Cześć,
od pewnego czasu zastanawiam się czy nie jestem zbyt 'porządna'.
Mam ponad 23 lata, nie jestem dziewicą, nie mam partnera. Jestem dość niedoświadczona w sprawach damsko męskich.
Od zawsze wpajano mi, że seks z nieznajomym to zło, takie miałam przekonanie. W całym liceum byłam 'porządna', miałam 'porządne' koleżanki, które czekały na tego 'jedynego'. Uczyły się, nie imprezowały wiele. Nie miałam tylu znajomych aby z nimi imprezować w innych miejscach. Ja od zawsze czułam, że tam nie pasuję. Nie miałam wtedy innych znajomych, mam problem z poznawaniem ludzi, dlatego się z nimi trzymałam. Chodzi mi o to, że kiedy wejdę obecnie w jakieś nowe środowisko, wypalę trawkę czy wypiję alkohol i tak jestem uważana za tą 'porządną'.
Ludzie nie proponują mi imprez, wyjść. Wydaje mi się, że mam jakąś dziwną otoczkę nad sobą. Nie mówię, że źle- bo obecnie mało jest porządnych dziewczyn. Ale brak mi takiego wariactwa, brak mi zabawy? Nie chodzi mi o seks z nieznajomymi, o ciągłe imprezy. Ale czasem mam wrażenie, że ludzie uważają mnie za nudną?
Poza tym czuję się nogą w seksualnej sferze życia. Nie chodzi tu nawet o seks, ale o całe mówienie o intymności, o zwracanie się chłopaków do dziewczyn. Rodzice wychowali mnie na grzecznego człowieka- czasem wydaje mi się, że to ja mam 'spinę' przy ludzaich. Że oni są bardziej wyluzowani niż ja. Kiedyś nie mogłam wytrzymać jak koledzy zaczynali zdanie do mnie od 'ej'. Myślałam sobie - kurde traktują mnie jak śmiecia. Byłam zbyt przewrażliwiona. Mój tata jest bardzo grzeczny, nigdy się nie wychyla, nigdy nie bluźni. Każe mi do tej pory mówić toaleta a nie 'kibel'. Bo to nieładnie. Czasem czuję się jak mała dziewczynka...
Czuję, że nie dotyka mnie ta undergroundowa, intymna sfera życia. Że ludzie spotykają się na domówkach, całują, tańczą - nie robią z tego wielkiego HALO. Wiem, że moje koleżanki całowały się i dotykały z dużą ilością facetów na imprezach i ŻADEN z nich, ani ŻADNA z ich koleżanek nie uważała ich za łatwą. ... A ja? Myślę, że jeśli ktoś mnie dotknie, pocałuje to już musi być ze mną.
Nie wiem skąd mam to przeświadczenie. Czuję, że ludzie są 'luźni' w tych sprawach. Czuję, że mają doświadczenie od liceum, studiów. A ja? Nadal psychicznie, mentalnie czuję się jak mała dziewczynka. Która nie to, że czeka na księcia, ale na kogoś wyjątkowego- bo sfera seksualna jest jakimś tematem tabu. Dodam, że nigdy nie widziałam, aby moi rodzice uprawiali seks. Mój ojciec jest zimny, nie potrafi okazywać uczuć. Mama jest pełna energii- czasem żąłuje, że ojciec robi się 'stary'. Nigdy nie widzaiłam jak się przytulają- raczej na siłę. Nigdy nie słyszałam jak rozmawiają o seksie na luzie...
Ludzie których poznaję nawet nie znając mnie dobrze mówią, że mi z oczu dobrze patrzy. Że jestem porządna, że pewnie nie robię głupstw w życiu....... A ja "CHCĘ". A jak proszę aby wyjść na jakąś imprezę, czy aby ktoś mnie zabrał gdzieś- zwykle jest odmowa. Kiszę się we własnym sosie koleżanek z liceum, siostry młodszej- jej znajomych- takich bez umiejętności flirtowania, podrywania, zabawy...
Jak to zmienić? Z jednej strony boję się wejść w inne zabawowe towarzystwo, bo dla niektórych seks z przypadku z kimś jest ok- może ja jestem mentalnie na to za młoda jeszcze. Ale z drugiej strony marzy mi się wyrwanie z tej 'porządnej' otoczki. Nie po to aby komuś coś udowodnić, ale po to aby może sobie udowodnić, że nie jestem tylko zestresowana???
Nie jestem wierząca, moja rodzina też nie. Po prostu chyba rodzice wychowali mnie na dobrego i grzecznego człowieka. Ja taka jestem w stosunku do znajomych. A widzę, że nie opłaca się takim być... Przykład mojego taty...
