Cześć forumowicze, chciałbym wam przedstawić swoją historię z kobietą która wywróciła moje życie do góry nogami. I teraz nie potrafię dojść do siebie.
2 lata temu poznałem kobiete starszą ode mnie o 7 lat, baaardzo długo utrzymywaliśmy kontakt ze sobą w międzyczasie spotykaliśmy się ze sobą, było super, sielanka jednym słowem. W październiku 2014 postanowiliśmy że panna zamieszka ze mną jak w międzyczasie znajde mieszkanie i ona będzie miała gdzie przyjechać bo mieszkałem z rodzicami, przeszkód nie było żadnych poza jedną sprawą musiałem wziąć kredyt na kaucje do mieszkania, ponieważ nie mieszkam w Polsce ceny mieszkań są spore i nie miałem wystarczająco kasy. Kredyt dostałem w 3 dni, wtedy myślałem że już koniec moich problemów, panna zakończy swoje sprawy i będzie gotowa żeby przylecieć do mnie. Otóż gdy zjawiłem się rano w pracy szef oznajmił że zostałem zwolniony bo już nie ma więcej pieniędzy na moje utrzymanie i mam poszukać innej pracy, z kwitkiem odesłał mnie do domu. Myśle sobie że prace i mieszkanie ogarne do grudnia i wyjdę na prostą, szukałem mieszkania i pracy 24/7h i nic, poszukiwania nic nie dały. Pomyślałem że gdy jestem już spalony u siebie poszukam szczęścia tam gdzie ona mieszka i pod koniec grudnia byłem już u niej. Mieszkanie tam ogarnęliśmy sobie w 3 dni i jedyne co musiałem znaleźć to prace dla siebie żeby utrzymać mieszkanie i oczywiście płacić kredyt. Pierwsze miesiące naszego życia razem to była prawdziwa sielanka, zresztą jak to wszędzie, ogólnie miód. W marcu panna już pokazywała swoje prawdziwe oblicze, chciała iść do klubu mówię okej możemy iść, tańczymy, pijemy, bawimy się dobrze i nagle mówie że chcę iść już do domu bo czuję się zmęczony, nie dość że zrobiła mi mega awanturę że z nią trzeba tańczyć do końca bo jak nie to inny będzie to robił, jeszcze dostałem po mordzie. Na początku olewałem takie jej zachowania, myślałem że było po drinkach to mogła mieć tam swoje fochy... Kiedyś pewno dnia gdy brała prysznic coś mnie podkusiło żeby zajrzeć do jej telefonu a tam kurwa zonk, w książce telefonicznej dwie osoby zapisane jako "młody fajny zadzwoń" i tym podobne, nogi to miałem jak z waty gdy to zobaczyłem. Powiedziałem pannie o tym to dostałem zjebki że sprawdzam telefon no ale coś mnie ruszyło a zawsze tak jest że wychodzi na moje, tak samo było tym razem...Tydzień później przychodzi wiadomość na gadu i widzę że laska od razu czerwona się zrobiła i chowa telefon, mówię do niej "pokaż co tam masz ciekawego" ona poszła do innego pokoju, po chwili pokazuje a tam wiadomość typu " czy szuka pani dalej sługi", kurwa jak to zobaczyłem to tak mnie zatkało że nawet nic jej nie odpowiedziałem. Później dodam że była awantura jakiej mało, 2 dni na fochu i wszystko wróciło do normy, gg pokasowała i mówiła że to już koniec takich pojebanych akcji. Od tamtego momentu w naszym związku tylko zaczęło się pierdolić, co najmniej raz w tygodniu była awantura, ona gdy rano wstała witała mnie tekstem typu "ale się wpierdoliłam w moim nowym życiu, musze spierdalać". Ale czy ja się nie wpierdoliłem? Kredyt, pracy nie miałem, mieszkanie trzeba było płacić, kasa spierdalała. Oczywiście pracowałem ale to jako skoczek i praca nie była stała a tylko wtedy gdy potrzebowali więcej ludzi do pracy. Do mnie powoli dochodziło że panna jest całkiem inna niż na spotkaniach, że zakochałem się w innej osobie nie w tej osobie z którą teraz mieszkam. Awantur nie było końca, ale ciągle powtarzaliśmy sobie że to ostatni raz i że ona się zmieni a ja nie będe tak nerwowo reagował na jej zachowanie. Ja się bardzo starałem zmieniać, zależało mi na niej bardzo, ale jak widziałem że jej idzie to jakoś nie sprawnie to jak tu się nie wkurwić? Wszystko skończyło się tak że pod koniec maja wyprowadziłem się od niej i wróciłem mieszkać do rodziców. Mijają 3 dni i dostaje wiadomość od niej że jest w ciąży, wysłała też zdjęcie z testem ciążowym. Pisała że jej smutno i że ciężko samej, o wszystkim pogadałem z ojcem który mówił żebym uważał bo może mnie złapać na dziecko i że to może być ściema, nie uwierzyłem i spakowałem się. Jeszcze tego samego wieczoru byłem już w samolocie do mojej pani. W domu awantura nie ziemska się zrobiła po tym jak rodzice się dowiedzieli że wracam do niej.Pokłócony z rodzicami wyjechałem do niej. Po przyjechaniu na miejsce ona mówi że pójdziemy zrobić USG skoro jej nie ufam, okazało się że jest w ciąży z niczym nie ściemiała. Oznajmiła mi że cieszy się że się nie wyrzekłem ani nie spierdalam od odpowiedzialności. Ja od początku się nie wyrzekałem bo nie ma czego, trafiłem to trudno chuj, w końcu to nie choroba tylko nowe życie. Tydzień czasu był spokój sielanka na chacie jakiej mało, do czasu gdy zrobiła mi awanture o to że zrobiłem jej dziecko chociaż ona nie chciała, zaczęła płakać że brzuch rośnie itd , ja oczywiście zachowałem spokój i chciałem ją jakoś uspokoić niestety na marne...Nagadała mi tyle nie miłych rzeczy że kurwa mi się odechciało żyć, gadała o aborcji że już ma tabletki, że poleci do jakiegoś lekarza w GB i to usunie, wersji było mnóstwo. Dodam że każdy z tego faktu się cieszył , jej matka,ojciec,brat, no kurwa każdy oprócz niej. Powiedziałem że skoro jest w ciąży niech przestanie palić bo po co kłopot mamy mieć dodatkowy, ona że ma to w dupie co się stanie, wieczorem w domu awantura pierwszej klasy doszło do rękoczynów oczywiście ja dostałem po mordzie bo kto inny, ja kobiety nie uderzę bo tak jestem wychowany więc tylko próbowałem ją uspokoić, niestety na marne. Dała mi dosadnie do zrozumienia że mam znikać z jej życia, tylko gdzie mam jechać skoro z rodzicami kosa? Kupiłem bilet do Polski i tam siedziałem przez tydzień załamany, psycha została rozjebana, leciałem do Polski dosłownie z łzami w oczach. Nie wiem dlaczego dalej po niej płacze skoro wyszło tak a nie inaczej. Pare dni temu napisała mi żebym nie liczył na to że ona dostanie instynktu macierzyńskiego i że czeka na tabletki które usuną ciąże. Napisałem jej że skoro tak to niech sobie żyje sama w swoim świecie. Od tamej pory cisza...
Ja nie potrafie się jakoś pozbierać po tym wszystkim, nie mam z kim szczerze pogadać. Męczy mnie wszystko co się wydarzyło przez ostatni czas.