rozstałam się z nim...
ja 28 lat on 33 uwielbialismy spedzac razem czas wiele fajnych sportowych pasji,mieszkalismy razem
w koncu dostawalam od kogos tak wiele czulosci ktorej tak bardzo potrzebowalam...
klocilismy sie lczas o jego rodzine o to ze jest na kazde zawolanie swojej mamy i brata
a oni go ,klocilismy sie o to ze wg niego dluzo pracuje...jednak moj zawod wymaga tego zeby w domu na ierzaco uzupelniac dokumentacje...
po 2 razie gdy schlal sie do nieprzytomnosci i narobil pod siebie powiedzialam mu ze tego nie zaakceptuje i ze to jego ostatni raz...
zadzwonilam do jego mamy porozmawiac z nia o tym a ona powiedziala mi ze to moja wina(?) a on caly czas bezsensownie sie tlumaczyl albo mowil ze przesadzam
gdy ten numer mial miejsce po raz 3 kazalam mu sie spakowac i wyniesc...
dzis znowu chodze po scianach tesknie cholernie za takim poczuciem bliskosci,czulosci ciepla,dotyku
mam wrazenie ze znowu zamiast awansowac to ja sie zdegradowalam
ze bylo tak blisko do slubu malzenstwa...a teraz znowu pozostaje mi chdozic na randki
zmuszam sie do nich ale przeraza mnie ten proces na nowo poznawania kogos i poczucie ze z tym kims znow mi moze nie wyjsc