Zastanawiam się, czy to w ogóle jest możliwe.... Czy moje życie to jakiś ciągły zły sen... A może ktoś pisze scenariusz a ja jestem z nim aktorką i jutro ktoś powie STOP i skończymy już go kręcić.... I obudzę się z tego koszmarnego snu który toczy się od 30 paru lat... Kolejnych lat, dni już sobie nie wyobrażam, codziennie mam mniej siły, tracę nadzieję .... Twarda jak skała i przebiegła jak wąż, bezlitosna, zimna i oschła, bez uczuć.. ale jak można pokazać się inaczej światu gdy tylko odkrywasz kawałek siebie, gdy masz nadzieję, że właśnie możesz, że już co złe jest za Tobą i jesteś deptana coraz mocniej... Otoczka którą tworzysz wokół siebie powoduje, że nie boli, albo inaczej... boli ale pozwala Ci radzić to sobie z tym bólem, pozwala Ci uodpornić się na kolejne ataki, na bezduszność świata... ale co tam świat... na uderzenia osób, które podobno według bajek i filmów, wg tego jak wmawiano Ci od małego mają być Twoim wsparciem i podporą..... Czy można się uodpornić na ból.... można , człowiek jest jak zwierze, spodli się, upokorzy, pozbędzie własnego ja i człowieczeństwa tylko po to, by choć czasem uwierzyć, zobaczyć, dotknąć czegoś, co ma być namiastką szczęścia, tylko po co... po to by bolało jeszcze bardziej, by uświadomić sobie,że to co jest tak blisko i na wyciągnięcie ręki, Tobie nigdy nie będzie dane. Patrzysz i marzysz... nie o pieniądzach, nie o wartościach materialnych, nie o miłości i księciu z bajki. NIE... marzysz by choć jeden dzień ten świat nie kopał Cię, byś kładąc się spać i zasypiając nie budzić się z przerażeniem co jutro dobije Cię jeszcze bardziej... myślisz... może bardziej ? a dnia następnego okazuje się, że dzień poprzedni był namiastką tego co czeka Cię dziś, że wczoraj byłeś szczęśliwym człowiekiem pomimo że tak zdruzgotanym , skopanym i sponiewieranym bo dziś..... A może to nie tak... Fakt, dziś jest lepiej, ale kiedyś była jeszcze nadzieja która pozwalała Ci wyrwać choć w marzeniach do przyszłości która miała być inna a dziś.... dziś jest przyszłość, która zaczyna się mieszać z przeszłością.... Patrzę na dzień dzisiejszy i mam wrażenie że już to , tak było.... urodziłeś się, rosłeś, dorastaleś i miałeś nadzieje a dziś... nadziej umiera ostatnia? Moja umarła a ja dalej tkwie a nawet jak czasem pojawia się jakieś złudzenie, że może jeszcze kiedyś.... to szybko świat, ktoś, coś pokazuje mi że dla mnie już nie ma nadziei...Tkwię i będe tkwić w tym świecie bo mam dwie cudne iskierki i dla nich muszę, usmiecham się dla nich każdego dnia, staram się im dać to, czego nigdy sama nie doświadczyłam tylko czy potrafię? Próbuje....choć czy warto tworzyć tą fikcję i trwać w tej bajce dalej... a może wyrwać się wreszcie.... czasem mam gorsze dni... ciężko nie płakać - nie płaczę, może powinnam zacząć? Nigdy nie płacze.. czasem, ukradkiem, bo jak płaczesz to kopią mocniej, widzą że wygrali i niszczą Cię jeszcze bardziej więc nie można płakać... Rozumiecie? Myślę, że każdy rozumie po swojemu, bo każdemu z nas jest ciężko i mamy gorsze chwile, ale ja mam tak ciągle, teraz może na własne życzenie, moe przeze mnie, ale jak żyć zgodnie z wartościami, jeżeli nikt tego Cię nigdy nie nauczył? Żyłeś chwilą, łapałeś każdą chwilę szczęścia, choć na chwilę, rzucając się i dając się pochłonąć i utopić w tym, by choć na moment poczuć, być, istnieć.. i popłynąłeś... i wpadłeś w piekło.... choć pewnie to dopiero jakiś zaczątek piekła bo z piekła na moment ociekłam i wiem jak tam jest ale znów w nie wpadam.... Czy dla tych iskierek warto dac się pochłąnać? Tylko... ono pochłania również i je ... A ja nie CHCE ... nie mogę na to pozwolić... był jeden dzień - tylko jeden - najpiękniejszy i nieprawdopodobny.... Moje serce otwarło się wtedy i poczuło tak mocno że aż bolało, ale tym razem ten ból był inny - tak mocny, tak gorący i tak cudowny... to nie iskra rozpaliła moje serce, to ogień je zajął w całości.. i teraz nie mogę pozwolić - NIE MOGĘ - by ten ogień spłonął ze mną..... Tylko sił mi brak... A jeszcze tyle przede mną....
A tak konkretniej to z czym masz problem?
No tak jakby ... też nie mogę załapać do końca ![]()
Trudno mi z tego cokolwiek wywnioskować..
Niestety ale żyjemy w chorym świecie w którym mnóstwo ludzi ma przyjemność w dręczeniu innych. Normalna cywilizacja jest taka, że jak ktoś ma problem, to dowolna obca osoba poświęca swój czas żeby pomóc tej osobie. Na szczęście ten chory świat chyli się ku upadkowi. Prawdopodobnie już w lecie tego roku nastąpią drastyczne zmiany na świecie.