Witam Was serdecznie....Piszę bo już nie mam w sumie z kim porozmawiać bo to wszystko jest dla mnie takie przykre.Oczywiście wiem że mogę polegać na bliskich ale chciał bym opini kogoś postronnego.Otóż w sierpniu będzie 5 lat jak jesteśmy małżeństwem.Nie mamy dzieci,kupiliśmy spore mieszkanie iiiiii.........Jak zamieszkaliśmy sami na początku układało się wszystko super.....Moja choroba okazała się sprawdzianem dla mojego małżonka-byłam traktowana jak królowa.....Nie miałam i nie narzekam na to co było.tylko......Zmienił pracę,jak wracał do domu po 2 tygodniach to totalnie pijany....Soboty połowe przesypiał popołudniu szedł na "1"piwo a wracał po północy.....I tak jest teraz ciągle jak tylko wraca do domu,tak jak wczoraj to z piwa wrócił o 1szej przespał całe do południa i poszedł znowu gdzieć chlać.....Nie rozmawiamy ze sobą ostatnio wogóle.....ciągle włacza muzykę na full i siedzi z papierochem.Brakuje mi jego bliskości i tego co było kiedyś.....Miłych rozmów,wspólnych wyjazdów,spacerów,wspólnie rozwiązywaliśmy problemy a teraz zostaje z tym wszystkim.....Nie wyrzuca już nawet śmieci......Nie wiem co powinnam zrobić mamy wspólne kredyty,boję się zostanę z tymi płatnościami sama,czy powinnam się rozwieść????Jest niedziela popołudnie,siedzę sama i płaczę a on wyszedł......Mam straszny dylemat co powinnam zrobić......Proszę was pomóżcie,udzielcie jakiejś rady):
Złóż papiery o separację lub rozwód, inaczej chyba nawet nie spróbuje się ocknąć
Miło że odpisałaś....Teraz nawet tel.nie odbiera,a ja jestem skołowana tym wszystkim bo kocham go,tak mi się przynajmniej wydaje a z drugiej strony martwię się o niego gdzie on się potem podzieje bo rodzice go pewnie nie przyjmą do domu bo nie darowali by mu tego że odeszłam.....Z teściami mam strasznie dobre relacje ale oni wiele nie wiedzą......Ciągle mi łzy w oku się kręcą bo nie wiem czy nadal jestem dla niego tak ważna jak byłam kiedyś ale z drugiej strony serce mi peka widząc jak innem małżeństwa spacerują trzymają się za ręce i mile do siebie mówią.....
Od razu rozwody i pozwy? Spróbuj z nim najpierw porozmawiać, wytłumaczyć i pokazać, że jest problem, że się rozdzielacie i może to się skończyć rozwodem. Może i on ma jakieś problemy, które w sobie gdzieś tam gniecie i zapija. Jeśli rozmowa mało da, spróbujcie terapię małżeńską. Jeśli to nic nie da, możesz spróbować separacji - tak żeby zademonstrować, że sprawy robią się poważne. Na koniec pozostaje rozwód.
Tylko że On nie chce ze mną już wogóle rozmawiać.....Upija się i zasypia a jak mu mówię że jest mi źle,że tęsknie za tym co było że go kocham że chcę mu pomóc to głupkowato się śmieje i mówi mi że ma [wulgaryzm] na wszystkoooo.....jak tu pomóc?
Prawda jest taka że ciągle jak gdzieś jadę to SAMA bo albo jest w pracy albo nie chce jechać a ja kocham spotkania rodzinne i chciała bym żebyśmy jeździli razem a tak od jakiś 2 lat nie jest
7 2015-05-24 16:22:59 Ostatnio edytowany przez Ptak bez głowy (2015-05-24 16:53:45)
No z tego co piszesz sytuacja nie jest łatwa, intymność i porozumienie między Wami poszły na urlop, albo w ogóle ich nie było. Mimo wszystko spróbuj z nim rozmawiać, ale próbując złapać odpowiedni moment i nastrój rozmowy. On musi poczuć, że to poważna rozmowa i to co mówisz jest na serio i znać konsekwencje nie podjęcia żadnych działań, żeby coś zmienić. Nie oskarżaj go, nie atakuj go, po prostu mów o swoich odczuciach, o tym czego Ci brakuje w związku i co jesteś gotowa zrobić, aby to osiągnąć. Rozmowa jest najlepszą i najskuteczniejszą metodą porozumienia, próbuj do niego dotrzeć, a jeśli po kilku razach to nie zadziała, to spróbuj innej metody. On może być tak pewny, że jesteście małżeństwem, że może tego nie doceniać i nie rozumieć, że trzeba nad tym pracować inaczej się wszystko rozpiprzy - to częsty błąd, możesz mu spróbować to uzmysłowić.
Od razu rozwody i pozwy? Spróbuj z nim najpierw porozmawiać, wytłumaczyć i pokazać, że jest problem, że się rozdzielacie i może to się skończyć rozwodem. Może i on ma jakieś problemy, które w sobie gdzieś tam gniecie i zapija. Jeśli rozmowa mało da, spróbujcie terapię małżeńską. Jeśli to nic nie da, możesz spróbować separacji - tak żeby zademonstrować, że sprawy robią się poważne. Na koniec pozostaje rozwód.
To chyba nie tak, że "od razu", jak rozmawiać z kimś, kto nie jest zainteresowany dialogiem?
Czasem taki pozew zadziała jak zimny prysznic. Halo, pobudka, coś się dzieje nie tak.
Tylko tyle.
Wrócił i spi.......Zapytał tylko dlaczego mam ciągle pretensje.......Ale ludzie na litośc boską jakie pretensje......Ja mam żal do niego że tak mnie samą ciągle zostawia....Nie mogę powiedzieć że sie awanturuje bo tak nie jest,.....Wczoraj jak wrócił zapytsł tylko ZŁA JESTEŚ?PRZEPRASZAM I POCAŁOWAŁ MNIE W CZOŁO a ja sie oczywiście ukradkiem popłakałam......Nie chce rozwodu,nie wiem czy poradziła bym sobie z tym psychicznie ale potrzebuje jakiejś siły aby dać radę i zrobię wszystko żeby MIĘDZY NAMI BYŁO TAK JAK KIEDYŚ,PRZYNAJMNIEJ SPRUBUJĘ A WSPÓLNY SPACER JAK MI PROPONUJE TO JUZ WIEM ŻE KOŃCZY MU SIĘ KASA,JAK JESTEŚMY W SKLEPIE I MAM PŁACIĆ TO NAGLE MÓWI DO KASJERKI MÓWI 100PROSZE......Nienawidzę alkoholu.......niszczy moje życie...A co mam w sklepie powiedzieć????Awanturę mu zrobić ż enie zapłacę????
Wrócił i spi.......Zapytał tylko dlaczego mam ciągle pretensje.......Ale ludzie na litośc boską jakie pretensje......Ja mam żal do niego że tak mnie samą ciągle zostawia....Nie mogę powiedzieć że sie awanturuje bo tak nie jest,.....Wczoraj jak wrócił zapytsł tylko ZŁA JESTEŚ?PRZEPRASZAM I POCAŁOWAŁ MNIE W CZOŁO a ja sie oczywiście ukradkiem popłakałam......Nie chce rozwodu,nie wiem czy poradziła bym sobie z tym psychicznie ale potrzebuje jakiejś siły aby dać radę i zrobię wszystko żeby MIĘDZY NAMI BYŁO TAK JAK KIEDYŚ,PRZYNAJMNIEJ SPRUBUJĘ A WSPÓLNY SPACER JAK MI PROPONUJE TO JUZ WIEM ŻE KOŃCZY MU SIĘ KASA,JAK JESTEŚMY W SKLEPIE I MAM PŁACIĆ TO NAGLE MÓWI DO KASJERKI MÓWI 100PROSZE......Nienawidzę alkoholu.......niszczy moje życie...A co mam w sklepie powiedzieć????Awanturę mu zrobić ż enie zapłacę????
To ja Ci powiem coś od siebie. Będzie tak robił,dopóki będziesz na to pozwalała. Potem wpadniesz we współuzależnienie, jeżeli jego chlanie się pogłębi, a wówczas będziesz w stanie zrobić coraz mniej.
Ten rozwód to nie wyrocznia, raczej straszak, test czy on w ogóle będzie miał ochotę coś zmienić, bo jeśli nie będzie chciał, sama nic nie zrobisz. Możesz sobie płakać w poduszkę, tupać nogami i nic z tego nie wyniknie.
Ja nie pijam alkoholu.....Zawsze jestem kierowcą bo on nie ma prawa jazdy więc widze właśnie co się dzieje.....Nie jest złym cżłowiekiem....Nie bronię go ale nie będę też nadawać tylko strasznie długa mnie chyba czeka droga do zmiany naszego życia.....Może gdybym zaszła w ciążę to zmienił by sie bo widzę jk zajmuje się naszymi bratankami to jestem pełna podziwu......I wtedy straznie mi ciężko że w ciąży nie jestem ale jak on się nie zmieni i tak już zostanie??Dziecko nie lekarstwo tylko wielka odpowiedzialnośc za życie małego człowieczka.....Wiem że on kocha dzieci ale czy to odpowiednie moment????Tyle nerwów....niedomówień>
Rozwód....Tyle razy podczas sprzeczki mówiłam mu że odejdę,weźmiemy rozwód.....Nic sobie z tego nie robił.....Sama nie wiem......Bo jest czas że można konie kraść a jest czas że nie rozumiem WŁASNEGO MĘŻA.MĘŻCZYZNY Z KTÓRY BYŁAM TAK DŁUGO PRZED SLUBEM.........A TAK BRDZO CHCĘ ABY BYŁO PIĘKNIE........
Ja nie pijam alkoholu.....Zawsze jestem kierowcą bo on nie ma prawa jazdy więc widze właśnie co się dzieje.....Nie jest złym cżłowiekiem....Nie bronię go ale nie będę też nadawać tylko strasznie długa mnie chyba czeka droga do zmiany naszego życia.....Może gdybym zaszła w ciążę to zmienił by sie bo widzę jk zajmuje się naszymi bratankami to jestem pełna podziwu......I wtedy straznie mi ciężko że w ciąży nie jestem ale jak on się nie zmieni i tak już zostanie??Dziecko nie lekarstwo tylko wielka odpowiedzialnośc za życie małego człowieczka.....Wiem że on kocha dzieci ale czy to odpowiednie moment????Tyle nerwów....niedomówień>
Nawet nie myśl o dzieciach w takiej sytuacji.
Oj, bardzo jesteś zaślepiona, patrzysz a nie widzisz, tego co się dzieje.
Rozwód....Tyle razy podczas sprzeczki mówiłam mu że odejdę,weźmiemy rozwód.....Nic sobie z tego nie robił.....Sama nie wiem......Bo jest czas że można konie kraść a jest czas że nie rozumiem WŁASNEGO MĘŻA.MĘŻCZYZNY Z KTÓRY BYŁAM TAK DŁUGO PRZED SLUBEM.........A TAK BRDZO CHCĘ ABY BYŁO PIĘKNIE........
To jeszcze Ci coś powiem; nie mów, a działaj, na razie to on widzi, że twoje słowa są bez pokrycia.
Zgłoś się do jakiegoś specjalisty; psychologa, terapeuty od współuzależnień, może otworzą Ci oczy i fachowo wytłumaczą.
Ja sama żałuję, że nie miałam pojęcia co zrobić z takim problemem, a nikt pomóc nie potrafił. Może gdy było inaczej nie straciłabym tylu lat i tyle złego by się nie wydarzyło.
Trafiłaś tutaj, to bardzo wartościowe forum. Ktoś na pewno lepiej do Ciebie dotrze, bo ja sama nie czuję się kompetentna do tego.
15 2015-05-24 17:34:37 Ostatnio edytowany przez zamia (2015-05-24 17:38:04)
Pewnie masz rację.....Jego siostra też mi tak kiedyś powiedziała.......Nie chcę niszczyć naszego małżeństwa ale jak się nic nie zmieni to będę musiał nad tym ciężko pomyśleć bo tak się żyć nie da......Dziękuję ci bardzo:)Miło że jest taki profil....Nie wiesz jak mi lżej jak to wypisałam......cięzko mi z tym wszystkim)(
Myślę, że powinnaś z nim poważnie porozmawiać i zapropoować mu terapię małżeńską -jeśli nie będzie chciał, walczyć dalej. Nie poddawaj się! Jeśli Cię nie poniża, nie wyzywa, nie zdradza, to czy warto przez coś takiego rozstawać się ?
Ja mam trudniejszą sytuację, ponieważ mój chłopak jest naprawdę wspaniały, kocham go. Jesteśmy razem już 3 lata, jednak po alkoholu zmienia się w potwora. Bylo już kilka takich sytuacji. Kiedyś nazwał mnie dziwką. Na innych imprezach uciekał, musiałam go szukać, mówił o samobójstwie, ale cały czas zawsze powtarza, że mnie kocha i boi się mnie stracić. Ostatnio byliśmy na imprezie i znowu było to samo. Nazwał mnie szmatą. Nie rozmawiam z nim od 2 dni, ale nie mogę jeść, wymiotuję z nerwów. Nie wiem co zrobić- czy ostatecznie z nim zerwać czy dać mu KOLEJNĄ szansę ?:(
Od razu rozwody i pozwy? Spróbuj z nim najpierw porozmawiać, wytłumaczyć i pokazać, że jest problem, że się rozdzielacie i może to się skończyć rozwodem. Może i on ma jakieś problemy, które w sobie gdzieś tam gniecie i zapija. Jeśli rozmowa mało da, spróbujcie terapię małżeńską. Jeśli to nic nie da, możesz spróbować separacji - tak żeby zademonstrować, że sprawy robią się poważne. Na koniec pozostaje rozwód.
Niestety a tym i kilku innych watkach obecna lista usiluje sie zamienic w liste tzw. czerwona. "Usiluje" poniewaz sa osoby, ktore staraja sie do tego nie dopuscic. Niestety nie chodzi tylko o rodzaj proponowanych rozwiazan ale rowniez o emocje, wylewanie wiadra pomyj rozmowcow na rozmowcow, itp.
Moim zdaniem jak zwykle sa jakies powody danego zachowania. Moze cos z praca, moze cos meza przeroslo, moze sie zalamal a moze wsparcie powinno byc rowniez z drugiej strony? Jesli chcesz bliskosci to ja okazuj, sama do niego sie zblizaj, rozmawiaj, draz powody. Bo tak to mozna tylko sobie gdybac i budowac toerie, nie majace nic wspolnego z rzeczywistoscia. Tu jasno widac ze wyjechal, ze nie ma go po 2 tyg., cos sie zmienilo, ale co? Moze ponownie trzeba zmienic prace na blizsza miejscu zamieszkania? A co w zwiazku z Twoja choroba? Jaki "dysonans" powoduje ona, co ogranicza? To chyba tez jakis istotny aspekt waszego zwiazku.
JA go wspieram.....On doskonale o tym wie że jak tylko coś to zawsze może liczyć na mnie.....Przytulam się,on to odwzajemnia tylko popija i to coraz więcej....:(:(:(
Rozumiem doskonale że nie jest do normalna relacja pomiędzy nami......Mój małżonek zrobił się strasznie nerwowy.....Potrafi wywołać awanture nawet z powodu że wyłączył mu się telefon.....A za 3 minuty przeprasza i jak by nigdy nic,,,,,,,Boli mnie to że wszystko co złe to ja jestem obwiniana ale czy byc i chcieć kochać to coś złego....Nie ma go pojechał do pracy.....Nawet to że kierowca nie dowiózł ich na odpowiednią godzinę......okazało się moją winą......Przykro mi że wszystkim obarcza mnie.....Nie chce mu się nawet zerknąć do torny czy ma napewno wszystko spakowane.......Dzisiaj przed południem policzyłam do 5ciu i przemilczałam ale obiecałam sobie że to ostatni raz kiedy ja zajmowałam się jego pakowaniem.....Wiem że jestem temu winna bo sama go tak nauczyłam i powinnam mieć sama do siebie pretensje ale chciałam żeby było ok a jak zwykle ostatnio wszystko jest nie "TAK".......Nie rozumiem jego nerwów.......Wszyscy są źli.....On jest doskonały......A za chwilę znowu mnie przeprasza i mówi że mnie kocha......tylko co z takiego kochania jak ja ostatnio jestem kłębkiem nerwów.....Kocham go ale przecież nie powinnam pozwolić mu na tyle bo co będzie za rok,dwa.........