Nie wiem jak o tym pisać... moja siostra od 10 lat nie wychodzi z domu (mieszkamy razem), ma zaburzenia nerwicowe, nie lubi ludzi, obwinia wszystkich - bliskich też o swój stan... przeszkadza jej odgłos pralki, radia - potrafi z tego powodu zrobić piekło i zadzwonić na policję, robiliśmy wszystko, żeby jej pomóc, wyrwać z marazmu, proponowaliśmy kolejną szkołę - jest młodą osobą, nowe zainteresowania, pomoc psychologa, zrobiliśmy sobie nawet rachunek sumienia i nic, nic nie działa, żadne pytania jak ci pomóc, co chciałabyś zmienić itp. ona oskarża nas o najgorsze rzeczy i boję się, że któregoś dnia rzeczywiście będziemy odpowiadać, za coś, czego nie zrobiliśmy. Miała problemy w szkole - nie była akceptowana, zakompleksiona, ale nie wiem, dlaczego my mamy za to odpowiadać. Sama nie miałam i nie mam łatwego życia, ale nikogo z tego powodu nie zadręczam. Byłam u psychologa na rozmowie i żeby można było tę sytuację rozwikłać, najlepiej byłoby zacząć terapię rodzinną, siostra się na to nie zgadza - zmieszała mnie z błotem za propozycję pomocy psychologa. Nie mam pojęcia co jeszcze można zrobić, przeraża mnie to, ze czas mija i nic nie można zmienić.
1 2015-07-15 20:01:00 Ostatnio edytowany przez green35 (2015-07-15 20:01:42)
Trudno sobie wyobrazić kogoś kto przez 10 lat nie wychodził z domu. Czy lepiej się czuje gdy ktoś jest w domu, czy jak nikogo nie ma poza nią? Co ona robi przez cały czas? Może siostra czuje się osaczona, każdą radę traktuje jako zamach na jej wolność? Spróbuj po prostu być z nią, zapytaj jak się czuje, co ją boli, czego się obawia, wysłuchaj jeśli się przed Tobą otworzy, wyżali...
Nie wiem jak o tym pisać... moja siostra od 10 lat nie wychodzi z domu (mieszkamy razem), ma zaburzenia nerwicowe, nie lubi ludzi, obwinia wszystkich - bliskich też o swój stan... przeszkadza jej odgłos pralki, radia - potrafi z tego powodu zrobić piekło i zadzwonić na policję, robiliśmy wszystko, żeby jej pomóc, wyrwać z marazmu, proponowaliśmy kolejną szkołę - jest młodą osobą, nowe zainteresowania, pomoc psychologa, zrobiliśmy sobie nawet rachunek sumienia i nic, nic nie działa, żadne pytania jak ci pomóc, co chciałabyś zmienić itp. ona oskarża nas o najgorsze rzeczy i boję się, że któregoś dnia rzeczywiście będziemy odpowiadać, za coś, czego nie zrobiliśmy. Miała problemy w szkole - nie była akceptowana, zakompleksiona, ale nie wiem, dlaczego my mamy za to odpowiadać. Sama nie miałam i nie mam łatwego życia, ale nikogo z tego powodu nie zadręczam. Byłam u psychologa na rozmowie i żeby można było tę sytuację rozwikłać, najlepiej byłoby zacząć terapię rodzinną, siostra się na to nie zgadza - zmieszała mnie z błotem za propozycję pomocy psychologa. Nie mam pojęcia co jeszcze można zrobić, przeraża mnie to, ze czas mija i nic nie można zmienić.
Jeżeli siostra się nie zgadza na terapie i na rozmowy z Wami to może jakaś terapia szokowa?Wiesz, jak się będziecie cackac jak z jajkiem, to nic się nie wskóra. Ona musi sama chcieć tej zmiany.
Jeśli ona 10 lat z domu nie wychodzi, to z czego ma pieniądze na życie?I może nie ma zaburzeń nerwicowych tylko jakiąś inną chorobę, a wteduy to zupełnie inna sprawa.
Kto stwierdził te zaburzenie i kiedy?
Jeśli jest tak jak piszesz to nie są to zwykłe fochy ale coś poważniejszego. Wybierz się do psychiatry, spisz wszystkie jej dziwne zachowania, może to pozwoli lekarzowi postawić jakąś wstępną diagnozę i pokierować Cię jak jej można pomóc. Ale psychiatra, nie psycholog.
5 2015-07-16 21:16:29 Ostatnio edytowany przez green35 (2015-07-16 21:22:03)
Trudno sobie wyobrazić kogoś kto przez 10 lat nie wychodził z domu. Czy lepiej się czuje gdy ktoś jest w domu, czy jak nikogo nie ma poza nią? Co ona robi przez cały czas? Może siostra czuje się osaczona, każdą radę traktuje jako zamach na jej wolność? Spróbuj po prostu być z nią, zapytaj jak się czuje, co ją boli, czego się obawia, wysłuchaj jeśli się przed Tobą otworzy, wyżali...
Sytuacja jest taka, że nie mogę nawet zapytać o cokolwiek... siostra twierdzi, że zniszczyliśmy jej życie, ja, rodzice, sąsiedzi, jest jeszcze jeden problem, moja mama w imię świętego spokoju skutecznie blokuje wszystkie możliwe rozwiązania, które pozwoliłyby na wyrwanie siostry z tego marazmu, bo kiedy próbuję ją do czegoś przekonać, reaguje agresją. Nie wiem, co będzie jak moi rodzice zestarzeją się, ja nie jestem w stanie siostrze pomóc, pracuję, ale nie zarabiam aż tyle, żeby ją utrzymać, leczyć itp. Nie mam pojęcia też, kto zaopiekuje się moimi rodzicami. Wydaje mi się, że powinnam wyjechać i zostawić wszystko nie oglądając się za siebie, wiem jednak, że jak wyjadę i mi się nie niepowiedzie, stracę pracę, zachoruję itp., to nie będę miała wstępu do rodzinnego domu. Dzięki mimo wszystko za rady, pani psycholog, u której byłam powiedziała mi, że "mam wytrzymać i się nie poddawać, bo ludzie mają jeszcze gorzej" doradzała terapię, mediatora lub asystenta rodziny, ale jak pisałam moja rodzina nie chce o tym słyszeć. Miłego wieczoru!
6 2015-07-16 23:09:40 Ostatnio edytowany przez Rumpelstiltskin (2015-07-16 23:10:27)
takiwiatr napisał/a:Trudno sobie wyobrazić kogoś kto przez 10 lat nie wychodził z domu. Czy lepiej się czuje gdy ktoś jest w domu, czy jak nikogo nie ma poza nią? Co ona robi przez cały czas? Może siostra czuje się osaczona, każdą radę traktuje jako zamach na jej wolność? Spróbuj po prostu być z nią, zapytaj jak się czuje, co ją boli, czego się obawia, wysłuchaj jeśli się przed Tobą otworzy, wyżali...
Sytuacja jest taka, że nie mogę nawet zapytać o cokolwiek... siostra twierdzi, że zniszczyliśmy jej życie, ja, rodzice, sąsiedzi, jest jeszcze jeden problem, moja mama w imię świętego spokoju skutecznie blokuje wszystkie możliwe rozwiązania, które pozwoliłyby na wyrwanie siostry z tego marazmu, bo kiedy próbuję ją do czegoś przekonać, reaguje agresją. Nie wiem, co będzie jak moi rodzice zestarzeją się, ja nie jestem w stanie siostrze pomóc, pracuję, ale nie zarabiam aż tyle, żeby ją utrzymać, leczyć itp. Nie mam pojęcia też, kto zaopiekuje się moimi rodzicami. Wydaje mi się, że powinnam wyjechać i zostawić wszystko nie oglądając się za siebie, wiem jednak, że jak wyjadę i mi się nie niepowiedzie, stracę pracę, zachoruję itp., to nie będę miała wstępu do rodzinnego domu. Dzięki mimo wszystko za rady, pani psycholog, u której byłam powiedziała mi, że "mam wytrzymać i się nie poddawać, bo ludzie mają jeszcze gorzej" doradzała terapię, mediatora lub asystenta rodziny, ale jak pisałam moja rodzina nie chce o tym słyszeć. Miłego wieczoru!
Problem jest bardziej złożony niż się wydaje.
Rodzice wychowali Was w lęku przed światem. Z pewnością robili to podświadomie, bojąc się że obie wyfruniecie z gniazda zostawiając ich samych. Skutkiem jest twój brak pewności siebie oraz agorafobia waz z zaburzeniami współistniejącymi objawia się agresją, lękiem, drażliwością. Prawdopodobnie nie są to już tylko zaburzenia psychiczne ale psychosomatyczne, wymagające kompleksowego podejścia.
Wszyscy musielibyście poznać problem od podstaw i powoli odkręcać całą sytuację. Oczywiście zdaję sobie sprawę że łatwo się mówi, gorzej z realizacją.
to co zdarzyło się Wam nie jest rzadkością. Większość nie uświadamia sobie przyczyn takiego stanu rzeczy, a podstawową sprawą jest uświadomienie sobie przyczyn. Jest to proces długi i często bolesny dla wszystkich biorących w tym udział, ale warto to zrobić. Nie należy się zniechęcać. Nic nie przyjdzie łatwo bo i sytuacja jest bardzo trudna.
Zastanawia mnie, czemu matka nie zgadza się na leczenie własnego dziecka... To dość dziwne. Może sama ma jakieś zaburzenia? To brzmi strasznie, wiem, ale może ma coś, do czego się nie przyznaje. Pewien rodzaj lęku. Nie ma łatwego wyjścia z tej sytuacji. Trzeba Twoją mamę wysłać do psychologa. Z nią też jest coś nie tak.
Co do samej siostry, to nie jest nerwica. Podałaś mało objawów, ale bardziej pasuje zaburzenie pokroju schizofrenii. Brat mojej kobiety ma dosłownie podobne objawy, poza tym, że czasem mu się polepsza stan. Ogólnie wraca do Polski, zamyka się w pokoju, krzyczy, że dźwięki mu przeszkadzają, często wyżywa się na matce. Podejrzenie było, że to schizofrenia, ale moim zdaniem pasuje CHAD [choroba dwubiegunowa].
Zastanawia mnie, czemu matka nie zgadza się na leczenie własnego dziecka... To dość dziwne. Może sama ma jakieś zaburzenia? To brzmi strasznie, wiem, ale może ma coś, do czego się nie przyznaje. Pewien rodzaj lęku. Nie ma łatwego wyjścia z tej sytuacji. Trzeba Twoją mamę wysłać do psychologa. Z nią też jest coś nie tak.
Co do samej siostry, to nie jest nerwica. Podałaś mało objawów, ale bardziej pasuje zaburzenie pokroju schizofrenii. Brat mojej kobiety ma dosłownie podobne objawy, poza tym, że czasem mu się polepsza stan. Ogólnie wraca do Polski, zamyka się w pokoju, krzyczy, że dźwięki mu przeszkadzają, często wyżywa się na matce. Podejrzenie było, że to schizofrenia, ale moim zdaniem pasuje CHAD [choroba dwubiegunowa].
Wcześniej Ci tego nie napisałam ale mam podobne podejrzenie.
Dlatego postaraj się pójść do tego psychiatry i opowiedzieć ze szczegółami o zachowaniu siostry..
Podobno są leki w kroplach, które można podać takiej osobie aby złagodzić objawy "trudnego" zachowania aby chciała w ogóle rozmawiać i samodzielnie poddać się leczeniu. Lekarz psychiatra może je przepisać.
(...)
moja mama w imię świętego spokoju skutecznie blokuje wszystkie możliwe rozwiązania, które pozwoliłyby na wyrwanie siostry z tego marazmu(...)
I to jest przyczyna: Twoja matka, której taka sytuacja odpowiada. To, że narzeka i twierdzi co innego, kłóci się z wieloletnim zachowaniem i wobec siostry, i wobec Ciebie. Twoje problemy są mniejszymi niż siostry, ale sama napisałaś, że:
(...) mam spore problemy z byciem pewną siebie, jestem już dość stara 35 lat - ale ciągle mam takie stany, które zdarzają się nieporadnym, zakompleksionym na punkcie swojego wyglądu nastolatkom, są dni, gdy czuję się świetnie i pewnie, a czasem bywa tak, że mam ochotę się ukryć, bo wydaję się, że wszystkim przeszkadzam... (...)
Możliwym sposobem polepszenia relacji rodzinnej jest terapia. To, że siostra nie chce w niej uczestniczyć nie oznacza, że wszystkie pozostałe osoby muszą z niej zrezygnować. Sprzeciw siostry jest pretekstem dla... mamy, która nie chce panującego układu zmieniać. Dlaczego nie chce? Taki jest jej znany, wie, jak w nim się poruszać, boi się zmian, które nastąpiłyby gdyby rozpoczęła pracę nad sobą.
Sory za offtop,ale muszę jakoś zagadać do Rumpelka - mój drogi uświadomiłeś mi sedno sprawy - moi rodzice też wychowali mnie w lęku przed swiatem,stąd te wszystkie moje problemy.A ja przekazałam to dzieciom!!Jak mogę się z tobą skontaktować poza forum?
Może to nie jest nerwica? Coś mi tu nie pasuje. Trzeba by lekarza popytać i on doradzi. My sobie możemy tu gdybac.
Nie znam się na psychiatrii, ale niestety mam bolesna doświadczenia własne związane z nerwicą, depresją, agorafobią. W czasie nasilenia miałam bardzo podobne objawy, drażniły mnie niesamowicie wszelkie dźwięki,tego nie dawało się wręcz wytrzymać,również zbyt jaskrawe ( w mojej chorej ocenie ) światło było ciężkie do zniesienia.Moim zdaniem cała rodzina powinna przejść fachową psychoterapię.Siostra zarzuca wam, że zmarnowaliście jej życie ( ty jesteś najmniej temu winna ) i trochę to prawda - postawa matki.Ona chce się z tego uwolnić, bo naprawdę takie życie to jedno wielkie cierpienie i zamknięte koło.Moja rada - udaj się do psychiatry i omów tę sytuację.W takich przypadkach lekarze mogą przyjść na wizytę domową.Niestety spróbuj znaleźć dobrego psychiatrę w swoim mieście, z polecenia czy choćby z opinii w internecie . Warto ratować siostrę, warto ratować siebie.Ja zmuszałam się do funkcjonowania, na siłę wychodziłam z domu, choć miałam potworne zawroty głowy, palpitacje serca, odruchy wymiotne, lęki, omdlenia i co tylko kto chce ( tak to wygląda, więc trudno się dziwić, że siostra woli już siedzieć w zamknięciu), trudno było mi ocenić odległość od samochodu na przejściach dla pieszych,więc kilkakrotnie cudem uniknęłam wypadku,hałas uliczny odczuwa się wielokrotnie bardziej niż w normalnym stanie,przed oczami istny chaos,ciągłe uczucie duszenia i tego, że za chwilę umrzesz, udusisz się, to tak w skrócie, może to ci przybliży co mniej więcej siostra czuje.
Jej potrzebny jest psychiatra albo psycholog.
Pomyślałam też czytając Twój post, że może jej jest tak wygodnie? Obwinia Was wszystkich o wszystko, a Wy zamiast się nie dać, to chodzicie wokoło niej na paluszkach i przepraszacie diabli wiedzą za co. To jest jej życie, jej decyzje, których nie chce podjąć, jej konsekwencje, których ona nie chce zaakceptować, więc obwinia Was dookoła. Tu by się sprawdziła tzw twarda miłość - nie pozwolić się obwiniać, dać jej do zrozumienia, że życie jest jej i to ona ma coś z nim, ze sobą zrobić. Przestańcie się z nią obchodzić jak z jajkiem, nią trzeba solidnie potrząsnąć.
Może Wy, jako rodzina, też potrzebujecie porady psychologa? Jak z nią postępować, może jesteście w jakiś sposób współuzależnieni?
14 2015-07-17 18:06:10 Ostatnio edytowany przez Rumpelstiltskin (2015-07-17 19:17:33)
green35 napisał/a:(...)
moja mama w imię świętego spokoju skutecznie blokuje wszystkie możliwe rozwiązania, które pozwoliłyby na wyrwanie siostry z tego marazmu(...)I to jest przyczyna: Twoja matka, której taka sytuacja odpowiada. To, że narzeka i twierdzi co innego, kłóci się z wieloletnim zachowaniem i wobec siostry, i wobec Ciebie. Twoje problemy są mniejszymi niż siostry, ale sama napisałaś, że:
green35 napisał/a:(...) mam spore problemy z byciem pewną siebie, jestem już dość stara 35 lat - ale ciągle mam takie stany, które zdarzają się nieporadnym, zakompleksionym na punkcie swojego wyglądu nastolatkom, są dni, gdy czuję się świetnie i pewnie, a czasem bywa tak, że mam ochotę się ukryć, bo wydaję się, że wszystkim przeszkadzam... (...)
Możliwym sposobem polepszenia relacji rodzinnej jest terapia. To, że siostra nie chce w niej uczestniczyć nie oznacza, że wszystkie pozostałe osoby muszą z niej zrezygnować. Sprzeciw siostry jest pretekstem dla... mamy, która nie chce panującego układu zmieniać. Dlaczego nie chce? Taki jest jej znany, wie, jak w nim się poruszać, boi się zmian, które nastąpiłyby gdyby rozpoczęła pracę nad sobą.
Bardzo trafna ocena sytuacji, wynikającą z wnikliwej analizy.
Nie każdy lubi kiedy się analizuje jego sytuację ale Green nie powinna mieć o to pretensji.
Choć sytuacja jest bardzo skomplikowana to twój post swiadczy o tym że patrząc z boku na to wszystko, można dojść wszystkich przyczyn.
Należy zacząć od tego jaką rolę pełnią postaci w tym dramacie. Siostrze Green pozwalano na wiele, ale tylko w ramach, które dawały poczucie swobody i bezpieczeństwa. Nie była uczona samodzielności, podejmowania decyzji. Była wywychowywana na tą, która ma zostać w domu z rodzicami.
Z tego co można do tej pory wyczytać wychodzi na to że jest to głównie udziałem matki. Gwoli wyjaśnienia dodam że być może robiła to instynktownie. To nie musiało być działanie z premedytacją.
Green miała za zadanie otoczyć opieką siostrę. Istna sielanka. Gdyby nie fakt że u siostry Green dał znać zew natury. Poczuła że chce czegoś wiecej niż ta rola jaką jej wyznaczono, jednak zdała sobie sprawę że nie nauczono jej tego co potrzebne kiedy wyfruwa się z gniazda i chce żyć samodzielnie lub w zwiazku z mężczyzną.
Uświadamiając to sobie znienawidziła tych, którzy jej ten los w mniej lub bardziej swiadomy sposób zgotowali.
To oczywiście tylko ogólny zarys tego bardzo złożonego tematu. Nie mam czasu na rozpisywanie się na ten temat, ale jeśli Green będzie temat kontynuować, to można rozwinąć poszczególne kwestie.
Zaznaczam że cała sytuacja kwalifikuje całą rodzinę do psychoterapii. Rozmowy na forum mogą pełnić tylko i wyłącznie funkcje pomocnicze.
15 2015-07-17 18:38:36 Ostatnio edytowany przez Rumpelstiltskin (2015-07-17 18:41:04)
Sory za offtop,ale muszę jakoś zagadać do Rumpelka - mój drogi uświadomiłeś mi sedno sprawy - moi rodzice też wychowali mnie w lęku przed swiatem,stąd te wszystkie moje problemy.A ja przekazałam to dzieciom!!
Jak mogę się z tobą skontaktować poza forum?
Zbytdelikatna. To jest klasyczna sztafeta pokoleń. Jeśli szukasz rozgrzeszenia to u mnie go nie znajdziesz bo grzechu nie popelniłaś. Robiłaś to nieświadomie, kierując się przekazywanym z pokolenia na pokolenie scenariuszem rodzicielskim.
Jak się ze mną skontaktować? Kobieto ja sam mam czasem problem żeby złapać ze sobą kontakt hehe ![]()
Jest kilka sposobów żeby się ze mną skontaktować
1) Możesz zadąć w bawoli róg a przybędę czem prędzej.
2) Można się kontaktować za pomocą znaków dymnych lub dźwięków tam-tamów.
3) Telepatycznie.
Myślę jednak że bawoli róg jest najlepszą formą komunikacji z tych wszystkich wymienionych.
Coście się tak co niektóre uparły na indywidualny kontakt ze mną poza forum?
Nie mam czasu odpowiadać każdemu indywidualnie. Od tego jest forum, choć zdaję sobie sprawę że poruszanie na nim spraw bardzo osobistych jest trudne i obarczone pewnym ryzykiem.
Nie mam czasu odpowiadać na rozwlekłe maile. Jeśli już to możesz streścić niektóre problemy w krótkich wiadomościach tekstowych, jeśli nie bedziesz pisać świńskich smsów ze swoimi fantazjami erotycznymi, bo ja nie ukrywam treści wiadomości jakie dostaję przed moją lubą, a mogłaby się wkurzyć. Dostep do mojej skrzynki mailowej też ma więc to jaką drogą docierają do mnie wiadomości jest bez znaczenia. Na smsy łatwiej odpowiadać wiec naści robaczku +48690142790
Byle nie była to trudna do ogarnięcia ilość wiadomości.
Postaram się na nie odpowiedzieć w wolnym czasie.
Obym tego nie żałował.
O rany, aż tel.to ja nie wymagałam
Ale dzięki i lepiej usuń ten nr jak najszybciej, bo ja erotycznych smsów nie mam zamiaru wypisywać, jeśli w ogóle odważę się na jakikolwiek
Ale za inne użytkowniczki ręczyć nie mogę. Co do dzieci to starałam się jak mogłam żeby nie powielać zachowań rodziców, tych, które nieźle podkopały mi psyche, ale masz rację,w inny sposób przekazałam dzieciom lęk
Po uświadomieniu tego ( jeszcze raz dzięki ) stanę na głowie żeby przed tym je chronić i będę się modlić żeby jeszcze nie było za późno ![]()
O rany, aż tel.to ja nie wymagałam
Ale dzięki i lepiej usuń ten nr jak najszybciej, bo ja erotycznych smsów nie mam zamiaru wypisywać, jeśli w ogóle odważę się na jakikolwiek
Ale za inne użytkowniczki ręczyć nie mogę. Co do dzieci to starałam się jak mogłam żeby nie powielać zachowań rodziców, tych, które nieźle podkopały mi psyche, ale masz rację,w inny sposób przekazałam dzieciom lęk
Po uświadomieniu tego ( jeszcze raz dzięki ) stanę na głowie żeby przed tym je chronić i będę się modlić żeby jeszcze nie było za późno
Nigdy nie jest za późno.
Dzięki za wsparcie... jeśli chodzi o moją mamę, to nie wiem, czy wychowała nas w lęku przed światem, ona jest po prostu obojętna na nas, na nasze sprawy, a nie chce rozwiązać problemów z czystego wygodnictwa, moja siostra w pewnym sensie oczekuje od niej i od nas jakiejś pomocy, ale z drugiej strony reaguje tylko agresją, obwinianiem, potępianiem itp. Każdą próbę wyjścia z tego piekiełka podaną w formie delikatnej propozycji mama torpeduje słowami: "zajmij się sobą" itp. i generalnie oskarża mnie o atakowanie je osoby. Ale przy innej okazji wręcz każe mi pomóc" To zrób coś!" i Kółko się zamyka... Mogę powiedzieć, że psychicznie jestem już bardzo wyczerpana... Terapia byłaby najlepszym rozwiązaniem, ale nikt z mojej rodziny nie skorzysta z tej opcji - pisałam już chyba, że to odrzucają i wyśmiewają: "sama idź się lecz", bo jest i fałszywy wstyd, ale i jakaś zgoda na ciągnącą się od 10 lat problemową sytuację i niedostrzeganie, że siedzi się w bagnie, bo winni są ci inni, ale na pewno nie my... to jest najgorsze: ci inni, ale nie my... ukrywam naszą domową sytuację przed znajomymi, dalszą rodziną, która domyśla się wszystkiego, ale nie reaguje, bo nie chce urazić mojej mamy..? bo im wstyd? Co mi zostaje? sama udam się do terapeuty albo psychiatry, nie wiem tylko, czy można tak po prostu pójść do psychiatry i opowiedzieć mu o nie do końca własnym problemie. Piszecie o wizytach domowych, kilka lat temu była u nas policja, ktoś z życzliwych sąsiadów zadzwonił podczas awantury. Rodzina oskarżyła mnie o to, że ja zadzwoniłam na policję... tak więc o żadnych wizytach domowych asystentów rodziny itp. nie ma mowy, nikt ich nie wpuści. To tyle, miłej niedzieli!
Dobry pomysł z ta terapia nawet jeślibyś miała sama chodzić. Z resztą chyba innej rady póki co nie ma skoro reszta rodziny nie chce na nią iść.
Może dowiesz się jak reagować na obwinianie przez siostrę, co mówić. Nie wiem już jak poradzic:/
Moim zdaniem Twoja siostra nie ma nerwicy.
To mi wygląda na coś podchodzącego pod schizofrenię, nie wiem, nie jestem lekarzem.
Wiem jedno, mam nerwicę lękową i nie mam takich zachowań jak Twoja siostra.
Powinniście zacząć od prawidłowego zdiagnozowania siostry. Jeśli ona nie chce iść do specjalisty, spróbuj zamówić wizytę domową.
Moim zdaniem Twoja siostra nie ma nerwicy.
To mi wygląda na coś podchodzącego pod schizofrenię, nie wiem, nie jestem lekarzem.
Wiem jedno, mam nerwicę lękową i nie mam takich zachowań jak Twoja siostra.Powinniście zacząć od prawidłowego zdiagnozowania siostry. Jeśli ona nie chce iść do specjalisty, spróbuj zamówić wizytę domową.
Też mi to do nerwicy nie pasuje. Ale na terapię Autorka może iść bo ta sytuacja domowa przeciez też uderza cały czas w nią.
Cynicznahipo napisał/a:Moim zdaniem Twoja siostra nie ma nerwicy.
To mi wygląda na coś podchodzącego pod schizofrenię, nie wiem, nie jestem lekarzem.
Wiem jedno, mam nerwicę lękową i nie mam takich zachowań jak Twoja siostra.Powinniście zacząć od prawidłowego zdiagnozowania siostry. Jeśli ona nie chce iść do specjalisty, spróbuj zamówić wizytę domową.
Też mi to do nerwicy nie pasuje. Ale na terapię Autorka może iść bo ta sytuacja domowa przeciez też uderza cały czas w nią.
Moim zdaniem warto najpierw zdiagnozować siostrę. Otrzymałaby odpowiednie leki i może sytuacja w domu uległaby znaczącej poprawie i terapia Autorki nie byłaby już konieczna.
rossanka napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:Moim zdaniem Twoja siostra nie ma nerwicy.
To mi wygląda na coś podchodzącego pod schizofrenię, nie wiem, nie jestem lekarzem.
Wiem jedno, mam nerwicę lękową i nie mam takich zachowań jak Twoja siostra.Powinniście zacząć od prawidłowego zdiagnozowania siostry. Jeśli ona nie chce iść do specjalisty, spróbuj zamówić wizytę domową.
Też mi to do nerwicy nie pasuje. Ale na terapię Autorka może iść bo ta sytuacja domowa przeciez też uderza cały czas w nią.
Moim zdaniem warto najpierw zdiagnozować siostrę. Otrzymałaby odpowiednie leki i może sytuacja w domu uległaby znaczącej poprawie i terapia Autorki nie byłaby już konieczna.
Niezupełnie. Jest jeszcze mama, która też "macza palce"w sprawie ![]()
24 2015-07-18 21:50:34 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-07-18 21:51:13)
Cynicznahipo napisał/a:rossanka napisał/a:Też mi to do nerwicy nie pasuje. Ale na terapię Autorka może iść bo ta sytuacja domowa przeciez też uderza cały czas w nią.
Moim zdaniem warto najpierw zdiagnozować siostrę. Otrzymałaby odpowiednie leki i może sytuacja w domu uległaby znaczącej poprawie i terapia Autorki nie byłaby już konieczna.
Niezupełnie. Jest jeszcze mama, która też "macza palce"w sprawie
Mam to tzw. ''stare drzewo'', którego się nie przesadza.
Myślę, że najlepsze wyjście to byłaby wyprowadzka Autorki z domu, ratowanie siebie i doglądanie siostry, i mamy ''z doskoku''.
Może się okazać, że po odcięciu się od źródła problemu rozterki Autorki znikną i terapia nie będzie potrzebna.
nie wiem tylko, czy można tak po prostu pójść do psychiatry i opowiedzieć mu o nie do końca własnym problemie.
Można, a w twoim wypadku nawet trzeba.
Nie potrzebujesz skierowania, nie obowiązuje także rejonizacja więc możesz wybrać takiego, który jest dalej od miejsca w którym mieszkasz.
Może powinnam już skończyć ten temat, ale coś jeszcze dodam: ostatnio było z moją siostrą naprawdę bardzo źle, awanturowała się, dzwoniła na policję, oskarżała mnie, rodziców, sąsiadów itp. ale przez mały moment coś jakby w niej uspokoiło się i chyba zaczęła myśleć w miarę racjonalnie, pierwszy raz od wielu lat... tak jakbym zauważyła coś zdrowego w niej i zaczęłam to wyciągać, tj. podtrzymywać. Tylko chyba znów przystopowało, nie wiem, zobaczę co będzie dalej. Dzięki raz jeszcze za wysłuchanie ![]()