałeczkiem mojego ciała - że jestem w stanie to zrobić.
Mi tego kopa dał paragon, który znalazłam chociaż sądzę, że równie dobrze może to przyjść znikąd i nagle. W jednym momencie stoisz w kuchni i robisz herbatę a za chwilę czujesz w sobie moc zakończenia toksyku.

Dodatkowo myślałam dużo o Al-Anon i innych grupach wsparcia dla osób współuzależnionych. W zasadzie nawet wybierałam się już na spotkanie. Po kolei wszystko co działo się w mojej głowie mówiło mi "To już koniec". I w końcu się udało.

Oczywiście mój eks próbuje jeszcze jakichś trików. Wczoraj pół dnia walczyłam z nim ponieważ chciał odbierać mi wszystkie prezenty jakie mi dał i jeszcze domagał się zwroty jakichś pieniędzy, które wydał na meble. Ja oczywiście stwierdziłam, że absolutnie nic mu nie oddam i niech spada. Jednak dopiero się odczepił jak moja mama do niego napisała, że w kwestiach finansowych mnie reprezentuje i żeby to jej przedstawił swoje żądania... A w nocy wypisywał jak to strasznie chciałby się do mnie przytulić.
A ja? Nic nie czuję! To cudowne widzieć takiego smsa i nie zalewać się łzami, nie tęsknić, nie histeryzować. Zobaczyłam to, wyłączyłam telefon żeby przypadkiem nie zaczął wydzwaniać i dobranoc.

Kocham swoje życie ostatnio. Nawet mimo tego, że jestem chora i sama muszę sobie robić herbatkę i podawać leki wink

60

Odp: no i kolejny samotny wieczór
frytka292 napisał/a:

co do ciąży jest szansa że nie bo jeszcze tego nie robiliśmy razem big_smile heh. a może właśnie jakbysmy to zrobili byłoby inaczej??? ja zazwyczaj miałam tak że zanim doszło do tego  z chłopakiem było różnie a jak już to się wydarzyło to i on bardziej się przywiązywał i ja też... seks zbliża nie oszukujmy się a u nas tego nie ma i może dlatego te relacje są trochę chłodne ???
a i jeszcze jedno... przedwczoraj napisałam mu że nie wiem czy dalej  z nim będę że mam dosyć tego już... i wczoraj patrzę godz 18 a on smsy pisze do mnie i pisał aż do 22... chyba sie wystraszył.

No to masz dziwne związki.. sprobuj zbudować coś głębszego, nie opartego głównie na seksie. Z facetem, z którym macie wspólne zainteresowania i poglądy, spojrzenie na życie. To powinno samo w sobie bardzo zbliżać.

61

Odp: no i kolejny samotny wieczór

zerwał ze mną.... teraz to już w ogóle załamałam się ;((((((

62

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Przed chwilą stoczyłam bój ...bo zachciało mu się cycuszków.Szamotałam się z nim,czułam że słabnę i o z grozo - poczułam ogromny żal do mojego syna o to że go teraz nie ma (poszedł z kolegami na basen).Kopnęłam go w krocze ale chyba za słabo.Jeszcze chwilkę się szarpaliśmy w końcu powiedział : "dobra,nie to nie" I dodał " silna jesteś".
        Zamknęłam się w łazieńce i nasłuchuje co robi.Wychodzę za chwilę z tego miejsca w którym nie mogę czuć się bezpiecznie.
        Zapamiętam sobie jego słowa "JESTEŚ SILNA" -będą mi potrzebne bo zaczynam walkę o siebie.

pennylane - 15 lat mordenki .O wiele łatwiej jest zakończyć związek niż małżeństwo kiedy są dzieci.Jestem okropnie samotna i osamotniona w tym wszystkim...

63

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Dario, nie poddawaj się! Weź najpotrzebniejsze dzieci, idź po syna na basen i uciekaj stamtąd jak najprędzej. Jeśli nie masz żadnych przyjaciół ani rodziny to idź do ośrodka pomocy. Na pewno wszędzie lepiej niż tam, gdzie jest twój mąż - psychopata. Pamiętaj, że musisz to zrobić także dla swojego syna.
Mam jednego ucznia, którego mama była w związku z przemocą i alkoholizmem. Chłopak ma 8 lat, bardzo poważne problemy natury psychologicznej, wyrzucają go ze szkoły... ale jak się dziwić kiedy matka jego mi opowiada jak go musiała szukać po melinach pijackich jak raz tatuś odebrał go ze szkoły bez jej wiedzy... albo jak matkę znalazł w kałuży krwi. Pamiętaj, że trwając w tym związku wyrządzasz krzywdę swojemu dziecku - on nigdy nie zapomni tego co widział ani tego jak się czuł w rodzinnym domu. Teraz ważne ile dasz mu lat normalnego dzieciństwa - nie naznaczonego przemocą i cierpieniem!
UCIEKAJ!

64

Odp: no i kolejny samotny wieczór

Droga pennylane, czytając to forum... to poprostu moja historia.  Jestem w szoku, ile osób ma problem z toksycznymi facetami, ze oni są i czają sie nan nas, aby wyssać z Nas całą energię. Ja byłam w zwiazku z facetem 8 lat. Tak jak Ty, kiedys byłam szczesliwą dziewczyną, duszą towarzystwa, a gdy byłam z nim- stałam się samotna i wiecznie smutna. Czułam , ze coś sie dzieje, ze tak nie powinien wygladać zwiazek, że musze to zakończyć. Ale oczywiście bałam się samotności, że nie znajde sobie nikogo.... Ale przyszedł taki dzień, że już miałam dosyć wykorzystywania mnie- byłam jedynie potrzebna, gdy trzeba było pożyczyć kasę, zawiesc gdzieś samochodem, oczywiscie problem z alkoholem tez sie pojawił. Mój eks każdą wypłatę potrafił przepić z kolegami, a gdy ja chciałam wyjśc do kina, czy restauracji- no to musiałam postawić- Gdy to piszę wiem ,ze to brzmi poprostu masakrycznie, ale tak właśnie było. Wszyscy mi tłumaczyli, ja nie chciałam słuchac. Każde walentynki, urodziny, rocznice spędzałam płacząc w poduszkę.Tydzień przed slubem mojej przyjaciółki, gdy zobaczyłam jaka jest szczesliwa, pomyślałam: "To jest miłośc, ile bym dała, zeby sie zakochać" , Podjęłam decyzje- oswiadczyłam mu ze musimy sie rozstac i to juz koniec. Oczywiscie pisał, płakał, dzwonił, nadal to robi, ale jestem nieugieta, poprostu zdałam sobie sprawe, ze go nie kocham. Odczułąm ulgę, mam czas na wszystko, jestem szczesliwa.
I radze kazdej dziewczynie, że jeśli, choc raz przez myśl jej przejdzie, ze trzeba skończyć swoj zwiazek, ze to nie to, niech ucieka czym prędzej i nie marnuje czasu, Bo my kobitki za bardzo sie przywiązujemy, mamy nadzieję, ze będzie lepiej, ze sie zmieni, a to wcale nie jest takie proste. Trzymajcie sie dziewczyny!

Posty [ 65 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » no i kolejny samotny wieczór

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024