Jest to moja historia, przydała by mi się rada jeśli uda Ci się przeczytać ją do końca już będzie mi miło.
Poznałam pewną dziewczynę napisała do mnie z pretekstem moich urodzin. otrzymując od niej wiadomość uśmiechnęłam się jak nigdy do nieznajomego, nie znałam jej a sprawiła mi tyle radości. Pisałyśmy bez przerwy do wieczora, spytała mnie czy mogły byśmy się połączyć na Skype i tam porozmawiać, rozgadałyśmy się przegadałyśmy razem cała noc aż do świtu. Od tamtej pory już wiedziałam że moje życie się zmieni. Zauważyłam po czasie że bardzo jej pomogłam ponieważ była to dziewczyna z depresja, po próbach samobójczych. Staram się wiec nie oceniać jej z tego co zrobiła tylko za to jakim wspaniałym człowiek jest w środku, po pewnym czasie każdy widział u niej zmianę była wesoła, pełna życia. Gdy poznałyśmy się już na tyle dobrze by spróbować być razem. Wystawiłyśmy się razem odważnie na próbę ponieważ dzieliło nas 1500 km bez możliwości spotkania się w najbliższym czasie. Wierzyłam jej ze przetrwamy, uwierzyłam w to dzięki jej wierze w nas. Początki były oczywiście wspaniałe, pierwszy raz poczułam się kochana i zrozumiałam ze ja tez potrafię dać komuś miłość na tyle dobra by czuła się szczęśliwa, pozwoliłam jej być sobą oczywiście że nie chciałam jej zmieniać w
jakikolwiek sposób, nie ograniczałam jej. Chciałam żeby żyła swoim życiem i dzieliła się nim razem ze mną iż chciałam być jego częścią. Regularnie gadałyśmy codziennie i widziałyśmy się na skype'ie, wysyłałyśmy sobie listy i prezenty na każdą okazje. Starałam się dla niej być jak najlepsza, by niczego jej nie brakowało, niestety to nie wystarczyło, zostawiła
mnie, tym razem początki były straszne, brakowało mi jej, tęskniłam. Marzyłam tylko o tym by wróciła, los nie był po mojej stronie, przyzwyczajałam się do jej braku, jej czułych słów, jej oszałamiającego uśmiechu, jej diamentowych oczu, zachcianek, marudzenia. Brakowało mi jej całej. Po czasie związałam się z pewna dziewczyna, dowiedziałam się ze ona też kogoś znalazła, zabolało po mimo ze nie była moja i miałam kogoś innego. Mój nowy związek nawet po takiej rozłące z nią nie poprawił mi samo poczucia, czułam się źle ze próbuje znaleźć tą którą naprawdę kocham w innej, że nie jestem z nią do końca szczera zdałam się na odwagę powiedziałam jej co jest i przeprosiłam szczerze z serca ze nie potrafię z kimś teraz być.
Na następny dzień zadzwonił mi telefon, na wyświetlaczu pojawiło się jej zdjęcie, zobaczyłam je pierwszy raz od dwóch miesięcy, z panikowałam nie wiedziałam co mam zrobić, nie
miałam długo czasu żeby się zastanawiać odebrałam telefon i usłyszałam w słuchawce -halo. Zamurowało mnie, stanęłam dębem patrząc przed siebie. Po czym odezwała się ponownie -halo,jesteś tam? Nie potrafiłam wydusić z siebie choćby jednego słowa. Nie potrafiłam porostu. Powiedziała ze musi ze mną pogadać. Doszło do mnie że jednak muszę się odezwać, przypomniało mi się co powiedziała zanim odeszła, opanowała mnie złość wiec odpowiedziałam o czym ty chcesz ze mną rozmawiać? Oczy miałam już pełne łez. Zaczęła wypowiedz od przepraszam, powiedziała mi że szukała cząstki mnie w innych i skończyło się tylko katastrofą. Odpowiedziałam tylko -przykro mi, nasza rozmowa trwała kolejne 30 min. Gdy się rozłączyła spojrzałam na łózko, leżał na nim miś którego dostałam od niej, nie umiałam już przetrzymać łez i wybuchłam płaczem, zaczęliśmy znów mieć dobry kontakt, tym razem obiecała że nie zostawi. Ja wierzyłam jej jak nikomu innemu. udało nam się znów być razem, po mimo tej przerwy nic się miedzy nami nie zmieniło, było tak jak kiedyś a może nawet lepiej, nie myśląc o tym ze piękne rzeczy nie trwają wiecznie żyliśmy razem aż do dnia gdy napisała mi ze to nie ma sensu, ze nie powinna odnawiać tego, przestała się odzywać z dnia na dzień, czułam się jeszcze gorzej niż za pierwszym razem, znowu sięgnęłam po to co nie powinnam, piłam przy każdej lepszej okazji. Sama widziałam jak się marnuje a nic sobie z tego nie robiłam.
Po 3 miesiącach bez kontaktów z nią moja sytuacja się nie zmieniła. W ten dzień dostałam list od dziewczyny z urodzin, odpowiedziała mi w nim na pytania które mnie ciągle dręczyło -Dlaczego ona to skończyła? Co poszło nie tak? Dowiedziałam się z niego wiele. Bała się mi powiedzieć, co stworzyło nowe pytania do udręki. Miała 90% początkową depresje, nie chciała bym się martwiła i wzięła ją za wariatkę bo chodzi do psychiatry i psychologa. Nie chciała bym cierpiała z jej powodu, uważała że nie pokocham kobiety z problemami i bliznami. Znała odpowiedź a i tak się bała, nie rozumiem. Mogła mi powiedzieć pomogłabym jej jak kiedyś, cieszyłam się tez z tego ze podjęła się leczenia i chodziła do tego psychologa. Brakuje mi jej wiem tez że pomimo wszystko nie jestem w stanie do niej wrócić i to nie przez to że mi już nie zależy. Po prostu, nie chcę przeżywać tego po raz kolejny raz chodziło tu teraz też o mnie, nie mogę jej od tak zaufać i patrzeć na wszytko jakby nigdy nic się nie stało. Aktualnie mamy neutralny kontakt.