Nie wiem co mam zrobić. Czy w ogóle nic nie robić. Mózg odmawia mi posłuszeństwo - dlatego piszę.
Dawno już powinnam zapomnieć, zakochać się nowo, nie myśleć, pogodzić się z tym że jest jak jest.
Zapomnieć o kim - o moim byłym narzeczonym. Od 2,5 roku nie jesteśmy razem. Miewam lepsze i gorsze okresy w życiu. Ale od tych 2,5 lat nie ma chwili w ciągu dnia żebym o nim nie pomyślała. Gdzie jest, co robi, jak się czuje. Jak w jakimś amoku.
Ale do rzeczy. Po naszym pierwszym rozstaniu - wróciliśmy do siebie po 10 miesiącach. czyli w sumie około 1 roku i 9 miesięcy nie mam z nim kontaktu. Za pierwszym i za drugim razem decyzję podjął z dnia na dzień, jednego dnia mówi że kocha na drugi dzień ,ze to koniec. Ja za drugim razem poprosiłam żeby więcej się do mnie nie odzywał, bo jest niestabilny emocjonalnie, że potrzebuję bezpieczeństwa, żeby szukał szczęścia gdzie indziej. Jak to w nerwach. Żałowałam, ale duma nie pozwalała mi się odzywać ani nic. Bo ile razy można wałkować to samo. Jednego dnia kocha, drugiego zostawia. Byłam wykończona emocjonalnie tą huśtawką. Owszem jak wrócił - cieszyłam się, ale znów to zrobił. Odebrałam to jako grę, zabawę, może zakład. On niby że chyba to słabość, nie wie co czuje, że jak mamy być razem to kiedyś będziemy. Że za szybko podjął wtedy decyzję, nie przemyślał, że przez 10 miesięcy nie wiedział co ma ze sobą robić. Nie powiedział że już Cię nie kocham, tylko takie kręcenie.
Ja tym bardziej nie mogę się pozbierać, bo mieszkam 5 km od niego. Widuję to jego rodzinę, to przejazdem jestem koło jego domu, to jego zobaczę. Wszystko odżywa. To jak niekończącą się historia. Wykańcza mnie to wewnętrznie. Jeszcze Ci rodzice jego tak się patrzą na mnie, jakbym o czymś nie wiedziała.. Takie zażenowanie, zal, wstyd czuje. Mama jego zawsze nie wie co ze sobą zrobić jak mnie widzi, unika żeby nie patrzeć mi w oczy. A ja mam ochotę zapytać - o co chodzi, przecież to on dwa razy zostawił mnie a nie ja jego.
Jak mnie za drugim razem zostawił to gdzieś za 2 miesiące poznał dziewczynę, po 8 miesiącach się z nią zaręczył, w tamte wakacje. Ślub jak mniemam planują albo na ten albo na przyszły rok. Przynajmniej takie słuchy do mnie doszły.
A ja nie wiem co mam zrobić. Dla mnie to po prostu niedokończona sprawa. Rozumiem oświadczył się ( nie ma gwarancji że to przemyślał na pewno), planuje ślub. Pewnie się zauroczył, albo zakochał. Tylko dlaczego tak szybko, minęło kilka miesięcy - i już wie że to na pewno jego miłość życia. Pomijam fakt - że z racji tego, że ona go wykorzystuje. Mieszka z siostrą w jego mieszkaniu, jeździ samochodem, on sponsoruje jej wakacje, wyjazdy, zakupy. Ona ma 21 lat, nie pochodzi z bogatej rodziny, więc raczej zwykłej studentki na to nie stać. Czy on naprawdę nie widzi tego, że ona wychodzi za niego i wkupiła się w jego rodzinę dla pieniędzy, przyszłości? Kompletnie oszalał , omamiła go ?
Wiem, że nie powinnam już o tym myśleć, ale poprostu to jest silniejsze. Kocham go, nigdy nic od niego nie chciałam, tylko tego żeby poświęcał mi czas i mnie kochał. A co ona z nim robi. Wykorzystuje go. Czasami mam takie myśli, że on zagłusza swoje sumienie, tak ją sponsorując. To jego życie, tylko bardzo się boję, że on jak już się ożeni z nią, to dopiero to zauważy, do pewnych wniosków dojdzie, ale bedzie juz za późno. Za późno dla Nas, na Nas. Jak jeszcze pomyślę że z taką materialistką mógłby mieć dzieci, to łzy mi znów napływają do oczu. Zawsze tłumaczył - że w jego rodzinie nie ma rozwodów, że jak się zeni to na zawsze. JAk sobie teraz o tym myślę, to nie wiem mam ochotę napisać do niego, zadzwonić "Kocham Cię. Zawsze będę. Jeśli nie masz peewnosci nie rób tego." Głupie to, ale nie jestem w stanie pogodzić się z tym ,że człowiek którego kocham, może ożenić się i zyć z kimś kto kocha jego kasę nie jego. A to co pomiędzy nami było, czy gdzieś głęboko jest w nas , poprostu umrze.
Dzień jego ślubu, jeśli do niego dojdzie, będzie najgorszym dniem w moim dotychczasowym życiu.
Doradźcie coś bo oszaleję