Rozstalam się z chłopakiem (niech będzie w tym wątku Marcinem). Uważam że z nim było coś nie tak, tzn. nie dojrzał do związku mimo tego że ma już 26 lat.
Stwierdziliśmy że zostaniemy w przyjaznych relacjach, nie bylismy ze sobą długo i niezbyt angażowaliśmy się w ten związek.
problem w tym, że ja nie potrafię ogarnąć ani jego, ani jego rodziny. Bylam jego pierwszą dziewczyną. Juz po kilku miesiacach przestało mi sie to podobac, bo on tylko siedzial w domu, w ogole jakby spadl z ksiezyca - nie wie co sie dzieje wokół, jak żyją inni, jak mu zaproponowalam wspolny wyjazd powiedział "po co gdzies wyjeżdżać" Zył jak w klatce z dala od cywilizacji. Coś mi w nim nie gralo...
W koncu zerwał ze mną, prawdę mówiąc podając argumenty z tyłka. To co on powiedział, to nie były żadne argumenty za rozstaniem tylko ewentualna rozmowa co nam w drugiej osobie przeszkadza. Żadne poważne zarzuty, ot drobnostki. Przecież nikt z nas nie jest idealny.A to że ktoś nie umie dobrze gotować, to chyba nie powód do rzucania go? Nieźle mi nawrzucał, jego ,,krytyka" była tak konstruktywna, że przez 2 godziny nie mogłam się pozbierać i czułam się jak śmieć. Wytknął mi wszystkie moje słabości, a przecież chyba nie po to z kimś jesteśmy, zeby udawać cały czas ideały? Ale na następny dzień płakał, przepraszał i chciał zebysmy sprobowali od nowa. Odmowiłam, stwierdziłam że skoro jestesmy krótko i on się tak zachowuje to nie ma sensu. Też parę rzeczy mi się w nim nie podobało, ale nie przyszło mi do głowy, żeby go pojechać w tak perfidny sposob i jeszcze wykorzystać wiedzę o jego słabościach. Bardzo mnie zawiódł, kto normalny wypomina osobie drobnostki? Kiedyś też tak się fochał, źle mnie traktował, ale potem przeprosił. Jak dziecko. Wtedy nie chciał się rozstawać. Wszyscy mi odradzali i mowili zebym odpusciła. Stwierdziliśmy że zostaniemy w neutralnych stosunkach. Tyle że on ciągle mowi mi że jestem cudowna, pięknie wyglądam, mam cudowną osobowość itp. No dobra, to po co mnie rzucał? Jego najdzwiniejsze zachowanie polega na tym, że raz jest miły, oddany, udaje fajnego przyjaciela, ze mu zależy, a innym razem zachowuje się jak palant, ma zachowania w stylu wycofywania się, tak jakby miał jakieś do mnie pretensje, jakby tak naprawdę mnie nie lubił. Czuje od niego momentami taki chłód, (tak też było w związku!) wręcz nienawiść. Potem się okazuje, że dobrze czulam bo on mnie wyzywa albo robi mi na złość. I jak mowie mu o tym, to on mowi ze nic sie nie stało i ze przecież jest normalny.
Jego rodzice bardzo dziwnie go traktują. Tylko jego matka jest jego biologiczną matką. Ma ojczyma i brata (syna ojczyma). jego to rozpieszczają, kochają go, a Marcina traktują chyba jak służącego...serio... mam wrażenie, ze to przez nich on ma takie wahania. Nakladą mu coś do głowy i on jest przeciwko mnie. Bali się, że odbiorę go im, że on to mi coś kupuje, ze to mnie zabiera. On daje kasę rodzicom (mimo że nie są biedni). Mają super mieszkanie,samochod, są ubrani w świetne ciuchy. A on jeszcze im daje pieniadze. Mi często załował kilku zł, a rodzicom potrafił dać 400zł na paliwo do samochodu, ktorym on w ogole nie jeździ. Co więcej, oni mu nie pozwalają z niego korzystać, nawet w razie potrzeby. Bratu ciągle kupuje drogie sprzęty, jest na każde jego zawołanie.
Jego rodzice zarzucali mu, że się o mnie troszczy *tak wyczułam), dziwili się że jest dobry. Jak to możliwe, że ich synuś ma dziewczynę, która jest dla niego taka ważna. Wiele razy było, że jak mu coś proponowalam był zadowolony a potem po rozmowie z rodzicami wyzywal mnie to że beznadziejny pomysł i był wrogo do mnie nastawiony.
Takich przykladów jest mnóstwo. W sumie dobrze, ze ze mną zerwal. Ile mozna wytrzymać będąc dodatkiem do chłopaka, ktory hołubi swoja rodzinę i robi dla niej wszystko? A ja gdzieś na koncu, ta zła, ktora psuje rodzinne więzi.
Ja naprawdę tego nie ogarniam...jego matka zamiast go motywować, pomóc mu, chcieć zeby duzo osiągnął, zalozył rodzinę, to zamyka go w jakiejś klatce. Mnie się to nie mieści w głowie. jak można chcieć takiego losu dla swojego dziecka? Chciałabym mu jakoś pomóc, przeciez on obudzi się za 10 lat i będzie sam jak palec, bardzo mi szkoda! Żadna dziewczyna nie wytrzyma takiego traktowania. Powiedzice czy jest szansa, że takiej osobie da się pomoc?
On naprawdę ma problemy emocjonalne, dla mnie to wszystko jest totalnie chore, to co tu opisalam to wierzcholek gory lodowej... jak z taką osoba rozmawiać, jak mu przetłumaczyc do rozsądku? Szkoda mi go, naprawdę szkoda. Wiem że jak mu powiem to wprost to nic nie da.
1 2015-05-04 14:28:37 Ostatnio edytowany przez hunkydory (2015-05-04 14:48:53)
Ale co chcesz mu przetłumaczyć ?
Że ma do Ciebie wrócić ?
Co chcesz osiągnąć swoim tłumaczeniem, jaki ma być cel ?
Czytając opis zachowania Twojego ex, zapaliła mi się czerwona lampka z przeszłości.
Ta lampka nazywa się: borderline personality.
Sprawdzałaś ?
3 2015-05-04 15:22:43 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2015-05-04 15:23:55)
Szczerze? Dałabym sobie spokój, bo wątpię, by mu się to odmieniło. Mój były zachowywał się bardzo podobnie. Najpierw kochany, czuły, do rany przyłóż, a jak tylko zdenerwował go ktoś w domu, to traktował mnie jak śmiecia, w ogóle nie przejmując się moimi uczuciami. Nawet więcej. Z czasem przyznał, że niektóre przykre rzeczy mówił celowo, żeby mnie zranić! Potem przeprosiny, prośby o powrót i inne takie. Niestety ulegałam przez kilka miesięcy, popełniając ogromny błąd, którego żałuję.
Co prawda, nie znam tego chłopaka, nie wiem na ile to się w nim zakorzeniło, ale coś mi mówi, że tutaj też nie da się już pomóc - tym bardziej, że on nie widzi problemu. Gdyby go widział i godził się na pomoc, byłaby jakaś nadzieja. Jednak sama mówiłaś, że on uważa siebie za normalnego. Skoro do tej pory nic nie zauważył, to już tego nie zrobi. A już na pewno nie dzięki Tobie. Także pies pogrzebany. Odpuść. Nie ma co się w to pchać, bo ucierpi na tym tylko Twoja psychika. Chyba, że marzy Ci się bycie jego popychadłem za każdym razem, gdy rodzina nabije mu głowę jakimiś głupotami.
Ale co chcesz mu przetłumaczyć ?
Że ma do Ciebie wrócić ?
Co chcesz osiągnąć swoim tłumaczeniem, jaki ma być cel ?Czytając opis zachowania Twojego ex, zapaliła mi się czerwona lampka z przeszłości.
Ta lampka nazywa się: borderline personality.
Sprawdzałaś ?
Nie, po prostu chciałabym mu pomoc, zeby na przykład wybrał się na jakąś terapię (Sama kiedyś chodziłam i bardzo mi pomogło), bo uważam ze w jego wypadku tylko psychoterapeuta móglby pomoc. Wiem co to za ból zyc w takiej matnii, choc moj problem był inny, czuję ulgę. Dlatego chciałabym mu jakoś pomoc, zeby za paręnaście lat nie płakał w poduszkę, że zmarnował sobie życie.
Wiem mniej więcej co to borderline, jezeli tak jest to tym bardziej potrzebna mu pomoc...
Szczerze? Dałabym sobie spokój, bo wątpię, by mu się to odmieniło. Mój były zachowywał się bardzo podobnie. Najpierw kochany, czuły, do rany przyłóż, a jak tylko zdenerwował go ktoś w domu, to traktował mnie jak śmiecia, w ogóle nie przejmując się moimi uczuciami. Nawet więcej. Z czasem przyznał, że niektóre przykre rzeczy mówił celowo, żeby mnie zranić! Potem przeprosiny, prośby o powrót i inne takie. Niestety ulegałam przez kilka miesięcy, popełniając ogromny błąd, którego żałuję.
Co prawda, nie znam tego chłopaka, nie wiem na ile to się w nim zakorzeniło, ale coś mi mówi, że tutaj też nie da się już pomóc - tym bardziej, że on nie widzi problemu. Gdyby go widział i godził się na pomoc, byłaby jakaś nadzieja. Jednak sama mówiłaś, że on uważa siebie za normalnego. Skoro do tej pory nic nie zauważył, to już tego nie zrobi. A już na pewno nie dzięki Tobie. Także pies pogrzebany. Odpuść. Nie ma co się w to pchać, bo ucierpi na tym tylko Twoja psychika. Chyba, że marzy Ci się bycie jego popychadłem za każdym razem, gdy rodzina nabije mu głowę jakimiś głupotami.
Dziękuję, moze rzeczywiscie nie ma co się w to mieszać, po prostu sama miałam kiedys depresję i zyłam w amoku i wiem jaka to ulga, kiedy zaczynasz na swiat patrzeć inaczej, szkoda mi takich ludzi, bo wiem jak ja podświadomie cierpiałam. Ale ja sama chciałam sobie pomoc i sama poszłam o pomoc do psychologa....to jest ta roznica.
No dobrze.
Chwała Ci za dobre chęci i niesienie pomocy.
Ale tu jest sytuacja patowa, bo on żadnej pomocy od Ciebie nie chce.
I nie możesz go zmusić, ani prośbą, ani groźbą, ani nawet podstępem - aby takową pomoc od Ciebie przyjął.
Im dłużej będziesz kombinować jakby mu te swoje dobre chęci przemycić - tym większa będzie w Tobie frustracja. Będzie to z czasem narastało i pogłębiało się.
Odpuść.
Nie pomożesz komuś, kto pomocy nie chce i nawet sobie nie uświadamia, że pomocy potrzebuje.
7 2015-05-04 15:52:42 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2015-05-04 15:54:32)
Też miałam kiedyś depresję, więc wiem jak to jest i prawdopodobnie dlatego myślałam w podobny sposób do Ciebie, chcąc pomóc komuś, kto tego potrzebował - nawet jeśli wcale tego ode mnie nie chciał. Usprawiedliwiałam go na wszelkie sposoby, wmawiając sobie, że on tak naprawdę wcale nie chce mnie ranić, że to przez jego stan, że nad tym nie panuje. Za późno zrozumiałam, że żadne problemy nie usprawiedliwiają takiego zachowania i choć sama wiele przeszłam, nigdy nie potraktowałam drugiej osoby w ten sposób, w jaki on traktował mnie. Ostatecznie wszyscy podejmujemy decyzje sami, mógłby więc w krytycznym momencie jakoś się powstrzymać, albo nie kontaktować z Tobą wtedy, gdy czułby, że jest niestabilny emocjonalnie. Nie zrobił tego, co znaczy, że nie zwracał uwagi na to, jak się poczujesz, kiedy po raz kolejny obrzuci Cię wyzwiskami. To już mówi samo za siebie, nie uważasz?
Dla niektórych osób warto się starać, dla innych nie. Moim zdaniem, skoro tyle razy potrafił Cię obrażać i traktować jak nic, on wiele wart nie jest.
Też miałam kiedyś depresję, więc wiem jak to jest i prawdopodobnie dlatego myślałam w podobny sposób do Ciebie, chcąc pomóc komuś, kto tego potrzebował - nawet jeśli wcale tego ode mnie nie chciał. Usprawiedliwiałam go na wszelkie sposoby, wmawiając sobie, że on tak naprawdę wcale nie chce mnie ranić, że to przez jego stan, że nad tym nie panuje. Za późno zrozumiałam, że żadne problemy nie usprawiedliwiają takiego zachowania i choć sama wiele przeszłam, nigdy nie potraktowałam drugiej osoby w ten sposób, w jaki on traktował mnie. Ostatecznie wszyscy podejmujemy decyzje sami, mógłby więc w krytycznym momencie jakoś się powstrzymać, albo nie kontaktować z Tobą wtedy, gdy czułby, że jest niestabilny emocjonalnie. Nie zrobił tego, co znaczy, że nie zwracał uwagi na to, jak się poczujesz, kiedy po raz kolejny obrzuci Cię wyzwiskami. To już mówi samo za siebie, nie uważasz?
Dla niektórych osób warto się starać, dla innych nie. Moim zdaniem, skoro tyle razy potrafił Cię obrażać i traktować jak nic, on wiele wart nie jest.
W takim razie dobrze mnie rozumiesz. Ale masz rację, nic nie usprawiedliwia takiego zachowania ![]()
Dziękuję za pomoc, nie chcę znowu wupędzić się w jakieś problemy psychiczne, ech.
Bardzo proszę, cieszę się, że mogłam pomóc
Życzę Ci teraz jedynie wytrwałości w swoich postanowieniach i byś szybko przestała zawracać sobie nim głowę - a gdyby się tak nie stało, to oczywiście pisz do nas na forum, albo nawet na mojego maila, zawsze chętnie przypomnę Ci w chwili zwątpienia dlaczego powinnaś odpuścić.
Pomaga się ludziom proszącym o to. Co ciekawe ci proszący najczęściej nie dostają jej, a ci którzy jej nie potrzebują mają ją wmuszaną.
No cóż... chłopak pochodzi z PATOLOGICZNEJ rodziny. Bo taka "rodzina" to patologia i prawidłowo chłopak powinien ją opuścić.
A chłopakowi rzeczywiście potrzebna jest pomoc - ale polegająca bardziej na terapii wstrząsowej.
A przypadek chłopaka mi przypomina przypadki głupich kobiet, które tkwią w toksycznych związkach z badboy'ami którzy je traktują jak szmaty, ale one z nimi nie chcą zerwać gdyż "bardzo ich kochają i wierzą się się kiedyś zmienią".
IsaBella77 napisał/a:Ale co chcesz mu przetłumaczyć ?
Co chcesz osiągnąć swoim tłumaczeniem, jaki ma być cel ?Nie, po prostu chciałabym mu pomoc, zeby na przykład wybrał się na jakąś terapię )
Dziwna jest ta Twoja chec pomocy. Facet jest zaburzony, ale zerwał z Tobą, a to znaczy, że to już nie Twój problem. Na siłę chcesz znaleźć sobie chłopca do ratowania. Po co? On sam musi chcieć sobie pomóc. Zostaw go w spokoju i zajmij się swoim życiem.