Witam
jestem z chłopakiem 1,5 roku. Samo nasz 'zejście' się ze sobą było lekko wymuszone, bo całowaliśmy się a na mnie nie zrobiło to wrażenia chciałam to olać i żyć dalej. Ale ten chłopak jest przeuroczy, lecz mamisynek i totalna ciapa. A przyjaci ółka no wiesz zranić takiego że on jest fajny trzeba dać temu szanse i w ogóle. Wszytsko trzeba pokazywać mówić tłumaczyć. Zaznaczam że mamy 22 lata. On kończy studia i są wakacje i siedzi z d. w domu. Jego nieporadność życiowa mnie bardzo denerwuje. Ja nie jestem łatwym człowiekiem szybko się denerwuję i on o tym wie, ale on jest bardzo cierpliwy i przy tym uległy. Rzadko kiedy postawi na swoim, nie wspominając już i jakiejś kłótni czy bronienia swoich racji.
Druga sprawa naszego pożycia jest również pod znakiem zapytania. Jakoś mimo moich chęci nie jest tak jakbym chciała nawet w połowie i nie jestem z tego zadowolona w najmniejszym stopniu.
Rozmawiałam z nim o tym to się popłakał i nic. Sama już jestem rozdrazniona nie wiem co dalej z tym będzie.
Z jednej strony jest naprawdę kochany, a z drugiej nei wyobrażam sobie z nim tak za 10 lat się męczyć bo wchodzi z butami na łózko i za każdym razem zwracać mu uwagę.
Chcę mimo wszytsko dać nam szanse żebśmy spotkali się na gruncie randkowym - bez rodziny, telefonów i łózka.
Zastanawiam się czy to jest może tylko kryzys ale po tak krótkim czasie?
Macie jakieś rady?