Z moim partnerem poznaliśmy się na portalu randkowym. Miał bardzo bujną przeszłość, był w wielu zwiazkach, które się co chwile rozpadały. Był gnojem. Sam to przyznał. Mówił,ze ja zmieniam jego świat i nastawienie do życia. A jak jest? Zanim po raz pierwszy się spotkaliśmy pisaliśmy i rozmawialiśmy ze sobą pół roku. Bardzo dużo czasu upłynęło zanim się zdecydowałam na spotkanie. Bo to ja je odwlekałam, przesuwałam, zmieniałam co chwilę zdanie. Jego to raniło bo oboje się bardzo zaangażowaliśmy w ten "internetowy związek". W tym czasie padło wiele poważnych słów, wyznania miłosci jak i zwątpienie i załamanie z jego strony wynikające z mojego "nie chcenia" spotkania się. Miałam swoje powody, min. problemy psychiczne o których on wiedział i je akceptował. Jednak przemogłam się. Spotkaliśmy się po tym jak on zrezygnowany postawił mnie pod scianą, bo powiedział, ze to koniec, ze on mnie potrzebuje fizycznie. Mną to wstrząsnęło i zdecydowałam się na spotkanie dokładnie 3 tygodnie po tym wydarzeniu. Po 3 miesiacach bycia razem "w realu" on znalazł prace w moim miescie i zdecydowalismy się razem zamieszkać. Mija teraz już kolejne 3 miesiace wspólnego mieszkania i życia. W tym czasie wiele razy mnie bardzo zranił (flirt ze znajomą, rzekomą przyjaciółką, jednak zerwał z nią w koncu kontakt, później kolejny żal wynikajacy z jego nieszczerości i częstych kłamstw). Rozmawialiśmy długo o tym wszystkim i on obiecał, zarzekł się, ze mnie juz nigdy nie zrani i sie zmieni. Faktycznie dostrzegłam zmiany, stał się mniej nerwowy, bardziej otwarty, widziałam,ze mu zależy. Pocieszałam się tym, ze przeciez czekał tyle czasu, wiec musi mnie kochać.
Wszystko prysło. Tydzień temu dowiedziałam sie, ze 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą. Spał z nią raz, chciał do niej wrócić, mówił, ze za nią teskni i ją kocha. Spotkali się pare razy. Powiedziałam mu o wszystkim, ze wiem wszystko, ten się wykręcał, ze niewiele pamieta z tego czasu, ze to był dla niego trudny okres, bo zmarła mu bliska osoba, on potrzebował bliskosci normalnego zwiazku a mnie nie było i chciał sobie ułożyc zycie normalnie, z kimś kto jest fizycznie. Później ich znajomosc skonczyła sie po paru spotkaniach, bo jak on twierdzi, nie mogł z nią być, bo wiedział, ze ona nie jest Tą kobieta, ze to nie osoba, z którą chce być, że chciał być ze mną. Cholernie mnie to boli. Rozumiem jego zwątpienie i to, ze potrzebował kogoś, ale bardziej od zdrady fizycznej, boli mnie ta emocjonalna, te wyznania, ze tesknił, ze ją kocha itd.
Jestem w totalnej rozsypce. Kiedy się o tym dowiedziałam, wyjechałam do swojego rodzinnego domu, wróciłam wczoraj, on wciaz jest w mieszkaniu. NIe wiem co mam robic, chce dac mu szansę i spróbować wybaczyć i stopniowo uczyc się mu ufać na nowo. Jak mam sobie z tym poradzic? Co powinnam zrobic w tej sytuacji? czy jest jakieś najlepsze wyjscie?
2 2015-04-29 13:50:01 Ostatnio edytowany przez katarina (2015-04-29 13:52:00)
Natka,
przecież on Cię oszukuje cały czas. Naprawde wierzysz, że się zmieni?
Daj sobie spokój. Zakończ ten chory układ.
Sorry za brutalne słowa, ale im szybciej to zakończysz tym mniej będziesz cierpieć.
3 2015-04-29 13:54:25 Ostatnio edytowany przez natka55 (2015-04-29 14:08:54)
Chce dać mu szansę, tą ostatnią, bo mi zalezy, kocham go i chcę spróbowac. boję się, ze kiedyś moge żałować, ze nie spróbowałam. Robie to tylko dla siebie, bo mimo tego,ze zachował się jak cham, jest naprawdę super ciepłym i opiekunczym facetem, wiem, ze mogłabym być z nim szczęśliwa. Jemu tez chce dac szansę, na zmianę. Widzę, ze on chce się zmienić i chcę go obserwować, chce podejśc z dystansem do naszego związku i zobaczyć jak będzie. Być może nic nie stracę, a zyskam wiele.
czy dobrze postępuje? Czy to totalnie naiwna decyzja?
Prawda jest brutalna, tacy się nie zmieniają. No chyba, że jak będzie miał 55 lat i pozna 20-letnią gwiazdę to wtedy może ;-). Ten typ tak ma fabrycznie, przyjmij to do wiadomości. Jak myślisz, dlaczego ciągle jest na portalach, miał mnóstwo związków a wszystkie szybko się rozpadały? Bo nie trafił na właściwą? Bo to złe kobiety były? Nie kochana, to dlatego, że się rozsmakował w różnorodności kobiet. Nie jest zdolny do tworzenia związku i wierności. Dlatego jak z nim zostaniesz to będziesz robić za stałą bazę (sorry, ale pasujesz na taką bo kochasz i bardzo chcesz uwierzyć) a on będzie zaspakajał tą swoją potrzebę różnorodności z innymi. Ale wracał będzie do ciebie, cieszysz się? Dlatego będą ciągłe kłamstwa i twoje łzy. On zawsze coś wymyśli jak go złapiesz. I tak będziecie się bujać aż się zauroczy w innej, albo zmęczą go twoje podejrzenia, albo w końcu ty sama go wywalisz. Przykro mi, innej opcji nie przewiduję na 99%.
czyli głupotą jest dawanie mu ostaniej szansy?
Szansy, dzięki której udowodni sobie i mi, ze moze się zmienic i być w trwałym, szczerym związku.
Ta sytuacja, ta zdrada miał miejsce zanim się poznaliśmy tak naprawdę, zanim przeszlismy tyle złego i dalismy radę. Widziałam, ze się zmieniał, ze chce tego, aby było dobrze ze mną. Wydaje mi się, ze mu na mnie zalezy.
I obiecałam sobie, z resztą znam siebie i wiem, ze jesli kiedykolwiek zrani mnie ponownie, to koniec definitywny, bez jakiegokolwiek jego tłumaczenia. tego jestem pewna.
Czy jest tu ktoś kto dałby mu jeszcze jedną szansę?
6 2015-04-29 14:43:23 Ostatnio edytowany przez katarina (2015-04-29 14:53:12)
Twoja decyzja, Twoje życie.
Ile ty go znasz? Pół roku przez internet, kiedy to można cuda-wianki o sobie pleść i 3 miesiace wspólnego mieszkania, podczas których już Ci dał popalic?
Ja bym mu nie dała szansy. Ale ja nie jestem typem masochistki, która będzie cierpieć, nie bardzo wiadomo w imie czego. Związek musi byc oparty na równości i wzajemnym poszanowaniu swoich uczuć.
"Z moim partnerem poznaliśmy się na portalu randkowym. Miał bardzo bujną przeszłość, był w wielu zwiazkach, które się co chwile rozpadały. Był gnojem.
W tym czasie wiele razy mnie bardzo zranił (flirt ze znajomą, rzekomą przyjaciółką, jednak zerwał z nią w koncu kontakt, później kolejny żal wynikajacy z jego nieszczerości i częstych kłamstw).
Tydzień temu dowiedziałam sie, ze 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą. Spał z nią raz, chciał do niej wrócić, mówił, ze za nią teskni i ją kocha."
Ja widzę, że on wyznając Ci miłość i chcąc żyć z Tobą już po chyba 3 miesiącach wraca do swoich nawyków - flirty. Wcześniej nie byliście ze sobą gdy wyznawał miłość swojej byłej ale Tobie też wyznawał. To co, kocha was obie? Zrezygnował z niej mimo, iż powiedziała wracaj. Czy po prostu tamta go pogoniła i dlatego wybrał Ciebie?
Ty podejmujesz decyzje, to twoje życie. Ty go znasz a nie my. Ja tylko mówię, bądź ostrożna i czujna. Bo jak na starcie już są flirty i kłamstwa to co będzie za np. 2 lata?
Jesteście razem, tak naprawdę, 3 miesiące. Ile w tym czasie miałaś radości, przyjemności? Ile łez, żalu, nerwów? Sama sobie odpowiedz na pytanie, czy warto.
Tu nie chodzi o niego, o to, że jest kłamcą, że zdradza, że Cię rani, nie szanuje. On się zmieni albo nie. Tu chodzi o Ciebie. Odpowiedz sobie czy chcesz spędzić resztę życia w takich nerwach w jakich żyłaś do tej pory (bo ja zakładam, że Ty masz niezłą emocjonalną huśtawkę w tym związku)? Chcesz?
czyli głupotą jest dawanie mu ostaniej szansy?
Szansy, dzięki której udowodni sobie i mi, ze moze się zmienic i być w trwałym, szczerym związku.
Ta sytuacja, ta zdrada miał miejsce zanim się poznaliśmy tak naprawdę, zanim przeszlismy tyle złego i dalismy radę. Widziałam, ze się zmieniał, ze chce tego, aby było dobrze ze mną. Wydaje mi się, ze mu na mnie zalezy.
I obiecałam sobie, z resztą znam siebie i wiem, ze jesli kiedykolwiek zrani mnie ponownie, to koniec definitywny, bez jakiegokolwiek jego tłumaczenia. tego jestem pewna.Czy jest tu ktoś kto dałby mu jeszcze jedną szansę?
Daj mu szansę skoro musisz choćby po to by się kolejny raz upewnić że tacy ludzie się nie zmieniają.
10 2015-04-29 15:42:22 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2015-04-29 15:42:56)
czyli głupotą jest dawanie mu ostaniej szansy?
Szansy, dzięki której udowodni sobie i mi, ze moze się zmienic i być w trwałym, szczerym związku.
Ta sytuacja, ta zdrada miał miejsce zanim się poznaliśmy tak naprawdę, zanim przeszlismy tyle złego i dalismy radę. Widziałam, ze się zmieniał, ze chce tego, aby było dobrze ze mną. Wydaje mi się, ze mu na mnie zalezy.
I obiecałam sobie, z resztą znam siebie i wiem, ze jesli kiedykolwiek zrani mnie ponownie, to koniec definitywny, bez jakiegokolwiek jego tłumaczenia. tego jestem pewna.Czy jest tu ktoś kto dałby mu jeszcze jedną szansę?
Przecież znajomość z Toba była tego typu szansą.. Tak? nagle stał się znów tym gnojem? czy po prostu nie przestał nim być.. Pomyśl. Siądź i przeprowadx z nim poważną, bardzo poważna rozmowę. Postaw warunki. Określ konsekwencje.
Dobrze radzić. Gorzej wykonać ale chociaż za Ciebie trzymam kciuki.
" 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą." chyba pęknę ze śmiechu.
Przecież znajomość z Toba była tego typu szansą.. Tak? nagle stał się znów tym gnojem? czy po prostu nie przestał nim być.. Pomyśl. Siądź i przeprowadx z nim poważną, bardzo poważna rozmowę. Postaw warunki. Określ konsekwencje.
Dobrze radzić. Gorzej wykonać ale chociaż za Ciebie trzymam kciuki.
Tak naprawdę zdrada była przed naszym pierwszym spotkaniem, dlatego mam nadzieję, ze nie zrobiłby tego będąc ze mną w fizycznym związku. Tego bym nigdy nie przebaczyła. Jestesmy ze sobą krótko, widze, ze się zmienia, powoli zauważam pewne jego zachowania świadczące o tym, ze zależy mu na mnie. Jednym z nich jest to, ze pomimo, ze zarzekał się, że chce mieszkać blisko rodziny, bo był parę lat za granicą, a jest bardzo rodzinnym facetem i rodzina jest dla niego świętością to znalazł pracę w moim mieście i się tu przeniósł. Postawiłam mu warunek, ze ma odciąć wszelkie kontakty do swoich wszystkich byłych dziewczyn, zrobił to. Widzę, ze się stara.
" 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą." chyba pęknę ze śmiechu.
co w tym śmiesznego?
mogłabys wytłumaczyc?
panibaronowa napisał/a:" 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą." chyba pęknę ze śmiechu.
co w tym śmiesznego?
mogłabys wytłumaczyc?
Absurdalność tej sytuacji.
Słuchaj, skoro Ty piszesz, że po 3 miesiącach znajomości Ty dopiero zauważasz, że on się zaczyna starać, to co on robił na początku kiedy właśnie na to jest, przede wszystkim, czas?
I czemu zignorowałaś akurat mój post? Niewygodny, prawda? Bo trzeba się ze sobą skonfrontować i wyjść poza strefę komfortu.
natka55 napisał/a:panibaronowa napisał/a:" 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą." chyba pęknę ze śmiechu.
co w tym śmiesznego?
mogłabys wytłumaczyc?Absurdalność tej sytuacji.
Słuchaj, skoro Ty piszesz, że po 3 miesiącach znajomości Ty dopiero zauważasz, że on się zaczyna starać, to co on robił na początku kiedy właśnie na to jest, przede wszystkim, czas?
I czemu zignorowałaś akurat mój post? Niewygodny, prawda? Bo trzeba się ze sobą skonfrontować i wyjść poza strefę komfortu.
Zdradził mnie przed naszym pierwszym spotkaniem, popełnił błąd, który nie wiem czy wybaczę i bedę w stanie żyć z tą świadomością. Jednak chce go jakoś zrozumieć. Mimo, że wyrzucam mu cały czas wszytsko co złe i wypominam mu jego popieprzoną przeszłość to tak naprawdę się wtedy nie znaliśmy tak jak znamy się teraz. Gdyby ta zdrada miała miejsce teraz albo 5 miesięcy temu kiedy ja już realnie byłam w jego życiu, nigdy bym się nawet nie zastanawiała nad wybaczeniem i dawaniem szansy. Wierzę, że to, ze się w koncu spotkalismy w jakis sposób wpłynęło na jego zycie. Spotkalismy się w listopadzie, później drugi raz w grudniu, na trzecim spotkaniu spędziłam cudowne swieta z jego rodziną.
Nie zignorowałam Twojego postu, wręcz przeciwnie, czytałam go wiele razy i odpowiadam sobie na pytania które zadałaś. Owszem cierpiałam bardzo, bo był wobec mnie nielojalny w pewnych kwestiach, zranił mnie tym, ale rozmawialiśmy o tym dużo i zalował, okazał skruchę, pozbył sie tej koleżanki z zycia. Zgadza się, mam huśtawkę emocjonalną, niemałą, która mnie wykańcza. Jestem osobą która analizuje wszytsko milion razy, jestem nieufna i boje się jak będzie w przyszłości, czy dam radę, nie wiem tego dopóki nie spróbuje.
I oprócz tych okropnych momentów, było wiele cudownych. Wiele razy czułam szczęście, czułam się przy nim cudownie i wiem, ze jesli on się bedzie chciał zmienić to może być dobrze. Chciałabym przynajmniej spróbować. Jestem mu wdzięczna też za to, ze pomimo tego, ze mam pewne blokady w naszym związku i też jestem trudną osobą on przy mnie jest. Ja też nie jestem idealna i mogę sobie wiele zarzucić. Jednak nigdy nie byłam wobec niego nielojalna i on ufa mi w 100%, moje zaufanie do niego na tą chwilę równa się zero. Mój dylemat jest taki czy on sie zmieni i czy ja dam radę. I wydaję mi się, ze próba naprawy naszego związku i powrotu do siebie to wybór nas obu. On wie, że będzei cieżko bo mnie zna i wie,ze będę długo wyrzucała wszystko co dla niego nie jest przyjemne. Mówie mu otwarcie, ze nie wiem czy za parę miesięcy nie powiem mu, ze po prostu nie mogę z nim być, bo swiadomość tego co sie stało mnie zabija. On ryzykuje i chce czekac na mnie. Teraz zależy ode mnie czy spróbuje dac nam szansę.
panibaronowa napisał/a:" 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą." chyba pęknę ze śmiechu.
co w tym śmiesznego?
mogłabys wytłumaczyc?
Jest to dowód na to, że żyjesz w świecie fantazji. Nie ma czegoś takiego, jak zdrada przed pierwszym spotkaniem, bo nie można mówić o związku bez fizycznego kontaktu, a zatem i o wierności. Zejdź na ziemię, bo mam wrażenie, że kochasz jakieś swoje wyobrażenie o tym człowieku i masz jakieś odrealnione wyobrażenie o tym, czym jest związek.
natka55 napisał/a:panibaronowa napisał/a:" 1,5 miesiaca przed naszym pierwszym spotkaniem zdradził mnie ze swoją byłą." chyba pęknę ze śmiechu.
co w tym śmiesznego?
mogłabys wytłumaczyc?Jest to dowód na to, że żyjesz w świecie fantazji. Nie ma czegoś takiego, jak zdrada przed pierwszym spotkaniem, bo nie można mówić o związku bez fizycznego kontaktu, a zatem i o wierności. Zejdź na ziemię, bo mam wrażenie, że kochasz jakieś swoje wyobrażenie o tym człowieku i masz jakieś odrealnione wyobrażenie o tym, czym jest związek.
Zgadzam się, rozmawiając z nim godzinami przez telefon i smsujac nie jestem w stanie poznac w 100% człowieka. To fakt, zyłam wyidealizowanym wyobrazeniem o nim. Ja go nie znałam. On mnie też nie znał. Mam świadomośc tego, ze wyznane w tym czasie uczucia nie były do konca szczere i swiadome. I dlatego w jakiś sposób może bede w stanie wybaczyć tę "zdradę", bo nie było to zdradzenie czlowieka, którego zna się od stóp do głow, którego się naprawdę kocha. Tylko dlatego mam na tyle siły,zeby być z tym człowiekiem i spróbowac zbudować z nim relację opartą na tym co się dzieje teraz między nami, kiedy jesteśmy ze sobą fizycznie.
Natka, po ile Wy macie lat?
Ty napisalas tutaj nie po obiektywne spojrzenie osob niezaangazowanych emocjonalnie, tylko po to zebysmy Cie utwierdzili w przekonaniu, ze warto walczyc.
Natka, po ile Wy macie lat?
Ty napisalas tutaj nie po obiektywne spojrzenie osob niezaangazowanych emocjonalnie, tylko po to zebysmy Cie utwierdzili w przekonaniu, ze warto walczyc.
ja 24, on 25
tak, chyba potrzebuje kogoś kto powie mi, ze sie uda. Pisząc tutaj liczyłam na to, ze znajdzie się taka osoba, która napisze, ze warto starać się i walczyc o kogos kogo się kocha całym sercem.
tak, chyba potrzebuje kogoś kto powie mi, ze sie uda. Pisząc tutaj liczyłam na to, ze znajdzie się taka osoba, która napisze, ze warto starać się i walczyc o kogos kogo się kocha całym sercem.
Desperacja bije z Twych wpisów, aż przykro czytać!! To chyba Twój pierwszy facet i gorąca miłość po 3 miesiącach ?? Wolne żarty... Ty jego kochasz, a on ?? A wykorzystywać to on dopiero Ciebie zacznie!! Poczekaj trochę...
Moje zdanie - drzwi zamknąć po zmianie zamków i dać sobie spokój z gostkiem !! Mówię to jako facet...
Jesteś taką dobrą duszyczką, ale tak też naiwna zieloną gąską, że aż mi jest Ciebie żal, dziewczynko- dlatego postanowiłam napisać.
Nie pakuj się w to- bardzo Cię proszę- bo zmarnujesz sobie życie albo spory jego kawałek.
Trafiłaś na tzw. kurwiarza- to taki typ faceta, dość pospolity, ale ten, niby Twój dopiero się rozkręca.
Absolutnie nie pakuj się w żaden związek ani nawet układ z takim człowiekiem, bo nie ma takiej mozliwości, by z takim facetem można było zbudować zdrowy i satysfakcjonujący związek. Taki zawsze by Ciebie zdradzał i chociaż z Tobą on miałby nie wiadomo, jaki to nieziemski seks, a Ty byłabyś złota, brylantowa i bardzo piękna, mądra oraz powabna, to i tak byłabyś zdradzana.
To idiota a nie mężczyzna do życia- może on jako tako wygląda, ma gadane, ale w środku jest zepsuty i śmierdzi, jak zbuk. Prawdopodobnie kobiety rozwydrzyły go do granic mozliwości i na tej podstawie on uznał, że może mieć każdą. Ty bardzo mu się spodobałaś i on szybko poznał się na Tobie- on wie, że Ty jesteś z tych wiernych i poczciwych. Stanowisz więc idealny materiał na to, by zrobić sobie z Ciebie stałą bazę, tzw. kołdrę podstawową, ale na boku zawsze będą inne. Na koniec zostaniesz poczęstowana kopniakiem w tyłek i to w najmniej spodziewanym dla Ciebie momencie. Zamów sobie przez internet książkę pt. "Moje dwie głowy"(nie kupisz jej jeszcze w księgarni) i poczytaj sobie na temat tego typu facetów. Ja zapewniam Cię, że to, co tam przeczytasz sparaliżuje Cię ze strachu przed takimi ludźmi i do końca zycia wybijesz sobie z głowy kurwiarzy. Bedziesz wyczuwała takich na milę i bedziesz uciekała od nich na złamanie karku.
Nie pakuj się w tego beznadziejnego gostka.
natka55 przeanalizuj to, co napisałaś:
"oboje się bardzo zaangażowaliśmy w ten "internetowy związek". W tym czasie padło wiele poważnych słów, wyznania miłosci jak i zwątpienie i załamanie z jego strony wynikające z mojego "nie chcenia" spotkania się. "
W tym czasie wyznawał także miłość innej kobiecie oraz chęć wspólnego życia z nią. Po czym zamieszkał z Tobą, a następnie:
"W tym czasie wiele razy mnie bardzo zranił (flirt ze znajomą, rzekomą przyjaciółką, jednak zerwał z nią w końcu kontakt, później kolejny żal wynikający z jego nieszczerości i częstych kłamstw)."
Dużo wrażeń Ci zafundował, jak na ten krótki czas wspólnego życia. Na jego przeszłość nie masz wpływu, ale jednak warto wyciągać wnioski ze znanych faktów. "Był gnojem" - skąd wiesz, że nie przestał nim być?
Zdrada o której piszesz zdarzyła się wtedy, gdy mieliście już kontakt i on udawał, że mu na Tobie zależy (inaczej nie nazywałabyś tego zdradą). W krótkim czasie dopuścił się zdrady emocjonalnej z inną, oszukiwał w innych sprawach itd.
Czy nie odnosisz wrażenia, że on jest z Tobą ponieważ aktualnie nie ma nikogo lepszego, że jesteś po prostu zapchajdziurą?
Szansę można dać RAZ, kolejne nie robią wrażenia, są przyzwoleniem dla dalszego braku lojalności, utwierdzają w przekonaniu, że z Tobą można sobie na wiele pozwolić.
Nie szanujesz siebie, nie oczekuj szacunku od niego. Wkrótce znowu Cię zaskoczy, niekoniecznie w przyjemny sposób.
A ja napiszę odwrotnie niż wszyscy.
Facet pisze z dziewczyną. Dziewczyna przez pół roku nie chce się spotkać, mimo wyznań miłości. Facet ma ochotę na seks i uprawia go w tym czasie.
Zbrodnia? Ja się mu, szczerze mówiąc, nie dziwię, że nie uznawał wtedy Ciebie za jedyną opcję i po prostu nie brałabym tego pod uwagę. Znajomość czysto internetowa, panna wyznaje miłość, ale spotkań niet, odwleka, zwodzi. On nie miał nawet pewności, czy się z nim kiedykolwiek spotkasz. I zrobiłaś to tylko dlatego, że postawił Ci ultimatum. Miał być wierny komuś, kto go nie chciał widzieć? Jaaaasne. I czekać grzecznie i liczyć, że może jednak w końcu uznasz, że warto go poznać w realu? A gdyby nie było ultimatum i dochodziłabyś do tej decyzji rok, dwa? Też miałby żyć w celibacie i czekać, aż w końcu TY uznasz, że warto? Ja bym na Twoim miejscu olała to, co robił, zanim się spotkaliście. Wyobraź sobie, że piszesz z kimś, a on Ci w pewnym momencie oznajmia "kocham Cię, ale nie wiem, kiedy się będę chciał z Tobą spotkać... może za pół roku, może więcej... ale w tym czasie masz absolutny zakaz randkowania, seksu itp., masz czekać, aż ja uznam, że chcę Cię widzieć". Co Ty na to? "Oczywiście, kochanie" czy "walnij się w tę pustą łepetynkę"? ![]()
A ja napiszę odwrotnie niż wszyscy.
Facet pisze z dziewczyną. Dziewczyna przez pół roku nie chce się spotkać, mimo wyznań miłości. Facet ma ochotę na seks i uprawia go w tym czasie.
Zbrodnia? Ja się mu, szczerze mówiąc, nie dziwię, że nie uznawał wtedy Ciebie za jedyną opcję i po prostu nie brałabym tego pod uwagę. Znajomość czysto internetowa, panna wyznaje miłość, ale spotkań niet, odwleka, zwodzi. On nie miał nawet pewności, czy się z nim kiedykolwiek spotkasz. I zrobiłaś to tylko dlatego, że postawił Ci ultimatum. Miał być wierny komuś, kto go nie chciał widzieć? Jaaaasne. I czekać grzecznie i liczyć, że może jednak w końcu uznasz, że warto go poznać w realu? A gdyby nie było ultimatum i dochodziłabyś do tej decyzji rok, dwa? Też miałby żyć w celibacie i czekać, aż w końcu TY uznasz, że warto? Ja bym na Twoim miejscu olała to, co robił, zanim się spotkaliście. Wyobraź sobie, że piszesz z kimś, a on Ci w pewnym momencie oznajmia "kocham Cię, ale nie wiem, kiedy się będę chciał z Tobą spotkać... może za pół roku, może więcej... ale w tym czasie masz absolutny zakaz randkowania, seksu itp., masz czekać, aż ja uznam, że chcę Cię widzieć". Co Ty na to? "Oczywiście, kochanie" czy "walnij się w tę pustą łepetynkę"?
Rozumiem, że facet musi;), rozumiem też, że chcąc zaciągnąć dziewczynę do łóżka nie wypali prosto z mostu "wiesz mam ciśnienie, chcę sobie ulżyć bez zobowiązań, jesteś chętna?" Będzie bajerował, flirtował itd. Jednak wyznanie miłości byłej dziewczynie, przyznanie się do tęsknoty za nią, gadanie o ewentualnym powrocie, to zdecydowanie nadużycie.
Na miejscu autorki zastanawiałabym się, kogo w tej sytuacji bajerował; ją, czy byłą dziewczynę?
Ponieważ masz epizod zaburzeń, być może jeszcze nie wyleczyłaś się z wchodzenia w nieodpowiednie związki.
Nie chciałaś się z nim spotkać, spotkałaś dopiero gdy wiedziałaś, że jak nie zrobisz tego to go stracisz, tak jakby zmotywował cię strach przed odrzuceniem, a nie uczucie.
Eileen napisał/a:A ja napiszę odwrotnie niż wszyscy.
Facet pisze z dziewczyną. Dziewczyna przez pół roku nie chce się spotkać, mimo wyznań miłości. Facet ma ochotę na seks i uprawia go w tym czasie.
Zbrodnia? Ja się mu, szczerze mówiąc, nie dziwię, że nie uznawał wtedy Ciebie za jedyną opcję i po prostu nie brałabym tego pod uwagę. Znajomość czysto internetowa, panna wyznaje miłość, ale spotkań niet, odwleka, zwodzi. On nie miał nawet pewności, czy się z nim kiedykolwiek spotkasz. I zrobiłaś to tylko dlatego, że postawił Ci ultimatum. Miał być wierny komuś, kto go nie chciał widzieć? Jaaaasne. I czekać grzecznie i liczyć, że może jednak w końcu uznasz, że warto go poznać w realu? A gdyby nie było ultimatum i dochodziłabyś do tej decyzji rok, dwa? Też miałby żyć w celibacie i czekać, aż w końcu TY uznasz, że warto? Ja bym na Twoim miejscu olała to, co robił, zanim się spotkaliście. Wyobraź sobie, że piszesz z kimś, a on Ci w pewnym momencie oznajmia "kocham Cię, ale nie wiem, kiedy się będę chciał z Tobą spotkać... może za pół roku, może więcej... ale w tym czasie masz absolutny zakaz randkowania, seksu itp., masz czekać, aż ja uznam, że chcę Cię widzieć". Co Ty na to? "Oczywiście, kochanie" czy "walnij się w tę pustą łepetynkę"?
Rozumiem, że facet musi;), rozumiem też, że chcąc zaciągnąć dziewczynę do łóżka nie wypali prosto z mostu "wiesz mam ciśnienie, chcę sobie ulżyć bez zobowiązań, jesteś chętna?" Będzie bajerował, flirtował itd. Jednak wyznanie miłości byłej dziewczynie, przyznanie się do tęsknoty za nią, gadanie o ewentualnym powrocie, to zdecydowanie nadużycie.
Na miejscu autorki zastanawiałabym się, kogo w tej sytuacji bajerował; ją, czy byłą dziewczynę?
Nie chodzi mi o to, że musi i ma prawo, jak mu jedna "nie da", to druga. Mówię o tym, że trochę bezsensowne jest dla mnie oczekiwanie wierności od kogoś w czasie, kiedy się go nawet nie chciało widzieć. No kurde, "nie chcę się z Tobą spotkać, ale Ty z innymi też nie masz"? Przecież on nawet nie miał żadnej gwarancji, że autorce kiedyś się zachce, ultimatum jej musiał postawić nawet, żeby w ogóle się z nim spotkała. A tu zdziwienie, że jak ona się wielce zastanawiała, czy się z nim tylko ZOBACZYĆ, to on nie czekał wiernie na jej werdykt.
Gdyby chodziło tylko o tą zdradę z byłą można podejść tak, jak Eileen. Choć ja to odbieram ciut inaczej - była pogardziła kochającym i tęskniącym zalotnikiem to poszedł do autorki. Już na wstępie być zastępstwem? Dla mnie błeeee. Dla mnie ważniejsze jest jednak to, że miał kupę związków, z nikim miejsca nie zagrzał a potem i tak oszukiwał i flirtował już będąc w związku. To jest dla mnie dzwonek alarmowy. Ja osobiście uważam (moja subiektywna opinia), że tacy mężczyźni się nie zmieniają. On może nawet chcieć, próbować, ale ta "wada fabryczna" jest nienaprawialna. Pojawi się interesujący obiekt, albo gorszy dzień w związku albo spadnie deszcz i "samo" się zacznie dziać. Też takiego mężczyznę przerobiłam. On może niby kochać cię nad życie, nosić na rękach i w ogóle ale jak zew go pociągnie to nie ma mocnych. W moim przypadku skończyło się rozprawą w sądzie bo się nie mogłam pozbyć dziada, a on z tej miłości nie chciał dać mi żyć bez niego (co nie przeszkodziło mu flirtować i zdradzić mnie nie raz). Dlatego jestem uczulona na takich. Jak ktoś był gnojem, miał dużo dziewczyn i flirtuje już na początku znajomości kiedy to świata nie powinien poza tobą widzieć - znaczy się felerny. Będzie ciągle potrzebował nowych podniet, nowych ciał, nowych emocji i wrażeń. Ty możesz być ewentualnie stałą bazą, do której zawsze wraca. To są moje doświadczenia. A ty autorko i tak zrobisz jak chcesz. Czasem trzeba samej przerobić aby uwierzyć. Ja tak właśnie przerobiłam bo też nie chciałam wierzyć. Dla mnie on się zmieni!!! Tiaaaa. Ale teraz przynajmniej już wiem :-)
A ja napiszę odwrotnie niż wszyscy.
Facet pisze z dziewczyną. Dziewczyna przez pół roku nie chce się spotkać, mimo wyznań miłości. Facet ma ochotę na seks i uprawia go w tym czasie.
Zbrodnia? Ja się mu, szczerze mówiąc, nie dziwię, że nie uznawał wtedy Ciebie za jedyną opcję i po prostu nie brałabym tego pod uwagę. Znajomość czysto internetowa, panna wyznaje miłość, ale spotkań niet, odwleka, zwodzi. On nie miał nawet pewności, czy się z nim kiedykolwiek spotkasz. I zrobiłaś to tylko dlatego, że postawił Ci ultimatum. Miał być wierny komuś, kto go nie chciał widzieć? Jaaaasne. I czekać grzecznie i liczyć, że może jednak w końcu uznasz, że warto go poznać w realu? A gdyby nie było ultimatum i dochodziłabyś do tej decyzji rok, dwa? Też miałby żyć w celibacie i czekać, aż w końcu TY uznasz, że warto? Ja bym na Twoim miejscu olała to, co robił, zanim się spotkaliście. Wyobraź sobie, że piszesz z kimś, a on Ci w pewnym momencie oznajmia "kocham Cię, ale nie wiem, kiedy się będę chciał z Tobą spotkać... może za pół roku, może więcej... ale w tym czasie masz absolutny zakaz randkowania, seksu itp., masz czekać, aż ja uznam, że chcę Cię widzieć". Co Ty na to? "Oczywiście, kochanie" czy "walnij się w tę pustą łepetynkę"?
Bo Natka naczytała się książek typu "Rozważna i romantyczna". Tam też się myziali listownie i miesiącami. Pisali płomienne listy, a panny zwodziły i kazały czekać. Romantyczne to było.
Poczta konna zmieniła się w internetową. I minęło kilka wieków. Tylko Natka siedzi jeszcze w Dowton Abbey i marzy o miłości aż po grób.
A tak na poważnie: Natka daje se z nim spokój.
oboje się bardzo zaangażowaliśmy w ten "internetowy związek.
Co to znaczy? Że oboje pisaliście jako zarejestrowane nicki, a nie jako "goście"?
Jak można zaangażować się w coś, co nie istnieje?
Jest gnojkiem i Twoja wielka miłość nic w tej kwestii nie zmieni....Bazując na własnym doświadczeniu, radzę zasadzić mu kopa i uciekać.
30 2015-05-02 07:55:04 Ostatnio edytowany przez redapples (2015-05-02 07:56:42)
Eileen napisał/a:A ja napiszę odwrotnie niż wszyscy.
Facet pisze z dziewczyną. Dziewczyna przez pół roku nie chce się spotkać, mimo wyznań miłości. Facet ma ochotę na seks i uprawia go w tym czasie.
Zbrodnia? Ja się mu, szczerze mówiąc, nie dziwię, że nie uznawał wtedy Ciebie za jedyną opcję i po prostu nie brałabym tego pod uwagę. Znajomość czysto internetowa, panna wyznaje miłość, ale spotkań niet, odwleka, zwodzi. On nie miał nawet pewności, czy się z nim kiedykolwiek spotkasz. I zrobiłaś to tylko dlatego, że postawił Ci ultimatum. Miał być wierny komuś, kto go nie chciał widzieć? Jaaaasne. I czekać grzecznie i liczyć, że może jednak w końcu uznasz, że warto go poznać w realu? A gdyby nie było ultimatum i dochodziłabyś do tej decyzji rok, dwa? Też miałby żyć w celibacie i czekać, aż w końcu TY uznasz, że warto? Ja bym na Twoim miejscu olała to, co robił, zanim się spotkaliście. Wyobraź sobie, że piszesz z kimś, a on Ci w pewnym momencie oznajmia "kocham Cię, ale nie wiem, kiedy się będę chciał z Tobą spotkać... może za pół roku, może więcej... ale w tym czasie masz absolutny zakaz randkowania, seksu itp., masz czekać, aż ja uznam, że chcę Cię widzieć". Co Ty na to? "Oczywiście, kochanie" czy "walnij się w tę pustą łepetynkę"?
Rozumiem, że facet musi;), rozumiem też, że chcąc zaciągnąć dziewczynę do łóżka nie wypali prosto z mostu "wiesz mam ciśnienie, chcę sobie ulżyć bez zobowiązań, jesteś chętna?" Będzie bajerował, flirtował itd. Jednak wyznanie miłości byłej dziewczynie, przyznanie się do tęsknoty za nią, gadanie o ewentualnym powrocie, to zdecydowanie nadużycie.
Na miejscu autorki zastanawiałabym się, kogo w tej sytuacji bajerował; ją, czy byłą dziewczynę?
Dobre, faceci wiedzą jak działają takie słowa jak kocham, tęsknię, używają ich do manipulacji laski by ją zaciągnąć do łóżka. ZWŁASZCZA takie osobniki bez charakteru jak opisany przypadek. Nie chcę wkładać do jednego wora Wszystkich mężczyzn, bo są tacy dla których również słowa mają znaczenie.
Przespał się z byłą i jak dla mnie nie widzę tutaj zdrady, bardziej niepokojące są metody jakie zastosował by ją zaciągnąć do łóżka, klasyczne nawijanie makaronu. Autorko flirt z koleżanką w pierwszych 3 miesiącach znajomości??? Z mojego doświadczenia wynika że nie ma co się pakować w taki związek. Facet któremu zależy:
- kasuje konto na portalach internetowych, bez proszenia z własnej woli.
- nie ukrywa swoich koleżanek a nawet chętnie o nich rozmawia.
- w miarę możliwości spędza czas ze swoją dziewczyną
- mówi tak by było jasne, nie używa gierek i manipulacji.
31 2015-08-29 10:39:37 Ostatnio edytowany przez natka55 (2015-08-29 10:51:25)
Hm, więc chciałabym odświeżyć wątek.
Facetowi dałam szansę i w sumie jestesmy juz ponad rok, to moja pierwsza milość, zakochanie na zabój i niestety jak sie okazało wieczna walka o nasz związek.
Przechodzac do rzeczy po naszym rocznym zwiazku i ciągłym jego ratowaniu czuje, że zaczynam się wypalać, męczyć, nie jestem w pełni szcześliwa i chyba nigdy nie byłam będąc z nim, mimo, że szalenie go kocham. Ciągle w mojej głowie pojawiały się powroty do przeszłosci, wątpliwości. Jednak moja miłośc do niego jest tak duża, ze cały czas trwam w tym związku i próbuje go ratować i przywrócić do normalności. Mimo tego, ze mój facet faktycznie ogarnął i zmienił się wyraźnie, tzn załuje swoich błedów, stara sie jak moze, jest dla mnie troskliwy i czuły, rozpieszcza mnie, jest wierny, nic nie ukrywa, widze, ze jest we mnie zapatrzony itd to jednak brakuje mi w tym związku czegoś więcej. Niestety praktycznie od początku nasz związek cierpi na brak seksu. w wyniku tych wszystkich wydarzen z przeszłości bardzo zablokowałam się na seks i przestałam czuć sie swobodnie. Niestety ten brak swobody cały czas mam wrażenie, ze rośnie. Doszło do tego, ze do jakichkolwiek zbliżen dochodzi 2 razy na miesiac. Dodam, ze mieszkamy razem i spedzamy mnóstwo czasu razem. Po prostu naszego życia seksualnego można powiedzieć nie ma. Próbowaliśmy o tym rozmawiać, bo zarówno on i ja mamy potrzeby i jesteśmy osobami dość temperamentnymi, lubiacymi seks. Wszystkie rozmowy zawsze kończyły się kłótnią i zwalaniem winy na mnie, że to ze mną jest coś nie tak bo on w poprzednich związkach czegoś takiego nie doświadczał i ze nie jestem seksualna dla niego. To dla mnie cholernie przykre i niestety nie czuje się już przy nim jak kobieta. Straciłam przy nim pewność siebie. Dodatkowo wiem też, że nie jestem dla niego atrakcyjna fizycznie. Wiecej komplementów słyszę na codzień od znajomych niż od niego. Czuję, ze coraz bardziej się od niego oddalam i coraz mniej myślę o seksie z nim.
Bardzo chciałabym z nim o tym wszystkim porozmawiać, ale wiem, ze ta rozmowa skończy się jak zwykle awanturą. Niestety moj facet bardzo szybko się denerwuje i ogólnie ma ciężki charakter. Dodam, że właśnie ten jego charakter, wieczne humorki plus bardzo duza pewnośc siebie też mnie ograniczają w jakiś sposób. Coraz częściej myślę o swojej przyszłości i coraz trudniej mi sobie wyobrazić z nim życie. Nie tylko jeśli chodzi o seks, ale również o codzienne życie. Jestem osobą spokojną, nienawidzę nerwów, krzyku, niestety dla niego każda mała drobnostka jest powodem do unoszenia się.
Nie wiem już co mam robić, czy ratowac ten związek, czy odejść, a może zrobić nam przerwę? Bardzo go kocham, wiele razy mówiłam mu, że jest miłością mojego życia, on nigdy nie powiedział mi tego samego, przypuszczam, ze on miłośc swojego życia już przeżył.. to też dla mnie bardzo bolesne, ale staram się o tym nie myśleć, bo wiem, ze mnie kocha bardzo mocno, mówi mi to i nie są to puste słowa, stara się i planuje naszą przyszłosć. NIe wyobrazam sobie go teraz zostawić, wiem, ze byłby zaskoczony i załamany, wiele w życiu przeszedł rozczarowań, boje się, że go bardzo mocno zranię. Kocham go cholernie i boję się cierpienia i tesknoty po rozstaniu.
Mimo tego, ze mój facet faktycznie ogarnął i zmienił się wyraźnie, tzn załuje swoich błedów, stara sie jak moze, jest dla mnie troskliwy i czuły, rozpieszcza mnie, jest wierny, nic nie ukrywa, widze, ze jest we mnie zapatrzony itd to jednak brakuje mi w tym związku czegoś więcej.
...... i ze nie jestem seksualna dla niego. To dla mnie cholernie przykre i niestety nie czuje się już przy nim jak kobieta. Straciłam przy nim pewność siebie. Dodatkowo wiem też, że nie jestem dla niego atrakcyjna fizycznie. Wiecej komplementów słyszę na codzień od znajomych niż od niego.
To albo jest zapatrzony w Ciebie albo nie jest zainteresowany?
.
Bardzo go kocham, wiele razy mówiłam mu, że jest miłością mojego życia, on nigdy nie powiedział mi tego samego, przypuszczam, ze on miłośc swojego życia już przeżył.. to też dla mnie bardzo bolesne, ale staram się o tym nie myśleć, bo wiem, ze mnie kocha bardzo mocno, mówi mi to i nie są to puste słowa, stara się i planuje naszą przyszłosć.
Raz mówi a raz nie mówi, że Cię kocha?
NIe wyobrazam sobie go teraz zostawić, wiem, ze byłby zaskoczony i załamany, wiele w życiu przeszedł rozczarowań, boje się, że go bardzo mocno zranię. Kocham go cholernie i boję się cierpienia i tesknoty po rozstaniu.
Z poprzednich postów wynika,że nie tylko on przeszedł wiele rozczarowań Ty również byłaś nie raz zraniona - przez niego.
Bardzo chciałabym z nim o tym wszystkim porozmawiać, ale wiem, ze ta rozmowa skończy się jak zwykle awanturą. Niestety moj facet bardzo szybko się denerwuje i ogólnie ma ciężki charakter. Dodam, że właśnie ten jego charakter, wieczne humorki plus bardzo duza pewnośc siebie też mnie ograniczają w jakiś sposób
A to zaprzecza pierwszemu to albo się zmienił i jest super facetem albo się wcale nie zmienił tylko Ty go wybielasz.
33 2015-08-29 12:30:57 Ostatnio edytowany przez natka55 (2015-08-29 12:37:58)
rojka napisał/a:natka55 napisał/a:Mimo tego, ze mój facet faktycznie ogarnął i zmienił się wyraźnie, tzn załuje swoich błedów, stara sie jak moze, jest dla mnie troskliwy i czuły, rozpieszcza mnie, jest wierny, nic nie ukrywa, widze, ze jest we mnie zapatrzony itd to jednak brakuje mi w tym związku czegoś więcej.
...... i ze nie jestem seksualna dla niego. To dla mnie cholernie przykre i niestety nie czuje się już przy nim jak kobieta. Straciłam przy nim pewność siebie. Dodatkowo wiem też, że nie jestem dla niego atrakcyjna fizycznie. Wiecej komplementów słyszę na codzień od znajomych niż od niego.
To albo jest zapatrzony w Ciebie albo nie jest zainteresowany?
mówi mi, że jest we mnie zakochany i widze, że tak jest, robi mi niespodzianki, prezenty, spedza ze mną czas, widzę, że mu zależy ale jednocześnie nie jestem dla niego niestety seksualna poniewaz nie inicjuje stosunków, nie daje mu do zrozumienia, ze mam ochotę, po prostu jestem bierna...
.Bardzo go kocham, wiele razy mówiłam mu, że jest miłością mojego życia, on nigdy nie powiedział mi tego samego, przypuszczam, ze on miłośc swojego życia już przeżył.. to też dla mnie bardzo bolesne, ale staram się o tym nie myśleć, bo wiem, ze mnie kocha bardzo mocno, mówi mi to i nie są to puste słowa, stara się i planuje naszą przyszłosć.
Raz mówi a raz nie mówi, że Cię kocha?
mówi mi, ze mnie kocha, cały czas, nawet częściej niż kiedys, powtarza mi, że kocha mnie najabrdziej na świecie i nie wyobraza sobie życia beze mnie. Jednak wiem, że gdybym zapytała go czy jestem miłością Jego życia, nie odpowiedziałby jednoznacznie. Wiem, ze jego pierwsza miłośc wciąż nie jest mu obojętna, tzn nie utrzymują kontaktu w ogóle, ale chyba to była miłość jego życia
NIe wyobrazam sobie go teraz zostawić, wiem, ze byłby zaskoczony i załamany, wiele w życiu przeszedł rozczarowań, boje się, że go bardzo mocno zranię. Kocham go cholernie i boję się cierpienia i tesknoty po rozstaniu.
Z poprzednich postów wynika,że nie tylko on przeszedł wiele rozczarowań Ty również byłaś nie raz zraniona - przez niego.
bardzo przeez niego cierpiałam, on teraz w jakis sposób próbuje to odpokutować, stara się potrójnie, nie utrzymuje kontaktów z osobami o które mogłabym być zazdrosna, dba o to, abym mu na nowo zaufała
Bardzo chciałabym z nim o tym wszystkim porozmawiać, ale wiem, ze ta rozmowa skończy się jak zwykle awanturą. Niestety moj facet bardzo szybko się denerwuje i ogólnie ma ciężki charakter. Dodam, że właśnie ten jego charakter, wieczne humorki plus bardzo duza pewnośc siebie też mnie ograniczają w jakiś sposób
A to zaprzecza pierwszemu to albo się zmienił i jest super facetem albo się wcale nie zmienił tylko Ty go wybielasz.
hmm.. zmienił się tzn. nic nie ukrywa przede mną, jest lojalny i szczery, próbuje być opanowany, mniej nerwowy, mimo, ze nie zawsze mu to wychodzi. Tak, jest wciąż niestety nerwowy i wiem, ze bardzo trudno bedzie to zmienić, wrecz nie widze tutaj szans na zmianę i jego humorki raczej też nie znikną bo to taki typ i chyba na to nie poradzi nikt.
Zdradził to zdradził. Odpuść go sobie.
Zdradził to zdradził. Odpuść go sobie.
nawet jeśli zdradził mnie przed naszym pierwszym spotkaniem, nawet jeśli zaczynam rozumieć motyw tej zdrady i się z nią powoli godzę...? Cierpię kiedy o tym myślę, ale wiem też, że wtedy nie kochal mnie tak jak kocha teraz
36 2015-08-29 17:53:08 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-08-29 17:54:32)
Ja nie uważam tego co on zrobił za zdradę, pisaliście od siebie, znaliście się na odległość, niczego nie obiecywał, nie było związku to i zdrady nie było .
Teraz na wszystko o czym napisałam odpowiedziałaś pozytywnie.
Nie masz mu nic do zarzucenia .No moze tylko to,że nie wiesz czy jesteś miłością jego życia bo nie zapytałaś ze starchu ale kocha Cię nad życie.
A,że jest nerwowy to widocznie tak już ma.
W czym tkwi problem? W tym,że Ty chciałabyś czegoś więcej? Ale czego? Czego od niego chcesz?
37 2015-08-29 18:23:29 Ostatnio edytowany przez natka55 (2015-08-29 18:23:47)
Ja nie uważam tego co on zrobił za zdradę, pisaliście od siebie, znaliście się na odległość, niczego nie obiecywał, nie było związku to i zdrady nie było .
Teraz na wszystko o czym napisałam odpowiedziałaś pozytywnie.
Nie masz mu nic do zarzucenia .No moze tylko to,że nie wiesz czy jesteś miłością jego życia bo nie zapytałaś ze starchu ale kocha Cię nad życie.
A,że jest nerwowy to widocznie tak już ma.
W czym tkwi problem? W tym,że Ty chciałabyś czegoś więcej? Ale czego? Czego od niego chcesz?
hmm mogloby się wydawać, ze fizycznie wtedy jeszcze razem nie byliśmy bo nie było pierwszego spotkania, ale przez pół roku interentowej znajomosci padły wyznania miłosci, padły poważne słowa, nawet zostałąm zaproszona do jego rodzinnego domu na swięta. Być moze to się wyda komuś smieszne ale przez te pół roku zżylam się z nim niesamowicie mocno i go pokochalam jak nikogo wcześniej. Póżniej kiedy wyszła na jaw zdrada okazało się, że wszyskie jego słowa były puste, wuyznawał miłośc mi i swojej byłej, obiecywał cuda wianki mi i jej też, a później kiedyt wszystko wyszło na jaw zaczał sie wypierac i twierdzić, ze niczego nie pamięta. Kiedy jego był do mnie pisała, ze rozwlaiłam ich zwiazek, on twierdził, ze ona jest wariatką i coś sobie wymyśla, a ja śmiałam się z niej nieświadoma całej sytuacji. To było dosyć upokarzające i to waśnie to co mnie najbardziej boli, to ze czuje jakbym przez pół roku najważniejszego dla mnie okresu w życiu byłam okłamywana.
Co mam mu do zarzucenie? to, ze nie potrafi przyznać się do winy, w każdej sytuacji, czy to drobnostka czy poważna sprawa, póżniej przychodzi z kwiatami i przeprasza i tak cały czas. Mam mu tez do zarzucenia to, ze przez jego nerwowosc nie potrafimy ze sobą rozmawiac, on od razu sie denerwuje, krzyczy i z igły robią się widły
Czego od niego oczekuje? Chyba wiekszego zainteresowania. Nie chce prezentów i kwiatów, które wszystko ''załatwią'', tylko czułości, zainetresowania sie moją osobą, może to się wyda płytkie, ale chciałabym usłyszec jakis komplement tak po prostu, bez powodu..
i przede wszytskim chciałabym czuć się przy nim swobodnie, nie bac się, ze zrobie coś nieświadomie źle i bedzie z tego awantura, chcę przytulić się do niego lub okazac mu czułośc i nie bać się, że usłyszę, ze nieee bo on jest zmęczony, jest mu a gorąco, za zimno, nie ma czasu itd..
Brakuje mi w tym zwiazku pewności siebie na kazdej płaszczyźnie, w seksie, w rozmowach, w zyciu codziennym..
Tzn, że on nie chce seksu a Ty chcesz?
Z tego co zrozumiałam, oni ogólnie (każde z osobna) seks lubią, ale Natka przez wydarzenia z przeszłości ma blokadę, a jemu się z kolei nie podoba, że nie ona nie inicjuje niczego... tak?
40 2015-08-29 19:36:12 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-08-29 19:37:57)
Ale :
Czego od niego oczekuje? Chyba wiekszego zainteresowania. Nie chce prezentów i kwiatów, które wszystko ''załatwią'', tylko czułości, zainetresowania sie moją osobą, może to się wyda płytkie, ale chciałabym usłyszec jakis komplement tak po prostu, bez powodu..
i przede wszytskim chciałabym czuć się przy nim swobodnie, nie bac się, ze zrobie coś nieświadomie źle i bedzie z tego awantura, chcę przytulić się do niego lub okazac mu czułośc i nie bać się, że usłyszę, ze nieee bo on jest zmęczony, jest mu a gorąco, za zimno, nie ma czasu itd..
Brakuje mi w tym zwiazku pewności siebie na kazdej płaszczyźnie, w seksie, w rozmowach, w zyciu codziennym..
I o co w takim razie chodzi? Natka uważa,że jest dla niego nie atrakcyjna seksualnie. Wychodzi na to,że jednak ona chce a on nie chce
To znaczy dla mnie tyle, że by chciała się właśnie przytulić lub okazać czułość np. gładząc po włosach itp.
Zresztą już sama nie wiem
Lepiej poczekać na odpowiedź samej Natki.
GabrielaKlym napisał/a:Zdradził to zdradził. Odpuść go sobie.
nawet jeśli zdradził mnie przed naszym pierwszym spotkaniem, nawet jeśli zaczynam rozumieć motyw tej zdrady i się z nią powoli godzę...? Cierpię kiedy o tym myślę, ale wiem też, że wtedy nie kochal mnie tak jak kocha teraz
Nie doczytałam. To w takim razie, jeżeli nie zdradził cię, kiedy byliście w związku to zdradą to nie jest. Ja uznaję początek znajomości od chwili poznania się w realu. A co z tymi flirtami?
Z tego co zrozumiałam, oni ogólnie (każde z osobna) seks lubią, ale Natka przez wydarzenia z przeszłości ma blokadę, a jemu się z kolei nie podoba, że nie ona nie inicjuje niczego... tak?
dokładnie tak, ja mam ochotę na seks z nim i on ma ochote na seks ze mną, tyle, ze mu sie nie chce cały czas inicjowac, a ja rzeczywiscie zablokowałam się, straciłam pewność siebie i coraz trudniej wyobrazić mi sobie jakiekolwiek zblizenia z nim. Mówił mi o tym, ze potrzebuje z mojej strony jakiegoś bodźca, ja wzielam to do siebie i zaczełam byc bardziej otwarta, starałam sie byc dla niego bardziej atrakcyjna, nowa seksowna bielizna, nowa sukienkę na wyjscie, które mielismy zaplanowane, dawałam mu wyraźnie znać ze mam ochotę.. i co? pare razy dał mi kosza i oznajmił, ze nie wie co sie dzieje ale stracil ochotę na seks... niestety zauważyłam, ze w tym czasie kiedy rzekomo nie miał ochoty na seks oglądał nabieżąco porno... takie błędne koło.. Coraz bardziej trace poczucie wartosci, czuje się chyba troche w jakiś sposob upokorzona i ośmieszona moimi staraniami i coraz bardziej się blokuje. Ostatnio coś się pozmieniało i zaczął się do mnie dobierac i stał sie nagle bardzo czuły, z tym, ze ja już powoli tracę entuzjazm do tego wszystkiego i przede wszytskim luz i swobodę w byciu z nim.
Moja znajoma uważa,że jak mężczyźni oglądają porno to jest to dla nich zastąpienie pójścia na bok.
I lepiej jak oglądają niż mają zdradzać.
Ona sama była w podobnej sytuacji, też się starała , zachęcała i nic, wyginała śmiało ciało , cuda wianki robiła aż jej się to znudziło i odpuściła.
Życia seksualnego nie mają wcale. Jego bardziej kręciło patrzenie w ekran niż na nią.
Wcale mnie nie dziwi,że źle się z tym czujesz , gdyby jeszcze ten Twój chciał rozmawiać to może coś można by wskórać ale jak on nerwowy -wybuchowy to ja nie wiem.
Hmm
Natka to jest nieco skomplikowane, bo powodów może być wiele, np.
- Facet też może nie mieć ochoty. Tylko u Was seks jest rzadko, więc czysto teoretycznie powinien być spragniony.
- Jak wyżej pierwsze zdanie + zostałaś odrzucona mimo przygotowań i przełamania nieśmiałości w inicjacji, więc się zrobiło takie błędne kółko. Ale nadal: seks jest rzadko.
- Bardziej sobie ceni porno z jakiegoś powodu, ale to nie jest normalne
Ty wiesz najlepiej jak jest. Czy braliście pod uwagę wizytę u seksuologa? Ja wiem, że to jest ostateczność, ale Wasze zbliżenia są naprawdę rzadkie, a powodu tego brak.
Przecież znajomość z Toba była tego typu szansą.. Tak? nagle stał się znów tym gnojem? czy po prostu nie przestał nim być.. Pomyśl. Siądź i przeprowadx z nim poważną, bardzo poważna rozmowę. Postaw warunki. Określ konsekwencje.
Dobrze radzić. Gorzej wykonać ale chociaż za Ciebie trzymam kciuki.
Tak naprawdę zdrada była przed naszym pierwszym spotkaniem, dlatego mam nadzieję, ze nie zrobiłby tego będąc ze mną w fizycznym związku. Tego bym nigdy nie przebaczyła. Jestesmy ze sobą krótko, widze, ze się zmienia, powoli zauważam pewne jego zachowania świadczące o tym, ze zależy mu na mnie. Jednym z nich jest to, ze pomimo, ze zarzekał się, że chce mieszkać blisko rodziny, bo był parę lat za granicą, a jest bardzo rodzinnym facetem i rodzina jest dla niego świętością to znalazł pracę w moim mieście i się tu przeniósł. Postawiłam mu warunek, ze ma odciąć wszelkie kontakty do swoich wszystkich byłych dziewczyn, zrobił to. Widzę, ze się stara.
Natka55 tak mnie poruszyła Twoja historia, że aż muszę odpisać. Poruszyła bo znam to z autopsji...hmm no może mój mąż wytrzymał 5 lat a nie 3 m-ce alr to co się dowedziałam o nim potem było jak film fantasty pod tytułem - mówicie o moim chłopie?!!
Ale ten typ tak ma, on sie nie zmieni i co gorsza niedługo Cie zdradzi a Ty wcale go nie pogonisz tak jak twierdzisz, bo będziesz już uzależniona od niego. On Ci łatwo wytłumaczy to i owo...bo miałem ciężkie dzieciństwo, bo się pokłóciliśmy, bo czułem się taki niekochany przez Ciebie. A jak już Ci wytłumaczy to potem będzie najczulszym kochankiem, najlepszym słuchacze, największym oparciem a Ty będziesz się czuła przy nim jak wyjątkowa , jedyna na całym świecie. Aż do czasu kolejnego flirtu, zdrady..
A dopóki będzie czuł że go kochasz i dbasz o niego to z Tobą będzie. Ktoś tu napisał , że taki facet potrzebuje stałej bazy, najlepiej kobiety kochającej za bardzo, takiej co wszysto wybaczy i jeszcze ugotuje przepyszny obiad. Ale bazy też zmienia. Ex swoja nową miłość życia zdradził już po 3 miesiącach..i dalej z nią jest...a ona tak jak Ty i tak jak ja wcześniej jest przekonana święcie że jest wyjątkowa, że on kocha tylko ją i że on nigdy by jej nie zdradził.
Dobrze Ci radzą, uciekaj. Im wcześniej tym szybciej uporasz się z bólem ( oj ciężko będzie o takim zapomnieć ). Uciekaj zanimi nie zdecydjesz się mieć z nim dziecka ( tak, będzie Cie bardzo namawiał i roił wizje kochającej rodziny pełnej wartości ) , bo potem będziesz uwikłana w niego na wiele wiele lat, bez możliwości odcięcia. I zastanów się tak na poważnie, dlaczego chcesz z nim być mimo krzywd, które już Ci wyrządził a których osoba która kocha na pewno by się nie dopuściła. Nie bój się samotności ani tego że jak nie dasz szansy to byc może stracisz miłość swojego życia. Nie to nie jest miłość, to manipulacja. Uciekaj i zmień nr telefonu, adres, im bardziej się odetniesz tym lepiej dla Ciebie. A szansy bym mu drugiej nie dawałam, z tego co czytam to szase mu dajesz co chwilę. I nic.
natka55 napisał/a:Przecież znajomość z Toba była tego typu szansą.. Tak? nagle stał się znów tym gnojem? czy po prostu nie przestał nim być.. Pomyśl. Siądź i przeprowadx z nim poważną, bardzo poważna rozmowę. Postaw warunki. Określ konsekwencje.
Dobrze radzić. Gorzej wykonać ale chociaż za Ciebie trzymam kciuki.
Tak naprawdę zdrada była przed naszym pierwszym spotkaniem, dlatego mam nadzieję, ze nie zrobiłby tego będąc ze mną w fizycznym związku. Tego bym nigdy nie przebaczyła. Jestesmy ze sobą krótko, widze, ze się zmienia, powoli zauważam pewne jego zachowania świadczące o tym, ze zależy mu na mnie. Jednym z nich jest to, ze pomimo, ze zarzekał się, że chce mieszkać blisko rodziny, bo był parę lat za granicą, a jest bardzo rodzinnym facetem i rodzina jest dla niego świętością to znalazł pracę w moim mieście i się tu przeniósł. Postawiłam mu warunek, ze ma odciąć wszelkie kontakty do swoich wszystkich byłych dziewczyn, zrobił to. Widzę, ze się stara.
Natka55 tak mnie poruszyła Twoja historia, że aż muszę odpisać. Poruszyła bo znam to z autopsji...hmm no może mój mąż wytrzymał 5 lat a nie 3 m-ce alr to co się dowedziałam o nim potem było jak film fantasty pod tytułem - mówicie o moim chłopie?!!
Ale ten typ tak ma, on sie nie zmieni i co gorsza niedługo Cie zdradzi a Ty wcale go nie pogonisz tak jak twierdzisz, bo będziesz już uzależniona od niego. On Ci łatwo wytłumaczy to i owo...bo miałem ciężkie dzieciństwo, bo się pokłóciliśmy, bo czułem się taki niekochany przez Ciebie. A jak już Ci wytłumaczy to potem będzie najczulszym kochankiem, najlepszym słuchacze, największym oparciem a Ty będziesz się czuła przy nim jak wyjątkowa , jedyna na całym świecie. Aż do czasu kolejnego flirtu, zdrady..
A dopóki będzie czuł że go kochasz i dbasz o niego to z Tobą będzie. Ktoś tu napisał , że taki facet potrzebuje stałej bazy, najlepiej kobiety kochającej za bardzo, takiej co wszysto wybaczy i jeszcze ugotuje przepyszny obiad. Ale bazy też zmienia. Ex swoja nową miłość życia zdradził już po 3 miesiącach..i dalej z nią jest...a ona tak jak Ty i tak jak ja wcześniej jest przekonana święcie że jest wyjątkowa, że on kocha tylko ją i że on nigdy by jej nie zdradził.
Dobrze Ci radzą, uciekaj. Im wcześniej tym szybciej uporasz się z bólem ( oj ciężko będzie o takim zapomnieć ). Uciekaj zanimi nie zdecydjesz się mieć z nim dziecka ( tak, będzie Cie bardzo namawiał i roił wizje kochającej rodziny pełnej wartości ) , bo potem będziesz uwikłana w niego na wiele wiele lat, bez możliwości odcięcia. I zastanów się tak na poważnie, dlaczego chcesz z nim być mimo krzywd, które już Ci wyrządził a których osoba która kocha na pewno by się nie dopuściła. Nie bój się samotności ani tego że jak nie dasz szansy to byc może stracisz miłość swojego życia. Nie to nie jest miłość, to manipulacja. Uciekaj i zmień nr telefonu, adres, im bardziej się odetniesz tym lepiej dla Ciebie. A szansy bym mu drugiej nie dawałam, z tego co czytam to szase mu dajesz co chwilę. I nic.
Tylko, że on naprawdę w jakiś sposób się zmienił, zmienił swoje priorytety, ustabilizował się, jego rodzina twierdzi, ze uspokoił się przy mnie, rzucił palenie, dorósł.. Angażuje się w nasz związek jak tylko może, nawet myśli o kredycie na mieszkanie, zebysmy wspólnie mogli w nim zamieszkać, co chwile powtarza, że jest na nowo we mnie zakochany, że przy mnie sie zmienił i chce się wciąż zmieniać itd.. Zaczynam mu na nowo ufać, moznaby rzec wszystko układa się i wychodzimy z tego dołka w którym bylismy, przynajamniej jemu się tak wydaje.. bo ja niestety nie czuje się lepiej, mimo tego, ze wiem, ze nie skrzywdziłby mnie juz wiecęj w ten sposób i nie popełniłby tych samych błędów. Moim głównym zmartwieniem jestem ja, to jak ja sie teraz czuę w tym zwiazku, to, ze mimo tego, ze on sie stara ja czuje jakis niedosyt, brak zoanteresowania moją osobą, w wyniku braku seksu nasz zwiazek staje się po prostu jałowy, bez namietnosci. To mój pierwszy zwiazek i chciłabym przezyć w nim własnie ta namiętnosć, zakochanie, chemię, pragnienei siebie nawzajem itd.. niestety tego u nas brakuje. Czasami czuje sie jak w 20letnim małżenstwie, w którym się coś wypaliło.
Kolejnym powodem zwatpienia w ten związek jest poczucie braku wyjątkowości w jego zyciu, nie czuje się jak jego 'milosc zycia', jako ktoś najbardziej wyjatkowy kogo spotkał w zyciu i z kim chce spedzić zycie. Nasz związek na pewno nie jest jego najbardziej emocjonujacym i wyjatkowym związkiem, w którym był. Czasami mam wrażenie, ze jest on ze mną tylko dlatego, ze wie, ze ja mogę dac mu stabilizację i spokój, której on tak bardzo potrzebuje po poprzednich związkach, w których był porzucany. Kiedys na na samym poczatku znajomosci powiedział o mnie, że nie jestem jakas niewiadomo jak cudowna, ale jestem dobrym człowiekiem. I własnie cały czas mam wrazenie, ze jest ze mna bo wie, ze ja go nie skrzywdze.
Coraz trudniej wyobrazić jest mi też sobie przyszłośc z nim poprzez jego trudny charakter i wybuchowość, często nie okazuje mi zrozumienia i ucieka od problemów. Nie potrafimy ze sobą rozmawać i najdrobniejsze nieporozumienie konczy sie awanturą.
Jak juz wczesniej wspomniaąłm to wszytsko pooduje, ze trace pewnosc siebie i swobode w tym związku.
Kocham go, niesamowicie mocno i wiem, ze bede cierpiec i tesknota za nim bedzie mnie zabijac. Czasami pojawiają sie u mnie mysli, ze mogłam to wszystko zakonczyc wtedy kiedy wyszły na jaw te wszystkie jego kłamstwa i zdrada. Nie miałąm wtedy odwagi, bałam sie samotnosci. Teraz jestem silniejsza i odwazniejsza, jednak nie potrafilabym tego zrobic, bo nie chce go ranic. Widze jak się stara naprawic to wszystko co zniszczył i nie potrafię tak po prostu odejsc, niby 'bez przyczyny'.
Natka skąd ja to znam
My nawet się umówiliśmy, że u nas nigdy nie będzie zdrady bo on przeżył zdrady w poprzednim małżeństwie ( naście lat ) i że jak coś komus nie tak i jakby się odkochac to się rozchodzimy ..no i ja o wzięłam do serca a on tylko zrobił sobie fasadę. Ja też byłam dobrym człowiekiem ...nie raz mnie przeraszał i prosił o wybaczenie i chciał przytulać ( będąc w związku z kochanką ) . Zapytany czemu to robi odpowiadał -bo z Twojej strony spotkało mnie tylko dobro. Piszesz, że wiesz że on by juz tego nie zrobił ...a skąd wiesz? Cały jego życiorys temu zaprzecza. Piszesz że się zmienia przy Tobie na lepsze, ze inni to widzą...wiesz jego syn był u mnie jak czuł że coś nie tak z ojcem , jak mu powiedziałam ze ojciec ma kochankę ( zbierałam dowody i udawałam przed mężem że mu wierzę że nie ) to usłyszałam : a ja 3 lata z ojcem nie gadałem za to jaki był. Myślałejm , że przy Tobie sie zmienił i w końcu ustatkował!
Natka jeśli to Twój pierwszy poważny związek to tym bardziej uciekaj. Jesteś młoda, powinnaś zaznać uczucia bycia kochaną i szanowaną a nie chodzić jak koło jajka i wmawiać samej sobie, że on sie poprawia i nigdy więcej tego nie zrobi. Owszem cud może się stać i mógłby się zmienić, ale pomyśl co Ci da ten związek skoro Ty juz się czujesz wypalona po tak krótkim czasie, tracisz pewność siebie i swoją wartość? A w tak krótim okresie to powinna jeszcze trać sielanka w nalepsze. Co jak będziece kilka lat, przyjdą dzieci, proza życia praca, problemy finansowe?
Natka zrobisz co chcesz. Jeśli podjęłaś teraz krok i wyjechałaś to już połowa sukcesu. Jeśli wrócisz za każdym razem będzie trudniej. Nie marnuj sobie życia już na wstępie. Co będzie jeśli on Cię jednak zdradzi i przuci, a Ty juz będziesz miała tak małą wartość siebie, że potem ominiesz prawdziwą miłość życia bo Ci samo słowo facet będzie bokiem wychodzić z tego urazu. Łatwo nie będzie. Ale wierz mi potem będzie o wiele wiele trudniej.
Mi pomagają historie tu pisane. Wiem, że każda jest inna i że są i cuda i wyjątki od reguły. Ale wiem, ze gdybym nie powyciągała pewnych wniosków z tych historii teraz pewnie byłabym juz dużo bardziej skrzywdzona niż to co teraz. Bo za każdym razem gdy ex smolił cholewy przeczekałam i miałam rację...długo to nie potrwało. A ja coraz częsciej widzę, ze jest niesłowny, nieszczery, dalej kłamie - choć po co ? Dziękować Bogu że wyszło szydło z wora po ponad 5 latach a nie po 10 czy 15.
Nie trac wiary w siebie!
natka55 napisał/a:GabrielaKlym napisał/a:Zdradził to zdradził. Odpuść go sobie.
nawet jeśli zdradził mnie przed naszym pierwszym spotkaniem, nawet jeśli zaczynam rozumieć motyw tej zdrady i się z nią powoli godzę...? Cierpię kiedy o tym myślę, ale wiem też, że wtedy nie kochal mnie tak jak kocha teraz
Nie doczytałam. To w takim razie, jeżeli nie zdradził cię, kiedy byliście w związku to zdradą to nie jest. Ja uznaję początek znajomości od chwili poznania się w realu. A co z tymi flirtami?
Ja jednak odbieram to jako zdradę emocjonalną, może nie fizyczną mimo,ze doszło miedzy nimi do zbliżenia, ale jednak zdrada psychiczna według mnie to jest. Mówił i mi i jej, ze kocha najmocniej, ze teskni. Jak ona dowiedziała sie o mnie, ze on utrzymuje ze mną wciąż kontakt to dała mu kosza mimo jego zapewnien, ze chce ze mną skonczyc, bo faktycznie chciał ze mną skonczyc ale nie wiedziałam wtedy, żę powodem była ona... ona wtedy odwróciła się od niego, wiec on nie mając u niej szans kontynuował znajomośc ze mną. Przykre to dla mnie ale się z tym musiałam pogodzic... Potem kiedy to wszystko wyszło na jaw, po paru miesiącach, on twierdził, ze nic nie pamięta, że spotkał się z nią wtedy parę razy ale nie pamięta co jej mówił, jak to wszytsko wyglądało itd... wiem, żałosne.
A co do flirtu.. miał jakas internetową przyjaciólke, kolezanke, z którą od 2 lat rozmawiał od czasu do czasu wirtualnie, pare miesiecy temu był w jej miescie i postanowili sie spotkac. Wiedziałam o tej dziewczynie, mówil mi o niej czasami, wiec wiedziałam, ze taka osoba istnieje i przypuszczałam, ze bedzie chciał się z nią spotkac.. jednak jak się później okazało dzwonił do mnie z informacją, ze planuje się z nią jutro spotkac, czy nie mam nic przeciwko itd..a po spotkaniu już było.. Kiedy wrócił powiedział, ze w ogole sie z nią nie spotkał, ze go wystawiła, ze jest niesłowna itd.. Cos mi nie pasowało, widziałam, ze gapi się cały zcas w telefon jakby vczekał na wiadomosci jakies, mieszał się jak o niej mówił, wiec sprawdziła jego telefon i przeczytałam jego wiadomości do niej z ostatnich kilku miesięcy, było ich niewiele, moze z cztery rozmowy, całkiem normalne, oprócz jego dzywek do niej, że mogłaby się w niego wtulić, zapytany przez nią o wrazenie po pierwszym spotkaniu odpowiedział, że chyba nie musi tego komentować bo chyba to oczywiste.. w trakcie tych wszystkich rozmów ani razu nie pojawiło się moje imie, wspomnienie, ze pojawiłam się w jego życiu itd.. kiedy pytałą co u niego słychac on opoiwadał o nowej pracy o swoim zdrowiu itd natomiast o naszym pierwszym spotkaniu nie wpomnial nic, o tym, ze mnie odwiedza i jezdzi do mnie na drugi koniec Polski tez nie mówił.. w ich rozmowie po ich spotkaniu pisał, ze jest u siebie w mieście, a był u mnie...
Robiłam mu awanture o nia, bylam zadrosna, wkurzyłam się, ze ukryl przede mną spotkanie z nią, on na to wszystko zrobił ze mnie wariatkę, ze przesadzam, ze on ze mną kończy, ze mu nie ufam... a ja glupia wtedy go przepraszałam i prosiłam, zeby nie odchodził.. Obiecał mi później, ze zerwie z nią kontakt. Jednak okazało sie,ze po tej obietnicy znowu chciał się z nią spotkac.. Powiedziałam mu wtedy, ze jesli sie z nią spotka i bedzie utrzymywał z nią kontakt to z nami koniec. Od tej pory nie utrzymuje z nią kontaktu.
50 2015-08-30 14:25:20 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-08-30 14:27:55)
Nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków czekałam aż sama napiszesz,ze jednak jest w jego życiu jakaś inna kobieta.
Spotkał się z nią parę miesięcy temu a czy przypadkiem to właśnie w tym czasie nie było mu za zimno,za ciepło i głowa go bolała jak Ty chciałaś bliskości.???
Przypuszczam,że on Ci wcale prawdy nie mówi. Skoro raz się przyznał,że chce się z nią spotkać a Ty później przeczesałś jego telefon i zrobiłaś awanturę to on juz się więcej do czegoś takiego nie przyzna. Bo będzie dym. I Tobie się może tylko wydawać,że z nikim nie utrzymuje kontaktu. A to całe ochłodzenie stosunków może wynikać z tego że ma-miał kogoś na oku. Jak nie ma w zanadrzu nikogo innego poza Tobą to dobiera się do Ciebie.
tak jak sama zauwarzyłaś i jak on Ci powiedział jesteś dobrą partią na stabilizację ,zawsze będzie mógł wrócić bo jest pewien,że Ty zawsze będziesz. A dlaczego jest miły? Nosi kwiaty i robi inne rzeczy żeby Ciebie zadowolić? Właśnie dlatego,żeby Ci oczy zamydlić,żebyś nie mogła się do niczego przyczepić.
51 2015-08-30 15:04:07 Ostatnio edytowany przez natka55 (2015-08-30 15:33:15)
Nie chciałam wyciągać pochopnych wniosków czekałam aż sama napiszesz,ze jednak jest w jego życiu jakaś inna kobieta.
Spotkał się z nią parę miesięcy temu a czy przypadkiem to właśnie w tym czasie nie było mu za zimno,za ciepło i głowa go bolała jak Ty chciałaś bliskości.???
Przypuszczam,że on Ci wcale prawdy nie mówi. Skoro raz się przyznał,że chce się z nią spotkać a Ty później przeczesałś jego telefon i zrobiłaś awanturę to on juz się więcej do czegoś takiego nie przyzna. Bo będzie dym. I Tobie się może tylko wydawać,że z nikim nie utrzymuje kontaktu. A to całe ochłodzenie stosunków może wynikać z tego że ma-miał kogoś na oku. Jak nie ma w zanadrzu nikogo innego poza Tobą to dobiera się do Ciebie.
tak jak sama zauwarzyłaś i jak on Ci powiedział jesteś dobrą partią na stabilizację ,zawsze będzie mógł wrócić bo jest pewien,że Ty zawsze będziesz. A dlaczego jest miły? Nosi kwiaty i robi inne rzeczy żeby Ciebie zadowolić? Właśnie dlatego,żeby Ci oczy zamydlić,żebyś nie mogła się do niczego przyczepić.
jej już nie ma w jego życiu. Tego jestem pewna. Wiem też, że nie ma nikogo innego, nic nie ukrywa, z nikim podejrzanym sie nie spotyka, jeśli gdzieś wychodzi, to ide z nim albo proponuje żebym z nim poszła. Mam też praktycznie całodobowy dostęp do jego facebooka itp, nie ukrywa przede mną telefonu jak robił to kiedys, zmienił sie i nie robi tych głupstw, ktore robił kiedys.
To ochłodzenie stosunków miedzy nami i jego brak chęci na seks nastąpiło niedawno, kiedy już między nami było wszystko inne w miarę poukładane i najtrudniejsze mieliśmy za sobą.
NIe widzę też interesowności w kupowaniu przez niego kwiatów, prezentów i rozpieszczaniu mnie. Powiedziałam mu kiedys, ze przestaje czuć się przy nim jak kobieta. W jakis sposób wziął sobie to do serca i dba o mnie, z resztą zawsze był bardzo troskliwy, kupuje kwiaty bez okazji itd. Chce abym czuła się wyjątkowa i chce abym zapomniała jakim był kiedyś chamem. Naprawdę doceniam i widzę jego zmianę i starania. Jest cudowny i bardzo go kocham, ale jest też druga strona medalu, czyli brak seksu, czesty brak zrozumienia, nieumiejetnosc prowadzenia spokojnej rozmowy, nerwowosć, wybuchowość, zamiatania trudnych spraw pod dywan. Kiedy coś 'przeskrobie' albo zachowa sie jak cham i mi jest cholernie przykro nie potrafi przyjsc z pokorą, przytulić i powoiedzieć przepraszam, tylko najpierw się wypiera, awanturuje, minimalizuje problem, a kiedy ja nie daje za wygraną obraża sie i potem aby zapomnieć o problemie przychodzi z prezentem.
Ten zwiazek jest dla mnie zbyt emocjonalny i ma tu na myśli negatywne emocje. Ciągłe powroty do przeszłosci, moj brak poczucia wyjątkowości na tle jego byłych partnerek, brak namiętności i uczucia chemii miedzy nami czy tam tak zwanych motylkow w brzuchu, brak spontanicznosci. Mogę wrecz napisać, ze jest to trochę jałowy zwiazek, mimo tego, ze spedzamy ze sobą mnóstwo czasu, wypady do knajp, koncerty, spacery, wycieczki itp To mój pierwszy zwiazek i brakuje mi tego szaleństwa, tej namiętności. On to już wszystko przeżył w poprzednich zwiazkach i być może nie czuje już takich potrzeb jak ja. Dla niego najważniejsza jest w tej chwili stabilizacja i spokój, nie ma wymagań co do partnerki, dlatego mu odpowiadam bo jestem "dobrym człowiekeim'', jestem lojalna, wierna i szczera. Nigdy go nie oszukałam, jestem spokojna i ułozona.
Nie do końca jestem w tym zwiazku szczęsliwa, nie jest to zwiazek moich marzeń pomimo, ze go bardzo kocham i poszłabym za nim w ogień. Troszkę się duszę i chyba wypalam. Coraz mniej mi zależy i coraz bardziej świadomie się od niego oddalam.
Niestety sama to Ty nic nie zwojujesz ,do tanga to trzeba dwojga. Nie dał Ci tego co chciałaś - motylków. Nie dał bo byłaś jego wyjściem awaryjnym. Nie przyszedł do Ciebie dlatego bo bardzo tego chciał ale dlatego,że tamta dała mu kosza. On dostał wszystko od Ciebie podane na tacy.
Wydaje mi się ,że Ty Swoje szczęście za bardzo uzależniasz od niego. Tak jakbyś Ty Sama W Sobie nie była ciekawa.
Powinnaś się zastanowić czego to Ty chcesz od życia? Nie od niego . Tylko czego chcesz Sama dla Siebie. Pomijając po drodze jego chcenie.
Jeśli chodzi o seks to może faktycznie trzeba iść do specjalisty. Tylko czy on ze swoją wybuchowością będzie chciał? Pewnie nie.
Niestety sama to Ty nic nie zwojujesz ,do tanga to trzeba dwojga. Nie dał Ci tego co chciałaś - motylków. Nie dał bo byłaś jego wyjściem awaryjnym. Nie przyszedł do Ciebie dlatego bo bardzo tego chciał ale dlatego,że tamta dała mu kosza. On dostał wszystko od Ciebie podane na tacy.
Wydaje mi się ,że Ty Swoje szczęście za bardzo uzależniasz od niego. Tak jakbyś Ty Sama W Sobie nie była ciekawa.
Powinnaś się zastanowić czego to Ty chcesz od życia? Nie od niego . Tylko czego chcesz Sama dla Siebie. Pomijając po drodze jego chcenie.Jeśli chodzi o seks to może faktycznie trzeba iść do specjalisty. Tylko czy on ze swoją wybuchowością będzie chciał? Pewnie nie.
Wydaje mi się, ze moglabym być bez niego szczesliwa, ale boje się go porzucić, aby go nie zranić, nie rozczarować. Boje się tęsknoty, cierpienia. Nigdy z nikim się nie rozstawałam i ta wizja mnie przeraża.
Co do specjalisty, myślałam o tym aby zaproponować mu wizytę u seksuologa.. jednak wiem, ze to wywoła kolejne spięcia i konflikt. Dla niego nasz związek się już stabilizuje, ciągle powtarza, ze już jest coraz lepiej, a jeśli chodzi o seks to z czasem się pojawi, tylko jak on to powiedział muszę stac się dla niego bardziej seksualna. On w problemach z seksem nie widzi swojej winy, bo przecież w poprzednich zwiazkch tego nie doświadczał.. cały czas mówił mi, ze jest seksoholikiem, uwielbia seks i nigdy nie cierpiał na brak ochoty. Dopiero teraz mu się zdarzyło to pierwszy raz. Nie obwinia mnie o to, powiedziął mi, ze to nie moja wina, ze po prostu tak sie zdarzyło, żebym nie brała tego do siebie.. tylko jak ja mam nie brać tego do siebie skoro ten brak ochoty pojawił sie własnie przy mnie, skoro otwarcie twierdzi, ze wcześniej miał cudowne życie seksualne, po kryjomu ogląda porno itd.. czuje się upokorzona i nic nie warta i niestety żadne jego kwiaty i prezenty nie pomogą.
Myślałam nad tym aby zrobić nam przerwę, niestety jestesmy zmuszeni mieszkac ze sobą, na szczescie nie mieszkamy sami. Mam możliwośc posiadania osobnego pokoju i myslałam, ze moze taka przerwa byłaby dobrym rozwiązaniem, zebym mogla skupic się tylko na sobie i nie zaprzątać sobie wieczorem głowy brakiem seksu leżąc we wspólnym łózku.. może dla nas obu byłoby to dobre rozwiazanie.. nie wiem już totalnie jak z tego wybrnać.
54 2015-08-30 23:31:01 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-08-30 23:34:37)
Nawet ja zmienisz pokój to i tak pozostaniesz w tym samym mieszkaniu i będziesz go widywać. A on może uznać,że skoro przerwa to sobie poszuka kogos innego i Ty będziesz patrzeć jak jakaś inna do niego przychodzi. To chyba nie najlepszy pomysł.
Jak przerwa to na odległość.
Mi nie daje spokoju to,że skoro on twierdzi,że jest seksoholikiem to gdzie on tą swoją chuć wyładowywuje? Bo z Tobą nie , na pornosach? A co wg niego z Tobą jest nie tak,że go nie pociągasz?
Nawet ja zmienisz pokój to i tak pozostaniesz w tym samym mieszkaniu i będziesz go widywać. A on może uznać,że skoro przerwa to sobie poszuka kogos innego i Ty będziesz patrzeć jak jakaś inna do niego przychodzi. To chyba nie najlepszy pomysł.
Jak przerwa to na odległość.Mi nie daje spokoju to,że skoro on twierdzi,że jest seksoholikiem to gdzie on tą swoją chuć wyładowywuje? Bo z Tobą nie , na pornosach? A co wg niego z Tobą jest nie tak,że go nie pociągasz?
Twierdzi, że właśnie cierpi bo nie może rozładować ciśnienia a pragnienia ma wielkie. Twierdzi tez, ze ja go pociągam i cały czas ma ochotę na seks ze mną ale brakuje mu bodźca z mojej strony i inicjatywy, mój brak seksualności związany jest właśnie z tym ze nie pokazuje mu ze mam ochote na seks.
Sypiacie razem . Nie można jakoś spontanicznie do tego podejść? Trzeba się zapowiadać?
57 2015-09-01 16:09:19 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-09-01 16:09:55)
Czyli nic sie nie zmienilo. Kolejny toskyczny zwiazek bo milosc to szczescie, czyz nie? Dobre samopoczucie? OK. Chcialbym tylko zwrocic uwage na to, ze zeby zwiazek byl trwaly musza byc tego podstawy, ktorymi sa - milosc (nie wlasna ale do drugiej osoby), zasady (postawienie sobie granic), brak zapatrzenia w siebie (szukanie rozwiazania ku w zwiazku dla zwiazku a nie poza dla siebie).
Tutaj trudno cos wytlumaczyc jesli ktos zyje w okreslonym stanie. Poki sie ktos taki sam nie przekona to sila sie nie da wtloczyc.
"To ochłodzenie stosunków miedzy nami i jego brak chęci na seks nastąpiło niedawno" - Wszystko ma swoj powod...
"Powiedziałam mu kiedys, ze przestaje czuć się przy nim jak kobieta. W jakis sposób wziął sobie to do serca i dba o mnie, z resztą zawsze był bardzo troskliwy, kupuje kwiaty bez okazji itd" - tego mozna sie wyuczuc, wtedy jest to powierzchownosc
Nawet jesli ten zwiazek jest na zasadzie nauczycielka - uczen to rzadko uczen wiaze sie nauczycielka na stale.
"ze jest to trochę jałowy zwiazek" - to co opisujesz nie jest normalne, i skoro sama opisujesz ze nie jest jak powinno byc to czemu sie zgadzasz na te bylejakosc? W imie czego? Zeby byc z kims? Z byle kim? Czujesz misje zmieniania kogos?
Sypiacie razem . Nie można jakoś spontanicznie do tego podejść? Trzeba się zapowiadać?
hmm on przestał spontanicznie do tego podchodzic odkąd stwierdził, ze ja nie inicjuje i jestem nieseksualna dla niego.. no a ja biorąc sobie to do serca obiecałam poprawę sobie i jemu i wszytskie moje spontaniczne ''akcję'' kończyły się jego odmową... teraz już nawet nie potrafie myśleć o spontanicznych sytuacjach z mojej strony
Tutaj trudno cos wytlumaczyc jesli ktos zyje w okreslonym stanie. Poki sie ktos taki sam nie przekona to sila sie nie da wtloczyc.
"To ochłodzenie stosunków miedzy nami i jego brak chęci na seks nastąpiło niedawno" - Wszystko ma swoj powod...
Tak, na to wychodzi, że to ma głębsze dno. Skoro :
hmm on przestał spontanicznie do tego podchodzic odkąd stwierdził, ze ja nie inicjuje i jestem nieseksualna dla niego.. no a ja biorąc sobie to do serca obiecałam poprawę sobie i jemu
Ludzie widzą poprawę jak chcą ją zobaczyć.
A on nie chce
wszytskie moje spontaniczne ''akcję'' kończyły się jego odmową...
A teraz w myśl tego co napisał Maniek :
ze jest to trochę jałowy zwiazek" - to co opisujesz nie jest normalne, i skoro sama opisujesz ze nie jest jak powinno byc to czemu sie zgadzasz na te bylejakosc? W imie czego? Zeby byc z kims? Z byle kim? Czujesz misje zmieniania kogos?
Może warto się nad tym poważniej zastanowić.
A może trzeba z nim po raz kolejny usiąść i pogadać. Bez rozmów , bez wiedzy co kto od siebie chce do niczego się nie dojdzie.