Witam!
Od razu mówię, że jeśli piszę nie w tym dziale, to proszę o przeniesienie, jednak wydaje mi się, że jest to bardziej związane z moją psychiką aniżeli ze związkiem.
Jest to dla mnie dość trudna sytuacja, bo już za niecałe 3 tygodnie są wakacje, a ja mam masę leków i obaw. Zacznę od początku mam 18 lat jestem od 7 miesięcy w związku z rok młodszą dziewczyną. Uczymy się w liceum, ona w innym a ja w innym, ale dojeżdżamy razem. Mieszkamy od siebie 30 km. Tzn. w tygodniu jestem w jej miejscowości u rodziny i stąd dojeżdżam do szkoły. W weekendy jestem u siebie. Z tego wynika, że w wakacje będziemy się rzadko widywać, co prawda będę do niej przyjeżdżał na jazdy z prawka czy potem nawet sam będę jeździł do niej. Niestety nie mamy autobusów do siebie, ale nie w tym rzecz. Mam do niej zaufanie pełne. Zależy mi na niej. Nie mam problemu czy gdzieś idzie z koleżankami czy coś. Nie chodzi po imprezach więc nie mam się o co martwić. Będę się starać spędzać z nią najwięcej czasu, ale nie mogę być przy niej ciągle. Jednak nie chodzi o rozłąkę tylko o rzecz która w sumie mnie prześladuje i nie daje takiego wewnętrznego spokoju... plaża. No cóż moja luba lubi pływać i się opalać chyba jak większość z nas. Martwi mnie trochę to, że może mnie nie być przy niej a ją ktoś zacznie podrywać
Chociaż wiem, że taka nie jest kompletnie i że jej przyjaciółki będą miały ją na oku też, więc żaden i tak nie podejdzie. Głównym powodem moich zmartwień jest woda. Moja luba umie pływać nie jakimś stylem tylko po prostu umie i pływa już od dobrych paru lat. Ja natomiast nie umiem pływać, no w każdym razie nie tak dobrze jak ona, bo coś tam umiem. To mi przynosi trochę wstyd, wiem że związek to nie rywalizacja ale mam dziwne podejście, że na każdej płaszczyźnie muszę jej dorównywać. Nie mam typowo wstrętu do wody bo uwielbiam się kąpać pod prysznicem i myć relaksuje to strasznie
ale właśnie do takiego pływania typowo mam, coś mnie odrzuca. Kiedy byłem mały (chyba 10 lat) zaliczyłem w jeziorze nie groźne podtopienie ogólnie płynąłem, nie pamiętam za wiele ale nagle byłem pod wodą sam wypłynąłem (byłem pod opieką rodziców) cała akcja trwała kilka sekund więc pewnie myśleli, że zanurkowałem. Wypłynąłem sam na brzeg i to mi chyba zrobiło taką bliznę na psychice. Od tamtego okresu od wody trzymam się daleko. W sumie już potem nie miałem takiej okazji popływać. W tym roku próbowałem co nieco swoich sił na basenie. Ale jednak nadal ma ten hamulec, że nie mogę się rozluźnić i na samą myśl o pływaniu nie dobrze mi sie robi
I właśnie mój strach i to co czuje przechodzi na moją lubą, że jak będzie nad jeziorem to coś jej się stanie. A ja wtedy będę pewnie u siebie w domu pracował w obejściu (mieszkam na wsi) i nie będę spokojny i tylko będę sie denerwował. Już mi rodzice powtarzali, że jest dorosła, że umie o siebie zadbać, ale do mojej psychiki to nie dociera. Swojej lubej co nieco wspomniałem o swoich obawach, ale odkłada ten temat na potem.
Ja w wakacje znając życie będę robił u siebie i będę jeździł na rowerze (bardzo to lubie, wyczynowo po lasach) więc jak ona bedzie z przyjaciółkami to ja będę robić swoje.
Ale pisze tutaj dlatego, że mam pytanie jak przezwyciężyć ten lęk? Jak się go pozbyć najlepiej, dla mnie przyznanie się, że nie umiem pływać,boje się, jest hańbą na honorze. Tym bardziej nie pozwala mi na to moja skóra, po kąpieli jak po kąpieli to jeszcze bo od razu balsam nałożę i nie swędzi tak bardzo, ale na plaży jak mam się drapać a ludzie będą się patrzeć
nie dziękuję, taką mam skórę która okropnie reaguje na kontakt z wodą
To jest w sumie też mój główny powód dla którego mam uraz do pływania, bo ono nie kojarzy mi się z przyjemnym tylko ze swędzeniem. Nie wiem jak to wszystko zrobić, chciałbym nie zabierać jej tego co lubi ale jednocześnie nie chcę by pływała, na plaży ok ale bez kąpieli
Proszę Was o pomoc o jakąś radę jak pogadać czy szczerze czy może lepiej nic nie mówić dusić to w sobie i płakać po nocach ? Co mam zrobić? Możecie mnie zmieszać z błotem za moją głupotę, ale błagam niech ktoś coś poradzi ![]()
Pozdrawiam i z góry dziękuję