Cześć,
czuję się dziwnie, bo kończąc studia nie należę do żadnej grupy. Jestem indywidualną jednostką. Pamiętam, że w liceum i na początku studiów zmieniłam się, więcej piłam i paliłam. Ogólnie wyrosłam chyba na zbyt pospinaną i grzeczną dziewczynkę. Na studiach miałam dużo grup znajomych, chciałam coś osiągnąć, chciałam łapać się za wszystko, nowe towarzystwo, nowi znajomi, organizacje studenckie, ale z czasem mój entuzjazm zamarł. Na 3 roku wyjechałam na 10 miesięcy na erazmusa. Miałam wtedy dużo znajomych i z zagranicy i z Polski. Wróciłam, miałam dużo do nadrobienia i niestety kontakty się pourywały. Ludzie zaczęli kończyć studia 1 stopnia, zaczęli pracować. Coś się działo. A ja z kierunkiem ciągnęłam jeszcze 1.5 roku ten 1 stopień nie mając prawie życia poza uczelnią.
Tak oto dużo moich kontaktów się pourywało, widzę, że nie należę już do tych organizacji.
Kiedy wchodzę to towarzystwo przypadkiem staję się spięta, zestresowana, ciągle analizuję siebie jak mam wyglądać. Bo wiem, że pamietają mnie np z liceum czy z początku studiów kiedy np byłam grubsza ale bardziej radosna i wesoła. Teraz jestem łądniejsza, szczuplejsza, ale mniej asertywna, mniej pewna siebie i zestresowana.
Nie wiem co mi jest. W ostatnim półroczu nikt po żadnej imprezie nie zaprosił mnie do znajomych, nikt do mnie nie pisał sam z siebie. Nie wiem z czego t o wynika.
Dużo ludzi mówi mi ,że powinnam się uśmiechać być bardziej 'rozchmurzona'. Może coś w mojej twarzy jest nie tak? Czy to aż tak widać? Może wyglądam na przygaszoną i nieszczęśliwą?
A po prostu brakuje mi ludzi do okoła. Ciągle mam tą monotonię życia, ciągle robię to samo, spotykam tych samych ludzi, chodzę tą samą drogą na uczelnię. Wkrótce ją kończę i nawet nie wiem czy od razu nie iść do pracy by poznać ludzi jakiś nowych czy po prostu gdzieś jechać wyciszyć się wypocząć? Ale z kim? Mam dużo znajomych z liceum, ale oni nie są tacy 'lotni'. To są ludzie bierni w działaniu, odtwórcy, a nie twórcy, altywni np w organizacjach. Wiecie o co mi chodzi.
Ja od liceum do właśnie okresu po erazmusie byłam taka 'twórcza' po powrocie coś się ze mną stało. Tak jakbym siadła psychicznie i towarzysko. Teraz nie mogę się ogarnąć.
Nie mam chłopaka, czuję presję, nie mogę wyluzować chyba widać to nawet po moim ubiorze i sposobie chodzenia. Po drugie- zestresowana jestem końcem studiów i tym czy wyrobię się z obroną, czy projekt jest ok. Poza tym Mieszkam nadal z rodzicami i widzę, że im dłużej z nimi mieszkam ( mimo tego, że są bardzo dobrzy i kochani) czasem czuję że nie mam motywacji do działania i po prostu staję się leniwa we wszystkim.
Mam nadzieję, że po obronie to się zmieni, może to wszystko tak na mnie działa. Po prostu czuję monotonię i marazm. Moje wykształcenie jest ważne dla mnie, bo z tym wiążę przyszłość. Ale nie wiem co się ze mną stało. Nie jest tak, że ktoś proponuje mi wyjazd na wakacje. To ja musze się pytać ludzi czy na doczepkę bym nie pojechała. A tak kiedyś nie było.
Myślicie, że to naprawdę jest moja wina, jakaś zmiana w mojej osobie, zmiana w zachowaniu w postrzeganiu mnie przez innych?
O co chodzi? Niby dużo robię zawodowo, ale czuję się samotna. Mam koleżanki bliskie, ale one mają inne koleżanki. I np kiedy ja wychodzę z nimi one np były z innymi gdzieś wcześniej- a ja np nie mam z kim wyjść. Dlaczego? Dlatego że dużo moich znajomych też się już tak sparowało, że wydają się 'zdziadziani' i tacy zbyt dorośli, już na swoim...
Bo czuję, że 'psychicznie dziadzieję',że mimo iż jestem 24latką tomyślę, jak zbyt poważny człowek, nie wygłupiam się jestem taka do rany przyłóż. Nawet w żartach czy sposobie bycia, zauważyłam, że kontaktują się ze mną osoby takie 'jak wampiry energetyczne', osoby z problmami....
Jak to zmienic?