Na rozdrożu - nie wiem co dalej... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Witam.
musze się wygadać bo czuję, że sama się z tym uduszę...
jestem z moim mężem łącznie 13 lat, 5 małżeństwem... ja, na samym początku zakochana, nie widziałam w ogóle jego wad... nie pracował, utrzymywała go mama, nie chciał się dalej kształcić,całymi dniami w domu przed kompem... ja poszłam na studia, znalazłam pracę,chciałam coś w życiu osiągnąć... zamieszkalismy razem, moja wyplata nie starczala a on nie pracował, pieniądze dawała mu mama... w pracy starałam się, dostałam awans... a mój wtedy chłopak co, siedział w domu dalej... wstawał po 12 - pretensje np ze złe śniadanie zrobiłam albo że dostałam za mała premie od szefa... powiecie jaka głupia ale ja dalej niczego nie widziałam... zaczął być coraz bardziej chamski. Wiecznie coś mu nie pasowało albo z moim strojem albo z seksem... a to ze powjnnam go ogladac codziennir inpytac sie hak sie czuje... próbowałam zmieniać się w tych kwestiach to znów coś nie pasowało i pretensje - a to ze nie noszę dresów, a to ze w nie noszę sukienek albo krótkich spodenek... z seksem i tak było źle, jak próbowałam innych pozycji to nie chciał a potem pretensje... zaszłam w ciążę niestety zagrożona wiec leżenie,dbanie żeby donosic... niestety dla niego było ważniejsze ze nie zaspokajam jego potrzeb seksualnym - co z tego ze ja nie mogłam on mógł więc rób coś żeby mnie zaspokoić... tak samo po porodzie... dla dziecka mało czasu,spanie do 14 bo w nocy siedzial na kompie... coraz bardziej chamchachamski... ze moje cycki beznadziejnie w staniku wygladaja... ze pieniadze kt dostanę powinnam przeznaczyć na rozrywki z nim... odkryłam ze siedzi na sexkamerkach... chciał żebym zrobiła sobie zdjęcia on wklei i założy konto,nie zgodziłam się więc założył fikcyjne... oglądał i chciał żebym tak samonośne zachowywała a w końcu wygarnąl,kiedy nie chciałam się zgodzić,ze jak tak ma wyglądać seks to on nic nie chce do końca życia...piękne różowe okulary spadly... zobaczyłam jak mnie traktował... wyrzuciłam go z domu... ale jest dziecko, a ja nie chcialam zeby mial rozbita rodzine... znalazł prace wiec go przyjęłam... starał się trochę ale 4 miesiące pracy po 11 w domu latach bylo za dużo i nie wiem jak to zrobił ale się zwolnił wmawiają ze się na niego uwzieli i chcą gOn sami zwolnić wiec ich wyprzedził... znów "szukał" pracy... miałam wszystkiego dosyć bo znów wracały chamskie odzywki wiec chciałam go ostatecznie zostawić ale niestety,zachorował... rak... nie miałam serca go dobijać... na szczęście wyzdrowial,znalazł prace i sprawia wrażenie że się stara... ale teraz wmawia mi ze go zdradzam,  insynuacje ze gdzieś jeżdżę, że się rumienie jak mówi o jakimś swoim koledze...
a ja wiem jedno... nie kocham go, nie chde z nim być, nie chce z nim żadnego seksu... nic a nic... marzę żeby mnie zostawił ale on dalej jest... jak mowie ze nie wiem co bedzie bo mnie skrzywdził to niby rozumie a za chwile jakby nie było tematu... nie mam odwagi sama odejść... jaki przykład ma dziecko... zero czułości miedzy rodzicami, zaczął się tak chamsko odzywac  jak ojciec... matka wiecznie smutna. .. niewiele co mam zrobić... jese wykończona życiem... najgorsze ze sama na to wszystko pozwoliłam...

Nie wiem co dalej... ale czuje ze się duszę tym wszystkim... wiec ze zagmatwane napisałam... jeśli ktoś ma chęć poczytać i doradzić będę wdzięczna...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Odejdz od niego. Nie ma innej opcji, jak sama stwierdzilas rozowe okulary juz dawno spadly. Dziecko zaczyna tak samo sie odzywac, chcesz zeby i dziecko Cie tak traktowalo? Nie ma czulosci, a chociaz by szacunku, nie marnuj zycia na takiego nieudacznika. Nie zmuszaj sie do niczego co jest wbrew Tobie i Twoim potrzebom.

3

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Ile razy już chciałam sie pakować... ale dalej w głowie mam od razu dzwoneczek "przecież jest dziecko"... z jednej strony myślę jaki ma wzorzec - rodzice nie okazują sobie czułości, mój mąż by chciał tylko ja sie nie potrafię zmusić... nie po tym czego doświadczyłam (chamstwo, dogadywanie, nawet bym powiedziała że psychiczne znęcanie)... dziecko nie widzi więc nie wyniesie tego do dorosłego życia i co, będzie takie jak my (ojciec co matke poniżał, krzyczał; zero miłości pomiędzy rodzicami)... nie chciałabym tego... ale z drugiej strony jednak w jakimś stopniu zabiorę mu ojca, nie będzie już go miał na co dzień... nie będą już te relacje... i może mi to kiedys mieć za złe...

ja wiem jedno... jestem w czarnej du**e... nie wiem co zrobić... wiem że męża nie kocham i nie pokocham... za dużo krzywd i za długo tak mnie traktował...
On sie teraz stara ale ja wiem na ile, kiedy znów będzie podejrzewanie o nieuzasadnioną zdradę albo jakies dogadywanie... teraz tez próbuje wzbudzić moje zainteresowanie swoim zdrowiem... najlepiej żebym się nim opiekowała jak małym dzieckiem, pytała kilka razy dziennie jak sie czuje itd... lubi być pępkiem świata i tak się zachowuje żeby wokół niego latać, skakać...

nie umiem podjąć decyzji chociaż w środku męczę się potwornie... jak go nie ma w domu to jestem spokojna... a tak, zajmuje sie czymkolwiek żeby z nim czasu nie spędzać...

4

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Laura -odnoszę wrażenie, że Ty wiesz co powinnaś zrobić, bo kilkakrotnie to pojawiało się w Twoich postach. Zwyczajnie BOISZ się radykalnych zmian, które z pewnością przewróciłby życie do góry nogami, a niestety niekiedy są konieczne, by za kilka lat, gdy obok dowodu osobistego włożysz legitymację emeryta mogła z uśmiechem przytulić wnuka - skarbu Twojego dziecka. No właśnie , a dziś  Twoje dziecko? - czerpie wzorce z rodziny - taty i mamy. Pomyśl, jaką codzienność jej fundujesz. Smutna, zdołowana, nieszczęśliwa mama, odarta z szacunku do siebie , i tatuś - zero odpowiedzialności za Was, zero troski zero pozytywnych emocji Masakra!
Kiedyś miałam identyczny dylemat. Rodzina, dziecko ,mąż, żona - to takie piękne słowa, na które się powoływałam tłumacząc swoje tchórzostwo Aż dostałam " młotkiem w głowę" od przyjaciół i postawiłam na jakość życia i mojego i mojej córki. Dziś w oczach córki jestem kobietą godną naśladowania, odważną, zaradną, uśmiechniętą, a nie a nie pustakiem ludzkim, popychadłem, któremu ktoś napluje w twarz, a ja wytłumaczę ,że deszcz pada.

Laura zamknij oczy i wyobraź sobie siebie za 20 lat pozostając w tej patologii............... co kogo widzisz?

5

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Moja rada lauro zostaw tego frajera nie zasluguje na Ciebie to co piszesz to jakis horror. Jak mozna tak traktowac kobiete.Nie kochasz go niemasz nic do stracenia .Powodzenia Ci zycze mysl teraz o dziecku a zycie mozna sobie ulozyc!

6

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Minęły 2 miesiące...
Odważyłam się powiedzieć mężowi, że go nie kocham... Że nic do niego nie czuje, że chcę być sama... Powiedziałam większość rzeczy co mnie bolą itd... Niestety on dalej uważa że powinnam oddzielić grubą kreską to cy było, że on się zmienił, że mam mu dać kolejną szansę... że on sobie nie wyobraża życia beze mnie i dziecka...  A ja co, dałam ostatnią szansę....  Mówię, że to nie ma sensu, że do miłości nie można zmusić, że moją miłość zabił... Mąż twierdzi, że sprawi że go znów pokocham... I mam wrażenie że jest egoistą, bo on chce szansy więc ja mam mu ją dać... a wtedy kiedy ja prosiłam, błagałam, plakałam i on miał to gdzieś... dlaczego ja mam się znów poświecić...

a ja... duszę się, nie mogę patrzeć na niego... Najlepiej jakby się do mnie nie odzywał... a on raz jest miły raz okropny... Dziecko mam wrażenie przy nim jest bardziej nerwowe, ojcu o niczym nie powie, o nic nie poprosi... ale bawią się razem, spędzają czas razem...

Gdzie w tym wszystkim jestem ja... mam się poświęcię dla dobra dziecka... ma mieć nieszczęśliwą matkę co na ojca nie może patrzeć i tego wszystkiego czepia sie o byle g...o? gdzie jestem ja... wiem, że temat pewnie dla większości nudny... niestety dla mnie wielki dylemat i dramat bo nie wiem co zrobić...

wiem jedno, nie kocham męża, nie chce z nim być, nie pokocham bo za bardzo mnie zranił i niestety nie okazuje że żałuje.... i jak w pytaniu, co dalej...

7 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-09-20 20:01:03)

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Odejdź od niego...Musisz działać z chłodną głową i być konsekwentna. Przemyśl wszystko, zrób sobie plan ( sama albo z adwokatem- podział majątku) i trzymaj się tego. Nie słuchaj matek, ciotek które będą was godzić, męża jeżeli będzie zastraszał i wyzywał- nagrywaj, na wszelki wypadek. Zabezpiecz się finansowo i działaj,nie mów za dużo, nie tłumacz się działaj. Mąż jest już zdrowy, nie daj się nabrać na litość. Ty pracujesz, wiele lat utrzymywałaś rodzinę, PORADZISZ sobie, tym bardziej gdy pozbędziesz się pasożyta ze swojego życia. Co do dziecka jest duże prawdopodobieństwo, że przy takim tatusiu, wyrośnie na takiego samego potworka jak on. Zastanów się, ile dasz rady wytrzymać i po co, skoro możesz być szczęśliwa, bo teraz nie jesteś. Teraz Ciebie prawie nie ma, ZMIEŃ TO!!!bo możesz.:)).Powodzenia.

8

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Witaj smile napisz do mnie na maila ok .pzdr.iskierka

9

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Dla mnie Twój problem nie jest nudny- wprost przeciwnie. Bardzo mnie zainyeresoealas i dlatego napisze co nie co.
Widzę że nie masz zbyt wielkich złudzeń co do tego człowieka i chwała bogu że tak jest bo gorzej byłoby gdybyś dalej miała klapki na oczach. Jedyne co Cię powstrzymuje to fakt że dzieci będą wychowywał y się ma co dzień nrx ojca. To dobrze wróży bo za jakiś czas Ty pogonisz z domu pasoxyta.
Z tego faceta to taki materiał na dobrego męża jak x koziej dupy trąba. To pasożyt i bluszcz przyrośnięty do Ciebie i w życiu się go nie pozbędziesz bo skoro Ty sama go nie pogonisz to dam nigdzie też nie polezie. Nieudacznika jego typu mają to do siebie że siedzą tam gdzie im się opłaca i e razie czego taki nawet rozgrzanym pogrxebacxem nie da się odpędzić. Z chamem rozmawia się po chamsku- inaczej on nie xalapie o co ci chodzi a gdy mu ustąpisz wtedy brfxie miał vir za frajera.
Wbijasz się tylko e lata i utrzymujesz bezużytecznego ruchaczola ppospolitusola.
Wycofaj się x tego smutnego i beznadziejnego małżeństwa.

10

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Najgorsze jest to, że on nie dopuszcza w ogóle myśli, że to jego staranie nie przyniesie skutku… myśli, że jak będzie się dobrze zachowywał, robił coś dla mnie co ja lubie to będzie ok… Teraz np stwierdził, że zrobi remont łazienki bo ja kiedyś chciałam – nie słucha że owszem chciałam, ale teraz już nie bo jest jak jest… nieważne, remont będzie…

Stara się ok, ale jak się wkurzy to zaraz wracają chamskie odzywki, np. ostatnio… popsuł się samochód jak jechaliśmy do sklepu… stoimy w tym sklepie a on mi podaje kluczyki i wiecie co – pretensje, że nie taką minę będę miałam. Mówie, że co, miałam klęknąć że mi kluczyki daje a on „nigdy nie klękałaś” (nawiązanie do seksu oralnego)… i się zaraz człowiekowi przykro robi i myśli na ch*j ja się męczę…

Ale chyba nie mam siły jeszcze podjąć tej ostatecznej decyzji… chyba mi zwyczajne go żal, bo się chłopak jakos tam stara… Nie wiem naprawdę, nie chcę z nim być, nie chcę, żeby mnie dotykał i w ogóle żeby kiedykolwiek z nim znów seks uprawiać… ehhh najlepiej jakby sam odszedł ale na to nie mam co liczyć… Mówię mu „nie kocham Cie” a on „ale pokochasz, za pół roku zobaczysz”… I on jest przekonany że tak będzie, nieważne są moje uczucia – on sobie nie wyobraża życia beze mnie i dziecka – więc mam z nim żyć… mówi że można dawać i tysiąc szans… tylko żeby pomyślał o mnie sad

Dziękuję za rady i odzew... zawsze chłodne spojrzenie pomaga bo ja inaczej jednak na to wszystko patrze...

11

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Lauro, skoro zdecydowałaś się dać "szansę" to ją daj. Z przekonaniem. Zrób wszystko, żeby również z Twojej strony była chęć poprawy waszego związku.
A jeśli już podjęłaś decyzję o rozstaniu - to się rozstańcie. To co teraz robicie to chyba najgorsze ze wszystkich wyjść.

12

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Lauro, odnoszę wrażenie, że wiesz czego chcesz, ciągle wracasz do tematu rozstania. Zastanów się nad argumentami przeciw rozstaniu, na które się tu powołujesz.
Dobro dziecka. Jak myślisz, co powie Ci dziecko za 10-15 lat? Podziękuje, że zostałaś, czy będzie miało żal? Czy będzie potrafiło zbudować prawdziwy, kochający się związek w przyszłości? Czy otrzymuje od Was właściwy przykład?
On się stara. Czy rzeczywiście jest to staranie się, które daje Ci powód do pozostania? Czy widzisz realną szansę na zbudowanie z nim związku, takiego, o jakim marzysz? Czy będziesz z nim szczęśliwa, gdy dziecko opuści już dom?

Z tego, co napisałaś o sobie wnioskuję, że jesteś silną, zaradną kobietą. Zadbałaś o swoje wykształcenie, karierę, walczyłaś o swoją zagrożoną ciążę. I wszystko praktycznie sama, bez wsparcia ze strony męża. Twoje zasoby pozwalają mi na przekonanie, że poradzisz sobie bez względu na to, jaką drogę wybierzesz.

W tym wszystkim brakuje mi tylko szacunku do samej siebie. Może się mylę. Pamiętaj tyko, że jeśli Ty sama siebie nie będziesz szanować, inni też tego nie będą robić. A Twoje dziecko weźmie przykład z Ciebie.

13

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Wiecie co jest najgorsze... On mnie naprawdę skrzywdził - tym że nie chciał pracować, że kazał mi żebrać o seks, w zagrożonej ciąży wysyłać ze szpitala zdjęcia cycków, swoim chamstwem, agresywnym zachowaniem... Mogłabym wymieniać i wymieniać... Wiem, że nie chce z nim być bo po tym wszystkim jakbym miała z nim uprawiać seks (zaraz by mi sie wszystko przypominało)... Nie jest w stanie tak wszystkiego naprawić żebym wybaczyła bo za długo to trwało i za bardzo mnie dotknęło...
Ale... Mimo wszystko nie wiem czemu jest mi go żal... bo sie stara, nieudolnie ale jednak... Tylko ja juz nie umiem od siebie dać więcej...

Iza Nowalska - szacunek do samej siebie... chyba dawno straciłam i na nowo wszystko buduje... niestety ale tak jest...

vinnga - wiem, dla mnie ten stan to jakaś masakra... owszem zgodziłam sie na kolejna szanę, ale niestety... ja z siebie wiecej dać nie umiem... za głęboko wszystko siedzi...

Nie wiem, ale mam wrażenie że to wszystko mnie zaczyna przerastać...

14

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

powiedzcie, czy człowiek może sie zmienić o 180 stopni - chodzi mi o mojego męża... On sie zarzeka, że się zmienił ale ja mu zwyczajnie nie wierze...  nie widzę, żeby żałował tego jak mnie traktował, mam wrażenie że tylko udaje...

15

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Z tego co opisałas ja wnioskuje że twój mąż to przemocowy cham i zdaje się że jedynym jego komikiem jest się ruchac, na dodatek to len i pasożyt.
Pytasz czy on się zmieni bo on tak ci deklaruje.
Zrobisz co że chcesz bo to twoje życie, ale raczej wynik sobie z głowy to że on się zmieni. I co to w ogóle za badanie że ktoś się ma zmienić? Człowiek ma jakąś tam określoną naturę charakter więc co ma się w nim niby zmieniać?
On nie dostał jeszcze porządnie w łeb od życia i od Ciebie, że ja xapewniam Cię, że temu człowiekowi daleko jest do zmiany. No mówiąc lopatologicznie- on jeszcze nie powstał się w gacie że strachu że Cię straci, sieć nie ma mowy, żeby on miał jakąś mocną i potwierdzona w dłuższym odcinku czasu chęci zmiany.
Nie kochasz go nie powazasz ( trudno ci się dziwić że tak jest) to po co chcesz trzymać to małżeństwo i wbijać się w lata? Za rok dwa i tak będziesz żałowała tego że z nim zostalas. Czy urodziła s się po to by holować jakiegoś nieudacznika?

16

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

czytam twój watek i czasem przypominam sobie mojego męża który miał również chamskie odzywki do tego alkohol...jego wizyta na dołku stracenie prawa jazdy ..szarpanie..moje leczenie ....dzieci wszystko czuły i słyszały to jest najgorsze swojej historii nie będe opisywać bo wcześniej już pisałam ..u mnie skończyło się kolejnym kopem dla mnie moralnym  ( mąż mi wmawiał ze się puszczam ze go zdradzam nigdy nie wchodziłam na portale aż pewnego dnia  zaczęłam flirtować z jednym kolesiem  przez neta teraz mowie flirt bo wpierw szukałam przyjaciela do pogadania ale te wszystkie rozmówki z innymi zawsze kończą się zdradą czy fizyczną czy emocjonalną drugiej osoby..wszystko prysnęło gdy się opamiętałam zaczęłam myśleć o jego żonie o moich dzieciach ..doznałam szoku,  zauważyłam że to zwykły kolejny facet który nie szuka przyjaźni . dodam że nie o sex mi chodzi bo to mi przez myśl nie przeszło ale same czułe słowa ...ogarnęłam się i plułam sobie w twarz jak mogłam mówić komuś czułe słowa a nie używałam ich w domu  dało mi to dużo do myślenia .. wyznałam mężowi co czułam i że flirtowałam bolało nas oboje ...zastanawiam się czy ty na prawdę z mężem nie kochacie się czy po prostu nie rozmawiacie ..ja dodam że z moim mężem sami zabłądziliśmy po paru latach męki i walki z alkoholem odsunęliśmy się   .po tym wszystkim zaczęliśmy się oboje starać on co prawda nie poszedł się leczyć ale zmienił sie ..dużo poświęcamy sobie czasu, patrzymy na nasze dzieci które nie boją się już czy tata jak wypije  będzie krzyczeć na mamę czy kolejny raz bedę z nimi znikać na cały dzień kiedy mąż spał cały dzień po kolejnej libacji..powiem tak postaw się postaw warunki w waszym związku ..niech się zastanowi czy mu zależy na TObie na Was, (mówię to ku przestrodze bo ja trochę za późno to zrobiłam i sama musiałam zboczyć z toru żeby to zrozumieć  ..przez co do końca życia pozostaną mi wyrzuty i wstręt pewnego rodzaju do siebie)nie puszczaj słów na wiatr jak mówisz "odejdę "jeśli on nie wykaże jakieś inicjatywy to" odejdź"niech poczuje co może stracić i nie mów że go nie Kochasz bo Kochałaś jak braliście ślub a że teraz jest źle to wina pewnie z obu stron najpierw postarajcie się dogadać czy warto niszczyć to co razem stworzyliście..uważam że jeśli jest co ratować to się powinno oczywiście jeśli będzie przy tym szacunek ..bo nikt nie ma prawa bluzgać na ciebie za nic...u mnie skończyły się wyzwiska i to była jedn z przyczyn która zaczęła coś zmieniać..a jak nie umie to niech lepiej się  nie odzywa..odnośnie dzieci co gorsza  są to  najlepsze łykacze takiego zasobu słownicta....

17

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Czytałam na jakimś męskim blogu, że mężczyźni rzadko się zmieniają. Zmieniają się, gdy chcą osiągnąć jakiś cel np. zdobyć kobietę. Często młode żony skarżą się,że mąż zmienił się po ślubie, wcześniej taki nie był. Otóż właśnie był a zmienił się na czas ,, trwania godów'':(. Inny przypadek, to traumatyczne przeżycie, gdy mężczyzna sam chce i potrzebuje zmian. Moim zdaniem Twój mąż musiałby chcieć się zmienić i okazywać to na każdym kroku. Wydaje mi się, że wiek też ma znaczenie, starszego trudniej przekonać:). Obserwuj go, testuj nie masz nic do stracenia.

18

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Czy Twój mąż mógł się zmienić o 180 stopni? Każdy z nas, mężczyzna czy kobieta, ma szansę zmienić swoje życie, zmienić siebie (nie zgodzę się, że człowiek ma raz z góry daną naturę, z którą nic nie może zrobić), ale zazwyczaj potrzebny jest naprawdę dobry motywator. Jeśli masz wątpliwości, do jego deklaracji o zmianie, to podejrzewam, że tej zmiany nie widzisz. I tak pewnie jest, że to tylko sposób na zatrzymanie Ciebie.
Podejrzewam, że całkiem nieźle znasz swojego męża, co według Ciebie mogłoby być takim silnym motywatorem do zmian w jego życiu? Czy uważasz, że jest on w stanie podjąć trud zmiany?

19

Odp: Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Witam serdecznie:) Co Ci doradzę dziewczyno,Twój mąż to: mamisynek,śmierdzący leń,życiowy nieudacznik i kompletnie niedojrzały ostatni cham.Zrobił z Ciebie (za twoim przyzwoleniem - "różowe okulary) seksualną niewolnicę,w dodatku przez wiele lat utrzymywał się z Twoich pieniędzy,o obelgach,poniżaniu itd.nie wspomnę.Nie będę Cię "op..." za to,że dałaś się w to wciągnąć,za bardzo mi Cię żal.
Co masz zrobić,nie wierz w żadne jego zmiany,obietnice itp. - to NIEPRAWDA.Wyrzuciłaś go raz z domu,dotarło do niego,że może stracić swój "raj",i gdzie on teraz drugą taką głupią znajdzie.on zrobi WSZYSTKO żeby dalej żyć tak jak żył - NA TWÓJ KOSZT.Odejdź od niego,pogadaj z prawnikiem (wszystko ładnie razem uzgodnicie),potem z psychologiem (pomoże,oj,pomoże),i nie martw się o dziecko.Jeżeli ojcu zależy na dziecku,to będzie je odwiedzał (sam tak robię,jak często mogę,bo kocham syna strasznie) tak często jak będzie mógł,i jeżeli mu to umożliwisz,to chłopak nie odczuje,że ojciec nie mieszka razem z matką.I żyj w końcu będąc wolna,zobaczysz co to za wspaniałe uczucie.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Na rozdrożu - nie wiem co dalej...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024