Hej dziewczyny (i chłopaki)
Mam wielki problem.
Od 5 lat jestem w związku i od początku borykam się z problemem seksu... Problem ten polega na tym, że mój narzeczony bardzo rzadko ma ochotę się ze mną kochać. Czasem kochamy się 1-2 w tygodniu a czasem 2-3 razy w miesiącu. Kazda moja rozmowa na ten temat konczy się wielką awanturą i przepraszaniem mnie że nie jest 100% mężczyzną itp. Cały czas sie zastanawiam czy to ze mną jest coś nie tak, że on nie czuje potrzeby? On mówi, że nie. Że mnie kocha (zresztą 3 miesiące temu się oświadczył), że go pociągam, podniecam itp. tylko ze po prostu nie odczuwa potrzeby częstego seksu. Taki juz jest i tyle. Starałam się to akceptować przez długi czas ale ostatnio ten problem we mnie narasta. Boje się, że kiedyś go zdradzę. Jest to idiotyczne i sama myśl o tym powoduje, że czuję się jakbym już zdradzała. Kocham go ponad wszystko i uważam, że seks nie jest najważniejsza rzeczą w związku a jednak sie boje że kiedyś nie wytrzymam i poszukam zaspokojenia gdzieś indziej. To wszystko przez to, że czuje sie nieatrakcyjna, niedowartościowana i upokorzona za każdym razem kiedy mi odmawia seksu.Mam 25 lat a czuje się jakbyśmy byli znudzonym małżeństwem 25 lat po ślubie.. Dodatkowo, jest to mój pierwszy partner i dochodzi ciekawośc jakby bylo z kimś innym.
Dlaczego on nie potrzebuje seksu częściej? i nie potrafi zrozumiec, że ja potrzebuje? Jakich argumentów mam użyć żeby nasze życie seksualne sie poprawiło a moje głupie myśli zniknęły?