Witam serdecznie, od października zaczynam studia dzienne i planuję przeprowadzić się do miasta w którym będę studiowała. Mam jednak dylemat ponieważ za moment będzie lipiec i czas już się zacząć za czymś rozglądać... problem w tym że sama nie potrafię zdecydować za czym i proszę Was o poradę, może macie jakieś doświadczenia. Mam możliwość wynajęcia samodzielnego mieszkania w dobrej lokalizacji i w atrakcyjnej cenie. Wiadomo że własne mieszkanko to swoboda i spokój. Martwi mnie jednak to że będzie mi czasem doskwierać samotność, znajomi z uczelni mogą być różni - wcale nie musimy się zakumplować, mam w tym mieście paru znajomych z liceum ale wiecie jak to jest z ludźmi - jak oni potrzebują to ok ale jak ty potrzebujesz to ... no właśnie. Drugą opcją jest wynajęcie mieszkania wspólnie z dobrym kolegą który jest w moim wieku, będzie pracował i studiował zaocznie. Każdy miałby swój pokój, mimo to że dobrze się dogadujemy to czasem potrzebuję odpocząć od jego dziwności, nie wiem czy jakieś drobne kłótnie w końcu nie przerodziłyby się w coś poważnego. Niby jest pracowity ale jak się go nie przyciśnie to robi się z niego leniuch, nie chciałabym za nim chodzić i sprzątać. To samo tyczy się wynajęcia pokoju w mieszkaniu obcych ludzi, nie wiem czy ich obecność by mnie nie krępowała. Albo trafi się ktoś sympatyczny albo nie, loteria. I ostatnia opcja akademik. Gdybym chciała złożyć dokumenty to wiadomość o przyjęciu dostaję bodajże we wrześniu więc większość ogłoszeń o mieszkaniach i pokojach będzie już przebrana. Odległość od domu to tylko 50km, przychód na jedną osobę w rodzinie mam wysoki więc nie wiem czy w ogóle byłyby jakieś szanse na przyjęcie mnie. Jeśli chodzi o naukę to potrzebuję spokoju i ciszy, nie potrafię uczyć się w hałasie. Planuję przyłożyć się na studiach, nie jestem wieczną imprezowiczką ale wiadomo studia to nie sama nauka. Przebywanie wśród ludzi chyba mnie mobilizuje do wielu rzeczy, jakoś tak napędza mnie ich obecność ale czasami człowiek chce też odpocząć i móc się "odłączyć". Nie mam większego problemu z nawiązywaniem znajomości, jak każdy trochę się krępuję i czuję niepewna przy pierwszym poznaniu ale potem samo już jakoś idzie. Macie jakieś doświadczenia w mieszkaniu z kimś lub same ? Podpowiedzcie jak rozwiązać ten problem ![]()
1 2015-06-26 10:56:29 Ostatnio edytowany przez tyskaa (2015-06-26 10:58:23)
Opowiem na swoim przykładzie.
Lubię poznawać nowych ludzi, gdzieś wyjść, pogadać, zaprosić do siebie, itd. ALE...
Ja oddałabym wszystko, abym mogła mieszkać sama, ale niestety nie było to możliwe. Każdy weekend, ewentualne wakacje, kiedy nie było współlokatorów to był raj na ziemi. I do dziś tak jest (wciąż mnie nie stać, nad czym ubolewam, choć mam nadzieję, ze w końcu sytuacja zacznie się poprawiać).
Jest jeden ogromny i znaczący plus mieszkania samemu: wszystko jest po Twojemu. Od ułożenia garnków w szafkach do rodzaju papieru toaletowego. Wszystko jest posprzątane tak jak Ty chcesz, nikt Ci brudów nie zostawia (np. garnka z jedzeniem na kuchence w środku upalnego lata na tydzień - osoba ta wyjechała do domu). Jest cisza, nie ma imprez, gdy musisz się uczyć, nie ma gości/partnerów współlokatorów. Jesteś sobie panem i władcą.
W akademiku nie mieszkałam (nie wyobrażam sobie siebie w akademikach, więc tu nie mogę nic powiedzieć).
Mieszkanie z kimś (zależy od ludzi).
- Zestaw 1: 2 koleżanki z liceum. Do dziś nie wiem, dlaczego jedna się obraziła śmiertelnie i była chamska (z drugą było ok).
- Zestaw 2 (i kolejne zestawy to osoby wcześniej mi nieznane) - jedna się wyprowadziła, bo miała coś taniej (fajna dziewczyna), a drugi koleś został i było spoko. On sobie, ja sobie, wyjeżdżał na weekendy, problemów nie było.
- Zestaw 3: 4 dziewczyny + ja. Ciągle ktoś był w mieszkaniu. W ciągu 10 miesięcy miałam jeden dzień i jedną noc, kiedy była cisza i spokój
Ale z drugiej strony - świetne współlokatorki. Mogłyśmy na sobie polegać, wspólne wieczory, żarty :-)
- Zestaw 4 i 5: furiatki z bzikiem do sprzątania. Nie jestem bałaganiarzem, syfu nie znoszę, sprzątałam normalnie na bieżąco i większe sprzątanie "dyżurowe", ale jak raz zostawiłam sobie umycie podłóg na następny dzień to dostałam awanturę, która skończyła się wypowiedzeniem (w każdym przypadku propozycja wyszła od obu stron).
- Zestaw 6: kolejne fajne 2 dziewczyny, problemów żadnych, dogadywałyśmy się, a na dodatek przez miesiąc mieszkałam tam praktycznie sama ![]()
- Zestaw 7: dziewczyna, której chłopak NON STOP był u niej (nie płacił, nie sprzątał, a bałaganił - ona zresztą też - wspomniany wyżej garnek), ale mimo to mieszkało się ok (infrastruktura, miejsce, sam pokój, stan mieszkania wynagradzały współlokatorkę).
- Zestaw 8: osoba pracująca, cisza, spokój, pogadać można było, dogadać się ze wszystkim też problemów.
Konkluzja - ZALEŻY na kogo trafisz.
Musisz sama zdecydować, czego oczekujesz, na jak duże kompromisy możesz pójść i czy czujesz się komfortowo z np. obcymi ludźmi we wspólnym mieszkaniu.
Ja właśnie kończę 1wszy rok studiów. Mieszkam z 2 koleżankami, z którymi znamy się od dawna. Chodziłyśmy razem do podstawówki, gimnazjum i liceum. One mają 1 większy pokój na spółkę, a ja mniejszy dla siebie. To jest mieszkanie moich rodziców, więc mam o tyle lepiej. Dodatkowo miasto, w którym studiujemy jest nie tak daleko od miejscowości, w której mieszkamy, więc każda z nas na weekendy jest w domu, co powoduje, że w mieszkaniu nie musimy mieć tak dużo rzeczy, więc nie jest nam ciasno.
Polecam zamieszkanie z kimś. Teraz cały tydzień siedziałam sama w mieszkaniu, bo koleżanki wcześniej skończyły sesję i dziwnie tak samej mieszkać i spać. Choć fakt faktem czasem wkurza mnie to, że najczęściej ja sprzątam kuchnie czy łazienkę albo wynoszę śmieci.
W akademiku nie mieszkałam, ale u nas chyba brało się po uwagę odległość do domu a nie dochód w rodzinie.
U mnie było tak:
Na początku mieszkałam w kawalerce sama ale doskwierała mi samotność. Nowe miasto, nowe znajomości, pierwszy rok. Ciężko było.
Potem dołączyła do mnie dziewczyna która okazała się katastrofą. Dziewczyna leżała i pachniała, że tak powiem. Na studiach pierwszy raz w życiu myła naczynia
więcej o niej opowiadać nie będę bo ciężko się to wspomina. Powiem tylko że skończyło się na tym że przyłapałam ją na grzebaniu w moich osobistych rzeczach i po tym zdarzeniu nasze drogi się rozeszły.
Potem znalazłam miejsce w mieszkaniu w którym byłyśmy we 3 ale każda miała swój pokój. Zazwyczaj spotykałyśmy się w kuchni i było spoko. Nikt u nikogo nie przesiadywał a jak miałyśmy ochotę to było z kim pogadać. Każda sprzątała swój pokój a kuchnię, przedpokój oraz łazienkę tydzień na tydzień na zmianę. Ten mieszkaniowy czas wspominam najmilej.
Także jeśli mogę coś radzić to na pierwszym roku mieszkać z kimś bo jest raźniej. Ale... albo z kimś kogo znamy albo mieć swój pokój w mieszkaniu i względny święty spokój ![]()
Ja mieszkałam w akademiku rok, teraz zamierzam mieszkać kolejny i opowiem jak to u mnie było.
U nas bierze się pod uwagę i odległość od miasta rodzinnego i wysokość dochodu na osobę. Chociaż są przypadki, że jak dochód jest większy niż norma, to i tak ta osoba dostaje miejsce w akademiku, jeśli takie miejsca jeszcze są.
Co do osób w pokoju i ogólnie w akademiku. Ja mieszkałam z 2 dziewczynami, które były spokojne, jak się uczyłyśmy to wszystkie, jak któraś oglądała jakiś serial/film/słuchała muzyki to na słuchawkach, żeby nie przeszkadzać pozostałym. Co do zachowania osób na piętrze i w całym budynku, Na piętrze, nawet obok nas, mieszkali imprezowicze, ale jak się zamknęło drzwi między składami na klamkę, to prawie ich nie było słychać, tak samo osób z innych pięter.
Ja oceniam mieszkanie w akademiku na 5, tanio, blisko wszędzie itp
Więc jak najbardziej polecam ![]()
Wasze posty dały mi trochę do myślenia i opcje zamieszkania w akademiku oraz wynajęcie sama pokoju u kogoś zupełnie nieznajomego odpadły. Na dzień dzisiejszy rozpatruję wynajem dwóch osobnych pokoi w mieszkaniu kogoś nieznajomego, z wyżej wspomnianym kolegą - będę czuła się chyba trochę pewniejsza że w razie trafienia na specyficznych współlokatorów nie będę musiała sama się z nimi "użerać" . Wynajęcie mieszkania dwupokojowego, dla mnie i kolegi, po przeliczeniu i prześledzeniu ogłoszeń to zbyt duże koszty a atrakcyjne "rodzynki" zdarzają się stosunkowo rzadko. Nie wiem, czy w waszych miastach ceny wynajmu mieszkań też są takie kosmiczne O.o ? Dużo z tych mieszkań wymagałoby gruntownego remontu już daaawnoo. Dwa dni temu natrafiłam na, tak mi się wydaje, super okazję.. biuro nieruchomości wynajmuje małą kawalerkę na poddaszu kamienicy (ok 20m2) więc malutka ale bardzo klimatyczna. Lokalizacja ok, cena bardzo atrakcyjna bo tylko 500zł ze względu na skosy plus opłaty. Koszt wynajmu zmieściłby się spokojnie w max 700zł w okresie grzewczym więc cena porównywalna z wynajmowaniem pokoju u kogoś. Najbardziej obawiam się że wynajmując u obcej osoby pokój trafię na kogoś upierdliwego, nie dogadamy się itp. i zaczną się problemy. Jak trafi się fajne towarzystwo to z jednej strony raźniej bo wraca się do mieszkania gdzie zawsze ktoś jest, nawet jeśli siedzi cichutko za ścianą ale z drugiej trzeba się podporządkować czasami, nauczyć żyć i funkcjonować według nowych zasad ;p mieszkanie z rodzicami to jednak nie to samo. Dziękuję za dotychczasowe odpowiedzi i mam nadzieję że jeszcze ktoś coś podpowie ! ![]()
tyskaa zawsze możesz mieszkać a w między czasie szukać czegoś innego. Ludzie różni bywają i nie przewidzisz na kogo trafisz.
Ja płaciłam nie wiele na tym mieszkaniu co mieszkałyśmy we 3. Koszt był 1000zł plus opłaty za całe mieszkanie. Wychodziło ok 450zł miesięcznie, ale mieszkanie nie było nowe do remontu niestety. Bez pralki, odkurzacza, naczyń. Miałyśmy wszystko swoje.
20 m2 to bardzo malutko, max na jedną osobę.
Wydaje mi się że ustalenie już na początku jasnych zasad dużo wyjaśnia.
Tak jak inne osoby pisały - dużo zależy po pierwsze od Ciebie - co lubisz, jakie masz upodobania, jak spędzasz wieczory - bo wieczory bywają kluczowe. W ciągu dnia każdy gdzieś biega, coś robi, a wieczorem różnie - jedni wolą odpocząć w ciszy, ktoś inny będzie głośno słuchał muzyki czy oglądał serial, a inni zaproszą znajomych i nie będą czuli, że 23 to już słaba pora na wydzieranie sie na pół bloku.
Myślę, że warto spotkać się z potencjalnymi współlokatorami i pogadać, postawić swoje granice, powiedzieć "Słuchaj, nie lubię kiedy ktoś robi XXX" i wtedy przynajmniej jest jakaś jasność. Ja tak robię i jakoś to działa już od paru lat ![]()
Ale nie martw się, studenckie życie jest męczące, ale fajne - szkoła życia ![]()