Witam, jestem w związku od 7 lat z moim chłopakiem ja mam 22 lata on 25lat. Bardzo go kocham i chciałabym z nim być, mieć rodzinę i mieszkać z nim. Jednakże on ciągle się wzbrania przed wszystkim, ciągle uważa że ślub jest mu nie potrzebny, chciałby żebym z nim zamieszkała przy jego rodzicach, lecz to jest nie możliwe, gdyż są to ludzie nie do wytrzymania ( mieszkałam z nimi dwa miesiące pod jednym dachem za granicą i tego nie da się opisać jak się tego nie przeżyje) Mój chłopak jest ciągle szpuntowany przez swoją mamusię, która podejmuje decyzje za niego i chce wtrącać się w jego życie, tym samym ciągnie od niego pieniądze. Po 7latach związku mój chłopak coraz gorzej mnie traktuje, mówi że nie mam ochoty ze mną pisać, rozmawiać, spotykać się. Nie wiem co o tym myśleć, szkoda mi tych 7lat w sumie najlepszych w okresie których mogłam znaleść sobie kogoś innego, okres szkoły, a teraz tylko praca mi została od rana do wieczora. Co robić? Jak rozmawiać z nim o ślubie o wspólnej przyszłości? Jakie warunki postawić?
Kurde... tyle tat siedze na tym forum i nadal czasem mi rece opadaja jak czytam niektore posty - masz 22 lata i jestes w zwiazku od lat 7, czyli byliscie dzieciakami jak zaczeliscie ze soba chodzic.
Teraz jestes dorosla, piszesz, ze czasem mozesz z nim ledwo wytrzymac, a MIMO TO chcesz z nim zakladac rodzine.
Znasz go tyle lat i to nas sie pytasz co zrobic?! Zacznij myslec! On nie stanie sie cudownym mezwm tylko dlatego, ze tak chcesz
To nie ta bajka
7 lat to kupe czasu. Nie dziwie Ci sie, ze myslisz o slubie. Cóż, na swoim przykladzie moge Ci napisac, co ja zrobilam, ze mój podjal taka decyzje, aby się ze mną związać. Nie mowilam mu nic przez pierwszy rok zwiazku o slubie. Udawalam, ze w ogóle mi nie zalezy na tym. Później podczas jednego romantycznego wieczora, powiedzialam, ze podoba mi sie nasz zwiazek i akceptuje wszystko, ale uwazam, iż stanelismy w martwym punkcie a ja oczekuje czegos wiecej. Pozniej zachowalam milczenie, wedlug instrukcji z ksiazki Dlaczego mężczyźni poslubiaja zolzy. Polecam Ci te książkę; ) idealnie nadaje się do twojej sytuacji. Jezeli facet nie powie Ci, ze cos planuje, znaczy, ze nie jest dobrze; ( może być tak, ze jest z Tobą, ale tak naprawdę jest to jazda na gape, czyli "póki nie znajde kogos lepszego ".Jezeli tak będzie musisz zastanowic się nad sensem bycia z nim. Sherry w książce zaleca przeprowadzić kolejna rozmowe, w ktorej uswiadomisz mu slowami lagodnie, ze skoro zalezy wam na roznych rzeczach to pora się rozstac, aby kazdy mógł spełnić się w tym do czego dąży. Po takiej rozmowie uciąć kontakt do minimum i byc oziebla, jezeli bedzie mu zalezalo zrobi wszystko, abyś z nim byla. Jezeli chodzi o mnie, ja zrobilam te pierwsza rozmowe z 2 razy, potem już nie naciskalam, aż jakis czas pozniej dowiedzialam się, ze nie dlugo mi sie oswiadczy. Po oswiadczynach niby mi się do slubu nie spieszylo a tak naprawdę wzielismy go nie caly rok po zareczynach.
7 lat to kupe czasu. Nie dziwie Ci sie, ze myslisz o slubie. Cóż, na swoim przykladzie moge Ci napisac, co ja zrobilam, ze mój podjal taka decyzje, aby się ze mną związać. Nie mowilam mu nic przez pierwszy rok zwiazku o slubie. Udawalam, ze w ogóle mi nie zalezy na tym. Później podczas jednego romantycznego wieczora, powiedzialam, ze podoba mi sie nasz zwiazek i akceptuje wszystko, ale uwazam, iż stanelismy w martwym punkcie a ja oczekuje czegos wiecej. Pozniej zachowalam milczenie, wedlug instrukcji z ksiazki Dlaczego mężczyźni poslubiaja zolzy. Polecam Ci te książkę; ) idealnie nadaje się do twojej sytuacji. Jezeli facet nie powie Ci, ze cos planuje, znaczy, ze nie jest dobrze; ( może być tak, ze jest z Tobą, ale tak naprawdę jest to jazda na gape, czyli "póki nie znajde kogos lepszego ".Jezeli tak będzie musisz zastanowic się nad sensem bycia z nim. Sherry w książce zaleca przeprowadzić kolejna rozmowe, w ktorej uswiadomisz mu slowami lagodnie, ze skoro zalezy wam na roznych rzeczach to pora się rozstac, aby kazdy mógł spełnić się w tym do czego dąży. Po takiej rozmowie uciąć kontakt do minimum i byc oziebla, jezeli bedzie mu zalezalo zrobi wszystko, abyś z nim byla. Jezeli chodzi o mnie, ja zrobilam te pierwsza rozmowe z 2 razy, potem już nie naciskalam, aż jakis czas pozniej dowiedzialam się, ze nie dlugo mi sie oswiadczy. Po oswiadczynach niby mi się do slubu nie spieszylo a tak naprawdę wzielismy go nie caly rok po zareczynach.
Dziękuję bardzo za odpowiedź
chyba faktycznie zainwestuję w tą książkę i ją przeczytam, może to pomoże w rozwiązaniu mojej sytuacji, dziękuję za odpowiedź i przede wszystkim za zrozumienie ( co nie nastąpiło w odpowiedzi powyżej Twojej) Jednak istnieją jeszcze dobrzy ludzie służący pomocą.
5 2015-07-31 13:52:02 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-07-31 13:58:23)
A ja w pelni podpisuje się pod opinia Iceni. Masz 22 lata i piszesz ze szkoda Ci ze najlepsze lata Twego zycia to juz byly i teraz poznanie kogos byloby problemem... dziewczyno a w sumie dziecko.... co za bzdury Ty piszesz
Najlepsze lata to Ty masz wlasnie przed soba ...a Ty na sile chcesz zmanipulowac faceta ktory albo nie jest gotowy na powazny krok z Toba albo ogolnie na powazne zobowiazanie by sie z Tobą ozenil. W ten sposob wlasnie spieprzysz sobie zycie bo sama moim zdaniem nie jestes gotowa na malzenstwo a On tymbardziej. Nawet jesli uda Ci się go jakos "przerobic" i ten slub wezmiecie (w co watpie) to jesli to jest zwiazek oparty na slabych fundamentach z jego strony to i tak predzej czy pozniej runie.... i wtedy rzeczywiscie bedziesz mogla sobie pluc w brode ze najlepsze lata zycia zmarnowalas. Zacznij myslec logicznie ![]()
P.S. to wlasnie Iceni dala Ci madra rade a kolezanka od ksiazki jakis pseudofilozoficzny belkot ktory w dlugoterminowej perpsektywie odbije Ci sie czkawka. Ale Ty chcesz uslyszec ze masz chwytac sie wszelkich metod by na sile skleic cos z tej relacji ....tylko czemu ma to sluzyc ...hmm
Zbyt młoda jesteś jeszcze aby zrozumieć dynamikę związków. Triki, które opisuje koleżanka powyżej, to czysta manipulacja. Daleko na tym nie zajedziesz. Kiedy zrozumiesz, że drugiego człowieka nie da się do niczego zmusić, on ma swoją rzeczywistość i że tak na prawdę wspólnie (bo twoja wizja związku jest inna od jego, co musisz uszanować) nie macie żadnych planów na przyszłość, a tylko się w tym związku męczysz, to wtedy odejdziesz.
Zamiast w tej chwili zainwestować w siebie, sport, karierę, zrobić wszystko aby stawać niezależną kobietą, ty siedzisz facetowi na głowie i wyjesz, że on ma ci dać, to co ty sobie zamarzyłaś. A może on nie postrzega cię w kategorii partnerki, żony, bo czuje, że jesteś trudna i wszystko potem będzie na jego głowie? Trochę tak się czyta ciebie między wierszami.
Iceni i feniks35 dobrze prawią. Co Ci ze zmanipulowania pana do slubu, skoro on się coraz gorzej zachowuje. Poza tym będziesz związana z jego rodziną bardziej. Ciężko mi sobie wyobrazić cokolwiek bardziej bez sensu. Jak slub dla slubu, to krzyż na drogę.
8 2015-07-31 14:56:47 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-07-31 15:06:12)
Ja też podpisuję się pod postem Iceni. Przyszłaś tu po możliwie najlepszą dla Ciebie radę, a nie po głaskanie po główce. Stosowanie manipulacji nie jest rozwiązaniem, bo one nie zagwarantują Ci szczęśliwego związku. Z polecanej książki można coś mądrego wyciągnąć, ale w takim sensie, że kobieta nie powinna nadskakiwać mężczyźnie. To jest banał wokół którego w sposób humorystyczny krąży autorka. Mam też nieodparte wrażenie, że zamierzeniem autorki nie było wcale pochwalanie manipulacji, dzięki którym można zaciągnąć faceta do ołtarza. Przeczytaj na spokojnie swój post i pomyśl. Źle Wam się układa, nie macie ciekawej perspektywy mieszkaniowej (u teściów z którymi się nie dogadujesz), a chłopak nawet nie odciął pępowiny mimo 25 lat na karku. On nie chce z Tobą pisać, rozmawiać i spotykać się, a Ty sądzisz, że ślub i zamieszkanie razem jest na to lekarstwem? Dlaczego? Bo wtedy nie będzie miał gdzie uciec i będzie musiał z Tobą rozmawiać? Zdziwisz się. 7 lat stażu to jest dużo, ale nie można porównywać siedmiu lat bycia ze sobą praktycznie od gówniarza, a siedmiu lat związku dwójki dojrzałych osób. Na siłę pchasz się w toksyczne małżeństwo, a potem będziesz tworzyć wątki "Teściowa nie daje mi żyć", "Mąż mnie nie szanuje, woli spędzać czas z kolegami" itp. Ślubu nie bierze się dla ratowania związku, tylko dlatego, że w tym związku dobrze się dzieje, para lubi ze sobą rozmawiać, spędzać czas, jest samodzielna itp. U Was nie ma żadnej z tych rzeczy. Powiedz mi szczerze, co tak naprawdę "macie" z tego związku? On zaczyna Cię mieć dość, a Ty chcesz w tym tkwić chyba tylko z przyzwyczajenia, bo trudno mi sobie wyobrazić jak można się czuć spełnioną i kochaną, gdy facet tak się zachowuje i mówi takie rzeczy.
Mnie w ogóle strasznie dziwią Twoje priorytety. Nie pytasz nas jak pracować nad związkiem, by było dobrze. Nie szukasz rad jak można popracować nad Wami, coś poprawić, sprawić by on znowu lubił spędzać z Tobą czas. Ty widzisz tylko tę białą kieckę i dla Ciebie wszystko jest ok, byle imprezę przed ołtarzem odbębnić. Czy Tobie w ogóle zależy na tym facecie, czy chcesz po prostu zmienić stan cywilny i zrobić sobie dziecko? Nie chcę Cię tutaj urazić, ale mówię tylko jak to wygląda z boku. Dlaczego nie zależy Ci na jakości Waszego związku, a bardziej na pozorach?
Chłopak po takim czasie powinien mieć już jakieś wspólne plany. Wcale nie rozmawiacie o przyszłości? Jeżeli on nie chce nie ma co naciskać. Lepiej przyjrzyj się waszym relacją, czy na pewno wam się układa.
Niedługo na bazie wpisów netkobiety napiszę książkę, jak świadomie chrzanić swobie życie na własne życzenie. Kupicie? Ale tylko tyle mogę słowem komentarza ![]()