Postaram się o wszystkim opowiedzieć w skrócie. Jestem ze swoim chłopakiem ponad 4 lata. Były dni łatwiejsze czasem trudniejsze. Oboje mamy dość mocne charaktery ale zawsze jakoś się dogadywaliśmy. Od zawsze wszyscy powtarzali, że mój chłopak jest nerwowy ale my jakoś dochodziliśmy do porozumienia. Wszystko zaczęło się jakoś rok temu w kłótni kiedy mój chłopak mnie po prostu wyzwał że jestem szma**, dzi***, kur***. Wiadomo, że jeśli raz przekroczył tą granicę, łatwiej mu ją przekroczyć i tak się stało, drugi raz, trzeci itd. Za każdym razem wpadał w szał mówił takie rzeczy. Powiedziałam dość, że nie wytrzymam czegoś takiego.
Powiedział, że pójdzie do psychologa, że będzie walczył, że nie chce być takim człowiekiem. Po paru wizytach miał nadzieje, starał się, pracował nad sobą. Generalnie wizyt było dosyć dużo. Przez jakiś czas było lepiej a teraz znów przyszło bum. Znowu zaczął mnie wyzywać. Praktycznie się załamałam. Z jednej strony miałam fajnego chłopaka, kochaliśmy się, dogadywaliśmy się na 100% a jak przyszła kłótnia przychodziło drugie "ja".
Problem zaszedł jeszcze dalej. Zaczął nad sobą nie panować do tego stopnia, że mnie uderzył.. nie mocno, nie zrobił mi krzywdy, ale chodzi o fakt że podniósł na mnie rękę. Nie będę tutaj pisać, że wierzę że on się zmieni. Wiem, że powinnam odejść.. jak mówię mu np że zrywam to on mówi że będzie przez całą noc i tak przy mnie czuwał bo chce go zostawić. Że on by tego nie zniósł, że kocha mnie nad życie.
Jak z nim rozmawiam na trzeźwo on mówi logicznie, wymyśla różne rzeczy żeby takim nie być, nie zachowywać się tak, piszę różne rzeczy na kartkach ale to nic nie daje.. Mam wrażenie że on na prawdę chciałby się zmienić, inaczej nie poszedł by do psychologa - który zresztą był mega drogi a nie mamy aż tyle pieniędzy, nie szperał po internecie szukając rozwiązania, nie wypisując sobie rzeczy co ma robić jak wpada w szał.. Nie chce go też w żaden sposób usprawiedliwiać.
Proszę o wszystkie rady, każda pomoc się przyda. Dziękuje ![]()