Słuchajcie. Poznałam faceta na pewnych zajęciach. Spodobał mi się od samego początku, mam wrażenie, że ja jemu też na podstawie kilku zachowań (parę osób też tak twierdziło), ale nie będę się rozpisywać i gdybać. Dość, że wynikła taka sytuacja..
Na ostatnich (końcowych) zajęciach go nie było i koleżanka (która miała do niego kontakt) przekazała informację, że jest w szpitalu. Przyznam, że się bardzo przejęłam, a że nie odpisywał na jej pytania o szczegóły, poprosiłam o kontakt do niego, żeby samej się później dowiedzieć. Wynikło z tego małe zamieszanie (najprawdopodobniej ona celowo wprowadziła mnie w błąd, podając dane kogoś o tym samym nazwisku - niby jego rodzina, ale nie znającego jego, a tylko ją), ale że jestem uparta, ostatecznie odezwałam się do niego na facebooku. Odpisał, że jest mu bardzo miło, i dziękuje i że nie wie jeszcze nic konkretnie, ale jak będzie wiedział,to da znać...I jeszcze, że ma nadzieję, że uda nam się jeszcze spotkać. No to napisałam, żeby dawał znać i żeby się trzymał.
I od (równego) tygodnia cisza
. Na początku się zamartwiałam... ale nie pisałam, no bo sam powiedział, że się odezwie, poza tym pomimo wszystko nie jesteśmy jakoś blisko i głupio aż tak kogoś wypytywać - a może to dla niego prywatna sprawa..
Powoli jednak nabieram przekonania, że może on po prostu nie chcieć się odezwać. Nie wiem. Na facebooku widzę go regularnie (czyli żyje
). Tylko skoro nie życzył sobie kontaktu, to po co w ogóle odpisywał i jeszcze o tym spotkaniu? Nie lubię, jak ktoś mi "rzuca" ochłapy, lubię szczerość. Równocześnie jest mi naprawdę smutno i przykro.. chciałabym go poznać.
Co myślicie o tej sytuacji?