Witam.
musze się wygadać bo czuję, że sama się z tym uduszę...
jestem z moim mężem łącznie 13 lat, 5 małżeństwem... ja, na samym początku zakochana, nie widziałam w ogóle jego wad... nie pracował, utrzymywała go mama, nie chciał się dalej kształcić,całymi dniami w domu przed kompem... ja poszłam na studia, znalazłam pracę,chciałam coś w życiu osiągnąć... zamieszkalismy razem, moja wyplata nie starczala a on nie pracował, pieniądze dawała mu mama... w pracy starałam się, dostałam awans... a mój wtedy chłopak co, siedział w domu dalej... wstawał po 12 - pretensje np ze złe śniadanie zrobiłam albo że dostałam za mała premie od szefa... powiecie jaka głupia ale ja dalej niczego nie widziałam... zaczął być coraz bardziej chamski. Wiecznie coś mu nie pasowało albo z moim strojem albo z seksem... a to ze powjnnam go ogladac codziennir inpytac sie hak sie czuje... próbowałam zmieniać się w tych kwestiach to znów coś nie pasowało i pretensje - a to ze nie noszę dresów, a to ze w nie noszę sukienek albo krótkich spodenek... z seksem i tak było źle, jak próbowałam innych pozycji to nie chciał a potem pretensje... zaszłam w ciążę niestety zagrożona wiec leżenie,dbanie żeby donosic... niestety dla niego było ważniejsze ze nie zaspokajam jego potrzeb seksualnym - co z tego ze ja nie mogłam on mógł więc rób coś żeby mnie zaspokoić... tak samo po porodzie... dla dziecka mało czasu,spanie do 14 bo w nocy siedzial na kompie... coraz bardziej chamchachamski... ze moje cycki beznadziejnie w staniku wygladaja... ze pieniadze kt dostanę powinnam przeznaczyć na rozrywki z nim... odkryłam ze siedzi na sexkamerkach... chciał żebym zrobiła sobie zdjęcia on wklei i założy konto,nie zgodziłam się więc założył fikcyjne... oglądał i chciał żebym tak samonośne zachowywała a w końcu wygarnąl,kiedy nie chciałam się zgodzić,ze jak tak ma wyglądać seks to on nic nie chce do końca życia...piękne różowe okulary spadly... zobaczyłam jak mnie traktował... wyrzuciłam go z domu... ale jest dziecko, a ja nie chcialam zeby mial rozbita rodzine... znalazł prace wiec go przyjęłam... starał się trochę ale 4 miesiące pracy po 11 w domu latach bylo za dużo i nie wiem jak to zrobił ale się zwolnił wmawiają ze się na niego uwzieli i chcą gOn sami zwolnić wiec ich wyprzedził... znów "szukał" pracy... miałam wszystkiego dosyć bo znów wracały chamskie odzywki wiec chciałam go ostatecznie zostawić ale niestety,zachorował... rak... nie miałam serca go dobijać... na szczęście wyzdrowial,znalazł prace i sprawia wrażenie że się stara... ale teraz wmawia mi ze go zdradzam, insynuacje ze gdzieś jeżdżę, że się rumienie jak mówi o jakimś swoim koledze...
a ja wiem jedno... nie kocham go, nie chde z nim być, nie chce z nim żadnego seksu... nic a nic... marzę żeby mnie zostawił ale on dalej jest... jak mowie ze nie wiem co bedzie bo mnie skrzywdził to niby rozumie a za chwile jakby nie było tematu... nie mam odwagi sama odejść... jaki przykład ma dziecko... zero czułości miedzy rodzicami, zaczął się tak chamsko odzywac jak ojciec... matka wiecznie smutna. .. niewiele co mam zrobić... jese wykończona życiem... najgorsze ze sama na to wszystko pozwoliłam...
Nie wiem co dalej... ale czuje ze się duszę tym wszystkim... wiec ze zagmatwane napisałam... jeśli ktoś ma chęć poczytać i doradzić będę wdzięczna...