Witam. Zostałem porzucony przez kobietę ponad 2 lata temu. Z początku nie wiedziałem dlaczego i dopiero po czasie dowiedziałem się że zostawiła mnie dla innego.
Nawet nie chcę wspominać przez co wtedy przeszedłem. Mój problem polega na tym że pomimo upływu czasu ciągle ją kocham i tęsknię dniami i nocami. Wiem że nigdy w życiu chyba już jej nawet nie zobaczę bo zresztą ma już swoją rodzinę i życie. Nie mam żadnych pamiątek, zdjęć. Dosłownie niczego. Chodziłem wiele czasu do psychologa i brałem środki antydepresyjne. Niestety to wszystko na nic. Przez ten czas poznałem wiele dziewczyn ale z żadną nie potrafiłem zbudować związku gdyż ciągle myślę o niej. Marzę o tym żeby się wreszcie uwolnić od tego uczucia. Mam dość i jestem sam na siebie wściekły że nie potrafię. Przez ten czas drastycznie spadła moja samoocena. Mam wrażenie że interesują się mną tylko kobiety które dla mnie nic nie znaczą a te które mi się podobają nie zwracają na mnie żadnej uwagi. Nie czuję się w żaden sposób atrakcyjny dla nich. Chodzę jak nieprzytomny ciągle i coraz bardziej zamykam się w sobie.
Marzy mi się ustatkowanie i założenie rodziny. Mam 27 lat i czuję już taką potrzebę. Fakt że nie mam z kim planować przyszłości i większość moich rówieśników/rówieśniczek już od dawna ma swoje rodziny pogarsza tylko moje samopoczucie. Zaczynam się obawiać że już nigdy nie przejdzie mi to co czuję do byłej i nigdy nie zakocham się z wzajemnością. Coraz częściej myślę o tym że moje życie bez drugiej połówki nie ma sensu i lepiej umrzeć.
Potrzebuję pomocy a nie wiem gdzie jej szukać i co robić.... Znajdzie się ktoś kto mi coś doradzi ?
Zaznaczę jeszcze że nie mam obsesji na punkcie byłej. Puściłem ją wolno gdyż wolałem żeby ona była szczęśliwa. Nie utrzymujemy absolutnie żadnego kontaktu i nie widuję jej nigdzie. Tak jak wspomniałem wcześniej zniszczyłem wszelkie ślady po niej. Jednak cały czas noszę ją w sercu. Dlaczego tak jest...