Witam,
Może zacznę od tego że jestem po 20-stce i nie wiem już co robic ze swoim życiem. Otóż piszę tu na forum bo chciałabym zaczerpnąć opinii innych, może ktoś kto miał podobną historię wypowie się na ten temat.
Jak juz wczesniej wspominałam jestem młodą osobą, w wieku 18 lat poznałam chłopaka, byliśmy razem ponad 2,5 roku. Był to bardzo burzliwy okres w moim życiu, totalnie nam się nie układało już od samego początku, nie pasowaliśmy do siebie pod względem charakterów, po pół roku naszego "bycia razem" chciałam go zostawić bo ciągłe kłótnie strasznie nas męczyły, jednak tragedia rodzinna jaka się u niego wydarzyła spowodowała ze nie potrafiłam tego zrobić, nie umiałam zostawić jego samego i tak przy nim trwałam i trwałam...pozniej było już tylko gorzej, ciągłe wyzwiska, awantury z niczego, miałam juz tego totalnie dość, nasza relacja zrobiła się strasznie toksyczna, ja natomiast zdałam sobie sprawę że jesli się w koncu "nie obudzę" to spędzę życie z nim z litości a nie z miłości. Po jakims czasie zebrałam w koncu siły i zostawiłam go, nie dawał mi spokoju po tym rozstaniu-prosił pozniej groził i tak w kółko. Krótko po rozstaniu poznałam faceta, mój ideał i z wyglądu i z charakteru, byliśmy razem bardzo krótki czas ale mimo wszystko stwierdzam ze był to najpiekniejszy okres w moim życiu... do dzis nie mogę tego zapomniec...bardzo za nim tęsknie, za naszymi długimi rozmowami, tylko On rozumiał mnie jak nikt. Najgorzej jest własnie teraz, kiedy siedze w pokoju i boli mnie serce. Piszę o tym wszystkim tutaj bo chce się wygadac, chcę zeby było mi lżej na duszy. Spotykałam się jeszcze z innymi facetami ale konczyło się po pierwszym spotkaniu, zazwyczaj po pierwszym spotkaniu urywałam kontakt, po prostu znikałam im z oczu bo wiedziałam ze to nie to. Uwierzcie mi, że Ci faceci na rękach by mnie nosili a ja nie chciałam. Nie wiem może podswiadomie kogoś szukam.
Co ze mną nie tak?
Niedawno kogos poznałam, szukałam kogos (osoby towarzyszącej) na imprezę rodzinną i ten facet to kumpel mojego kumpla- zgodził się ze mną iść. Spotkaliśmy się raz. Było miło sympatycznie ale...no własnie, on jest tak do przesady ułożony ze po prostu mnie mdli i nie mam ochoty na kolejne spotkanie. Moja mama jest na mnie wściekła, ciągle mówi że znowu wymyslam, ze wybrzydzam, przebieram ze jak bede tak robic to zostane sama itd. mam juz tego dosc. Nie wiem co robic, czy faktycznie się zmusić i być z kims bo tak wypada? przecież to nienormalne! z tego powodu wiecznie się kłócimy, a atmosfera w domu robi się nie do wytrzymania. Czy ktoś z Was może miał podobną sytuację lub oceni to wszystko obiektywnym okiem? Przepraszam z góry za tak dłuuugą historię ale to i tak kropla w morzu ![]()
Pozdrawiam,
A.