Cześć,
Bez wątpienia trafiłem tu ze względu na "Nią". Nie czytam for, ani nie jestem odkrywcą psychologii..lecz mam problem. Chciałbym się z Wami drogie Kobiety/Dziewczyny podzielić i prosić o jakąś radę bądź po prostu opinie...Może pomoże mi to wszystko poukładać...
Otóż sprawa tyczy się pięknej brunetki którą spotkałem całkiem przypadkiem w grudniu zeszłego roku podczas służbowej kolacji. Była (i nadal jest) kelnerką w jednej z restauracji. To Jej pierwsze spojrzenie i nasza wymiana wzroku to było coś co do tej pory czuję jak o tym myślę...Ale po kolei. Nie było okazji zagadać do Niej podczas kolacji jedynie podczas wyjścia udało się bezpośrednio jeszcze raz wpaść w Jej głębinę oczu. Jednak wydaje mi się iż zawstydziło Ją to bardzo i przez to szybko "uciekła" lecz zdążyłem powiedzieć tylko "Dobranoc i Wesołych Świąt"... Po powrocie do domu nie mogłem opędzić się myślami jak Ją poznać... Jednak samemu pracowałem w gastro więc znam specyfikę kobiet i ogólnie też "napalonych" klientów którzy zrobią wszystko byle wyrwać piękną kelnerkę. Nie uważam się za takiego który to byłby w stanie robić to też szukałem innego sposobu na poznanie. Być może to pójście na łatwiznę, ale nie jestem też samcem alfa który to rzuci się jak rycerz z konia i krzyknie na całą restaurację że przyjechałem po Ciebie księżniczko.... Jestem raczej introwertykiem co na pewno stanowi problem w relacjach z kobietami. Wracając do dziewczyny udało mi się odnaleźć Ją na facebooku i napisałem do Niej kilka prostych zdań, że zatkało mnie podczas pierwszego spotkania i nie wykrztusiłem żadnego słowa, ale nie będe sobą jeśli nie spróbuję i dlatego zapraszam Ją na spacer. Odzewu nie było przez 2 tygodnie gdy w Święta przyszła niespodziewana odpowiedź iż owszem pamięta mnie i moje spojrzenie i że zgodzi się na spacer w przyszłym tygodniu!! Byłem zachwycony, bo wiem że skoro kobieta pamięta mnie po dwóch tygodniach pomimo iż pracuje z ludźmi na codzień to musiałem poprostu "wpaść" Jej w oko mimo iż nie rozmawialiśmy a tu już duży progres. Szybko odpisałem i tak potoczyły się kilka dni ciekawego pisania i zdobywania informacji o sobie. Gdzieś między wierszami wyczułem że wspomina o jakimś facecie. Do umowionego spotkania nie doszło mimo iż "kułem" żelazo póki gorące tj. zaproponowałem spotkanie na drugi dzień żeby efekt emocji nie osiadł.. Mimo to nie doszło do tego spotkania ze względu na tłumaczenia typowe "jestem padnięta, spotkajmy się w poniedziałek". Okej... Poniedziałek, cały dzień potwierdzanie że będzie i na 3h przed informacja że niestety, ale wypadło Jej "oglądanie mieszkania" i nie może bo jak mi dalej opisała musi wynieść się od faceta który ją zranił a mimo to mieszkają razem... To było mocne więc powiedziałem że rozumiem powagę i że powinna podjąć właściwą decyzję itd. Przez kilka następnych dni korespondowaliśmy normalnie. Później odwiedziłem Jej restaurację i było dość sztywnie gdyż była Jej szefowa dlatego nie chciałem aby czuła się niezręcznie. Zdążyłem tylko zaproponować kawę na następny dzień bo pracowała do późna. Nie odmówiła, ale następnego dnia powiedziała że ma pracę więc nie może. Pomimo tego poprosiłem Ją o to czy da mi swój numer telefonu po czym dostałem go natychmiast. Od tego momentu zaczęła odpisywać po kilku godzinach lub czasem wcale a moja pewność siebie siadła i zaczęło się już typowe myślenie taktyką "czy to co napisałem było ok". Nie odebrała ani razu i sporadycznie odpisywała na SMS-a. Postanowiłem spróbować ostatni raz i czekałem na Nią pod pracą. Niestety nie doczekałem się gdyż pojechała ze znajomymi z pracy. Napisałem, że szkoda iź nie udało nam się spotkać i że ogólnie życzę Jej miłego wieczoru i wykasowałem numer. Nie powiem nie było łatwo, przez tydzień miałem takiego kaca, że szok zwłaszcza że to był okres w którym nie uprawiałem żadnego sportu, zatem zostałem tą porażką przytłoczony. Było minęło.... Nie wracałbym do tego tematu gdyby nie sytuacja z dnia dzisiejszego która na nowo strzeliła mi w serce. Otóż zupełnie przypadkiem spotkałem Ją na mieście. Wymieniliśmy pare zdań, była lekko zakłopotana, lecz w dobrym humorze potrafiła nawet naturalnie roześmiać się ze zwyczajnego żartu. Szliśmy do tego samego sklepu jak się okazało. Ja po zakupy ona po fakturę dla swojego szefa z restauracji. Powiedziała miłego dnia i tyle....Ja jak słup odpowiedziałem "Tobie też Pa...".....
Później już oczywiście ani faktury ani Jej nie było
I teraz szukam pointy do tej sytuacji... Czy warto wogóle spróbować coś jeszcze raz? Czuje że tak ale głowa mówi że po tym jak ewidentnie mnie zlewała na początku to czy te dzisiejsze 5 min mogą coś zmienić...? Serce vs Mózg.... Jeśli serce to i tak nie wiem co mógłbym zrobić żeby znowu nie zafixować się, że to już "progres". Wysłać SMS...napisać że miło było ją zobaczyć.... Nie wiem, znowu czuje że wkręcam się, a to najgorsze bo cokolwiek co uszcześliwiłoby mnie jest przecież tak daleko.... Drogie forumowiczki wylejcie pełne wiadro zimnej wody i poradzcie co mam zrobić?
Dzięki,
Marcin