Witam,
chciałam prosić Was o radę.
Jestem mężatką od 19 lat, od początku mieszkaliśmy sami z mężem, a potem z naszym synem. Teściowa mieszkała na tym samym osiedlu, ale osobno. Mąż odwiedzał ją częściej, a ja od czasu do czasu bywałam u niej, co jakiś czas ona u nas. I przez 17 lat nie było większych nieporozumień. Nigdy za nią jakoś szczególnie nie tęskniłam, bo mamy całkiem różne charaktery, ale nie miałam jakoś problemów aby się spotykać. Aż do czasu gdy teściowa (86 lat) zaczęła mieć problemy z tym aby mieszkać sama, pojawiły się lęki, schudła klikanaście kg. Była faktycznie w bardzo złej formie i mąż mnie niestety przekonał, żeby zamieszkała u nas. Na początku faktycznie widziałam, że potrzebuje pomocy, miała problem z jedzeniem, z nadciśnieniem. Co jakiś czas pojawiało się pogotowie albo mąż zawoził ją do szpitala, potem odwiedzali wielu specjalistów, łącznie z psychiatrą. Poświęcał jej naprawdę dużo czasu. Wyobrażenia jej i niestety mojego męża były takie, że stworzymy jedną wielką rodzinę, ja zgodziłam się na pomoc, ale nie bardzo chciałam spędzać razem wszystkie wolne dni, wakacje. Teściowa tak się ucieszyła, że będzie u nas mieszkać, że powiedziała do mnie: "Och jak fajnie, będę teraz miała córeczkę". Aż mnie zamurowało, problem w tym, że ja nie potrzebowałam matki, a jednocześnie zaczęłam się zastanawiać kim ja dla niej byłam do tej pory. Bardzo ciężko się docieraliśmy, musiałam wywalczyć to żeby nie spędzać z nią każdej wolnej chwili, żeby nie przestawiała mi mebli, nie zaglądała w każdy kąt, abyśmy mieli trochę prywatności. Uważam, że należy się jej pomoc w tym czego nie może sama zrobić, ale czy mój mąż jest od tego aby dotrzymywać jej wiecznie towarzystwa?Zdrowotnie doszła do siebie, czasem mam wrażenie, że ma więcej energii niż ja. Ale nie chce zostać sama nawet na jedną noc, choć psychiatra uważa, że leki które bierze powinny pomóc. Mąż w moim odczuciu zmanipulowany przez matkę oczywiście jej samej nie zostawi. Kiedy jestem w domu, mąż faktycznie stara się spędzać czas w większości ze mną. On ma nienormowany czas pracy i w tygodniu często jest w domu przed południem, wtedy gdy ja pracuję, więc spędza z matką dużo czasu. Ale mąż też jeździ często na naszą budowę i wtedy obowiązkowo matka jedzie z nim, z reguły na cały dzień. A ja zastanawiam się czy to jest normalne? Mąż mówi, że ona mu w niczym nie przeszkadza, jedzie z nim bo nie chce być w domu sama, ale kilka razy mąż przyznał, że nie potrafi jej odmówić. Czy to normalne, że mnie to denerwuje? Skoro sama nie mam czasu jechać z mężem na budowę, to może nie powinno mi to przeszkadzać. Czy to normalne, że nie rozumiem dlaczego on się jej tłumaczy gdzie idzie i o której wróci? Moje wyobrażenia były takie, że będziemy co prawda żyć pod jednym dachem i pomagać teściowej, ale jednak będziemy żyć oddzielnie. A teraz ona spędza z nim więcej czasu niż ja, a ja żałuję, że zgodziłam się na wspólne mieszkanie.
Masz za złe mężowi, że spędza więcej czasu z własną matką? Przecież ona ma 86 lat! Nie pożyje już długo, a on o tym wie i stara się jej pomóc i z nią być. I ja go rozumiem.
Dzięki Bogu, że jej nie zostawi. Bo to jak traktuje matkę świadczy o tym, jak za jakiś czas będzie traktował ciebie. Dziwne, że dojrzałej kobiecie trzeba tłumaczyć tak elementarne rzeczy.
Gdyby mi teściowa powiedziała, że będę jej córeczką, to bym się chyba popłakała ze szczęścia. Serio.
Mam wrażenie, że jesteś bardzo skupiona na sobie i nie masz w sobie za bardzo empatii. Bo gdyby miała Alzheimera, odkręcała w nocy kurki z gazem albo nie wstawała z łóżka i musiałabyś ją karmić i pampersy jej przebierać - wtedy byłby problem. Albo gdyby przez 20 lat regularnie cię dręczyła psychicznie - wtedy rozumiałabym, że nie chcesz mieć z nią kontaktu. Ale ona ani się nie narzucała, ani cię nie krzywdziła, a ty chcesz się jej po prostu pozbyć. I to dlatego, że zagląda ci w kąty i chce spędzać z wami czas. Jesteś po prostu wygodnicka. I zazdrosna.
Emilio, dziękuję za odpowiedź. Ale chyba nie do końca mnie zrozumiałaś. W moim odczuciu życie nie jest takie czarno-białe. Teraz zajmę sie tylko matką, bo ona ma 86 lat, a inni niech poczekają. Nikt nie wie kto i jak długo będzie żył. Nie powiedziałam, że chcę jej się pozbyć i że mąż nie ma jej pomagać, zawsze jej pomagał, kiedyś mniej, teraz więcej. Chodzi mi o stawianie pewnych granic, jak daleko jesteśmy w stanie zrezygnować z własnych potrzeb i marzeń. Czy da się po prawie 20 latach bycia synową zostać "córeczką", tylko dlatego, że teściowa potrzebuje pomocy? Dla mnie to manipulacja. Ja jestem gotowa jej pomóc, bo jest człowiekiem i matką mojego męża, ale mierzi mnie nagły przypływ uczuć. Może i nie mam empatii i jestem wygodnicka. Choć wiem co znaczy Alzheimer i zmiana pampersów.
Emilio, dziękuję za odpowiedź. Ale chyba nie do końca mnie zrozumiałaś. W moim odczuciu życie nie jest takie czarno-białe. Teraz zajmę sie tylko matką, bo ona ma 86 lat, a inni niech poczekają. Nikt nie wie kto i jak długo będzie żył. Nie powiedziałam, że chcę jej się pozbyć i że mąż nie ma jej pomagać, zawsze jej pomagał, kiedyś mniej, teraz więcej. Chodzi mi o stawianie pewnych granic, jak daleko jesteśmy w stanie zrezygnować z własnych potrzeb i marzeń. Czy da się po prawie 20 latach bycia synową zostać "córeczką", tylko dlatego, że teściowa potrzebuje pomocy? Dla mnie to manipulacja. Ja jestem gotowa jej pomóc, bo jest człowiekiem i matką mojego męża, ale mierzi mnie nagły przypływ uczuć. Może i nie mam empatii i jestem wygodnicka. Choć wiem co znaczy Alzheimer i zmiana pampersów.
Czy zdajesz sobie sprawe z tego, ze 86 lat to bardzo zaawansowany wiek, gdzie dochodzi do wielu zmian w mozgu, ze czesto te staruszki zachowuja sie jak dzieci. Jezeli nie mozesz sobie z tym poradzic idz do lekarza zajmujacego sie geriatria i CI wiele spraw wytlumaczy. Syn opiekujacy sie matka to nie jest czesty przypadek. Ja bym byla dumna, ze mam takiego meza.
Nie "napadajcie" tak na autorkę ![]()
Moja babcia do 94 roku życia miała bardzo dużo energii i sama sobie ze wszystkim radziła- dostała pewnego dnia zawału i po prostu zmarła. Była mega manipulująca odkąd pamiętam i chciała się wprowadzić do mojej siostry ciotecznej. Kiedyś przestała jeść, wstawać z łóżka, w końcu zdecydowała się na dom spokojnej starości, bo "nie ma się nią kto zająć". Po 2 tygodniach ona ozdrowiała, wróciła do domu, a dyrektor tego domu starości powiedział, że nam współczuje i nie chciał pieniędzy za niewykorzystany czas. Taki przykład, że nie każda staruszka jest miła i spokojna.
Wcześniej jak miałam kilka lat to wprowadziła się do moich rodziców do mieszkania. Dopóki żył mój tata, a jej syn, to już było słabo ze wspólnym mieszkaniem. Po jego śmierci, po prostu dała nam tak popalić- to miała wtedy 80 lat, że wyprowadziłam sie majac 18 lat. Nie doopisania co ona wyprawiała. Dlatego z mojego doświadczenia popieram autorkę.
[quote brzoza13] Czy to normalne, że nie rozumiem dlaczego on się jej tłumaczy gdzie idzie i o której wróci? Moje wyobrażenia były takie, że będziemy co prawda żyć pod jednym dachem i pomagać teściowej, ale jednak będziemy żyć oddzielnie. A teraz ona spędza z nim więcej czasu niż ja, a ja żałuję, że zgodziłam się na wspólne mieszkanie.[/quote brzoza13]
Ja myślę, że to jest jakiś głebszy problem niż napisała nam brzoza. Zasygnalizowała nam tylko " różne charaktery" i "docieranie się". Każda kobieta chce rządzić w domu, więc jak teściowa autorki się wprowadziła do nich, to zaczęła ustawiać im życie i traktować jak małe dzieci, szczególnie syna, a to mieszkanie za własne i do wszystkiego się wtrącać.
To, że spędzają razem dużo czasu, to przecież nic w tym złego, jeśli jest tylko towarzyszką tych wyjazdów na budowę. Jeśli natomiast razem jeżdżą i ona zmienia plany, które wy ustaliliście przy budowie tego domu, bo mąż nie potrafi odmówić, to jest innego rodzaju sprawa.
Jeśli chce rządzić w domu brzozy, tak jak napisała przestawiać meble itp., to znaczy, że jest na tyle zdrowa, że może wrócić do siebie. Na razie brzoza napisała na forum o problemie z teściową, niedługo napisze, że kłóci się z mężem o zachowania teściowej i małżeństwo przechodzi kryzys.
A to, że nazwała ją "córeczką" po 19 latach małżeństwa jest faktycznie śmieszne. Słowa nic nie kosztują, ważne są czyny.
Może się mylę, bo część to moje domysły, natomiast tak to często wygląda w mieszkaniu z teściową.
Brzoza, ciężką masz sytuację. Mysle, ze problem z teściową jest wtorny do problemów z męzem.
Jestes panią u siebie w domu, a Twoja tesciowa jest, jakby nie patrzeć - gościem - nawet jeśli jest chora i wymaga opieki. Zdrowy układ bylby wtedy, jeśli wszyscy (w tym i Twój mąz) w ten sposób to widzieli. Jeśli tesciowa chce przestawiać meble i rzadzic się, a mąz "nie potrafi odmowic" - znaczy tesciowa być może wykorzystuje swoja pozycje uprzywilejowanyj osoby, a tak być nie powinno.
Porozmawiaj z męzem.
Mnie ciekawi co sie stalo z tesciowej mieszkaniem? Stoi sobie puste?
8 2015-04-17 09:34:11 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-04-17 09:35:52)
Ja generalnie od zawsze uważałam że jesli mam ja problem z tesciami to ja go rozwiązuje. Wplatywanie w to faceta jest dla mnie wymigiwaniem się od odpowiedzialnosci za moje własne uczucia. Mąz wtedy staje między młotem a kowadłem miedzy dwiema bardzo ważnymi dla niego kobietami. Nie zazdroszcze facetom tej pozycji.
Mam usta, umiem mówić wiec wyrażam to co czuje do swojej teściowej, bez angażowania w te relacje osób trzecich. Wbrew pozorom to bardzo praktyczna pozycja. Nawret jeśli tesciowa zacznie żale na mnie do męza kwituje to krótko "twój problem mój drogi, ja ci się nie żale, sama to załatwiam" ![]()
Masz za złe mężowi, że spędza więcej czasu z własną matką? Przecież ona ma 86 lat! Nie pożyje już długo, a on o tym wie i stara się jej pomóc i z nią być. I ja go rozumiem.
Dzięki Bogu, że jej nie zostawi. Bo to jak traktuje matkę świadczy o tym, jak za jakiś czas będzie traktował ciebie. Dziwne, że dojrzałej kobiecie trzeba tłumaczyć tak elementarne rzeczy.
Gdyby mi teściowa powiedziała, że będę jej córeczką, to bym się chyba popłakała ze szczęścia. Serio.Mam wrażenie, że jesteś bardzo skupiona na sobie i nie masz w sobie za bardzo empatii. Bo gdyby miała Alzheimera, odkręcała w nocy kurki z gazem albo nie wstawała z łóżka i musiałabyś ją karmić i pampersy jej przebierać - wtedy byłby problem. Albo gdyby przez 20 lat regularnie cię dręczyła psychicznie - wtedy rozumiałabym, że nie chcesz mieć z nią kontaktu. Ale ona ani się nie narzucała, ani cię nie krzywdziła, a ty chcesz się jej po prostu pozbyć. I to dlatego, że zagląda ci w kąty i chce spędzać z wami czas. Jesteś po prostu wygodnicka. I zazdrosna.
6-6
Brzozo, to jest jego matka, a matka jest tylko jedna, zwłaszcza, że nie jest ona świeżo upieczoną, energiczną emerytką, a staruszką z problemami staruszki. To bardzo szlachetne, że Twój mąż postanowił zaopiekować się swoją starą mamą na starość, a Ty zachowujesz się jak dziecko, bo jesteś zazdrosna...
Nie robiłabym awantur/naburmuszania/focha. Porozmawiałabym z mężem spokojnie, powiedziała mu, że tęsknię, zorganizowała jakąś romantyczną randkę poza domem, a Ty, jak dziecko, przyjmujesz postawę roszczeniową.
Mówi się, że mężczyźni tak traktują swoje kobiety jak swoje matki - no rozpuścił Cię trochę ;P - a tak serio, to naprawdę wielki szacun dla mężusia, to niestety TY masz problem i TY nie umiesz się odnaleźć w nowej sytuacji, ale to, że 86-letnia kobiecina mieszka z Wami, we mnie budzi nadzieję, że są jeszcze na świecie porządni ludzie, którzy wiedzą, gdzie jest prawo, a gdzie lewo.
Pretensjami niczego nie wskórasz, tylko się skompromitujesz, jeśli kochasz swojego męża, uwiedź go, pokaż mu, jak bardzo go kochasz i jak bardzo jesteś z niego dumna, że jest taki super.