Odeszła po 7 latach związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odeszła po 7 latach związku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: Odeszła po 7 latach związku

Witam
Przeglądam historie innych, tak podobne do mojej, szukam rozwiązania, odpowiedzi na pytanie co dalej ...
Dlatego postanowiłem opisać swoją historię, żeby ktoś podchodzący do tematu "na zimno" podpowiedział jak powinienem sie zachować i co zrobić.

Poznaliśmy się przed walentynkami w 2008 roku, zaiskrzyło, ona była moją pierwszą, nigdy wcześniej nie szukałem miłości i zawsze wiedziałem że jak pokocham naprawdę, to już chcę spędzić z nią resztę życia. Nie interesowały mnie przelotne związki więc doświadczenia zbyt dużego nie miałem. Na początku widziałem między nami tylko różnice ja woda ona ogień, nie myślałem o przyszłości, po kilku spotkaniach chciałem to zakończyć bo widziałem że rodzi się uczucie a nie chciałem robić jej krzywdy, prosiła bym dał jej szanse i tak się stało. Ona młodsza o 3 lata, po 2 - 3 epizodach, przy mnie dostrzegła człowieka który o nią dba, szanuje, kocha, liczy się z jej zdaniem i nie traktuje jak przedmiot lub zabawkę. Miesiące mijały a nasz związek się rozwijał coraz bardziej, ja pracowałem, ona świeżo po szkole, znalazła pracę, po 3 latach zamieszkaliśmy razem, w starym mieszkaniu w kamienicy, w które trzeba było włożyć sporo pracy by stworzyć z niego dom, tylko na to było nas stać, ale cieszyliśmy się że możemy być ze sobą i narazie musi to nam wystarczyć.
Plany były ogromne, ślub, rodzina, dzieci, już na zawsze razem, ale wszystko po kolei, były kłótnie jak u każdego, to normalne gdy ludzie się "docierają", przy mnie dorosła (taka była opinia jej mamy), zrozumiała czego chce od życia.
Nasze życie po kilku latach stało się "rutyną" rano buzi na dzien dobry i do pracy, po południu wspólny wieczór w domu i tak dzień za dniem, nie znaczy to że żyliśmy w monotonii, były wyjścia wypady za miasto, ale wiadomo nie to co na początku, ta chemia i fascynacja może nie przemineła ale osłabła...

Pierwszy poważniejszy kryzys trafił się nam w ubiegłym roku w październiku, ona zwątpiła, życie funduje nam wiele problemów, pogorszyło się z moją pracą, wiecej było na jej głowie, pomagałem jak mogłem. Brakowało jej sił, usiedliśmy, porozmawialiśmy i przekonałem ją że wszystko się zmieni...Żeby dała nam szansę, że zobaczy za kilka miesięcy nasze życie będzie zupełnie inne. Bedzie mieszkanie bo w tym nie wyobrażam sobie w takich warunkach zakładania rodziny, dowód że traktuję nas poważnie i chcę kolejnych kroków, znajdę lepszą pracę.
Obietnicy dotrzymałem, na początku tego roku, 1 zmiana - przeprowadziliśmy sie do bloku, do ładnego, czystego, wyremontowanego mieszkania, bez wiecznej walki z grzybem na ścianie jak w poprzednim, bez palenia w piecu zimą, bez 14 stopni rano jak się budziliśmy ...
Widziałem że była szczęśliwa, " a ja głupia zwątpiłam i mogłam i Cię stracić " te słowa usłyszałem w kwietniu, lecz to nie był koniec zmian, chciałem udowodnić że myśle o niej poważnie i o naszej przyszłości: 2 zmiana - kupiłem pierścionek zaręczynowy (tak wiem dziwicie sie że dopiero teraz, jedni się kochają i ufają nosząc tylko zdjęcie ukochanej w portfelu, inni sie zdradzają oszukują nosząc obrączkę na palcu, wiedzieliśmy że chcemy być ze sobą i tyle a żeby dać krok do przodu, zalegalizować związek, założyć rodzinę musimy do czegoś w życiu dojść).

Mimo tego wszystkiego pod koniec maja coś było nie tak, czułem to, unikała mnie chciałem porozmawiać, ale zawsze uciekała niby wszystko dobrze, lecz widziałem że tak nie jest. Przyszedł czas na 2 krok - oświadczyny, to się wydarzyło miesiąc temu, bez rodziny, intymne w spokojnym miejscu, na spacerze poza miastem na łonie natury, nie spodziewała się tego oczywiście, łzy popłyneły z jej oczu gdy zobaczyła że klękam i w dłoni trzymam małe czerwone pudełeczko ze złotą zawartością, nie powiedziała nic, nie była w stanie, kiwneła tylko główą ..... nie
I w tej chwili zawalił mi się cały świat, od tego czasu nie mogę dojść do siebie. Gdy się uspokoiła powiedziała że nie widzi dla nas przyszłości, nie potrafi sobie tego wyobraźić, że nie mam ambicji i nie czuje bym dał jej bezpieczeństwo i pewność.
Ja już wtedy zrozumiałem że musi być ktoś dla kogo jest w stanie zrezygnować z tego wszystkiego i że ona już wcześniej podjeła tą decyzję..
Jak potem się okazało jej zachowanie potwierdzone było tym że pod koniec maja poznała jakiegoś kolesia w pracy... Starszego, z ambicjami, mającego dobrze płatną pracę, po przejściach (ślub i kilka poważnych związków, itd.) Skąd to wiem ?
tak się złożyło że kilka dni po nieudanych zaręczynach wyjechała na tydzien z mamą i bratem do rodziny za granicę, a że trafiłem już wcześniej na jego ślad, zadzwoniłem do niego i powiedziałem że chyba czas pogadać - szczeże
Spotkałem się z nim, normalna 3 godzinna rozmowa (bez przemocy a żałuję dziś) powiedział (może żeby mnie uspokoić, a może tak jest naprawdę), że ona go nie interesuje lubią razem pogadać i tyle, że to koleżanka z pracy, że on już ma za sobą związki i tego nie chce, mieszka sam i nie wyobraża sobie żeby ktoś z nim mieszkał ie chce rodziny i dzieci bo to wyrzeczenia które zabierają czas dla siebie, bo potrzebuje swobody i interesują go tylko znajomości na chwilę i koleżanek od TEGO to ma wiele ale ona nie jest jedną z nich.
Ona po powrocie z zagranicy (czyli w zeszłą niedziele) miała sie tam zastanowić czy da nam szanse i pozwoli zrealizować wszystko do końca. Niestety zdania nie zmieniła, narazie mieszka u mamy, czeka aż wyjadę (bo muszę na 2 tygodnie) żeby przyjść po swoje rzeczy, a ja wiem że jej decyzja nie jest spowodowana tym że nie chce już dalej ze mną być a tym że znalazła wyjście awaryjne którym w chwili obecnej jest zafascynowana, we mnie widzi same wady, w nim pewnie zalety ale o tym głośno nie mówi.... dla mnie to zwykły śmieć który niszczy nasz związek, bo gdyby miał odrobinę godności i honoru nie właźił by z butami w czyjeś szczęście, plany i marzenia tym bardziej że wątpie aby jego intencje były czyste.
A powiedziałem jej - gdybym od tych kilku miesiecy nie zrobił nic - nie miałbym prawa nawet ją prosić o szanse i grzecznie bym patrzył jak pakuje swoje rzeczy ale widziała że autentycznie mi na niej zależy i się staram.
We wtorek nocowała tu, ze mną w jednym łóżku, w nocy wstałem otworzyć okno bo było duszno a gdy się położyłem ona odwróciła się do mnie otworzyła oczy, spojrzała prosto w moje, dłonią pogładziła mnie po policzku i we mnie wtuliła.Tak zachowuje się kobieta która nic nie czuje, nie kocha ?..
W środę już nie nocowała ze mną, odprowadziłem ją do jej mamy, gdy wróciłem do naszego mieszkania zobaczyłem że nie zabrała ładowarki do tela, a że to blisko postanowiłem jej zanieść. Otworzyłą jej mama, jej tam już nie było !! weszła na chwilę po czym od niej wyszła, usiadłem na chwilę i szczeże porozmawialiśmy z jej mamą o niej i o tym co się z nią dzieje...
Ona jest z rozbitego małżenstwa, jej brat też jest po rozwodzie, dlaczego nie potrafi uczyć sie na błędach innych, dałbym jej wszystko i nigdy nie zostawił, nasze dzieci nie miałyby takiego dzieciństwa jak ona... Jej mama to wszystko widzi rozumie mnie, nie rozumie jej zachowania... Miała z nią porozmawiać ale wkońcu nie wiem na czym staneło ....
 
Dzis jestem tu, w naszym pustym mieszkaniu, sam i nie wiem co mam dalej robić, łzy same płyną i nie mogę się z tym wszystkim pogodzić, a na samą myśl że ona teraz jest gdzieś tam z nim, być może uśmiechnięta, spełniona że ma coś nowego, ale czy lepszego ? na jak długo ? aż jej nie skrzywdzi jesli jest takim typem jak sie opisał...
Jestem w szoku jak cała moja rodzina i jej zresztą też, dla wszystkich byliśmy już parą... na zawsze...
Dać jej spokój i czekać aż się zachłyśnie tą fascynacją i zmądrzeje?
Napisałem dla niej wiersz, (ona też kiedyś pisała) mój pierwszy w życiu - dosyć długi, o nas, ale boję się jej go dać bo jak teraz ma o mnie takie zdanie, to może być tylko powód do kpiny o ile go wogule przeczyta... Bardzo ją kocham i nie mogę się pogodzić z tym wszystkim ze ktoś odebrał moje szczęście... Może jestem śmieciem i nie mam szacunku do samego siebie ale oddałbym wszystko żeby była teraz ze mną ... A wy co sądzicie ?? Przepraszam że tak dużo tego do czytania ale i tak starałem się maksymalnie streścić... Z góry dziekuję za każdą radę i odpowiedz...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Odeszła po 7 latach związku
krzychu1985 napisał/a:

...
Dać jej spokój i czekać aż się zachłyśnie tą fascynacją i zmądrzeje?
...Bardzo ją kocham i nie mogę się pogodzić z tym wszystkim ze ktoś odebrał moje szczęście... Może jestem śmieciem i nie mam szacunku do samego siebie ale oddałbym wszystko żeby była teraz ze mną ... A wy co sądzicie ?? Przepraszam że tak dużo tego do czytania ale i tak starałem się maksymalnie streścić... Z góry dziekuję za każdą radę i odpowiedz...

Twój stan jest raczej normalny na tym etapie. Ale nie rób niczego pochopnie - potem będziesz miec zal do samego siebie.
Muszę Ci tu cos uświadomić: nie "ktoś" Ci ją ..."odebrał" - to ona zrezygnowała z Ciebie! Ta dziewczyna nie jest bezwolną kukłą, która ktos moze sobie zabrać... To była jej decyzja.
Z Twojego opisu widać, ze dziewczyna trochę ...księżniczkowata. Skoro przy byle kryzysie jej "przywiązanie" do Ciebie było tak słabe i zwiazek wisiał na włosku - to dobitnie świadczy, ze nie traktowała Cię równie poważnie jak Ty ją. Ostatnia sytuacja to tylko potwierdza... Musisz przeboleć tą katastrofę, uporac sie z emocjami i przestać upatrywać sensu swojego istnienia i wartosci w tej panience. Panience, bo nie partnerce - partnerka, kobieta, dziewczyna jest z kims na serio. Tu dziewczyna traktowała Cię trochę jak opcję, przechowalnię póki nie pojawi sie "coś" lepszego, atrakcyjnego... I akurat napatoczył sie jakis "kolega". Fakt, ostatni g...jek z niego, ale bywa... Nie mniej jednak zaznaczam: to była jej rozumna decyzja. Moze byłes dla niej za dobry, zbyt zaangazowany - a ona nie była zdolna tego docenic? Chyba tak...
Nie jesteś "śmieciem", zaręczam. Twoje watpliwości co własnej wartości - na takim zyciowym zakręcie sa nieodłączne. Poczytaj podobne watki - sam zauważysz, ze każdy pada w pierwszym momencie...
Teraz musisz pozbyc sie tych emocji, uspokoić, przeanalizować wszystko "na chłodno". Zaręczam, że zaczniej zauważać sporo rzeczy, których byc nie powinno w tym związku z jej strony. Zaczniesz kojarzyć niektóre sprawy - poukłada się to wszystko w nieciekawy obraz "jej".
Zasługujesz na oddana i kochajaca kobietę, taką, która potrafiłaby docenic jakim jesteś człowiekiem i umiałaby to pielęgnować w Tobie. Na Twoim miejscu nie chciałbym miec z tą dziewczyną juz nic do czynienia. Nawet gdyby - a obstawiam, ze na 100% tak - po jakims czasie chciała do Ciebie wrócić. Ja nie otworzyłbym jej juz nawet drzwi...

3

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Nie możesz mieć pretensji do siebie bo z tego co piszesz robiłeś naprawde wiele dla tego związku.
Musisz zrozumieć, że ona jest wolnym człowiekiem i nie możesz jej siłą zatrzymać.
Jednego dnia mówi, że to koniec, odrzuca zaręczyny. A potem śpi z Tobą w jednym łóżku okazuje Ci czułość. Nie kapuje czemu ona tak się zachowuje. Musiałbyś szczerze o tym z nią pogadać ale nie ręczę, że czegoś się dowiesz. Już raz  gadaliście i co z tego wynikło. W ogóle was nie kapuje niby się rozchodzicie ale jednak śpicie w jednym łóżku. Nie chce nikogo oceniać ale dziwnie się dziewczyna zachowuje, jeśli rzuca cie bo ktoś inny ma więcej kasy. Może tu chodzi o coś innego. Najlepiej wystaw kawe na ławe i zapytaj ją czy to chodzi o to, że on ma więcej forsy. Najgorsze są nie domówienia.
Ciebie też troszke nie rozmumiem najpierw piszesz, że 'chemia trochę osłabła' a na końcu, że strasznie ci na niej zależy. Więc jak z tym jest?
Nie zgodze się też chyba z Krzychu1985, że miała Cię za opcje. No jednak 7 lat związku chyba o czymś świadczy.

4

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Po zaręczynach wróciliśmy do domu nie zerwaliśmy jeszcze (co dawało mi nadzieje) ale wszystko wisiało na włosku.
Ja wiem że to była jej decyzja ALE wydaje mi się że gdyby nie miała alternatywy - kolegi z pracy który się nią interesował zastanowiła by się bardziej, czy warto kończyć coś i najpierw szukać a potem zaczynać od początku... Ona już znalazła...
Długo rozmawialiśmy, niejednokrotnie próbowałem ją przekonać tylko szykował jej się ten wyjazd za granicę dlatego chciała/ (prosiła) jak wróci zająć się wyprowadzką.
Ja z kolei prosiłem żeby się zastanowiła tam na miejscu... Na spokojnie bez emocji. Po powrocie powiedziała że nie zmieniła zdania

Wiele padło z moich ust argumentów, chciała zmian - dostawała je wiadomo nic nie ma na pstryknięcie palcem, gdy tak siedzę i o tym myślę odrobinę rozumiem mogła się na kogoś zapatrzyć, kimś zafascynować, szkoda tylko że nie zdecydowała się na danie nam szansy właśnie ze względu na to ile byliśmy razem, prosiłem - daj jeszcze miesiąc, dwa ... Nic już do niej nie docierało, klapki na oczach.. mimo że ja teraz cierpię i nie potrafię jej olać a jemu podziekować za uwolnienie od niej, bardziej martwię się że ona wkoncu mu się znudzi, lub za jakiś czas to przemyśli i będzie jej mnie brakowało, może pomyśli żeby wrócić a ja nie wiem czy jej wybaczę bo z każdym dniem będzie mi trudniej / dziś chcę tego najbardziej na świecie, ale - nie jestem martwą zabawką bez uczuć którą rzuca w kąt i bawi się inną... To mnie męczy nie od środy ale od dnia w którym nie przyjeła pierścionka czyli prawie od miesiąca, gdy usłyszałem że nagle wszystko może się skończyć, a teraz patrzę jak się kończy...

Co do spania razem (chyba już tylko przez sen potrafiła okazać uczucie, coraz rzadziej mnie całowała, przytulała i broniła się przed tym tak jakby nie chciała mnie bardziej krzywdzić bo ONA JUŻ PODJEŁA DECYZJĘ tak to odczuwałem i tak to wyglądało), powiedzmy że oficjalnie nie jesteśmy ze sobą od środy - od sytułacji gdy przyłapałem ją że nie nocuje u mamy a prawdopodobnie u niego, była kłutnia i tyle, zakończyła się tylko na tym że w tym tygodniu tu już nie wraca dopóki będę, a w przyszłym ja wyjeżdzam i ona zabiera rzeczy.
I ostatnia sprawa - co do chemii - nie było już tak jak przez pierwsze dni, tygodnie, miesiące o to mi chodziło. Poprostu po zauroczeniu i fascynacji przyszła prawdziwa miłość, planowanie już całego życia razem - absolutnie nie mówię że to źle tylko chodzi mi o to że te emocje i uniesienia były ale już nie takie jak na początku .... ale to chyba normalne ...

5

Odp: Odeszła po 7 latach związku

A ten trzeci :

Ma to czego nie mam ja, podoba jej się to czego mnie brakuje, każdy jest inny ... a być może ona za czyms zatęskniła czego nigdy nie znalazła we mnie. Ale to działa w dwie strony bo kiedyś w nim może szukać mioch pozytywnych cech, części mnie a wcale nie musi tego znaleźdz i o tym zapomniała...
Tyle razy mówiłem - ideałów nie ma to my je tworzymy - powiedz czego chcesz a ja Ci to dam, tylko to działa wzajemnie. Podstawą wszystkiego jest szczera rozmowa a nie duszenie problemów w sobie - masz cos do mnie wykrzycz mi to prosto w twarz, uderz pięścią w stół a nie to dusisz w sobie, lub żalisz się koledze w pracy jaka to ty biedna w tym związku, a kolega już wie jak to wykorzystać bo za chwile to on jest ten dobry a ja ten zły ... Dlatego z jednej strony chciałbym żeby jak najszybciej zamieszkali razem ( nie wiem czy mają to w planach, powiedziała że do mamy wraca ale..) i przebywali ze sobą maksymalnie dużo czasu, zobaczy wtedy czy tego chce i ... czy jemu ona będzie odpowiadała  ...

6

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Jak dla mnie jesteś dojrzałym mężczyzną, chyba ZA dojrzałym dla niej. Może nie chciała zakładać jeszcze rodziny i się wystraszyła, zafascynowała nowym gościem z pracy..wiesz powiew świeżości, nowy obiekt, fascynacja..  tak czy siak to JEJ WINA. I widać naiwna jest licząc na coś więcej z tamtym gościem, bo on najwidoczniej się zabawi jej kosztem i odstawi. Ale ona musi to poczuć na własnej skórze, siłą jej nie przywiążesz do siebie. Daj jej odejść.. zrobiłeś co mogłeś, teraz zajmij się sobą. Wiem, że musi być Ci cholernie ciężko, przykro i nie wyobrażam sobie jaki musisz mieć żal, że w momencie kiedy Ty się tak dla niej starałeś i oświadczyłeś - ona zakończyła związek. Czas pokaże co z tego będzie, mówisz że chcesz żeby ona zamieszkała z tym gościem by się przekonać że źle wybrała? Wiesz niepowiedziane, że po długim czasie TY będziesz chciał z nią być, bo czas naprawdę leczy rany.. Zadbaj o siebie, rób to co lubisz, nie zamykaj się na ludzi. Powodzenia!

7

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Dziękuję za wasze wypowiedzi i podtrzymywanie mnie na duchu, zostałem z tym sam i nie mam do kogo ust otworzyć, dziś wyjeżdzam,
z dala od naszego pustego mieszkania, od siedzenia tu samemu, patrzenia na jej rzeczy, ślady po niej. Tak trudno śię podnieść, nikt z bliskich nie podaje ręki, nie widzi mojego problemu.
Cały czas mam nadzieję, że to przemyśli że po kilkunastu dniach lub tygodniach zacznie jej czegoś brakować, zrozumie że traci cząstkę siebie wierzę w to że kiedyś zapuka, a ja jej wybaczę że będzie mnie na to stać, bo tak bardzo ją kocham ..
Powrót do poprzedniego życia będzie trudny - byłem samotnikiem, przy niej zapomniałem przez te 7 lat jak żyłem wcześniej - mam wrażenie że gdy jej nie znałem byłem martwy i teraz znów jestem, tak się czuję...  . Dziś pozostają mi tylko sny, sypiam po 3-4 godziny na dobę ale odwiedza mnie w nich codziennie, w nich jesteśmy razem, szczęśliwi, nierozłączni, dziś śniło mi się jak spacerujemy, uśmiechamy się do siebie, a między nami nasza mała córeczka - Ala - bo taki był pomysł na imię dla dziewczynki, trzymamy ją za ręcę...
Gdy otworzyłem oczy i zrozumiałem że to sen, nie byłem w stanie powstrzymać się od łez... szkoda że to już tylko sny ...
Dziekuję i pozdrawiam, zajrzę tu po powrocie...

8

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Witam po przerwie
Ponad 2 tygodnie temu staneło na tym że ja wyjeżdzam a ona przez ten czas zabiera swoje rzeczy i wraca do mamy.
Emocje opadły, nie piszę, nie dzwonie, nie proszę, nie błagam o szansy.
Wczoraj wieczorem wróciłem, spodziewałem się zastać puste mieszkanie, teoretycznie miała się już wyprowadzić, nocuje u mamy, ale poza kilkoma ciuchami i kosmetykami wszystko ma tutaj a mieszkanie wygląda na nietknięte. To w koncu - bo nie rozumiem - ona chce odejść czy jeszcze się zastanawia. . To jakaś forma odpoczynku ode mnie ?Nie wiem co o tym myśleć. A co Wy myślicie ?
Nie wiem totalna huśtawka emocjonalna raz mam ochotę o niej zapomnieć i myślę że jestem w stanie się pozbierać, powiedzieć sobie że to nie koniec świata, znajdę kogoś lepszego, a za chwilę dociera do mnie że tak mocno ją kocham że nie wyobrażam sobie życia bez niej. Przekichane

9

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Krzychu, ona się wacha. Masz szansę jeżeli wszystko zostawisz tak jak jest. Nie pytaj czy wraca do Ciebie,czy będzie spała w domu, czego oczekuje od Ciebie itd. Jest w domu. To dobrze. Zapytaj czy coś zje,ale tylko jak sam sobie coś przyrządzasz. Nie nadskakuj. W nocy tul,ale nic więcej,dopóki sama Ci nie pokarze,że jest gotowa. Żadnego-kocham Cię. Masz zakaz. Ostatecznie- jeszcze z naciskiem na jeszcze mi zależy. Nie ma jej w domu? Trudno. Nie dzwoń. Nie pytaj. Czasem,gdy ona jest, wyjdż gdzieś sam i wróć po 1,5 h. Gdy zapyta,mów tylko idę się przejść. Nic więcej. Bądż miły,ale nie nadskakujący. Naucz się tego na pamięć i zastosuj! Pisz, co dalej. Jeżeli będziesz cierpliwy i mądry,rozegrasz to na swoją korzyść. Tylko trzymaj się dzielnie. Uwierz. Spodobasz jej się nowy Ty. Ona tego potrzebuje.

10

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Klaudynka ma rację. Musisz trochę ochłodzic podejście do niej, nie nadskakiwac, niech poczuje,  że jej "wyjście awaryjne " tez ma ograniczoną cierpliwość i nie będzie czekać w nieskończoność, aż się księżniczka wyszaleje. Radziłabym Ci nawet spróbować poznać jakąś inną kobietę, zastosować metodę "klina", przekonać się, że są  bardziej wartościowe, uczciwsze babeczki. Tylko bez przesady, uprzedzaj szczerze, że narazie to tylko na "plasterek".
Podziwiam, że Twoje uczucie trwa mimo jej zaangażowania w tamtego faceta. Mnie by to zraziło. Szansa, że on się zabawi i odstawi ją, jest duża. I z doświadczenia wiem, że można szczerze i głęboko zakochać się na nowo w swoim partnerze. Zwłaszcza po zawodzie na jakimś dupku, dla którego było się odskocznią,  kolejną podrywką i "workiem na sperme". Docenia się wtedy przede wszystkim miłość, wierność  i dbałość. Tylko trzeba o to uczucie i wzajemną atrakcyjność powalczyć. Spowszednieliscie sobie trochę i stąd to jej zauroczenie, motylki, emocje. Może związała sie z Tobą bardziej z rozsądku,  pokochała, o tym nawet świadczy ta czułość. Ale brakowało jej adrenaliny. Przemyśl,  czy podolałbys takim wymaganiom. Żeby kiedyś, po latach, nie zaliczyć powtórki z rozrywki.

11

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Dziekuję za odpowiedzi, niestety przeczytałem je o kilka minut za późno.
Napisałem do niej 4 zdania, że kocham i nadal mi na niej zależy, nie odpisała nic, gorzej powiedzmy wbiła mi "nóż w serce", nie wspominałem o tym bo nie miało to dla mnie już znaczenia myślałem że dla niej też, rok temu mnie zdradziła ze starym kolegą, dowiedziałem się o tym, rozmawiałem z nim (przez komunikator na jego szczęście, na moje też bo mam nadal czyste papiery) powiedział na zakończenie " dziwię ci się że jesteś z taką szma.. i kur.. która puszcza się na lewo i prawo za rogiem" zabolało bo miało, nie uwierzyłem bo trochę czasu ją znałem i to mi do niej nie pasowało, żałowała, mówiła że to już się nie powtórzy itd.
Było w tym trochę mojej winy nie miałem dla niej tyle czasu ile potrzebowała, nie ukrywam, ale głównie jej bo gdy coś jest nie tak ludzie rozmawiają a nie szukają pocieszenia w kontaktach fizycznych z dawnymi kolegami. Stało się czasu nie cofnę, zmieniliśmy nasze życie, widziała że mi zależy i traktuję ją serio , staraliśmy się żeby było dobrze, a ta bolesna lekcja można powiedzieć nas wzmocniła, jego oczywiście usuneła ze znajomych i zerwała z nim kontakt ...(tak myślałem).
Do czego zmierzam - po tym jak do niej napisałem dwa dni temu wczoraj rano pijąc poranną kawkę i przeglądając strony w necie na fb zauważyłem że ma nowego znajomego, a raczej starego dobrego zgadnijcie kogo ? tak tego samego z którym mnie zdradziła... Kawy już pić nie musiałem, w pierwszej mysli w komentarzu zawarcia znajomości chciałem im pogratulować i wkleić cytat z jego wypowiedzią na jej temat ale ... co mi to da ? w sumie nic, ciekawsze dla mnie jest to jaki ona musi mieć szacunek do samej siebie bo ja w życiu ani jej ani osobie trzeciej bym tak nie powiedział, nie tymi słowami, wiedziała o tym co napisał bo rok temu pokazałem jej tą rozmowę. Czyli co mam rozumieć że przyjmując go do znajomych zgadza się z jego słowami ? A może go dodała tylko po to żebym dał jej wreszcie spokój i zrozumiał że nie ma dla mnie miejsca..

Jak napisaliście wcześniej chyba nie dorosła, miała wybór, ja dawałem jej miłość, wierność, uczciwość przez 7 lat nawet nie myślałem o zdradzie a chciałem dać jej dom, rodzinę przyszłość i taką powiedzmy stabilizację.
Ona wybrała zdrady, kłamstwa, oszustwa, kolegów z dawnych lat i obecnych z pracy ( może z dwoma kręci nie wiem pogubiłem się) którzy wiedzą jaka jest, a przyszłość z nią poza nadchodzącym upojnym wieczorem raczej nie istnieje.
JA widziałem coś więcej, była ciepła, dobra, uczynna, kochana, pozytywnie na mnie wpływała i potrafiła wywołać uśmiech na mojej nieraz nawet bardzo smutnej twarzy, nauczyła mnie wszystkiego i taką chcę zapamiętać ... niestety ludzie się zmieniają ona też się zmieniła, stacza się bo soryy taką opinie o niej żebym od jej kochanka słyszał a jej to nie rusza, chyba idzie w złym kierunku, może kiedyś zastanowi się nad tym czego ona chce od życia ...bolesna lekcja ... wpuściłem ją do serca dała mi wiele wspaniałych chwil dużo więcej niż tych złych pod koniec, miała w nim zostać na zawsze a nagle ona tam nasra..ła i wyszła a z bałaganem sam muszę teraz sobie poradzić.

Wysłałem jej dziś wiadomość, można powiedzieć list pożegnalny.
Żeby zabrała swoje rzeczy i wszystko co wniosła do naszego mieszkania im szybciej tym lepiej, żeby o mnie zapomniała i o tym co nasze, ma pocieszacza będzie jej łatwiej, tym bardziej że to ona zrezygnowała z NAS ... A na koniec (ponieważ nadal kocham, tak wiem żałosne dla tych którzy tego nie przeżyli) życzyłem jej dużo szczęścia, żeby w tym następnym znalazła to czego mnie zabrakło i żeby dał jej to czego ja  nie byłem w stanie dać.

Wyjeżdzam, nie wiem czy to przeczytała, wątpię żeby odpowiedziała cokolwiek, ale taki kop mnie i jej powinien dobrze zrobić. Mimo że boli jak cholera i coś czuję długo będzię, może zrozumie, może się zmieni, zastanowi ... nie mam pojęcia ... Po tym wszystkim niejeden by już kijem jej nie dotknął, a ja nie wiem lubię ryzyko choć drogo za to płacę ...
Dziekuje za Wasze odpowiedzi i chyba na teraz to tyle ... Pomogliście mi bo naprawdę nie miałem o tym co się we mnie dzieje powiedzieć.
Odezwę się po powrocie, za tydzień ...

12 Ostatnio edytowany przez assassin (2015-08-10 22:25:03)

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Przygotuj się na to, że coraz więcej "kwiatków" będzie wypływać.

A tak na teraz.... wywal pamiątki, poblokuj wszędzie gdzie się da, poinstruuj znajomych, że temat skończony i nie chcesz o tym "czymś" niczego słyszeć.

I jeszcze jedno... widziałeś to co chciałeś widzieć, co nijak się miało z rzeczywistością, nie powiel tego błędu w przyszłości w innej relacji.

13

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Krzychu co u Ciebie??

14

Odp: Odeszła po 7 latach związku

Kasa,kasa,kasa,kasa...Ty tu "rozkminiasz" swój związek na milion sposobów,a Ona poleciała na kolesia z "ambicjami",czyli pieniędzmi.Nie łudź się,że z tego coś jeszcze będzie.Zacytuję Twoją wybrankę : "a ja głupia zwątpiłam i mogłam Cię stracić",po tym jak zafundowałeś Jej przeprowadzkę do nowego mieszkania.Nie zastanowiło Ciebie to? Przecież to oczywiste.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odeszła po 7 latach związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024