Witajcie netkobietki.
Chciałabym zapytać Was o zdanie i Wasze doświadczenia, bądź "znałam kogoś...". Mój 3letni związek rozpadł się rok temu z powodu wielu kłótni. W pewnej kłótni mój teraz już Ex powiedział, że to koniec. A ja w nerwach powiedziałam, że świetnie. i tak to zostawiliśmy. Po paru tygodniach zaczęliśmy się spotykać znowu, ja chciałam powrotu, mój Ex stwierdził, że kocha mnie, ale coś w nim pękło i nie ma takiej możliwości. Że nie pasujemy do siebie. Że już nie jest tym, kim był. Mimo to, zaczęliśmy się spotykać i w sumie żyć w namiastce związku, kolacje, spacery, rozmowy, czułość, seks. Tej czułości było więcej, niż pod koniec naszego związku. Trwało to kilka miesięcy, może 3. W końcu powiedziałam, że żyjemy jakbyśmy byli razem i że nadal mam na to nadzieję. Mój Ex zareagował tak samo, nagłą ścianą. Przepraszał, ,że robił mi nadzieje. Znów ograniczyliśmy kontakt na miesiąc. Był praktycznie zerowy. Kiedy się już posklejałam psychicznie na tyle, żeby nie płakać na jakieś wspomnienie (przynajmniej nie za każdym razem) któreś z nas się odezwało. Nie pamiętam czy ja, czy on. I w sumie od smsa do smsa, od telefonu do telefonu znów zaczęliśmy się spotykać. Z tym, że już zrozumiałam co oznacza "coś we mnie pękło"- nie miałam już nadziei, oboje mówiliśmy o przyjaźni, ja już nie marzyłam ani nie dążyłam do powrotu. Od 4 miesięcy spotykamy się, mniej więcej raz w tygodniu. Czasem 2 razy. A czasem mamy tydzień przerwy. Od pewnego czasu mój Ex zaczął mówić rzeczy w stylu "Najgorsze jest to, że ja nadal Ciebie kocham" "Moja Ania, moja kochana Ania" itd. Na spotkaniach znowu jest czuły. Przytula, przyciąga do siebie. Bierze n a ręce, całuje. Nie sypiamy ze sobą, odmawiam, a czasem gdy jest zbyt intensywnie, to On przerywa i mówi, że nie chce. Chce fizycznie, ale nie chce psychicznie. Kiedy znów powiedział,że mnie kocha, zapytałam co to znaczy. Zastanowił się i powiedział, że nie kocha mnie tak związkowo, tylko jako Anie. I że ma do mnie ogromny sentyment.
Nie wiem czy to ma znaczenie, ale przez ten rok z nikim się nie spotykał, z żadną się nawet nie całował.
Jak myślicie, czy (i jak) da się to jeszcze uratować? Czy z sentymentu można wydobyć miłość na nowo ?