Przepraszam z góry za długi post, ale nie da się tego skrócić.
Tego, kto przeczyta całość, upoważniam do zabrania głosu.
Jestem wrednym facetem, który po 10 latach w związku zaczął sobie bimbać i uznał, że skoro żona już jest jego to jest zaklepana i zawsze już moja pozostanie. Jestem wobec niej zawsze w porządku, w żadne romanse się nie wdaję, sądziłem że wszystkie wcześniejsze (sprzed lat) winy zostały mi już wybaczone i zapomniane. Liczyłem, że z Jej strony nic mi już nie grozi i teraz będzie już tylko dobrze... do samego końca... Dzieci mamy dwoje, bardzo je kochamy, chciane jak najbardziej, cud-miód.
Od jakiegoś czasu nasze kontakty zaczęły się jakby wysuszać. Dzwonię z pracy w zasadzie tylko po to, żeby ją obudzić, ustalić kto co kupuje, powiedzieć o której zląduję w domu (pracuję w różnych porach dnia, więc ciężko określić z góry, o której skończę pracę). W domu natomiast jakby mniej się zaczęliśmy do siebie odzywać. Ja siadałem przed komputerem do swoich tabelek ze statystykami, ona do MySpace, na którym ma kupę znajomych.
Po jakimś czasie zaczęło mi się wydawać, że Ona staje się jakby mniej moja, a bardziej MySpace'owa. Odzywając się do mnie, robiła to z miną neutralną, po czym z uśmiechem kontynuowała pisanie "do ludzi", do łóżka wieczorem przychodziła zwykle kiedy ja już spałem. Zauważyłem, że częściej niż z innymi wymienia się wiadomościami z pewnym facetem starszym od nas o 15 lat, co z początku wydawało mi się niewinne, bo co taki stary dziad może dać mojej żonie.Odkryli, że mają wspólną pasję - żeglarstwo i tak sobie pisali, pisali, czasem coś mi wspominała, że Olek to, Olek tamto, ale cały czas byłem przekonany, że wszystko jest w porządku - w końcu to moja żona, bardzo mnie kocha, ja ją te i nie może się nic złego dziać. Z czasem jednak zaczęło mi się wydawać, że lepiej Jej się z nim żyje niż ze mną, mimo że on gdzieś na Dolnym Śląsku, my na Mazurach. Pewnego pięknego dnia zaczęło mnie to denerwować, że ze mną nie bardzo chce się Jej rozmawiać, natomiast z Olkiem ćwierkała w sieci prawie przez cały czas. Powiedziałem, że nie życzę sobie takiego traktowania, wywiązała się z tego karczemna awantura, poleciały jej łzy, po czym zacząłem ją przepraszać, że nie chciałem jej urazić, bo przecież ją kocham. Nie dawało mi to spokoju, zalogowałem się pod jej nickiem na MySpace i poczytałem sobie ich korespondencję. Jakież było moje zdziwienie, gdy wyczytałem, że oni już sobie planują wspólny seks, chwytanie za jej "fajne wielkie piersi", trzymanie go za penisa i inne tego typu rzeczy. No, myślałem, że mnie sczyści i że ją zaraz zabiję. Powiedziałem jej oczywiście o tym, co przeczytałem, wywiązała się następna awantura, kazała mi się wynosić ze swojego życia, nie chciała mnie znać i inne tego typu straszne rzeczy. Jako że mam przekonanie, że bez Niej moje życie nie ma w ogóle sensu, nie dałem się i postanowiłem trwać. Jakoś doszliśmy do porozumienia. Ona twierdzi, że to tylko net. Że od netu do rzeczywistości daleka droga i mam się nie martwić, ona mnie nigdy nie zdradzi. W końcu gdyby chciała to już dawno miała ku temu milion okazji, a tego nie zrobiła. Obiecała mi, że już sobie takich rzeczy nie będą pisać, a ja obiecałem, że nie będę się logował za nią na MySpace.
Zauważyłem, że ich kontakty straciły na sile, ale miałem wrażenie, że zwyczajnie zaczęła się przede mną lepiej ukrywać. Przy mnie nie siedziała na MySpace, mniej się udzielała, wydawało się, że wszystko wraca do normy. Jednak śledząc historię przeglądanych stron zauważyłem, że kontakty z nim są nadal bardzo intensywne, tyle że w porach mojej pracy. Założyła sobie kilka nowych kont pocztowych, do których, rzecz oczywista, ja nie mam dostępu i nawet nie znam ich nazw. Popadałem w coraz większą paranoję, wszędzie widziałem Olka czającego się za rogiem ulicy i wskakującego do mojego domu i do Niej kiedy tylko ja znikam w autobusie. Nerwy mi w końcu puściły, pobeczałem się, wszystko jej powiedziałem, liczyłem na zrozumienie, wydawało mi się, że usłyszałem od niej prośbę o wybaczenie i że już naprawdę przestanie.
Minęło znowu kilka dni i nic się nie zmieniło oprócz tego, że teraz historia przeglądania stron jest zawsze wyczyszczona. Mam wrażenie, że żona lepiej się ukrywa i że nadal nie zakończyła tamtej znajomości, że jest rozwojowa i że zmierza w złym dla mnie kierunku.
Znowu jej o tym powiedziałem, ona stwierdziła, że gadam bez sensu, a ja swoje wiem. W końcu ja nigdy się przed Nią nigdy nie ukrywałem, każde archiwum było w jej zasięgu, do każdej prywatnej wiadomości ma dostęp. Inna sprawa, że Ona z tego dostępu nie korzysta, ale ja jestem wobec niej w porządku i tego też wymagam od Niej.
Ona twierdzi, że kochać mnie nie przestała, ale wydaje mi się, że tego Olka też darzy dużym uczuciem i nie ma zamiaru z nigo rezygnować. Widzę, że ogląda jego zdjęcia, wiem, że nadal do niego pisze.
Odpowiedzcie mi, co powoduje kobietą, że nawet po takich rozmowach, po podejmowanych przeze mnie próbach ratowania tego, co dla mnie najcenniejsze, Ona nadal woli grać na dwa fronty, kochać dwóch facetów, jednego mieć od przytulania, drugiego od rozmów i pisania. Jak to, do jasnej cholery zmienić, nie narażając się więcej na śmieszność, ale też nie przekreślając tego, co nas łączy. Nie chcę od niej odchodzić, nie chcę, żeby Ona odeszła ode mnie. Nie chcę się dzielić z nią dziećmi ani naszym niewielkim majątkiem. Prędzej zacznę myśleć o opuszczeniu tego łez padołu niż o rozstaniu z Nią. Ona twierdzi, że nawet jeśli coś jest na rzeczy między Nią i nim, to i tak nie zostanie to nigdy skonsumowane, "bo nie ma fizycznej możliwości". Najbardziej nie lubię wciskania kitu...