Witajcie.
To mój pierwszy post, ale już tu wcześniej zaglądałam, czytałam i zastanawiałam się nad swoim życiem. Chyba wreszcie dojrzałam do decyzji o rozstaniu, ale tak bardzo się boję. Ale zacznę od początku. Jesteśmy ze sobą15 lat, małżeństwem 10, mamy trójkę dzieciaków. Dwójka pojawiła się przed ślubem. Mojemu mężowi papierek do niczego nie był potrzebny dopiero jak miał płacić wysokie podatki postanowił się ze mną ożenić -wspólne rozliczanie -mniejsze podatki. Prosty rachunek a ja byłam szczęśliwa, że wreszcie zalegalizujemy związek. Jaka ja wtedy byłam głupia, ale jak bardzo zakochana. Nie widziałam świata poza nim.
On nigdy o mnie nie zabiegał, nie starał się o mnie, nie komplementował, nie dbał o mnie. Od samego początku to ja kochałam za nas dwoje. Jak pojawiły się dzieci- nigdy do nich nie wstawał, nie karmił, nie chodził na szczepienia, nigdy mi nie towarzyszył. W zasadzie to cały czas byłam sama, on pracował, a po pracy uprawiał różne sporty- nawet w weekendy byłam tylko z dziećmi. Teraz jak analizuje te 15 lat to się zastanawiam co ja widziałam w tym człowieku, dlaczego tak bardzo go idealizowałam..? Pewnie dlatego, że w domu rodzinnym nigdy nie było za wesoło, potrzebowałam miłości i być komuś potrzebna, ale pogubiłam się w tym wszystkim i to ja kochałam za bardzo i cieszyłam się ochłapami.
Wiodło nam się dobrze, zagraniczne wakacje, budowa domu, nowe auto, zdrowe dzieci, idealne małżeństwo, dostatnie życie, tak to wyglądało i wygląda na zewnątrz.
Wszystko było takie idealne do momentu jak pewnego dnia dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza. Nie raz, nie dwa, nie z jedną lecz z wieloma kobietami, często w bardzo ważnych momentach życia Prowadził podwójne życie od samego początku, Zawsze miał duże potrzeby seksualne, nigdy mu nie odmawiałam nawet jak nie miałam na to ochoty- nie robiłam nic przez te lata, czym mogłabym go urazić. Wtedy zawalił się mój świat, nic już nie miało sensu, nic nie istniało, nie mogłam zrozumieć jak mógł mi to zrobić -przecież tak bardzo go kochałam. Wiecie co nawet nie było rozmowy o rozstaniu, przepraszał, płakał, obiecał że już tego nie zrobi i że mnie kocha i nie chce mnie stracić, był pewny, że nie odejdę- łzy były na pokaz-teraz to dopiero widzę. Mi nawet przez myśl nie przeszło żeby od niego odejść- no ba jak bym mogła żyć bez niego- przecież nie można żyć bez powietrza. Przez chwilę było cudownie, kupował kwiaty, drobne prezenty, czułe słowa chodzenie za ręce. Moja sielanka nie trwała długo, zaczęło się jak zrezygnowałam z prowadzenia sklepu. Po krótkim czasie stałam się pasożytem, pijawką, paniusią która ma tylko roszczenia, zaczął wytykać, że nic nie należy do mnie, że wszystko jest jego, że to on na wszystko zapracował, zaczął się znęcać psychicznie, umniejszać, poniżać, czasami podnosił na mnie rękę, a ja nadal go tak bardzo kochałam -namówiłam na terapię małżeńską, tak bardzo nie chciałam go stracić, chciałam jeszcze wszystko ratować.Znowu przez chwilę było ,,dobrze" -moja skrzywiona psychika.
Teraz znowu wszystko wróciło-straciłam pracę i znowu to samo umniejszanie, wyzywanie, znęcanie psychiczne bardzo się nasiliły. Jestem na zasiłku dla bezrobotnych, pracy się nie boję, żeby dorobić podjęłam się sprzątania domów, mimo że mąż w miarę dobrze zarabia i wcale bym nie musiała tego robić. Nie ważne ile bym nie zarobiła to zawsze jest mniej niż on przynosi.
Mam dość od pół roku dojrzewam o decyzji o rozwodzie. Chyba już nadszedł czas, żeby coś zmienić w swoim życiu, żeby wziąć życie w swoje ręce. Dopiero teraz widzę, że przez tyle lat żyłam ,,obok'' tyrana i despoty osoby, która nigdy na mnie nie zasługiwała. Mam obniżoną samoocenę, ale wiem że jestem dobrą osobą. Mam już dość poniżania, umniejszania, krytykowania, braku szacunku, cokolwiek bym zrobiła to i tak dla mojego męża jest, że zrobiłam to nieumiejętnie nieprzemyślanie. Mam dość bycia hydraulikiem, malarzem tapeciarzem i ogrodnikiem, gdy w tym czasie mój mąż siedzi przed komputerem. Chcę wziąć życie w swoje ręce, chcę być szczęśliwa. Jestem przed 40-stką życie przede mną, tylko tak bardzo się boję. Chcę rozwodu, ale kompletnie nie wiem jak się za to zabrać. Mam tyle pytań w głowie. Jak przeżyją to dzieci..? młodsze są bardzo z nim związane. Jak mieszkać po rozwodzie pod jednym dachem, podział majątku- może trwać długie lata, na pewno nic nie będzie chciał mi dać, alimenty z pewnością minimalne- zaniży zarobki bo ma możliwość. Tak bardzo się boję!!!!
2 2015-06-20 22:41:33 Ostatnio edytowany przez panibaronowa (2015-06-20 22:42:10)
Strach to kłamca. Ktoś mi kiedyś powiedział, Bacon albo Roosevelt - nie ma się czego bać poza samym strachem. Spokojnie. Wszystko by było "dobrze", gdyby nie przemoc. Bo znam sporo kobiet, żyjących w układzie - jest szmal, dzieci, ojciec jest, żona o nic nie pyta, jest szczęśliwa, on ma swoje męskie sprawy, a ona spełnia się w przyklejaniu tapet i jeżdżeniu po krzaki.
Na razie dojrzałaś do decyzji i niech to się w Tobie zakorzeni. Prześpij się z tym parę ładnych nocy, a przed zaśnięciem wizualizuj sobie szczęśliwą dla Ciebie przyszłość - gdzie się widzisz za rok? Jak się wszystko uda, powiedzie. Musi być plan i to plan chytry. Nie rób niczego pochopnie. Nie krzycz, nie zdradzaj swoich planów. Staraj się zachować spokój, im dłużej siedzisz nad brzegiem rzeki, tym większa szansa, że zobaczysz ciała wrogów płynące z nurtem, mówi stare chińskie przysłowie.
Tu dostaniesz pomoc i wsparcie, co człowiek to punkt widzenia.
Najpierw do prawnika, myślę. I na terapię. Sama. Bo jakby nie patrzeć, rodzina jest dysfunkcyjna i dobrze by było popracować ze specjalistą. Jeśli wybrałaś odejście, to znaczy, że teraz chcesz się zająć sobą. Dzieci oczywiście są najważniejsze, ale to Ty powinnaś być teraz dla siebie na pierwszym planie w głowie, bo od Twojego dobrego samopoczucia zależy ich dobre samopoczucie. Nie namawiam Cię, abyś pojechała na wakacje sama i tam piłowała pazury, pijąc wino od rana. Musisz sobie najpierw w głowie poukładać, aby spokojnie, bez paniki, histerii i awantur osiągnąć to, co chcesz.
Prawnik Ci powie, że masz zebrać dowody zdrad, poniżania i przemocy. Zajmij się tym już od dzisiaj.
A ten zasiłek dla bezrobotnych to jest moim zdaniem Twoje przyznanie się do bycia pijawą. Taki trochę masochizm. Urodziłaś mu trójkę dzieci, on ma obowiązek Cię utrzymywać.
Wszystko będzie dobrze pod warunkiem, że zachowasz zimną krew. Rozwód to nie bajka, to koszmar. Walka na noże i niestety muszę Cię zapewnić, że nie będzie inaczej. A mąż ze skłonnościami przemocowymi będzie chciał Cię zniszczyć i zabrać Ci dzieci, choćby na złość. Zrobi z Ciebie nieroba i pijaczkę przed sądem. Także kochana, od dziś jesteś świętsza od Papieża.
Ale nie jest to historia, która nie przydarza się większości ludzi, nie jest to coś nie do przejścia. Dasz radę na pewno, bo o swoją godność należy walczyć.
Nie łam się, jeśli czujesz całym sercem, że to dobra decyzja, to znaczy, że właśnie tak jest.
Często się zastanawiam dlaczego tak wielu z nas boi się zmian ?
Czy to wynika z tego, że tak bardzo wrośliśmy w to właśnie życie, tak bardzo poznaliśmy "ten teren" że inny choćby był lepszy zawsze będzie bardziej odległy..i zawsze trudniej będzie zrobić ku niemu krok..?
Ale Ty już ten krok zrobiłaś
Są jakieś przemyślenia, decyzje.
A to już uważam sporo.
Twój nick w końcu nie jest przypadkowy ![]()
Dziewczyno Droga - Ty jesteś tzw. kobietą kochającą za bardzo. Jest tu wątek grupy wsparcia dla takich osób. Przeczytaj koniecznie. Poczujesz, że nie jesteś sama i jedyna w takiej sytuacji. To bardzo pomaga. Poza tym forum jest także wiele innych miejsc w necie, gdzie można szukać ratunku. Nie czekaj, bo zginiesz.
Czeka Cię bardzo długa droga i walka na całego. Czy w realu ma Cię kto wesprzeć ? Mama, przyjaciółki, krewni ? Ciężko jest w takich chwilach bez pomocy bliskich.
Do Panibaronowej
Nie zgadzam się z Tobą że gdyby nie przemoc to wszystko byłoby ok. To nie był żaden układ. Ja go naprawdę bardzo kochałam. Remonty robiłam bo on by się za to nie wziął, a na ekipę remontową było mu po prostu szkoda kasy. Życie wiedliśmy ,,normalne - żadne tam kawiory"
Na zbieranie dowodów już za późno. Dzisiaj mu powiedziałam, że to koniec i, że wnoszę o rozwód. Nie mam zamiaru szarpać się w sądach o orzeczenie winy, wyciągać stare brudy - szkoda czasu i nerwów. Ja się chcę uwolnić od gnojenia i chodzenia na ,,szpilkach"
Zasiłek dla bezrobotnych i przyznanie się do bycia pijawką , masochizm...? Chyba czegoś tu nie rozumiem..
Do Dzikiej_róży
Tak byłam kochającą za bardzo- ale to już przeszłość. Jestem również DDA.
W realu nie mam nikogo bliskiego. Wszystkie koleżanki wg mojego męża były puste, głupie i nie życzył sobie kontaktów, więc odizolowałam się od nich, nie chciałam słuchać gderania. Rodzice nie żyją, ojciec popełnił samobójstwo, matka zmarła na raka. Mam jeszcze siostrę, ale jest alkoholiczką- więc odpada. Jedynym wsparciem dla mnie, jest to forum. Mam nadzieję, że właśnie tu znajdę pomoc i zrozumienie, że osoby które przechodziły podobne rozterki jakoś mnie poprowadzą, ukierunkują, pomogą przez to wszystko przejść.
A czego się boję..?
-nieznanego -tego na pewno!!!
-tego, że będzie walczyć, abym nic nie otrzymała
-że będzie utrudniać mi życie
-tego jak będzie wyglądać życie po rozwodzie pod jednym dachem- on się nie wyprowadzi, a ja nie mam dokąd pójść, wynajęcie mieszkania nie jest tanie, a ja mam trójkę dzieci.
To niektóre moje obawy.
Dziękuję dziewczyny za odpowiedź.
Twój strach - zrozumiały. Każdy na Twoim miejscu bałyby się tak samo. Chodzi o to, żeby jednak mimo niego przeć do przodu. On będzie utrudniał Ci życie na wszelkie możliwe sposoby - tego możesz być pewna. Jednak nie ma absolutnie prawa zostawić Cię z niczym. Rozumiem, że wszystkiego dorobiliście się wspólnie w czasie trawania małżeństwa. W takich przypadkach żonie, która urodziła i wychowuje dzieci nawet jeśli nigdy nie pracowała / a Ty przecież pracowałaś / należy się połowa majątku plus alimenty na siebie i dzieci.
Spróbuj odnowić kontakt z koleżankami jeśli były osobami pozytywnymi, ważnymi dla Ciebie.
A co do DDA - byłaś na terapii ? To nie przechodzi samo i może być przyczyną dalszych kłopotów...
Dziewczyny proszę powiedzcie mi od czego mam zacząć. Chcę rozwodu, ale w tym momencie mam pustkę w głowie. Nie chcę poruszać się po omacku. Jeśli rozwód beż orzekania winy to czy adwokat jest potrzebny, czy może poradzę sobie sama...a co z zabezpieczeniem na poczet alimentów w którym momencie o niego starać...? Pomocy psychologicznej już szukam. Proszę poradźcie coś
No dobra. Byłam w podobnej sytuacji, więc konkrety:
1.zabezpieczasz się ile możesz. Odkładasz pieniądze. Bez jego wiedzy oczywiście. Ile tylko się da. Jeśli on daje na zakupy, utrzymanie, opłaty itd. wołasz trochę więcej i co zostanie - Twoje. Kombinuj, bo on też kombinuje
2. Idziesz do prawnika. DOBREGO.To połowa sukcesu. U mnie porada od 100 do 200 zł kosztuje. (Żaden darmowy, bo szkoda czasu. Sprawdziłam).
Adwokat wszystko Ci wyjaśni. Powie co warto, a co trzeba. Napisze wszystkie pisma procesowe, również o zabezpieczenie i alimenty. Ustali czy z orzekaniem czy bez. Ja chciałam bez, tak jak Ty, ale adwokat przekonał mnie, żeby zawalczyć.
3. W głowie masz już trochę poukładane, ale psycholog czy psychiatra (tu będzie możliwość wspomagania farmakologicznego ) pomogą w chwilach słabości. Zwłaszcza, że nie masz się komu wygadać.
4. W między czasie zbierasz dowody. KONIECZNIE. Nie jest za późno. Szukaj. Wszystko. Choćby wydawało Ci się, że to nieistotne. Prawnik sam oceni co się może przydać. To co bylo wcześniej też spróbuj udowodnić
Nawet jeśli nie zdecydujesz się na orzekanie, bądź przygotowana na tip-top. Nie wiesz co on wymyślili jak się wkurzy. W razie czego będziesz mogła się bronić.
A zobaczysz, że będzie baaaardzo pokrzywdzony.
5. Nie daj się zmanipulować. Nie wierz w jego poprawę. Nie zrobił tego do tej pory to i nie zrobi później. To wszystko gra.
6. Dbaj o SIEBIE i o dzieci najlepiej jak potrafisz. Zwłaszcza teraz.
Przestań sobie wyobrażać straszne historie. Dasz radę dla siebie i dzieci. Zobacz ile z nas musiało podjąć tę nierówną walkę. Żyjemy i mamy się dobrze, choć to trudna i ciężka przeprawa. Ale WARTO.
Trzymam kciuki i życzę dużo siły.
Aha. Jeszcze. Jesteś teraz bez skazy i bardzo spokojna. Rozumiesz, prawda?
Tak adwokat to połowa sukcesu. Ja też niedawno namówiłam koleżanke po tym jak drugi raz wróciła z płaczem z rozprawy (jedna sprawa karna i dwie rodzinne). Nie zaluje, adwokat jej pomogl, jak zapoznal jej sytuacje to policzyl jej koszty na poziomie 1/3 tego co normalnid liczy. Odtąd wszystko się zmieniło - na lepsze tj. sedzia i drogi konkubent zaczeli ja traktować poważnie na rozprawach, skończyły sie głupie żarty sędziego, dziewczyna dostała wsparcie i wracała już w wesołym nastroju z każdej rozprawy. Niedawno się wszystko skończyło, wygrała co chciała ~ alimenty, ograniczenie praw, zakaz nocowanek dziecka u ojca, żadnych wakacji weekendow i ferii, zakaz zbliżania się na 6lat
Była tak samo zastraszona jak
Ty... ze on jej pokarze, zalatwi tak ze to ona jemu będzie placiła, że nie dożyje końca spraw, że zabierze jej dziecko
Obecnosc adwokata sprawila ze pan zmalał niczym krasnoludek
Twoja postawa jest podobna, wez adwokata bedziesz miala wsparcie
Długa i ciężka droga przede mną, ale decyzję już podjęłam. Muszę uzbroić się w cierpliwość- tak jak piszecie odkładać kasę, zbierać dowody- nawet jak zdecyduję się na rozwód bez orzekania winy-być może do czegoś mogą się przydać. Wiem, że przy podziale majątku będzie ostro, bo on uważa, że wszystko jest jego bo to on zawsze dużo więcej zarabiał ode mnie ( ja wiem, że nie ma racji). Zawsze kpił z moich zarobków, szydził, typu ,,a co ty byś zdziałała ze swoją wypłatą" albo ,,wszystko zawdzięczasz mi". Niby nasza sytuacja materialna się pogorszyła, ale nie jest źle, mamy odłożone pieniądze, ale do nich nie mam dostępu, one tam mają leżeć ,,na gorsze czasy". Mam wrażenie, że będą tam leżeć do usra..j śmierci.
Mieszkamy na wsi, mam ograniczony dojazd do miasta, niby autobus kursuje, ale rzadko więc jak mam coś załatwić schodzi kupę czasu. Nie raz prosiłam o zakup jakiegoś auta, żeby być mobilną, ale NIE bo po co- mam autobus-, (ale do sklepu oddalonego 200 m jedzie samochodem.) Wiem może niektórym z was się wyda, że przeginam z tym autem, ale jak wiem, że kasa leży na koncie a ja poruszam się autobusem to mnie trafia. Ciągle muszę się prosić, żeby przyjechał wcześniej z pracy, bo trzeba zawieźć dzieci na treningi (4 razy w tygodniu). Mąż prowadzi firmę, więc auto które posiada kupił właśnie na nią- zawsze ironicznie mówi, że on również nie posiada auta- to auto służbowe. Po prostu kpina.
Mój mąż zawsze był dusigroszem, niby na zagraniczne wakacje jeździliśmy, niby auto miałam, na życie zawsze dawał, ale jeśli chodziło, żeby kupić dzieciom zabawkę której pragnęły czy żeby kupić ciucha w normalnym sklepie nie lumpeksie -to zawsze było szkoda kasy, natomiast na siebie nigdy nie żałował. Więc wiem, że podział majątku to będzie walka na ,,noże"
Może któraś z was przechodziła już przez podział majątku...? Ile może trwać taka walka..? Może ktoś, coś podpowie....
Cieszę się, że jest to forum przynajmniej tutaj mam wsparcie. Dziękuję, że jesteście.
Długa i ciężka droga przede mną, ale decyzję już podjęłam. Muszę uzbroić się w cierpliwość- tak jak piszecie odkładać kasę, zbierać dowody- nawet jak zdecyduję się na rozwód bez orzekania winy-być może do czegoś mogą się przydać. Wiem, że przy podziale majątku będzie ostro, bo on uważa, że wszystko jest jego bo to on zawsze dużo więcej zarabiał ode mnie ( ja wiem, że nie ma racji). Zawsze kpił z moich zarobków, szydził, typu ,,a co ty byś zdziałała ze swoją wypłatą" albo ,,wszystko zawdzięczasz mi". Niby nasza sytuacja materialna się pogorszyła, ale nie jest źle, mamy odłożone pieniądze, ale do nich nie mam dostępu, one tam mają leżeć ,,na gorsze czasy". Mam wrażenie, że będą tam leżeć do usra..j śmierci.
Mieszkamy na wsi, mam ograniczony dojazd do miasta, niby autobus kursuje, ale rzadko więc jak mam coś załatwić schodzi kupę czasu. Nie raz prosiłam o zakup jakiegoś auta, żeby być mobilną, ale NIE bo po co- mam autobus-, (ale do sklepu oddalonego 200 m jedzie samochodem.) Wiem może niektórym z was się wyda, że przeginam z tym autem, ale jak wiem, że kasa leży na koncie a ja poruszam się autobusem to mnie trafia. Ciągle muszę się prosić, żeby przyjechał wcześniej z pracy, bo trzeba zawieźć dzieci na treningi (4 razy w tygodniu). Mąż prowadzi firmę, więc auto które posiada kupił właśnie na nią- zawsze ironicznie mówi, że on również nie posiada auta- to auto służbowe. Po prostu kpina.
Mój mąż zawsze był dusigroszem, niby na zagraniczne wakacje jeździliśmy, niby auto miałam, na życie zawsze dawał, ale jeśli chodziło, żeby kupić dzieciom zabawkę której pragnęły czy żeby kupić ciucha w normalnym sklepie nie lumpeksie -to zawsze było szkoda kasy, natomiast na siebie nigdy nie żałował. Więc wiem, że podział majątku to będzie walka na ,,noże"
Może któraś z was przechodziła już przez podział majątku...? Ile może trwać taka walka..? Może ktoś, coś podpowie....Cieszę się, że jest to forum przynajmniej tutaj mam wsparcie. Dziękuję, że jesteście.
Pozew przygotowałaś ? i co mąż na to że chcesz rozwodu ?
jak się zachowuje?
Nie pozwu jeszcze nie złożyłam. Muszę trochę poczekać, zebrać trochę kasy, spróbować zebrać jakieś dowody. Męczyłam się tyle lat to te 2,3 miesiące jeszcze się przemęcze.
Śmieszne, ale mój mąż zachowuje się całkiem normalnie on jest pewien , że tego nie zrobię, że tylko tak straszę,że boję się że zostanę z niczym, że jestem całkowicie od niego uzależniona, że nie jestem w stanie tego zrobić. Więc gram w jego grę.
Skontaktowałam się z adwokatem, konkretny gościu już kiedyś mi pomógł, więc do sądu pójdę z nim. Trochę o tym myślałam, więc niech poprowadzi sprawę osoba która się na tym zna. Trudno zapłacę, ale będzie to załatwione jak trzeba.
Nie pozwu jeszcze nie złożyłam. Muszę trochę poczekać, zebrać trochę kasy, spróbować zebrać jakieś dowody. Męczyłam się tyle lat to te 2,3 miesiące jeszcze się przemęcze.
Śmieszne, ale mój mąż zachowuje się całkiem normalnie on jest pewien , że tego nie zrobię, że tylko tak straszę,że boję się że zostanę z niczym, że jestem całkowicie od niego uzależniona, że nie jestem w stanie tego zrobić. Więc gram w jego grę.
Skontaktowałam się z adwokatem, konkretny gościu już kiedyś mi pomógł, więc do sądu pójdę z nim. Trochę o tym myślałam, więc niech poprowadzi sprawę osoba która się na tym zna. Trudno zapłacę, ale będzie to załatwione jak trzeba.
Więc Ty również zachowuj się jakby to był tylko emocjonalny krzyk.
Jeśli on się zorientuje że to prawda , to np. wyczyści konto i wile innych rzeczy. Zresztą , nie wiesz co on robi skoro jest taki pewien że zostaniesz z niczym.
Ja na Twoim miejscu przygotowywałabym się na sprawę z orzeczeniem winy (bo przecież jest winny ! ) , a dla negocjacji (podział majątku, alimenty ) opcję bez orzekania.
Dodatkowo , zbierz wszystkie dowody że mąż ma wysokie zarobki ( wyciągi, pokwitowania , pity ..saldo konta , wpływy i wypływy ).. jeśli ma część zarobków pod wodą to do "negocjacji " warunków rozwodu dorzuć urząd skarbowy - myślę że chętnie by się zajęli dochodami na czarno.
wiem jak to wygląda - że niby mąż i ojciec dzieci- ale po Twoim opisie pana , to on nie miał takich zasad względem Ciebie i dzieci...więc . A Ty o przyszłość tych dzieci walczysz.
To będzie wojna... jeśli się nie uzbroisz..to narażasz się na klęskę.
tak, to będzie wojna. Ja też sie na nią szykuję, i też najbardziej sie boję wojny o majątek bo mój mąż niczego tak nie ceni jak pieniędzy... tyle że u nas duzy wkład miała teściowa, dawała mu kasę na remonty itp. gdy on chlał i ćpał za swoja wypłatę. Czy sąd bierze pod uwagę to, kto zostaje z dziećmi przy podziale? Przecież dzieciom też sie cos należy z tego "wspólnego dobra", ale słyszałam że nie biorą tego pod uwagę tylko kto jakie nakłady wnosił (np. właśnie ile zarabiał itd.) Ja mam 2 dzieci i obecnie zostawiłam cały mój dorobek życia mężowi (dom, samochód, meble, agd, nawet część ciuchów)...to jest cena mojej wolności i spokoju. Tyle że u mnie była przemoc. Ale szkoda tego wszystkiego, niby pieniadze rzecz nabyta ale jak człowiek z życia w warunkach ,można powiedzieć ponad przeciętnych, trafia do slumsu...to jest cieżko. Nie ma co ukrywać. Dobrze że jesteś silna. Daj znać jak sprawy idą, może Twój sukces zmobilizuje i mnie do działania. Też powinnam złożyć o podział majatku, no i stwierdzenie separacji w której żyję formalnie. Ale nie mam odwagi, boje się jego zemsty. Pewnie ciebie też paraliżuje ten strach. To może zrozumieć tylko ktoś kto jest w podobnej sytuacji.