Witam.
Chciałbym was prosic o jakąś radę albo pomoc bo mam dziwna sytuacje z dziewczyną i włożyłem już w nią tyle czasu i poświęcenia ze już nie daje rady a bardzo mi na niej zależy.Z kobiecego punktu widzenia może coś wyciągnę z tego. To nasza historia
Poznaliśmy się na imprezie w październiku niby tylko znajomość bo mówiła, że nikogo nie szuka itd a jednak zaczęliśmy się spotykać coraz częściej zacząłem do niej przyjeżdżać coraz więcej czasu spędzaliśmy ze sobą. Spodobała mi się w sumie od razu i zacząłem się starać o jej względy a ona mimo, że dalej mówiła że nie szuka nikogo wciąż się ze mną spotykała jakieś wspólne wypady i chciała tego czasu ze mna coraz więcej. W lutym wyszło jakoś tak, że doszliśmy do takiego stopnia że zaczęliśmy się zachowywać jak para wspólne wieczory, pierwsze pocałunki całkiem inne zachowanie w stosunku do siebie a jak pytałem ją o związek to mowiła, że jeszcze nie. Ona jest zdania, aby stworzyć związek musi już być ta miłość, to całe kocham Cię (a ja jestem zdania ze w związku tworzy sie to cos miedzy dziewczyna a chłopakiem i ze własnie najpierw zaczynają ze soba chodzić i dalej sie to toczy..) Było wszystko dobrze walentynki te sprawy i jakiś tydzień pozniej jestem u niej i ona taka zmarnowana nic nic i w końcu wyciągnąłem od niej, że ona nie wie czy to ma sens bo nie czuje tego czegos i nie wie jak to bedzie a na prawde starałem się jak mogłem bo jest dla mnie wyjątkowa.Wytrzymaliśmy bez siebie tydzień pojechałem do niej i zaczęło się tak jakby od nowa miało być już dobrze i faktycznie bylo coraz lepiej byliśmy bardziej zżyci ze sobą bliżej siebie i pod koniec kwietnia pytam ja o związek na co mi ona ze jeszcze nie bo nie jest jeszcze pewna czy mnie kocha ale jednak nasze zachowania były jak para po prostu brakowało tego oficjalnego zatwierdzenia ze tak powiem. Bylo dobrze i w tym tygodniu przyjezdzam do niej i znów to samo ze ona nie wie czy to ma sens bo sie juz toczy i toczy i ona nie jest pewna czy to uczucie przyjdzie a mimo wszystko przez ten czas cały czas się zbliżaliśmy do siebie, poznaliśmy siebie w całości, mówiła, że docenia moje starania ze mówie to co ona chce usłyszeć, że jestem super i nagle takie coś znów. Byłem w sobote porozmawiać i że musi to przemyśleć był płacz smutek przytulała się i w pewnym momencie chciała mnie pocałować zbliżenie i zabrała głowę za chwile to samo i tak jakby spanikowała i żebym już się zbierał (bo miałem na trening jechac) Walczy sama ze sobą z tego co widze.I sie do niej zbytnio nie odzywałem od soboty zeby sobie przemyslala spokojnie i wczoraj mi oznajmiła, że nic sie nie zmieniło i nie czuje tego czegos, że jestem dla niej ważny i może coś czuje ale nie wie co. Co w takiej sytuacji zrobić ? Jak ją przekonać do siebie? Prosze o jakąś poradę co z tym wszystkim zrobic bo już głupieje powoli nigdy za dziewczyną tak nie biegałem i się nie starałem.