Hej!
Piszę, ponieważ potrzebuję porady
Pewnie wyjdzie długo i niewielu z Was wytrwa do końca, a co dopiero zacznie to czytać, ale spróbuję. Nie mam nikogo, z kim mogłabym o tym pogadać. Może jest wśród Was ktoś, kto był w podobnej sytuacji, lub zna kogoś, kto funkcjonuje podobnie. Wiem, że dzisiaj dużo osób studiuje i pracuje w tym samym czasie. Udaje im się to pogodzić, dlatego głęboko wierzę, że uda się i mi, a w między czasie będę miała czas dla siebie - czas na rozwijanie swoich pasji. Może zacznę od początku. Jestem na ostatnim roku studiów licencjackich kierunku humanistycznego, który w ogóle nie pokrywa się z moją pasją, z tym co chciałabym w życiu robić naprawdę. Wybór takich a nie innych studiów był głównie brakiem pomysłu na siebie, trochę też pójściem na łatwiznę. Od początku studiów finansują mnie rodzice. Podjęłam decyzję, że chciałabym ich odciążyć i podjęłam poszukiwanie pracy. Z pracą nie ma problemów jako że jestem po studiach językowych. Dostałam dwie propozycje pracy w korpo. Na tym samym stanowisku, za tą samą pensję. Jedna jest na trzy zmiany (w czasie dnia od 7.00 do 19.00), praca we wszystkie święta, wolne w weekendy, druga na jedną zmianę (standardowo od 9.00 do 17.00). I mam dylemat. Chciałabym pracując, móc pójść na studia w trybie zaocznym. W pierwszej pracy atmosfera byłaby świetna, z tym że bieda z tym, że trzeba pracować w święta. I dalej od domu. Druga praca kojarzy mi się źle jeśli chodzi o atmosferę. Taka typowa korpo. Z tym że brak pracy w święta, stała zmiana. Co wybrać?
Drugą sprawą jest to, że myślę o studiach zupełnie niezwiązanych z moim kierunkiem. Teraz, gdy pensja będzie pozwalała mi na to, żeby coś niecoś odłożyć, chciałabym zacząć coś, co mnie spełnia. Mimo tego, że nie wiem czy sobie z tym poradzę jako że jest to dietetyka. Kierunek bardziej ścisły niż humanistyczny, a ja, z natury jestem tym drugim umysłem. Wiem jednak, że chcieć to móc. Nie wyobrażam sobie całego życia spędzonego w korpo. Nie chcę całego życia spędzić za biurkiem, ale wiem, że teraz jest to jedyny sposób na to, żeby mieć stałą pensję, żeby zapewnić sobie przeżycie i żeby odłożyć pare groszy. Najrozsądniej byłoby pewnie kontynuować studia magisterskie na Filologii - wiem. Ale czy ja naprawdę tego chcę? Nie. Proszę, dajcie mi jakiegoś kopa motywacyjnego i napiszcie szczerze czy nie porywam się z motyką na księżyc. Co o tym wszystkim myślicie? Czy to wszystko jest nieodpowiedzialne? Mam 23 lata.