Jestem z chłopakiem już 2,5 roku, do tej pory nie uprawialiśmy seksu. Mam już 21 i jestem jeszcze dziewicą. On bardzo chce ale ja nie potrafię się zgodzić. Nie chcę czuć się zaliczona, nie chcę się niczym zarazić a ciąża byłaby dla mnie gorsza niż śmierć. Napatrzyłam się na koleżanki które miały po kilka chłopaków z którymi sypiały, niektóre zaszły w ciążę i zrobiły się z nich kury domowe. Nie chce rozstań i cierpienia, kilku związków, płaczu, dzieci.
Jednak bardzo kocham mojego chłopaka i chcę z nim być tylko z dnia na dzień robi się coraz poważniej. On nie naciska bo nie chce mnie skrzywdzić. Poza tym jeśli już mam uprawiać seks to chcę tylko z jednym. Tylko z nim.
Boję się że będę się czuć zaliczona. Ale boję się też że go stracę jeśli nie pójdę z nim do łóżka. Jeszcze zanim zaczeliśmy być razem powiedziałam mu, że chcę się utrzymać do ślubu i był ze mnie dumny.
Teraz już wogóle nie wiem co robić...?
2 2015-05-01 20:16:36 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-05-01 20:20:15)
Słuchaj własnej intuicji, która podpowiada Ci co jest dla Ciebie korzystne i bezpieczne. Dobrze, że umiesz obserwować, np.koleżanki i wyciągasz właściwe wnioski. Jesli chłopak na początku znajomości zgodził się czekać do ślubu, to nie powinnaś mieć wątpliwości z powodu tego, że mu się teraz odmieniło. Jeśli naprawdę kocha, to poczeka, jeśli nie zechce czekać, to znaczy, że nie kocha szczerze. Jeśli pójdziesz z nim do łóżka ze strachu przed utratą go, wcześniej czy później obróci się to przeciwko Tobie.
Moim zdaniem gdyby chłopak chciał Cię tylko zaliczyć jak to napisałaś to na pewno nie czekał by na to 2 i pół roku prędzej by mu się to znudziło te czekanie..
4 2015-05-01 23:26:46 Ostatnio edytowany przez bakalia (2015-05-01 23:35:30)
Napatrzyłam się na koleżanki które miały po kilka chłopaków z którymi sypiały
Też się "napatrzyłam". Myślę jednak, że jeśli Cię to w pewien sposób "gorszy", to dlatego, bo sama jesteś dziewicą. Też tak miałam wcześniej. Gdy słyszałam, że ktoś się z kimś szybko przespał, to może nie to,że mnie to gorszyło, ale było "ciężkie do pojęcia". Teraz, co prawda także nie uznaję tego typu "filozofii życiowej", ale jakoś nie robi to na mnie wrażenia. Każdy ma prawo żyć wedle własnego uznania, a seks jest najnormalniejszą sprawą
niektóre zaszły w ciążę i zrobiły się z nich kury domowe
Co do ciąży- to był także dla mnie jeden z mocniejszych argumentów dla których czekałam z seksem. W chwili obecnej uważam, iż nie dojrzałam jeszcze do roli matki. Nie widzę się jednak w niej przynajmniej do 30-tki. Czy to oznacza, że przez najbliższe 7 lat mam nie uprawiać seksu? Grunt, żeby nauczyć się ufać antykoncepcji. Nie napiszę, że opanowałam tę umiejętność do perfekcji, sama cały czas się tego uczę. Rzecz w tym, że gdy mija miesiąc, dwa, trzy etc. i nie zachodzisz w ciążę, to myśli "kurczę, to chyba faktycznie działa". Też kiedyś kalkulowałam, że tylu znajomych już pcha wózek. Tylko potem się okazywało, że w ogóle się nie zabezpieczali. Nie, przepraszam. Uważali, że przerywany albo wyliczanie dni płodnych za pomocą kalkulatora internetowego to jest metoda antykoncepcji.
Nawet na tym forum możesz przeczytać mnóstwo postów typu "uprawiałam/em seks z chłopakiem/ dziewczyną chyba były dni płodne, finał był w środku. czy będę w ciąży?". W takich sytuacjach człowiek przestaje się dziwić, skąd tyle wpadek.
Jeżeli chodzi o "kury domowe"- uważam, że to zależy od kobiety, czy sobie na to pozwoli. No i, faceta, którego obrała sobie na partnera. Ja na przykład, nie wyobrażam sobie w takiej roli, ani nie wyobrażam sobie tego, żeby mnie mój facet na takiej pozycji obsadził. Niejednokrotnie widziałam jednak, chociażby na ulicy czy w autobusie kolesia w szeleszczącym dresiku (w innym odzieniu także
), który najnormalniej w świecie traktował "swoją kobietę" z pogardą, jak własność. W takiej sytuacji zastanawiam się- dlaczego ona na to sobie pozwala?! Zwykle dochodzę do wniosku, że albo jest bardzo zakompleksiona i wręcz "dziękuje PANU" za to, że się nią zainteresował, może jest z różnych przyczyn od niego zależna (szczególnie, gdy u ich boku jeszcze dziecko widzę) albo po prostu jest masochistką? Jak to mówią- jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.
Nie chce rozstań i cierpienia, kilku związków, płaczu, dzieci.
Jednak bardzo kocham mojego chłopaka i chcę z nim być tylko z dnia na dzień robi się coraz poważniej. On nie naciska bo nie chce mnie skrzywdzić. Poza tym jeśli już mam uprawiać seks to chcę tylko z jednym. Tylko z nim.
Myślę, że zbyt idealistycznie podchodzisz do seksu. To jest też typowe dla niejednej dziewicy. Z czasem, być może dojdziesz do wniosku, że to jest tylko kawałek błony. Nigdy nie możesz być pewna, że obecny facet jest tym jedynym. Ludzie niejednokrotnie rozstają się po wielu latach małżeństwa. Załóżmy, że Twój facet po ślubie okazałby się tyranem. Czy trwałabyś z chorym związku tylko dlatego, bo "chcesz tylko z nim"? Albo przepraszam, odpukać... gdyby Twój facet zginął młodo, to do końca życia byłabyś sama, bo "tylko z nim" ? Przykłady, które podałam są dosyć skrajne i nie odbieraj ich tak personalnie, ale chciałam po prostu pokazać Ci, że życie różne figle płata.
Boję się że będę się czuć zaliczona. Ale boję się też że go stracę jeśli nie pójdę z nim do łóżka. Jeszcze zanim zaczeliśmy być razem powiedziałam mu, że chcę się utrzymać do ślubu i był ze mnie dumny.
Teraz już wogóle nie wiem co robić...?
Myślę, że słowo klucz to "zaliczona". Skąd taka myśl? Masz niską samoocenę? Uwierz, że gdyby faktycznie o "zaliczenie" chodziło, to nie traciłby tyle czasu na urabianie Ciebie. Sama też "przetrzymałam" faceta myślę, że całkiem długo jak na obecne czasy, bo rok. Tym bardziej, że byliśmy starsi- ja w Twoim wieku, a on starszy o 4 lata. W Twoim wypadku jestem w stanie zrozumieć 2,5 roku bez seksu. Miałaś jakieś 18,5 roku, gdy zaczęliście się spotykać. Z perspektywy czasu jestem w stanie stwierdzić, że w tym wieku jeszcze nie byłam gotowa na rozpoczęcie współżycia. Jednak w przypadku dwojga ludzi np. w wieku 25 lat już uznałabym, że to jest co najmniej dziwne.
Dlaczego zwlekałam z seksem? Myślę, że przynajmniej niektóre powody były podobne do Twoich. Na początku chciałam poznać intencje chłopaka (można to podciągnąć pod Twoją obawę z "zaliczeniem"). Potrzebowałam poczuć się pewnie w związku. Uczucia, czegoś więcej. W pewnym momencie poczułam po prostu, że mnie traktuje poważnie. Tak, to da się wyczuć. Dlatego w tym momencie dziwię się, że po tych 2,5 roku dalej masz obawy dotyczące "zaliczenia". Dał Ci powody ku takiemu myśleniu?
Gdy już stwierdziłam, że to jest "odpowiedni kandydat", to się bardziej obawy ciążowe pojawiły. No, ale tak jak pisałam- uważam, że kiedyś trzeba się przełamać, bo czekanie do 30-tki to dla mnie przesada. Gumkom w dalszym ciągu nie ufam, więc wybrałam się do ginekologa po bardziej skuteczne zabezpieczenie. To na pewno większy komfort psychiczny mi zapewniło.
Uważam, że nie jest dobrym pomysłem zaczynać związek od seksu, ale sprawą naturalną jest to, że prędzej czy później do niego dochodzi. Tak, to jest moim zdaniem istotna sfera związku. Pytanie- na ile Ty faktycznie chcesz czekać do ślubu (mam tutaj na myśli względy religijne), a na ile traktujesz to jako wymówkę? Jeśli chodzi o religię- okej, sama do kościoła nie chodzę, ale jestem w stanie zrozumieć, że to jest dla kogoś ważna sprawa. Postąpiłaś fair, bo poinformowałaś faceta o tym na samym początku. On to przyjął do wiadomości, więc nie może mieć do Ciebie "pretensji". Jednak, Ty także nie możesz oczekiwać od niego, że będzie podzielał Twoje poglądy. Może wtedy (dajmy na to, że też miał te 18 lat, gdy się zaczęliście ze sobą spotykać) nie zdawał sobie sprawy z powagi tej sytuacji. Albo myślał, że z czasem zmienisz zdanie. Moim zdaniem, to jest bardzo poważny problem. Sama znam przypadek, gdzie dwoje ludzi było w związku przez 4 lata (zaczęli ze sobą chodzić też właśnie mniej więcej w okolicach 18-tki). Ona od początku mówiła, że chce czekać do ślubu. On jakoś tego nie wziął do siebie. Z czasem stanowiło to coraz większy problem. To normalne, że młody facet (z resztą, jak każdy facet
) chciał współżyć ze swoją kobietą. Ona dalej trzymała się swojego postanowienia. Rozstali się.
Uważam, że jeśli nie da się w tej kwestii znaleźć kompromisu, to raczej jest po związku. Nie znaczy to, że Ty masz się zmuszać do seksu, tylko po to, by zatrzymać przy sobie faceta. Musisz jednak zrozumieć, że on także ma "swoje potrzeby" i nie możesz od niego oczekiwać, że będzie je tłumić, w imię związku z Tobą. Jeśli, któraś ze stron będzie postępować wbrew sobie, to pojawi się frustracja, która z czasem zacznie narastać i to nie wróży niczemu dobremu. Nie wiem, czy w "Waszej sprawie" możliwy jest jakiś kompromis. To od Was zależy.
5 2015-05-02 12:55:39 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-05-02 16:19:09)
Kobieta, żeby mieć udany seks oprócz zakochania, potrzebuje poczucia zaufania, bezpieczeństwa i komfortu. Niektórym kobietom, do decyzji o podjęciu współżycia, wystarczy bycie w związku, ale są kobiety, które potrzebują do tego małżeństwa. Jeśli Ty tak czujesz, to nie pozwól sobie wciskać przez znajomych i chłopaka, czegoś innego. Nie musisz rezygnować ze swoich standardów z powodu presji otoczenia. W efekcie, to Twoje życie i Ty poniesiesz konskwencje swoich wyborów.
Zastanawiam się przy okazji, dlaczego autorytetem albo impulsem do pewnych działań mają być dla nas inni, skoro to my znamy siebie najlepiej, nasze potrzeby, aspiracje, oczekiwania, tęsknoty. Dlaczego miałabyś próbować zufać antykoncepcji, która wcale nie jest taka bezpieczna i bezproblemowa, bardziej niż swojej intuicji?
6 2015-05-02 17:58:08 Ostatnio edytowany przez emila22 (2015-05-02 17:59:40)
To masz 2 chłopaków na to wychodzi.. Wczoraj pisałaś, że z obecnym jesteś już od roku. Trochę więcej konsekwencji w zmyślaniu, trollu ![]()