Witam,
ze swoim chłopakiem jestem od dwóch lat, ale jesteśmy na bardzo trudnym etapie to przejścia. Od kilku dni unikał mnie, jechał do rodziców, zostawiał mnie jak najdłużej w domu, wracał tylko na noc, a rano znowu gdzieś szedł i nie wracał. Bardzo mnie to raniło, bo wiedziałam, że robi to specjalnie - nie miał wtedy poważnych spraw na głowie, właściwie bez celu przetrwaniał ten czas. Gdy już doszło do ostatecznej konfrontacji brutalnie się pokłóciliśmy. Pomyślałam, że nie dam rady i muszę w końcu się wyrwać z domu - wyjść do kogoś, wyżalić się i tak zrobiłam. Jednak jak on wrócił i mnie nie zastał w domu, sam pojechał się spotkać z kimś. Gdy ja już wróciłam, zastałam na jego komputerze zdjęcie z jakąś dziewczyną. Wniosek był jeden - zdradza mnie. Jednak później wszystko obgadaliśmy i mówił, że nie. Upiłam się z tych nerwów, bo to co przechodziłam przez ostatnie dni były dla mnie koszmarem - i zaczęłam szaleć nieco w domu, błagałam go by pokazał swoje fiukcyjne konto, pokazał smsy, kontakty - nic z tych rzeczy, wszystko skasował, brutalnie się jeszcze na mnie wyżył, jak widział mnie w takim stanie.
Prosiłam, skamlałam, błagałam aby mnie przytulił, by było jak dawniej, by by dla mnie miły - nie, był twardy jak głaz,odwrócił się ode mnie i koniec. Wtedy zaczęłam go pytać, gdzie jest mój dawny Paweł. I do tej pory nie wiem.
Ciągle mnie ignoruje, chociaż wie, że również piszę z jakimiś mężczyznami - ma to zupełnie gdzieś; widział że wychodzę na spotkanie - tak samo, nawet nie mrugnął okiem na to.
Boli mnie to, że nie pokazuje tego, że zależy mu na mnie. Jak wychodzę bez celu, on mówi bym szła i nawet nie przytrzyma mi ręki, abym poczekała.
Nie stara się, podnosi głos; jak to kobieta jestem dociekliwa i często nie panuję nad nerwami, ale on potrafi wtedy jeszcze mocniej przypieprzyć.
Nigdy tak nie było.
Czy to normalne, każdy związek tak kiedyś będzie wyglądał i balansował na skraju miłości a obojętności?