Witam.
Mam 26 lat moja dziewczyna z którą jestem od roku i 8 miesięcy 24, myślę że układa nam się dobrze, chociaż nie wiem i dlatego postanowiłem tu napisać.
Moja dziewczyna jest osobą bardzo upartą, doszedłem do wniosku że za bardzo jej ulegam, w sumie zgadzam się praktycznie na wszystkie jej pomysły, czasami coś mi się nie podoba a i tak się na to zgadzam boją się kłótni która mogła by wyniknąć przez jej dążenie do swojego zdania.
Próbuje z nią o tym rozmawiać ale ona nie widzi problemu, albo mówi że się poprawi i jest bez zmian.
Mamy podobne zainteresowania, ale też są rzeczy które nas różnią, jednak zazwyczaj spędzamy czas tak jak ona chce, czasami czuje że nie mam nic do gadania, ona zapewnia że tak nie jest ale po tygodniu, dwóch ponownie nalega na coś czego chciała wcześniej, a jak się nie zgadzam to się na mnie złości.
Ja przyznaje że w związku daje z siebie wszystko, zawsze może na mnie liczyć w każdej sprawie, może to złe że jestem maksymalnie dostępny?
Czasami wydaje mi się że jej tak bardzo na mnie nie zależy tylko związek stał się dla niej w pewien sposób wygodny (wiem że to może być głupie i źle odebrane) bo zawsze jestem jak potrzebuje pomocy itp. (Ja pracuje, ona aktualnie studiuje).
Jest jakiś sposób żeby sprawdzić (poza słowami) że jej naprawdę na mnie zależy? Czuje to coraz rzadziej, nie kłócimy się często, ale jak już to ja jestem osobą która stara się pogodzić bez względu na okoliczności sprzeczki. Były też sytuacje w których ona zdenerwowała się na mnie o jakąś błahostkę np. w restauracji lub idąc spacerkiem po mieście po czym zaczęła na mnie krzyczeć tak że wszyscy wokoło się na nas gapili, a ja spokojnie starałem się załagodzić sytuacje, czasami wydaje mi się że jakbym tego nie robił to po prostu miałaby mnie gdzieś.
Jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy jej naprawdę na mnie zależy?
Czy źle robię że jej często (praktycznie zawsze) ulegam?
Dla mnie ten związek jest ogromnie ważny (jestem facetem po raczej złych przejściach, także daje z siebie wszystko żeby jej nie stracić) jednak powoli dochodzę do wniosku, że to wszystko źle rokuje na przyszłość.
Proszę o jakieś rady.
Pozdrawiam, Michał.