Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 94 ]

Temat: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Czasami jak mam kryzys w zwiazku to po glowie chodza rozne mysli. NIe chce zeby zabrzmialo to infantylnie ale jak odczuwalibysmy samotnosc gdyby np nie bylo potrzeby rozladowania napiecia seksualnego?! Owszem wiem. Samotnosc boli. Kiedys bylem sam przez kilka lat. Nie mozna sie do nikogo odezwac. Jestes sam w 4 scianach. No chyba ze kupisz psa. Jednak to wszystko mozna chyba jeszcze przemnozyc przez brak seksu i frustracje z tym zwiazana?!?!? Wiem ze seks to  nie wszystko. Mozna sobie zorganizowac czas na milion sposobow, ale jednak ten poped i chcica wplywaja na nasz umysl.
Jakie jest wasze zdanie? Czy samotnosc bez potrzeby seksualnej bolalaby tak samo?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Pewnie bolałaby mniej, ale z innego powodu. Seks to niezwykle bliskie spotkanie dwojga ludzi i jeśli samotność ma z tym związek to taki, że brakuje nam tej bliskości bardziej niż przyjemności. Każdy człowiek potrzebuje dotyku i czułości.

3

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Witaj autorze!
Na początku chcę Ci podziękować za założenie świetnego wątku, bo sam miałem pisać taki tyle, że z prośbą o pomoc. Myślę, że mój przypadek odpowie Ci na Twoje pytanie a może przy okazji ktoś mi coś doradzi big_smile.
Mam 22 lata, poznałem w życiu może z 5 dziewczyn, z którymi wiązałem jakieś nadzieje. Nigdy nie doszło do seksu, co automatycznie powoduje, że ląduje do wora z napisem "prawiczek". Sytuacja wygląda tak, że mam ogromne potrzeby seksualne, rozładowanie napięcia poprzez masturbacje nie zawsze pomaga i kończy się na kilku razach dziennie. O seksie mógłbym rozmawiać godzinami i ani trochę mi się to nie nudzi. Rozmawiać na poziomie oczywiście, nie robiłem tego i jestem ciekaw pewnych spraw no i mam swoje fantazje, o których uwielbiam sie dzielić, czywiście  gdy dziewczyna chce o tym pisać. Lubię gdy druga osoba również opowiada mi o swoich doświadczeniach czy wyobrażeniach. Nie miałem dziewczyny, bo jestem zbyt dobry. Potrafilbym zaglaskać kota. Mam chore podejście, za każdym razem gdy się spotykam z kimś to chce by ta dziewczyna czuła się jak prawdziwa dama. Zgubne podejście i teraz właśnie zbieram owoce. Nie potrafię przestać myśleć o seksie, gdy widzę atrakcyjne dziewczyny na ulicy (jeszcze w leginsach big_smile) to automatycznie załącza mi się tryb ostrego pożądania. Myślałem nie raz o skorzystaniu z usług odpowiednich pań ale ciągle ta myśl, że mogę żałować pierwszego razu z kimś kto zapomni moje imię po wyjściu z mieszkania. Nie marzy mi się seksu przy świecach, w łóżku z różami (ah ten głupi romantyk...). Chciałbym tylko to zrobić z osobą, która znam i choć trochę ufam, z którą mógłbym porozmawiać o moim kalectwie (prawictwie) i która poważnie do tego podejdzie. Niestety laski wyczuwają we mnie chorego desperata który za wszelką cenę chce mieć dziewczynę. A dzisiaj? Oczywiście jestem sam, nikogo na horyzoncie, a potrzeba jest taka, że czasem nie potrafię myśleć o niczym innym i jak z natury jestem gadatliwy tak w takich chwilach jestem zupełnie wyciszony. Szczerze mowiac nie życzę nikomu takiego uczucia. Myślę że samotność, brak czułości, dotyku i możliwości zaspokojenia potrzeb to jedna z najgorszych rzeczy jaka może spotkać wrażliwego człowieka.

4

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Ja jestem sama...od baaardzo dawna...
Z mojego punktu widzenia:

Moge sie z kims umowic na seks...ale i tak wroce do pustego domu. Rozladowanie napiecia, a samotnosc to dwie rozne rzeczy.
Samotnosc mozna uleczyc bliskoscia, zaufaniem, obecnoscia.
A o to trudniej, niz o seks.

5

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Tak jakby ktoś założył ten wątek również dla mnie...
Myślę, że autor ma w swoim założeniu sporo racji.
Brak seksu i bliskości fizycznej bardzo mocno potęguje ogólne uczucie samotności.
U mnie 3 rok mija w samotności, jestem raczej takim typem faceta, że dość ciężko mi zagadać do kobiety, a na jedną noc wyrywać też nie umiem. Masturbacja niby pomagała na początku, ale im dalej w las tym gorzej. Na dzień dzisiejszy po każdym "samozadowoleniu" jest mi źle i tylko potęguje to frustrację. Brak kobiecego ciała zaczyna powodować, że zastanawiam się nad burdelem.
Przyznam bez bicia. Nie umiem, nie potrafię z taką łatwością jak inni poznawać kobiet, z którymi mogłoby mnie połączyć coś więcej.
To już ponad moje siły i z dnia na dzień staję się co raz większym kłębkiem frustracji.

Zatem tak, uważam, że brak seksu bardzo mocno potęguje efekty samotności.

6

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

No, to zawsze pozostaje opcja platnego seksu- jako leku na samotnosc....

7

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

No tak, ale też myślę, że na dłuższą metę zadziałałoby jak masturbacja. Na początku byłoby fajnie, bo nowy, silny bodziec, a z czasem złość, że to jednak nie to...
W każdym bądź razie, ostatnio doświadczam tego uczucia bardzo mocno, także własnym przykładem mogę potwierdzić, że związek pomiędzy brakiem seksu, a ogółem samotności jak najbardziej istnieje. I faktycznie, gdyby nie potrzeba seksu to samotność człowiek przeżywałby przynajmniej o połowę łagodniej... nadal źle, ale odchodzi jeden spory problem, więc zawsze to lżej.
Bo myślę, że sedno problemu leży właśnie w tym, że w samotności wszystko można sobie zrekompensować oprócz seksu i bliskości. Można sobie czas tak zorganizować, poświęcić się pracy, pasji etc i jakoś człowiek przez te samotność brnie... ale seksu tudzież bliskości fizycznej (intymnej) sobie sam nie zrekompensuje. Niektórzy mają zdolność wyrywania panien na jedną noc, więc ten seks sobie jakoś tam jednak rekompensują, no ale znowu nie każdy tak umie i chce.

8 Ostatnio edytowany przez BantrothThane (2015-07-17 22:49:47)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Dla kogoś, kto myśli genitaliami, na 100% brak seksu potęguje coś. Czy akurat samotność? Chyba bym polemizował.
Mam wrażenie, że każdy, kto rozważa wizytę w burdelu, zaraz po takiej akcji szybko by się przekonał, że nie tędy droga. Endar Spire, piszesz, że masturbacja na początku Ci pomagała, a teraz pogarsza sprawę. Nie sądzisz, że tak samo byłoby, gdybyś chodził do agencji? Na początku super, a potem by do Ciebie dotarło, że to tylko żałosne zapychanie luki, we własnym życiu. /Edit/ W sumie sam to zaznaczyłeś w kolejnym poście.

Podpisuję się, pod tym, co napisały Ewa.Myślewska i oldorando. To jest sedno samotności i jej powiązania z seksem.

9

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Mozna uciekac w prace, rekompensowac na rozne sposoby......do czasu...
U mnie ten czas, to 10 lat. Potem kompensowanie nie wystarcza...
A dla seksu, nie chce mi sie z domu wyjsc.....

10

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Powiem tak:
Nie chce mi sie " geby otwierac" do kogos, kogo goowno obchodze...
( kolokwialnie mowiac)

Znalam facetow tak samotnych, ze wysylali mi codziennie smsy, z relacja co robili danego dnia...
Ja na te smsy nigdy nie odpisywalam. Nie znalam ich osobiscie....
To jest samotnosc....

Mozna do kogos zagadac, mozna napisac, mozna sie " rozladowac", ale wciaz masz swiadomosc, ze nikogo tak na prawde nie interesujesz.
Mozesz mu cos o sobie powiedziec, ale po co? Co go to obchodzi?

Jesli wystarcza ci, ze zaplacisz komus, zeby przez godzinke poudawal, ze cie lubi- to pozazdroscic....

11

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Czytaj uważniej tongue
Napisałem przecież, że choć czasem po głowie mi to chodzi (kiedy napięcie seksualne jest w swoim apogeum), ale generalnie jestem ku temu przeciwny i raczej niewielkie są szanse, że kiedykolwiek z takiej opcji skorzystam.

Wskazuję jedynie na słuszność tezy postawionej przez autora. Może nie do końca każdy umie to przed sobą przyznać, czy może po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, że to właśnie popęd seksualny potęguje samotność. Przecież po to się wiążemy z ludźmi płci przeciwnej. Gdyby kryterium była tylko więź emocjonalna to płeć ani atrakcyjność fizyczna nie miałaby żadnego znaczenia. Zatem dlaczego to właśnie ludzie obiektywnie nieatrakcyjni najczęściej cierpią na samotność? Widocznie ma to znaczenie, wiążemy się z ludźmi którzy są dla nas atrakcyjni seksualnie i to niemal główne kryterium doboru partnera. Hipokryzją byłoby twierdzić, że jest inaczej.

Zatem samotność jest potęgowana poprzez brak fizycznej bliskości. Myślę też, że tylko osoby o bardzo niskim libido, albo całkowicie aseksualne mogą twierdzić inaczej.

12

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

To, ja istotnie, nie rozumiem...

Jesli seks z prostytutka zmniejszylby poczucie samotnosci, to czemu wzbraniasz sie, zeby skorzystac?

13

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
oldorando napisał/a:

To, ja istotnie, nie rozumiem...

Jesli seks z prostytutka zmniejszylby poczucie samotnosci, to czemu wzbraniasz sie, zeby skorzystac?

Znowu się powtórzę. Czasowo pewnie tak, podobnie jak masturbacja na początku pomagała i seks z prostytutką pewnie dałby CHWILOWĄ ulgę, raz, drugi, trzeci... do któregoś tam razu pewnie byłoby "spoko", no ale podobnie jak masturbacja z czasem przestałoby to dawać tą samą przyjemność, bo znowu czego innego zaczęłoby w tym brakować... oprócz seksu chodzi też o bliskość fizyczną typu pocałunki, przytulanie, ale takie z dodatkiem uczucia. Nie chodzi mi o seks sam w sobie jako mechaniczną czynność. Tu nie chodzi o odbębnienie "bzykanka", ale właśnie o bliskość taką intymną połączoną z uczuciem.

Już najprościej mówiąc, ma się ochotę na seks, a po nim chciałoby się zasnąć z ukochaną w ramionach. Coś w ten deseń... masło maślane, no ale ktoś rzekł kiedyś, że w miłości nie ma logiki.

14

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Endar Spire napisał/a:
oldorando napisał/a:

To, ja istotnie, nie rozumiem...

Jesli seks z prostytutka zmniejszylby poczucie samotnosci, to czemu wzbraniasz sie, zeby skorzystac?

Znowu się powtórzę. Czasowo pewnie tak, podobnie jak masturbacja na początku pomagała i seks z prostytutką pewnie dałby CHWILOWĄ ulgę, raz, drugi, trzeci... do któregoś tam razu pewnie byłoby "spoko", no ale podobnie jak masturbacja z czasem przestałoby to dawać tą samą przyjemność, bo znowu czego innego zaczęłoby w tym brakować... oprócz seksu chodzi też o bliskość fizyczną typu pocałunki, przytulanie, ale takie z dodatkiem uczucia. Nie chodzi mi o seks sam w sobie jako mechaniczną czynność. Tu nie chodzi o odbębnienie "bzykanka", ale właśnie o bliskość taką intymną połączoną z uczuciem.

Już najprościej mówiąc, ma się ochotę na seks, a po nim chciałoby się zasnąć z ukochaną w ramionach. Coś w ten deseń... masło maślane, no ale ktoś rzekł kiedyś, że w miłości nie ma logiki.

To mozna kupic....

15

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Nie no do końca nie kupisz. Jasne, pocałunek, przytulenie, seks... czas prostytutki można kupić i równie dobrze zamiast seksu, możesz jej powiedzieć "masz tu 5 stów i zrób mi obiad" i oto mamy namiastkę żony robiącej obiad i iluzję domowej atmosfery. No ale przecież nie w tym rzecz. Miłości nie kupisz. Czas prostytutki tak, ale miłości samej w sobie nie. Zarówno tej emocjonalnej jak i fizycznej.
Emocjonalną miłość można zrekompensować sobie dobrym przyjacielem/przyjaciółką i ja np tak sobie to rekompensuje, mam bardzo dobrą kumpelę i emocjonalnie jest mi w miarę dobrze. Ale jestem zdrowym, młodym facetem i najprościej mówiąc czasem mi stanie. I jest uno picolo problemo, bo koleżanka nie chce, nie widzi takiego układu. A potencjalnej dziewczyny na razie, na dzień dzisiejszy na horyzoncie brak i co?

Zatem jeszcze raz. Ja tylko chciałem własnym przykładem potwierdzić tezę autora - nic więcej. Brak seksu potęguje samotność, ale nie jest jedynym powodem, dla którego samotność jest taka jaka jest.
A do burdelu nie chodzę i nie mam zamiaru xD

16

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Czy nie jest tak, że wszystko może potęgować samotność? Każde działanie lub jego brak może mieć przełożenie na to, jak mocno samotność nam doskwiera. Jeżeli jesteśmy w stanie wypełnić czymś lukę, będziemy mniej samotni, jeżeli nie potrafimy, bardziej. Czy brak seksu sprawia, że samotność odczuwamy bardziej? Możliwe. Jednak mam wrażenie, że wyraźniej działałby brak zainteresowań, hobby, celu w życiu...

17

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Ja mam 21lat i całe życie jestem sam i już pogodziłem się z tym że resztę życia również będę musiał spędzić samotnie.
Owszem samotność to przede wszystkim brak seksu, dla tego seksu duża część facetów w ogóle poznaje drugie połówki, liczy się atrakcyjność a osoby które są jej pozbawieni są najczęściej samotni, przy czym ja zauważyłem że dużo więcej jest samotnych facetów, przynajmniej po moich obserwacjach.
Jakie jest dobre rozwiązanie dla ludzi takich jak ja?
Albo wspomniane agencje albo dziewczyny na jedną noc, z doświadczenia mogę powiedzieć że jak intensywnie będzie się "zaliczać" jedną imprezę po drugiej to dobra sytuacja się trafi ale potrzeba wytrwałości w tym.
Cóż, ja jeszcze póki co zajmuję się swoim hobby i realizuje się na polu zawodowym i naukowym ale do pewnego wieku również i ja pewnie będę mieć dość i owe agencje odwiedzę i kluby również.

18

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Wiekszosc ludzi chce kogos " miec"

Masz dziewczyne, wiec posiadasz na wlasnosc jej cialo, z ktorego mozesz korzystac.
Tu sie konczy granica emocji mezczyzn.

W zasadzie jakiekolwiek dzialania z ta kobieta, nie zmierzajace do zaspokojenia swojej potrzeby ( seks, zarcie, higiena), sa poswieceniem/inwestycja na rzecz utrzymania wlasnosci.

Ta swiadomosc prowadzi do samotnosci.....

19

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

oldorando: Nie wszystkich mężczyzn.

20

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Mnie w samotnosci bolalby tylko brak seksu.

21

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Tom94 napisał/a:

Ja mam 21lat i całe życie jestem sam i już pogodziłem się z tym że resztę życia również będę musiał spędzić

????21lat i takie podsumowanie.? Chyba żartujesz. Jeszcze się nabedxiesz w zwiazku.
Co do tematu, jeśli dla kogoś fizycznosc jest jedynym czynnikiem dla którego chce się być w zwiazku, to zgadzam się z tytułem tematu.
Jeśli nie, to tęskni się (oczywiście oprócz strefy erotycznej w zwiazku)za towarzystwem drugiej osoby, rozmowami, wspólnym spędzaniem wolnego czasu, wspólnym prowadzeniem domu, wspieraniu się wzajemnie.

22

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
rossanka napisał/a:
Tom94 napisał/a:

Ja mam 21lat i całe życie jestem sam i już pogodziłem się z tym że resztę życia również będę musiał spędzić

????21lat i takie podsumowanie.? Chyba żartujesz. Jeszcze się nabedxiesz w zwiazku.

Pomimo dość młodego wieku to i tak wiem że będę sam, a na tą samotność składa się kilka czynników których nie poprawię wiec już pogodziłem się z tą sytuacja.

23 Ostatnio edytowany przez Skarg (2015-07-19 10:03:08)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Zgadzam sie we wszystkim z oldorando, to nie brak sexu boli, to brak miłości tak bardzo boli. Moze ci którzy miłości nie zaznali czuja ze chodzi o brak seksu, ale to nie to. Szczerze to zazdroszcze tym samotnym, którzy nie byli wcześniej w związku pełnym miłości, z tego powodu ze dopiero wtedy jest ogromny ból, kiedy sie juz wie co sie straciło. Tym którym brakuje seksu mała uwaga: Sex powoduje często ze facet sie 'zakochuje' z automatu, radzę uważać na jednonocne przygody, bo chcąc nie chcąc można ulokować uczucia w kimś nieodpowiednim. Ja jestem 4 lata po rozstaniu, kilka nowych osób poznałem, żadnej nie kochałem, tęsknie za utracona miłością tak bardzo ze powoduje to to ze szukam niebezpiecznych sytuacji - typu bardzo szybka jazda, łażenie po nocach po odludziach. Na szczęście takie mocne sytuacje zdarzają sie co jakiś czas a nie ciagle, ale i tak, życie bez miłości, która sie utraciło to wegetacja i udawanie, maska przed innymi. I nie mowię tu o 'byciu z kims' tylko o byciu z kimś kto ciebie kocha i ty jesteś kochany.

24

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Skarg napisał/a:

Zgadzam sie we wszystkim z oldorando, to nie brak sexu boli, to brak miłości tak bardzo boli. Moze ci którzy miłości nie zaznali czuja ze chodzi o brak seksu, ale to nie to. Szczerze to zazdroszcze tym samotnym, którzy nie byli wcześniej w związku pełnym miłości, z tego powodu ze dopiero wtedy jest ogromny ból, kiedy sie juz wie co sie straciło. Tym którym brakuje seksu mała uwaga: Sex powoduje często ze facet sie 'zakochuje' z automatu, radzę uważać na jednonocne przygody, bo chcąc nie chcąc można ulokować uczucia w kimś nieodpowiednim. Ja jestem 4 lata po rozstaniu, kilka nowych osób poznałem, żadnej nie kochałem, tęsknie za utracona miłością tak bardzo ze powoduje to to ze szukam niebezpiecznych sytuacji - typu bardzo szybka jazda, łażenie po nocach po odludziach. Na szczęście takie mocne sytuacje zdarzają sie co jakiś czas a nie ciagle, ale i tak, życie bez miłości, która sie utraciło to wegetacja i udawanie, maska przed innymi. I nie mowię tu o 'byciu z kims' tylko o byciu z kimś kto ciebie kocha i ty jesteś kochany.

A co to jest ta miłość? Wyobrażasz sobie miłość bez seksu? Istnieją pewnie tacy ludzie, którzy sobie wyobrażają, ale jednak jest ich zdecydowana mniejszość. Miłość to też w dużej mierze bliskość fizyczna w co wlicza się seks. Ja też z początku nie chciałem do końca sobie tego uświadamiać, bo wtedy sporo ludzi traktuje to w sposób "ale jak to tak". Podstawowa sprawa - nie traktujmy tego, jakby to było coś złego, że chce nam się zwyczajnie bzykać, bo myślę, że tu tkwi problem z przyznaniem, że to właśnie w dużej mierze chodzi o seks.
Tak jak powiedziałem miłość samą w sobie bez seksu da się w dużym stopniu zrekompensować, nie całkiem, ale jej sporą część. Można ją sobie zrekompensować w przyjacielu, a opcjonalnie po prostu "zakrzyczeć" w naszym umyśle innymi czynnościami np. pracą, hobby.
Seksu się nie zagłuszy, zaczniemy uciekać się do masturbacji, pornografii, niektórzy pewnie właśnie agencji.
Dlatego uważam, że sporą częścią bólu samotności jest szeroko rozumiany brak bliskości fizycznej. Niekoniecznie seks, ale bliskość intymna jak namiętne pocałunki i przytulanie. Brakuje ciała płci przeciwnej i jego zapachu, dotyku.
Jeśli ktoś ma mocno obniżoną potrzebę kontaktu z ciałem płci przeciwnej w jakiejkolwiek formie to jestem zdania, że zdecydowanie łagodniej przejdzie w stan samotności.

Ja bym zmienił nazwę wątku wyrzucając z niego słowo "seks", bo jak widać działa ono na niektórych dość stereotypowo na zasadzie, że jak już seks coś ma warunkować to znaczy, że to jest złe.
To ja bym zatytułował, że sednem cierpienia w samotności jest brak bliskości fizycznej.

25

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Endar Spire napisał/a:

A co to jest ta miłość? Wyobrażasz sobie miłość bez seksu? Istnieją pewnie tacy ludzie, którzy sobie wyobrażają, ale jednak jest ich zdecydowana mniejszość. Miłość to też w dużej mierze bliskość fizyczna w co wlicza się seks. Ja też z początku nie chciałem do końca sobie tego uświadamiać, bo wtedy sporo ludzi traktuje to w sposób "ale jak to tak". Podstawowa sprawa - nie traktujmy tego, jakby to było coś złego, że chce nam się zwyczajnie bzykać, bo myślę, że tu tkwi problem z przyznaniem, że to właśnie w dużej mierze chodzi o seks.
Tak jak powiedziałem miłość samą w sobie bez seksu da się w dużym stopniu zrekompensować, nie całkiem, ale jej sporą część. Można ją sobie zrekompensować w przyjacielu, a opcjonalnie po prostu "zakrzyczeć" w naszym umyśle innymi czynnościami np. pracą, hobby.
Seksu się nie zagłuszy, zaczniemy uciekać się do masturbacji, pornografii, niektórzy pewnie właśnie agencji.
Dlatego uważam, że sporą częścią bólu samotności jest szeroko rozumiany brak bliskości fizycznej. Niekoniecznie seks, ale bliskość intymna jak namiętne pocałunki i przytulanie. Brakuje ciała płci przeciwnej i jego zapachu, dotyku.
Jeśli ktoś ma mocno obniżoną potrzebę kontaktu z ciałem płci przeciwnej w jakiejkolwiek formie to jestem zdania, że zdecydowanie łagodniej przejdzie w stan samotności.

Ja bym zmienił nazwę wątku wyrzucając z niego słowo "seks", bo jak widać działa ono na niektórych dość stereotypowo na zasadzie, że jak już seks coś ma warunkować to znaczy, że to jest złe.
To ja bym zatytułował, że sednem cierpienia w samotności jest brak bliskości fizycznej.

Nie wiem czy milość całkowicie pozbawiona seksu moze istnieć, napewno moze być go o wiele mniej niż na początku i ustąpi on takim czynnościom jak wspólne wyjazdy, nie wiem praca jakaś razem, po prostu bycie razem, doświadczanie świata razem. Zależy od potrzeb, ale seks, jeżeli była miłość nie jest priorytetem i to nie jego brak boli, tylko właśnie to ze nie ma z kim dzielić uczucia bliskosci.

26 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2015-07-19 11:50:13)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Skarg napisał/a:

Nie wiem czy milość całkowicie pozbawiona seksu moze istnieć, napewno moze być go o wiele mniej niż na początku i ustąpi on takim czynnościom jak wspólne wyjazdy, nie wiem praca jakaś razem, po prostu bycie razem, doświadczanie świata razem. Zależy od potrzeb, ale seks, jeżeli była miłość nie jest priorytetem i to nie jego brak boli, tylko właśnie to ze nie ma z kim dzielić uczucia bliskosci.

Podejrzewam, że Ty jednak seksu w jakimś tam stopniu potrzebujesz, więc może po prostu sobie sprawy nie zdajesz ile prostsze to by było gdybyś tej potrzeby nie odczuwał. Mówię to dlatego, bo ja też długo nie chciałem przed sobą tego przyznać, bo jak większość tutaj uważałem to za coś złego. Że jak to tak, że seks może COKOLWIEK warunkować?!
Popęd seksualny wpływa na nasze emocje, na naszą psychikę. To dlatego gdy rozładujemy napięcie seksualne np masturbacją to poczucie samotności znika na krótszą lub dłuższą chwilę.
Po internecie krąży nawet taki humorystyczny mem na którym ludzik mówi "tęsknię za swoją było" > FAP FAP > "o, już nie tęsknię smile"
Mem jak mem, ale ma w sobie trochę prawdy. Rozładujesz napięcie seksualne to na jakiś czas znika uczucie samotności. Nie zastanawiałeś się nigdy dlaczego? No chyba, że ja jestem nienormalny wink

Ja zaznałem w życiu miłości, byłem z kobietą prawie 5 lat, seks też uprawialiśmy regularnie. Naprawdę czuję, że gdyby nie potrzeba seksu to zdecydowanie łatwiej bym przez to przechodził. Teraz po 3 latach od rozstania na poziomie emocjonalnym już całkiem nieźle sobie radzę, natomiast ilekroć "mi się chce" to jest problem nie do przeskoczenia, bo zaznałem seksu, wiem jak to jest "poczuć kobietę" i klops. Nagle się okazuje, że bez tego ciężko. Samotność emocjonalną jakoś sobie rekompensuję realizacją marzeń, poświęcaniem się hobby, uciekając w pracę. Dzięki temu nie czuję potrzeby, by ktoś obok był dla samego bycia sobie. Natomiast jak mi się chce mówiąc wprost - bzykać - to mam problem.

27

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Mowie za siebie:

Jak bym miala do wyboru, spedzic noc z wytrawnym kochankiem, zaangazowanym we mnie...
Albo odebrac telefon od faceta, ktorego kocham....
To bez zastanowienia porzucilabym kochanka. Ten telefon, zainteresowanie, uwaga kogos kochanego jest o cale niebo dla mnie cenniejsza, i tak- pragne go tez fizycznie.
Obecnosc " jakiegos chlopa" obok mnie tego nie niweluje.....

( i uwierz mi, wiem o czym mowie, i uwierz, ze malo ludzi na forum kryguje sie , zeby sie przyznac do potrzeb seksualnych)

28

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
oldorando napisał/a:

Mowie za siebie:

Jak bym miala do wyboru, spedzic noc z wytrawnym kochankiem, zaangazowanym we mnie...
Albo odebrac telefon od faceta, ktorego kocham....
To bez zastanowienia porzucilabym kochanka. Ten telefon, zainteresowanie, uwaga kogos kochanego jest o cale niebo dla mnie cenniejsza, i tak- pragne go tez fizycznie.
Obecnosc " jakiegos chlopa" obok mnie tego nie niweluje.....

( i uwierz mi, wiem o czym mowie, i uwierz, ze malo ludzi na forum kryguje sie , zeby sie przyznac do potrzeb seksualnych)

W 100% mogę sie pod tym podpisać.

29

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Ale Ty mówisz o trochę innej sytuacji. Porzucisz kochanka na rzecz ukochanego, no ale jaki to ma związek z tematem? Żaden
Ukochany koniec końców też może zapewnić Ci spełnienie seksualne.
Żebyśmy zrozumieli się dobrze - ja nie oddzielam seksu od uczucia, bo uważam, że w związku te dwa aspekty są 50/50 i jeden bez drugiego nie powinien istnieć.
Tak samo jak uważam, że seks bez uczucia jest bezwartościowy, tak samo uważam, że uczucie bez seksu też jest pozbawione wartości.
Nie uznaję miłości bez seksu. Fajnie, że są ludzie, dla których seks mógłby nie istnieć, ale dla mnie coś takiego nie ma sensu.
Skądinąd wiadomo nie od dziś, że zdrowy człowiek potrzebę seksu odczuwa, więc brak odczuwania tej potrzeby wiąże się najczęściej z jakimiś zaburzeniami lub złymi doświadczeniami.

Natomiast jeszcze raz się powtórzę - myślę, że wielu z was zdziwiłoby się o ile łatwiej byłoby być samotnym, gdyby nie istniało coś takiego jak popęd seksualny. To on jest motorem napędowym dla tego, abyśmy łączyli się w pary, to popęd seksualny determinuje z kim się wiążemy, ponieważ w pierwszej kolejności musi nas pociągać seksualnie, musi nam się podobać. I nie ma, że nie, można być hipokrytą i twierdzić, że "ja patrzę na charakter", ale to bzdura, bo wszyscy mimowolnie w pierwszej kolejności weryfikujemy urodę i na jej podstawie stwierdzamy, czy chcemy znajomość ciągnąć dalej.
Gdyby nie popęd seksualny nie wiadomo jak w ogóle dochodziłoby do łączenia się w pary.
Nie można być takim hipokrytą, żeby oddzielać seks od całej reszty.

30

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Czasami mam tak, że aż boli mnie, rozpacz i żal rozrywają od środka i tylko łzy są tym zaworem bezpiczeństwa, który nie daje oszaleć z samotności. Niby mieszkam z wielopokoleniową, dużą rodzinią ale to nie mój mąż ani nie moje dzieci, i dom też nie. I z boku to wszystko wygląda pięknie ale... Moje życie potoczyło się tak a nie inaczej: sama, samotna, osamotniona byłam zawsze, jestem i najprawdopodobniej będę. Bardzo brakuje mi tej drugiej połówki ( partnera) czy bratniej duszy (przyjaciółki). Samotność dotyka mnie w każdej sferze duchowej, emocjonalnej, fizycznej i tej sexualnej też. Kiedy cierpi się aż tak bardzo i tak dłuugo, to już nie ma znaczenia czego brakuje...Poddałam się tej samotności i zobojętniałam na wszystko...Tylko czasami  moja dusza szlocha z tęsknoty, tylko czasami jest bardzo żle...

31

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Nigdy mas tak od dłuższego czasu czy po prostu włącza sie taki "tryb" raz na jakiś czas?

32

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Skarg napisał/a:

Nigdy mas tak od dłuższego czasu czy po prostu włącza sie taki "tryb" raz na jakiś czas?

Źle jest raczej cały czas, samotności nie da się oszukać dobrym nastrojem. Ona zawsze jest ze mną. Ale czasami jak już nie wyrabiam psychicznie  to kładę się i wyję w poduszkę, najczęściej w nocy bo wtedy jest najgorzej no i nikt nie widzi a rano jest już ok (bo jest nowy dzień i słońce świeci i bla bla bla)...

33

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Nigdy napisał/a:

Źle jest raczej cały czas, samotności nie da się oszukać dobrym nastrojem. Ona zawsze jest ze mną. Ale czasami jak już nie wyrabiam psychicznie  to kładę się i wyję w poduszkę, najczęściej w nocy bo wtedy jest najgorzej no i nikt nie widzi a rano jest już ok (bo jest nowy dzień i słońce świeci i bla bla bla)...

Współczuje serio, mnie samotność dopada raz na jakiś czas, tez w nocy, i wtedy jest słabo. Tyle ze ten ból który sie czuje traktuje jak chorobę, organizm mi mówi ze coś jest złe, zrób coś z tym! Idę zaraz na spacer do parku, moze przy galeriach, jak spotkam jakieś samotne kobiety spróbuje sie przełamać i zagadać, nawet po to żeby no pogadać z kims. Przed kompem łatwo nie bać sie odrzucenia, czy dam radę to zrobić nie wiem, zaraz wychodzę to zdam relacje po powrocie czy da sie tak zrobić smile

34

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

U mnie stan jest przewlekły, ciężki i stabilny. Trochę jeszcze więc pociągnę:)

35

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Endar Spire napisał/a:

Popęd seksualny wpływa na nasze emocje, na naszą psychikę. To dlatego gdy rozładujemy napięcie seksualne np masturbacją to poczucie samotności znika na krótszą lub dłuższą chwilę.
Po internecie krąży nawet taki humorystyczny mem na którym ludzik mówi "tęsknię za swoją było" > FAP FAP > "o, już nie tęsknię smile"
Mem jak mem, ale ma w sobie trochę prawdy. Rozładujesz napięcie seksualne to na jakiś czas znika uczucie samotności. Nie zastanawiałeś się nigdy dlaczego? No chyba, że ja jestem nienormalny wink

Ja nie mam czegoś takiego że jak się rozładuje to uczucie samotności znika, gdy uprawiałam seks to również nie zlikwidowało to uczucia samotności.

Mi najbardziej dokuczało uczucie samotności w latach szkolnych. Nie miałam wtedy żadnych znajomych (nikt mnie w szkole nie lubial), uczucie to znikneło prawie calkowicie gdy podlaczylam sobie internet z czego wynika ze przyczyna tego uczucia byl brak rozmow. Pierwszego chlopaka mialam znacznie pozniej niz internet, a to uczucie (samontosci) juz od dawna mnie nie dreczylo. Nie jestem osoba aseksualna,  libido czasami mam duze, wtedy wystarczy reka, porno.

Zaspokoić się seksualnie - nie ma nic latwiejszego, natomiast mozliwosc porozmawiania z kims, podzielenia sie swoimi przezyciami sa naprawde trudne do zastapienia, bezcenne.

36

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
lilly25 napisał/a:
Endar Spire napisał/a:

Popęd seksualny wpływa na nasze emocje, na naszą psychikę. To dlatego gdy rozładujemy napięcie seksualne np masturbacją to poczucie samotności znika na krótszą lub dłuższą chwilę.
Po internecie krąży nawet taki humorystyczny mem na którym ludzik mówi "tęsknię za swoją było" > FAP FAP > "o, już nie tęsknię smile"
Mem jak mem, ale ma w sobie trochę prawdy. Rozładujesz napięcie seksualne to na jakiś czas znika uczucie samotności. Nie zastanawiałeś się nigdy dlaczego? No chyba, że ja jestem nienormalny wink

Ja nie mam czegoś takiego że jak się rozładuje to uczucie samotności znika, gdy uprawiałam seks to również nie zlikwidowało to uczucia samotności.

Mi najbardziej dokuczało uczucie samotności w latach szkolnych. Nie miałam wtedy żadnych znajomych (nikt mnie w szkole nie lubial), uczucie to znikneło prawie calkowicie gdy podlaczylam sobie internet z czego wynika ze przyczyna tego uczucia byl brak rozmow. Pierwszego chlopaka mialam znacznie pozniej niz internet, a to uczucie (samontosci) juz od dawna mnie nie dreczylo. Nie jestem osoba aseksualna,  libido czasami mam duze, wtedy wystarczy reka, porno.

Zaspokoić się seksualnie - nie ma nic latwiejszego, natomiast mozliwosc porozmawiania z kims, podzielenia sie swoimi przezyciami sa naprawde trudne do zastapienia, bezcenne.

No ja mam natomiast zupełnie odwrotnie. Możliwość porozmawiania umiem sobie zrekompensować. Natomiast bliskości drugiej osoby już nie.

37

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Wróciłem z obchodu, w sumie porażka bo temperatura taka ze dosłownie sieroztopilem i utknąłem w pocie, nie wiem jak ludzie wytrzmuja przez dłuższy okres takie temperatury i są na powietrza. Do rzeczy: przeważnie pary, 2xpara, rodziny łażą po mieście. W galerii kilka samotnych kobiet z zakupami, brak odwagi żeby podejść, bo na 99% czekały na kogoś, próba nawiązania kontaktu wzrokowego nieudana w 100%. Potem park i tu jest pare par, ale na jednej ławce samotna kobieta, podchodzę juz mam zapytać czy mogę sie dosiąść (w ogóle przejdzie to? Dziewczyny wypowied ile sie) ale spojrzała jakoś tak ze zmroziło mnie i nie zagadałem hmm potem powrót, pary, pary, paru samotnych kolesi na ławkach, powrót do domu bo temperatura dla mnie zabójcza. Spróbuje jeszcze moze wieczorem rundkę zrobić. Przynajmniej sie przewietrzylem smile

38

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Dobrze, że się nie usmażyłeś:). I dobrze,że próbujesz coś zmienić w swoim życiu. W ogóle Ty odważny jesteś, nie boisz się do kobiet zagadywać, gdziekolwiek by to nie było:) .Szacun chłopie...ale to jeszcze nie desperacja,  co?;)

39

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Nigdy napisał/a:

Dobrze, że się nie usmażyłeś:). I dobrze,że próbujesz coś zmienić w swoim życiu. W ogóle Ty odważny jesteś, nie boisz się do kobiet zagadywać, gdziekolwiek by to nie było:) .Szacun chłopie...ale to jeszcze nie desperacja,  co?;)

Desperacja raczej nie, po prostu chciałem z kims pogadać, "poćwiczyć" w ten sposób. Ale wróciłem do 4 scian i znowu nie najlepszy stan psychiczny. W ogóle ostatnio taki wisielczy nastoj miałem trochę ponad rok temu, mam nadzieje ze mi przejdzie hmm jak piszesz ze masz długo taki stan to naprawdę podziwiam ze dajesz radę, mnie taki nastrój jak dzisiaj po prostu wpycha w dół.

40

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Niestety tu nie ma co podziwiać, współczucie też niekoniecznie lubię, niestey takie to moje życie. Niby przyzwyczaiłam się do tej mojej samotności ale jednak jeszcze tli się ta nadzieja...

Człowiek jest zwierzęciem stadnym, dostał aparat mowy smile, są i uczucia, i popęd seksualny i dlatego ciągnie nas do drugiego człowieka. Taka nasza natura:)

41 Ostatnio edytowany przez Skarg (2015-07-19 16:10:42)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Nigdy napisał/a:

Niestety tu nie ma co podziwiać, współczucie też niekoniecznie lubię, niestey takie to moje życie. Niby przyzwyczaiłam się do tej mojej samotności ale jednak jeszcze tli się ta nadzieja...

Człowiek jest zwierzęciem stadnym, dostał aparat mowy smile, są i uczucia, i popęd seksualny i dlatego ciągnie nas do drugiego człowieka. Taka nasza natura:)

No tak, gorzej jak mimo tej ciągoty do innych, drugiej osoby nie ma. W ogóle zastanawia mnie co obudziło we mnie ten smutek. Naprawdę żyłem sobie juz kilka lat mając swoje singlowanie za atut (czas na wszystko) do tego nie ciągnie mnie do posiadania rodziny, dzieci etc, a nagle obudziła sie tęsknota za tym żeby nie samemu ale z kims doświadczać swiat. Zastanawiam sie czy to nie przez rozmowę z jedna dziewczyna, powiedziała mi ona ze miała narzeczonego, bardzo go kochała, zginał w wypadku 3 lata temu. Od tamtej chwili mówiła ze nie czuje juz nic, po prostu zyje chodząc do pracy, zakupy, sen i tak w kółko. Dzień po tym dostałem swoje smutne odczucia hmm pojechałem w góry, miałem czas na myślenie i wtedy sie to wszystko jeszcze pogłębiło hmm

42 Ostatnio edytowany przez Skarg (2015-07-19 20:02:17)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Dobra tak jak pisałem zrobiłem jeszcze wieczorny obchód i tym razem patrzę siedzi dziewczyna sama, minąłem ją..i mowię sobie, nie tak miało być! Cofam i pytam czy mogę sie przysiąść, okazało sie ze łaska ze stanów, gadaliśmy ponad pół godziny po angielsku big_smile W końcu pożegnałem ją i poszedłem bo wyszedłem zeby nauczyć sie gadać z dziewczynami od nowa a nie po kolekcje numerów big_smile Potem jeszcze jedna spotkałem tez siedziała sama, ale za szybko wzrok spuściła wiec chyba mnie zlała wiec odpuściłem, potem kilka lasek sparowanych udało mi sie wziąć na kontakt wzrokowy długi (tez w ramach ćwiczeń), jeszcze 2 laskom robiłem foto i do domu big_smile Całe to dołujące nastawienie mi przeszło, mam nadzieje ze nie chwilowo, wyjsć do ludzi to jest jednak podstawa, w domu to juz myśli najgorsze miałem big_smile Moze jutro z kumplem sie ugadam czy by nie chciał iść na poznawanie nowych osób a w sobotę po 3 latach moze pójdę do klubów, nawet po to zeby poznawać ludzi big_smile

43

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

No proszę, proszę... będzie się działo;)

44

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Nigdy napisał/a:

No proszę, proszę... będzie się działo;)

Etam wcale jednak tak super, po początkowej euforii jednak to tylko chwilowe rozmowy z ludźmi, nic więcej. Staram sie jednak dużo mowić, trochę to pomaga wink Będzie tez kilka wyjsć w grupie z ludźmi, to pomaga na samotnosc. Ale i tak całkowicie nie eliminuje bólu braku bliskości, ten caly czas jest.

45

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Tom94 piona, mój rocznik, i również podobna sytuacja, tylko jeszcze mam nadzieję na pozytywny obrót spraw, mimo że samotność jest tak duża jak dług publiczny naszego kraju ^__^
Rossanka, jeeeju, nie za bardzo lubię ludzi z Twoim tokiem rozumowania. Ludzie wmawiają sobie Twoje słowa, że jeszcze się nabawią związku, a tu nadchodzi 3 dekada i nadal nic, pustka. Baa, powiem więcej, twierdzisz, że człowiek mający powiedzmy 20 lat, jest jeszcze młody i ma jeszcze duuużo czasu i nie powinien się martwić, ale jak już dobije do tej 30 to automatycznie jest dla Ciebie przegrywem życiowym (ten komentarz nie ma zamiaru nikogo obrazić) Brak słów...

Pozdrawiam.

46

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Skarg!
Czekamy na relacje!!!

Co tam u ciebie? Jak sobie radzisz?, poznales kogos?

47

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Fay D. Flourite napisał/a:

Rossanka, jeeeju, nie za bardzo lubię ludzi z Twoim tokiem rozumowania. Ludzie wmawiają sobie Twoje słowa, że jeszcze się nabawią związku, a tu nadchodzi 3 dekada i nadal nic, pustka. Baa, powiem więcej, twierdzisz, że człowiek mający powiedzmy 20 lat, jest jeszcze młody i ma jeszcze duuużo czasu i nie powinien się martwić, ale jak już dobije do tej 30 to automatycznie jest dla Ciebie przegrywem życiowym (ten komentarz nie ma zamiaru nikogo obrazić) Brak słów...

Pozdrawiam.

Jeśli 22latni chłopak uważa, ze już  nigdy nikogo nie spotka i zawsze będzie sam, to jego rozumowanie jest co najmniej dziwne. Bo niby dlaczego tak ma być?
Co do przrgrancow kolo30 -nic takiego nie napisałam, wiec może pomyliłeś czyjeś posty.

48

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Skarg.
Gratuluje. smile
A co do klubów. Owszem, może poznasz tam kogoś nowego, ale uważaj. Bo tam w klubie miłości nie znajdziesz.
To znaczy znajdziesz, ale na 1 noc. wink A o taką pewnie Ci nie chodzi.

Rossanka:

Jeśli 22latni chłopak uważa, ze już  nigdy nikogo nie spotka i zawsze będzie sam, to jego rozumowanie jest co najmniej dziwne. Bo niby dlaczego tak ma być?


Ja mam 20 lat i tak samo uważam Fay D. Flourite. Nic dodać nic ująć.

49

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Fay D. Flourite napisał/a:

Tom94 piona, mój rocznik, i również podobna sytuacja, tylko jeszcze mam nadzieję na pozytywny obrót spraw, mimo że samotność jest tak duża jak dług publiczny naszego kraju ^__^

Nadzieje to i ja mam ale jednak na wszelki wypadek jestem nastawiony na ten czarny scenariusz, no ale może u ciebie coś się zmieni, nie wiadomo.


rossanka napisał/a:

Jeśli 22latni chłopak uważa, ze już  nigdy nikogo nie spotka i zawsze będzie sam, to jego rozumowanie jest co najmniej dziwne. Bo niby dlaczego tak ma być?
Co do przrgrancow kolo30 -nic takiego nie napisałam, wiec może pomyliłeś czyjeś posty.

Podstawowy błąd jaki popełniasz w tym twierdzeniu to, to iż zbyt dużą uwagę zwracasz na wiek.
No ok, na papierze jestem młody ale co w związku z tym?
Przez całe życie byłem traktowany jako facet drugiej kategorii a czasami nawet pojęcie faceta mnie nie obowiązywało w oczach kobiet, dlaczego ten stan miałby się zmienić za parę lat?
Powiem więcej, kiedyś będzie jeszcze gorzej bo o ile chłopak w moim wieku bez doświadczenia jeszcze ujdzie tak 30paroletni chłop już nie bardzo.
Niestety takie mamy obecne realia, jeden ma powodzenie a drugi w ogóle, pozostaje się z tym pogodzić, żyć dalej i realizować się na innych płaszczyznach.

50

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Tom94 napisał/a:

Podstawowy błąd jaki popełniasz w tym twierdzeniu to, to iż zbyt dużą uwagę zwracasz na wiek.
No ok, na papierze jestem młody ale co w związku z tym?
Przez całe życie byłem traktowany jako facet drugiej kategorii a czasami nawet pojęcie faceta mnie nie obowiązywało w oczach kobiet, dlaczego ten stan miałby się zmienić za parę lat?
Powiem więcej, kiedyś będzie jeszcze gorzej bo o ile chłopak w moim wieku bez doświadczenia jeszcze ujdzie tak 30paroletni chłop już nie bardzo.
Niestety takie mamy obecne realia, jeden ma powodzenie a drugi w ogóle, pozostaje się z tym pogodzić, żyć dalej i realizować się na innych płaszczyznach.

Cholera..cos w tym jest. Sam obserwuje teraz 16,17 latkow obracaja laski co chwile inna, podczas gdy "porzadny" albo nie ma w ogole, albo ma taka co alfa nawet nie chciał hmm

51

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Odpowiedź na pytanie z wątku - Nie, brak zaspokojenia seksualnego nie jest sednem cierpienia w samotności.

Pokuszę się o generalizację, że każdy człowiek ma w swoim życiu 'pustki/braki', których najdroższe rzeczy i największe pieniądze nie zastąpią NIGDY.
Uzupełnień tych braków szukamy w swoich drugich połówkach i albo je znajdujemy, albo szukamy dalej.

Na Ziemi jest mnóstwo ludzi, mnóstwo. Samotność to coś, o co trzeba się niezwykle starać. Samotność to Wasz wybór. Przykro mi z powodu tych, którzy oddają swoje życie w ręce sił wyższych - los, horoskopy, cechy charakteru przekazywane genetycznie (komedia). Pisanie, a wręcz zapewnianie, że będzie się samotnym do końca życia to czysty absurd.

O ile kobiety, jestem w stanie zrozumieć - w końcu to mężczyzna robi pierwszy krok i 'poluje', tak Was Panowie nie rozumiem i nie zrozumiem. Przestańcie robić z siebie ofiary życiowe, którzy dostali od życia gorsze karty. Nierówno dostali Ci, którzy urodzili się niepełnosprawni.
Co to za czasy, gdzie 'myśliwi' uciekają przed 'zwierzyną'?

Takie działy na forach tworzą kółka wzajemnej adoracji ludzi, którzy aspirują na miano przegranych życiowo. Samotni użalają się nad sobą i poklepują wzajemnie po plecach, utwierdzając siebie samych "jakie to życie jest złe, że inni mają, że inni się kochają, uprawiają seks, tylko nie ja"

52

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Okej Adam, może i masz trochę racji ale zarzuć jakimiś konkretnymi radami dla facetów.

53

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Tom94 napisał/a:


Podstawowy błąd jaki popełniasz w tym twierdzeniu to, to iż zbyt dużą uwagę zwracasz na wiek.
No ok, na papierze jestem młody ale co w związku z tym?
Przez całe życie byłem traktowany jako facet drugiej kategorii a czasami nawet pojęcie faceta mnie nie obowiązywało w oczach kobiet, dlaczego ten stan miałby się zmienić za parę lat?
Powiem więcej, kiedyś będzie jeszcze gorzej bo o ile chłopak w moim wieku bez doświadczenia jeszcze ujdzie tak 30paroletni chłop już nie bardzo.
Niestety takie mamy obecne realia, jeden ma powodzenie a drugi w ogóle, pozostaje się z tym pogodzić, żyć dalej i realizować się na innych płaszczyznach.

Hm. Jak sie uprzesz, że  się nic nie zmieni,  To się nie zmieni. Trudno. W sumie nie moja sprawa, tylko dziwi mnie taka rezygnacja i takie zaplanowanie sobie reszty (bez)związkowego życia. Co kto woli. Wybór samotności jest też jakimś wyborem. Jeśli Ci odpowiada to też w porządku.
A wiek? Ma duże znaczenie. Na wszystko patrzy się inaczej jak ma się 20lat (chociażby człowiek był niewiadomo jak ingeligentny),  A inaczej w wieku 30. Pewnie po 60tce jest jeszcze inaczej.

54

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Jak wiele mówią Wasze posty między wierszami. Przesłanek na których opieracie swoje przekonania jest tu mnóstwo.

1. "Niestety laski wyczuwają we mnie chorego desperata który za wszelką cenę chce mieć dziewczynę. "

Co robić? Przestać być desperatem. Masz 100% racji twierdząc, że dziewczyny to wyczuwają. Wyczuwają i to na wiele kilometrów.

2. "Jestem raczej takim typem faceta, że dość ciężko mi zagadać do kobiety, a na jedną noc wyrywać też nie umiem."

A może zrobić sobie na złość i zacząć zagadywać kobiety? Przełamaniu będą towarzyszyły stres i niepewność, tak jest z każdą zmianą. Nawet jeśli kilka razy się skompromitujesz to zawsze wyciągniesz z tego lekcje (o ile tak postanowisz). Z czasem stres i niepewność znikną i okaże się, że umiesz zagadywać dziewczyny.

3. "Niektórzy mają zdolność wyrywania panien na jedną noc, więc ten seks sobie jakoś tam jednak rekompensują, no ale znowu nie każdy tak umie i chce."

Mówisz "zdolność" oraz "nie każdy tak umie (presupozycja, że da się tego nauczyć) i chce (to znaczy nie chcesz, tak?) Zdolność do 'wyrywania Panien' jest w gruncie rzeczy taka sama na początku. Dopiero po czasie okazuje się czy delikwent chciał ją naprawdę poznać i zbudować związek czy zależało mu tylko na seksie.

4. "Gdyby kryterium była tylko więź emocjonalna to płeć ani atrakcyjność fizyczna nie miałaby żadnego znaczenia. Zatem dlaczego to właśnie ludzie obiektywnie nieatrakcyjni najczęściej cierpią na samotność? Widocznie ma to znaczenie, wiążemy się z ludźmi którzy są dla nas atrakcyjni seksualnie i to niemal główne kryterium doboru partnera. Hipokryzją byłoby twierdzić, że jest inaczej."

A kto jest 'obiektywnie nieatrakcyjny?" Nie ma czegoś takiego jak obiektywność. Na samotność czerpią mężczyźni (bo mowa tu o nich), którzy robią z siebie ofiary życiowe, którzy NIE POTRAFIĄ zagadywać ani rozmawiać z kobietami. Na samotność nie cierpią interesujący mężczyźni mający pasje i cele w życiu. Dla mężczyzny PIERWSZYM kryterium wyboru jest atrakcyjność kobiety. Dla kobiety zdecydowanie w mniejszym stopniu. Co z tego, że będziesz wyglądał jak Johnny Deep kiedy będziesz się garbił, jąkał i całą swoją postawą (która wynika z charakteru) będziesz aż się prosił o odrzucenie. Myślisz, że to zapewni Ci związek? Bzdura, kobieta zniknie w mgnieniu oka. Hipokryzją jest twierdzić, że wygląd mężczyzny ma decydujący wpływ na jego powodzenie. U mężczyzny główną rolę gra charakter - osobowość, jej cechy, które zapewnią kobiecie bezpieczeństwo emocjonalne, finansowe i uczuciowe (+ trochę huśtawki emocjonalnej i kłótni by nie było nudno).
Kolejną kwestią jest to, co niesie ze sobą charakter. Wygląd i zadbanie - to co nosisz, jak nosisz oraz jak się nosisz, przyciąga płeć piękną. Odwaga - łapanie interesujących dziewczyn wzrokiem, utrzymywanie kontaktu wzrokowego wiele mówi zanim dojdzie do pierwszego, niewinnego "Cześć". To co masz wewnątrz to kobiety widzą bardzo, bardzo dobrze na zewnątrz. Mowa ciała wynika bezpośrednio z tego co o sobie myślisz. A jeśli myślisz o sobie nie najlepiej to dajesz całemu światu o tym znać poprzez swoją postawę.

Pierwszym krokiem do zmiany jest porzucenie tych ograniczających i destrukcyjnych przekonań na temat siebie (np. taki się urodziłem, nie umiem rozmawiać z kobietami, taki jestem bo jestem z tego znaku zodiaku, bo odziedziczyłem genetycznie nieśmiałość i wiele więcej bzdur tego sortu).

Mając cele w życiu, pasje, dumę i pewność siebie po prostu nie da się być samotnym. Chyba, że z wyboru.

55

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Adam dobrze pisze.
Ciekawe, kiedy pojawi się jakieś "ale"; )

56

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Szkoda że ograniczasz temat do samotności jako takiej. Myślę że podobnie a nawet bardziej boli samotność w związku. Wtedy nic nie potrafi ukoić uczuć. niestety.

57

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Przybywam! Nie chciałem, nie chciałem, ale Rossek sprowokowała Ty, Ty, Ty... big_smile
Szczerze? To ponad połowę z tego co napisał Adam można skrócić do prostego zdania "Przestań się użalać, weź się w garść i weź się do roboty" Może po prostu dłuższa wypowiedź i lepsze wytłumaczenie lepiej coś wskóra, nie wiem.
Wygląd może nie jest najważniejszy, ale jest istotny, jest elementem pierwszego wrażenia i dużej mierzę możesz być tym, wygadanym pasjonatem, ale to może nie starczyć zależy od kobiety. Aż muszę napisać, tak jak pies goniący auto, choćby nawet pies dogonił ten samochód to i tak nie pojeździ big_smile
Jest jeszcze coś, otóż niektóre rzeczy dla Ciebie może wydają się proste, lecz takie nie są. Nie każdy stoi w porządku z finansami, czy choćby taka nieśmiałość.
Możesz dzięki temu zwalać winę, że jest sam bo nie potrafi zagadać do kogoś, ale widzisz nie każdy jest taki sam. Przeszłość takich samotnych ludzi mogła być nie ciekawa, co bardzo odbija się na kontaktach z równieśnikami, czy pranie mózgu rodziców. I prosta gadka "jesteś myśliwym to poluj" czy tym podobna nie wystarczy, bo już ma zakodowany swój szyfr.
Nie mam już do czego się przyczepić hmm Reszta się zgadza, to niby takie zwykłe rzeczy których każdy jest świadomy co dominuję, ale w ogóle nie myślimy o tym bo lepiej zwalić winę na wszystko inne.  Oj trzeba wziąć się do roboty.
Mogło się trochę poklepać, bo docisnąłem coś w połowie wypowiedzi i nie wiem jak to się sklei... Ale kontynuujmy dyskusję:)

Pozdrawiam Ciepło smile

58

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Fay D. Flourite,

"Wygląd może nie jest najważniejszy, ale jest istotny, jest elementem pierwszego wrażenia i dużej mierzę możesz być tym, wygadanym pasjonatem, ale to może nie starczyć zależy od kobiety."

Czyli Ty celujesz w kobiety, płytkie kobiety, dla których wygląd jest ważniejszy, tak? Jeśli taka dziewczyna Cię odrzuci, to czyj to jest problem? Chciałbyś się związać z kobietą tak powierzchowną?

"Nie każdy stoi w porządku z finansami, czy choćby taka nieśmiałość."

Nie. Porządek w finansach to efekt Twoich działań (znów charakter), tak jak samochód czy mieszkanie (nie mówimy o patologiach typu synek dostaje od bogatego tatusia i 'się wozi).
Kobiety intuicyjnie wyczuwają w Tobie cechy, które doprowadzą Cię do w/w rzeczy - pełne konto (bezpieczeństwo finansowe dla niej i dla potomstwa) czy dom i samochód.
Jeśli mężczyzna przybiera postawę ofiary, kobiety wyczuwają w nim bezradność, niezaradność, brak zdecydowania itd. (można mnożyć bardzo długo) i znikają.

"Możesz dzięki temu zwalać winę, że jest sam bo nie potrafi zagadać do kogoś, ale widzisz nie każdy jest taki sam. Przeszłość takich samotnych ludzi mogła być nie ciekawa, co bardzo odbija się na kontaktach z rówieśnikami, czy pranie mózgu rodziców. I prosta gadka "jesteś myśliwym to poluj" czy tym podobna nie wystarczy, bo już ma zakodowany swój szyfr."

Ja nie zwalam winy, ja pokazuje dlaczego jest sam.
"Nie każdy jest taki sam", a widzisz, Ci co mają powodzenie mają wiele cech wspólnych, rzekłbym uniwersalnych. Ci co są sami nie dbają o wykształcenie tych cech ani poprawę swojego życia i w efekcie mają to co mają, czyli niewiele albo nic. Jaka kobieta chciałby się wiązać z takim biednym mentalnie ciapciakiem, który zamiast coś robić to się użala. Nastrój drugiej osoby udziela się nam ludziom. Nic dziwnego, że kobiety wybierają mężczyzn przebojowych. Jeśli taki nie jesteś, to czemu się takim nie staniesz? Tu wstaw całą litanie przeszkód jakie stoją na drodze i jakie złe życie Ci wyrządziło.

Kolejne kwestie :
1. "Mają nieciekawą przeszłość". Też miałem. Zrozumiałem jednak, że przeszłość nie istnieje. To nie rzecz, którą możesz schować do pudełka. Jedni, mający kiepską przeszłość mówią sobie "zrobię wszystko by moja przyszłość była lepsza", a drudzy robią to co większość - użalają się nad sobą, sądząc, że są pokryci jarzmem przeszłości, której, już dawno nie ma. Jedyne co jest, to stosunek do własnej przeszłości.
2. "Pranie mózgu rodziców" Masz umysł? To wypierz sobie mózg sam, tylko tym razem by poszło na lepsze. Kto Ci karze wierzyć w to co mówili Ci rodzice? A może się mylili? Warto kwestionować przekonania pochodzące od innych ludzi, nawet rodziców. Zwłaszcza gdy nie są dobre.
3. "Ma zakodowany swój szyfr" Skoro go ma, i wie, że go ma, to niech zmieni kod.

Widzisz Fay D. Flourite, to co piszesz opiera się na mnóstwie przesłanek, których nie jesteś świadom. Klasyczne błędy typu : wychowanie, rodzice, środowisko, przeszłość, urodzenie się takim a takim. Ten kto ma rozum, ten może te klasyki zakwestionować i zacząć myśleć samodzielnie.

W filmie "The Matrix" padło fantastyczne zdanie - "Człowiek zrobi wszystko by bronić system w którym żyje". Bez względu na to, że ten system jest zły i aktywnie mu szkodzi. Tak jest też z tymi nieszczęsnymi, samotnymi mężczyznami.

59 Ostatnio edytowany przez Fay D. Flourite (2015-08-03 08:14:41)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Dzień dobry wszystkim, ponieważ to ciekawy wątek trochę w nim posiedzę ^_^
Adaś...
Czyli Ty celujesz w kobiety, płytkie kobiety, dla których wygląd jest ważniejszy, tak?
Nie, nie celuję powtórzę się znowu, ale nie chcę mi się... "Pierwsze wrażenie" Jakbyś trochę się porozglądał, to nawet przy rozmowie o pracę, ludzie zwracają uwagę na ten szczegół.
Nie kupuję trochę tych rzeczy, które przedstawiasz. Nawet wypominając mi coś kontrargumentujesz to wypowiedzią "jak coś chcesz to sobie weź" I wszystko bazuje na tym jednym zdaniu. Zła rodzina? Wyprowadź się i zapomnij. Złe finanse? Zmień pracę, ucz się żebyś znalazł lepszą, chcesz mieć dziewczynę? Wyjdź na miasto i zagadaj do jakieś itd. itd., tak to widzę bo lepiej się tego opisać nie da.
Czuję się jak na jakimś programowaniu osób żywych. Przedstawiasz najprostszą drogę, jakby to dotyczyło maszyn...
Ale nie powiem miło było big_smile Oczywistym jest, dlaczego porządne chłopy nie mają swojej połówki, bo ten drań zamiast się zastanawiać podejdzie i zaczyna się z kimś poznawać, a skąd dziewczyna ma wiedzieć jaki jesteś dobry, jak tylko siedzisz i patrzysz? Po wbitych oczach w nią?



Pozdrawiam ^_^

60

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Adam napisałeś że:

Mając cele w życiu, pasje, dumę i pewność siebie po prostu nie da się być samotnym. Chyba, że z wyboru.

Mam cele w życiu, pasję. I nowe hobby. Ogólnie robię i lubię poznawać nowe fajne zainteresowania. Jestem pewny w tych właśnie sprawach. A jakoś nie zauważyłem dziewczyn koło mnie.

Nie. Porządek w finansach to efekt Twoich działań (znów charakter), tak jak samochód czy mieszkanie (nie mówimy o patologiach typu synek dostaje od bogatego tatusia i 'się wozi).

Ogólnie dość często wspominałeś o finansach, wiesz.... wygląda to tak, jakby ktoś samotny świadomie wybierał matrymonialistkę.

Podsumowują, sam mam pasję, są nią motocykle i całe środowisko z nimi związane. Lubię strzelectwo. Kocham naprawiać samochody i motocykle. Lubię sobie pożartować. Nie jestem jakiś sztywny. wink

Więc... powiedzenie, że ma się 20 lat i zawsze będzie się samemu, nabiera prawdziwego stwierdzenia. Jest takie powiedzenie, albo z samotnością się walczy, albo się z nią godzi. Ja z nią starałem się walczyć, trudno nie udało się. Więc się z nią pogodziłem, zadługo się z tym mordowałem aby nie być samotnym. Inaczej wygląda życie samotnego, jeśli się nie ma żadnych zainteresowań a inaczej jeżeli ktoś ma jakieś zainteresownia. Wiesz było by mi bardzo ciężko, jakbym nie miał swojej pasji i zainteresowań.

61

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

EasyRider88
Może ta dziewczyna jest niewidzialna? big_smile

Ok, teraz na poważnie.Myślę, że Adam miał na myśli że skoro masz te wyżej wymienione cechy to po prostu wystarczy podejść do dziewczyny zacząć rozmowę, i boom! W końcu masz towarzyszkę, ale jest taka sprawa.
Popraw mnie jeśli się, ale standardowy Pan M, podchodzi do dziewczyny i zagaduję i już oznacza ją sobie jako cel o który będzie się starać by była jego.
Co z tego, że oni do siebie nie pasują całkowicie bo skąd mogą się znać, ponieważ rozmowa im się dobrze układa brną w to dalej. Później jak przyjdzie co do czego, że będziecie razem, okaże się że nie macie wiele ze sobą wspólnego to jedyną rzeczą jaka was będzie łączyć to łóżko. Czyli wychodzi na to, że są razem "bo tak" i kropka.
Nie jesteśmy jednym z tych facetów, bo co byśmy robili na tym portalu, w sumie można utworzyć wątek "gdzie znaleźć porządną dziewczynę"

No właśnie, szukamy kogoś kto będzie do nas pasować, dzielił pasję, cele, nie tylko spędzony czas. Tak by móc coś dzięki współpracy jeszcze bardziej się rozwijać, a nie, że jeden to, drugi to i po dwóch latach powiedzieć "papa, następna", albo drążyć związek na siłę.
Sądzę, że takie lepsze relacje wynikają przypadkowo, los tak chciał że poznamy kogoś dla nas wartościowego masz kumpele, po latach znajomości wiesz dopiero czy macie to coś między sobą, jak nie to po prostu  niech zostanie w strefie jaka była big_smile Nie warto się męczyć na siłę.

62

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Sądzę, że takie lepsze relacje wynikają przypadkowo, los tak chciał że poznamy kogoś dla nas wartościowego masz kumpele, po latach znajomości wiesz dopiero czy macie to coś między sobą, jak nie to po prostu  niech zostanie w strefie jaka była big_smile Nie warto się męczyć na siłę.

I tutaj masz racje. To, że z płcią przeciwną fajnie rozmawia nie oznacza, że będzie się razem. Sam miałem kiedyś taki właśnie przypadek. Na pewnej imprezie, pogadałem z nowo poznaną dziewczyną, na ciekawe tematy. I mnie ciekawiło co ona mówi, i ją ciekawiło co ja do nie mówie. Ale niestety los tak nam ułożył, życie że nic z tego nie wyszło.

63 Ostatnio edytowany przez Tom94 (2015-08-03 21:13:25)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
rossanka napisał/a:
Tom94 napisał/a:


Podstawowy błąd jaki popełniasz w tym twierdzeniu to, to iż zbyt dużą uwagę zwracasz na wiek.
No ok, na papierze jestem młody ale co w związku z tym?
Przez całe życie byłem traktowany jako facet drugiej kategorii a czasami nawet pojęcie faceta mnie nie obowiązywało w oczach kobiet, dlaczego ten stan miałby się zmienić za parę lat?
Powiem więcej, kiedyś będzie jeszcze gorzej bo o ile chłopak w moim wieku bez doświadczenia jeszcze ujdzie tak 30paroletni chłop już nie bardzo.
Niestety takie mamy obecne realia, jeden ma powodzenie a drugi w ogóle, pozostaje się z tym pogodzić, żyć dalej i realizować się na innych płaszczyznach.

Hm. Jak sie uprzesz, że  się nic nie zmieni,  To się nie zmieni. Trudno. W sumie nie moja sprawa, tylko dziwi mnie taka rezygnacja i takie zaplanowanie sobie reszty (bez)związkowego życia. Co kto woli. Wybór samotności jest też jakimś wyborem. Jeśli Ci odpowiada to też w porządku.
A wiek? Ma duże znaczenie. Na wszystko patrzy się inaczej jak ma się 20lat (chociażby człowiek był niewiadomo jak ingeligentny),  A inaczej w wieku 30. Pewnie po 60tce jest jeszcze inaczej.


No i znów mnie nie zrozumiałaś.
To nie jest kwestia mojego uparcia lecz tego że pomimo starań i tak miałem być samotny.
Z nie jednego pieca już chleb jadłem i próbowałem poznawać dziewczyny w przeróżnych sytuacjach życiowych lecz wynik zawsze był taki sam, nie pomogło wrzucenie na luz (przyznaję że na początku robiłem sobie zbyt duże nadzieje), nie pomogła zmiana środowiska, nie pomogło nic. Ba, często chciałem poznać nawet tylko koleżanki aby mieć znajomą płci przeciwnej, nawet takiej znajomości nie udało mi się nawiązać.
Więc bazując na rachunku prawdopodobieństwa stwierdzam że mym przeznaczeniem jest życie w pojedynkę, zresztą samotność nie jest taka zła jak się człowiek do niej przyzwyczai.
Co do wieku to za 10lat możesz mi pokazać tego posta i wówczas zobaczymy czy popatrzę na niego z innej strony, podejrzewam że nie smile

Po prostu Adam napisał/a:

Mając cele w życiu, pasje, dumę i pewność siebie po prostu nie da się być samotnym. Chyba, że z wyboru.

To mało wiesz o życiu kolego.
Ja mam cele w życiu, chcę coś osiągnąć, chcę być kim ważnym w przyszłości, mam swoje hobby, pasję i znam swoją wartość a mimo to jestem sam.
Tak samo jak niektórzy moi znajomi, ciągle się rozwijają, myślą poważnie o przyszłości i efekt taki sam.

64 Ostatnio edytowany przez Po prostu Adam (2015-08-03 23:34:29)

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Tom94,

Tak, masz rację, mało wiem o życiu. Wyjaśniłem po prostu co i jak działa oraz dlaczego działa. Jednak Wy im bardziej przecie w te dyskusję, tym bardziej bronicie swojego podejścia, które nie przynosi Wam nic dobrego. Przypomina to muchę, która próbuje wylecieć przez zamknięte okno, obija się bidulka wciąż mając nadzieję, że robiąc to co ciągle robi, osiągnie inny rezultat i uda jej się wylecieć z pokoju. Mucha nie jest w stanie poszukać innego sposobu na wydostanie się.
Ta dyskusja przypomina mi spór teisty z ateistą. Jest jałowa z założenia.
Tom94, czytałem założony przez Ciebie wątek. Osoba, która zna swoją wartość nie zakłada takich tematów. Posiadanie celów, pasji, powinno implikować pewność siebie i dumę. Tych dwóch ostatnich brak w Twoim przypadku. Jest za to cała litania wyimaginowanych przeszkód i zwalania winy na okoliczności, które są winne Twojej samotności.
Serio, jeśli zależy Ci na tym by 'wygrać' bądź 'mieć rację' to możesz mieć. Tylko co z tego, że masz rację, jak nie masz kobiet?
Niektórzy ludzie znajdą problem na KAŻDE rozwiązanie.


Moje pytanie do Ciebie - po co bronisz czegoś, co po prostu nie działa?

Uderzam w stół.

65

Odp: Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?
Tom94 napisał/a:
rossanka napisał/a:
Tom94 napisał/a:


Podstawowy błąd jaki popełniasz w tym twierdzeniu to, to iż zbyt dużą uwagę zwracasz na wiek.
No ok, na papierze jestem młody ale co w związku z tym?
Przez całe życie byłem traktowany jako facet drugiej kategorii a czasami nawet pojęcie faceta mnie nie obowiązywało w oczach kobiet, dlaczego ten stan miałby się zmienić za parę lat?
Powiem więcej, kiedyś będzie jeszcze gorzej bo o ile chłopak w moim wieku bez doświadczenia jeszcze ujdzie tak 30paroletni chłop już nie bardzo.
Niestety takie mamy obecne realia, jeden ma powodzenie a drugi w ogóle, pozostaje się z tym pogodzić, żyć dalej i realizować się na innych płaszczyznach.

Hm. Jak sie uprzesz, że  się nic nie zmieni,  To się nie zmieni. Trudno. W sumie nie moja sprawa, tylko dziwi mnie taka rezygnacja i takie zaplanowanie sobie reszty (bez)związkowego życia. Co kto woli. Wybór samotności jest też jakimś wyborem. Jeśli Ci odpowiada to też w porządku.
A wiek? Ma duże znaczenie. Na wszystko patrzy się inaczej jak ma się 20lat (chociażby człowiek był niewiadomo jak ingeligentny),  A inaczej w wieku 30. Pewnie po 60tce jest jeszcze inaczej.


No i znów mnie nie zrozumiałaś.
To nie jest kwestia mojego uparcia lecz tego że pomimo starań i tak miałem być samotny.
Z nie jednego pieca już chleb jadłem i próbowałem poznawać dziewczyny w przeróżnych sytuacjach życiowych lecz wynik zawsze był taki sam, nie pomogło wrzucenie na luz (przyznaję że na początku robiłem sobie zbyt duże nadzieje), nie pomogła zmiana środowiska, nie pomogło nic. Ba, często chciałem poznać nawet tylko koleżanki aby mieć znajomą płci przeciwnej, nawet takiej znajomości nie udało mi się nawiązać.
Więc bazując na rachunku prawdopodobieństwa stwierdzam że mym przeznaczeniem jest życie w pojedynkę, zresztą samotność nie jest taka zła jak się człowiek do niej przyzwyczai.
Co do wieku to za 10lat możesz mi pokazać tego posta i wówczas zobaczymy czy popatrzę na niego z innej strony, podejrzewam że nie smile

.

Och dobrze już ,zobaczymy za 10 lat big_smile Jak będę miała czas.:D
Jesteś rocznik94? Bo zabrzmialo jakby jakiś wiekowystarzec to napisał ,co to już życie ma za sobą.
Nie wiem czy się coś u Ciebie zmieni.Może to a może nie.Tylko jak założyłeś sobie ,że masz być sam i że nigdy nic się nie zmieni to tak się naprawdę stanie .Chcesz to masz.
Swoją droga jesteś bardzo pewny .Ją nie wiem co będzie jutro a Ty już Wiesz,że za 10lat nadal będziesz sam.Ciekawe założenie.

Posty [ 1 do 65 z 94 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Czy sednem cierpienia w samotnosci jest brak zaspokojenia seksualnego?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024